Skocz do zawartości

SamWieszKto1231

Members
  • Postów

    200
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    7

Ostatnia wygrana SamWieszKto1231 w dniu 8 Czerwca 2013

Użytkownicy przyznają SamWieszKto1231 punkty reputacji!

O użytkowniku

  • Płeć
    Mężczyzna

Osiągnięcia SamWieszKto1231

  1. Imię:Dupa Slonia Wiek:16 Czy cię oceniałem:Nie Ortografia:Perfekcyjnie.
  2. SamWieszKto1231

    Po co ten blog ?

  3. hahahaghkjadfklgkhahahahahahahahahahahah trolled
  4. Panu już podziękujemy.
  5. Co to za gówno ? ...
  6. Ja pierdole,ale warny
  7. SamWieszKto1231

    Laptop

    Dalem źródło,wypchaj sie pufą.
  8. SamWieszKto1231

    Laptop

    Chcę wam o czymś opowiedzieć. O Norwegach. No więc kupiłem laptopa. Mój poprzedni wpadł pod samochód (nie pytajcie), a potrzebuje komputera do pracy. Szukałem czegoś taniego ale wytrzymałego. I znalazłem. Aż sam się zdziwiłem, gdy zobaczyłem piękny laptop, prawie identyczny jak mój za… 600 zł. Od razu zacząłem mieć wątpliwości, czy nie jest kradziony czy coś, ale w końcu zdecydowałem skontaktować się ze sprzedawcą. Na telefony nie odpowiadał. Pomyślałem, że pomylił się w numerze czy coś, gdy nagle ktoś odebrał. Ale zamiast chociażby standardowego „halo?” usłyszałem tylko sapanie. Po chwili rozłączył się. Wysłałem mu e-maila. Na niego już odpowiedział. Jak okazało się, laptop należał do jego córki, ale teraz córka już go nie potrzebuje a im jak najszybciej jest potrzebna kasa. Dalej dręczyło mnie, że coś musi być nie tak, ale sprzedawca utwierdzał mnie w fakcie, ze jeśli coś będzie mi nie pasowało, będę mógł go zwrócić. W końcu co to jest 600 zł. Pomimo, że jak okazało się, sprzedawca mieszka w moim mieście, nie zgodził się, bym odebrał laptopa osobiście. Wysłał go pocztą, za pobraniem (tym razem to był mój warunek). Po dwóch dniach laptop przyszedł. Nie był ani zniszczony, ani nawet podrapany. Normalny sprzęt. Nie uwierzycie jak w tamtym momencie odetchnąłem z ulgą. Jak się okazało jednak, nie został do końca wyczyszczony z plików poprzedniej właścicielki. Chciałem je usunąć od razu, ale potem przemyślałem to – może dziewczyna jest całkiem ładna, a w końcu mam e-mail jej ojca więc… Znalazłem cztery nagrania wideo. Zatytułowane „vid 1.765232” „vid 2.55254” „vid 3.215” i „vid 4.235”. Niezbyt oryginalnie. Włączyłem pierwsze nagranie. Było nagrywane kamerką internetową. Przed monitorem, w bardzo ciemnym pokoju, siedziała może piętnastoletnia dziewczyna. Trudno było dokładnie ją zobaczyć, ponieważ oświetlał ją tylko monitor. Pamiętam, ze miała długie, brązowe włosy. - Jestem Karolina – zaczęła powoli – I to będzie mój wideo blog. Nigdy tych nagrań nigdzie nie umieszczę bo i tak nikt by mi nie uwierzył. Ale to nie ważne. Nagrywam to dla siebie – odetchnęła głęboko – Od wielu dni dzieje się coś dziwnego. Coś mnie obserwuje. Teraz też. Myślę, ze nie jest zadowolone z tego co robie, ale nie może mi nic zrobić – zamilkła na chwilę – Jeszcze nie. Nagle coś zapukało do drzwi, a ona odwróciła się nagle. Zakryła chyba czymś szybko kamerkę, ale nadal słyszałem co mówi. A raczej krzyczy… Chyba otworzyła drzwi a potem były już tylko wrzaski. Po kilku minutach obraz pojawił się znowu. Płakała. Miała rozcięte czoło. Szeptała coś w stylu „To nie moja wina, to nie ja, to on, dlaczego oni nie chcą mi uwierzyć, dlaczego moi rodzice…” Nagranie urwało się. Szybko włączyłem to o tytule vid 2.55254 Zaczęło się tak samo. Znowu ta sam dziewczyna w tym samym ciemnym pokoju. Miała podbite oko. - To chyba odeszło. Chyba, nie wiem. Najpierw dorwało mojego brata, a teraz chce mnie. Moi rodzice mi nie wierzą. Myślą, ze to ja. Ale to kłamstwa. Ja widziałam – zaczęła drżeć, w końcu schowała twarz w dłoniach. Wydało mi się, że coś za jej plecami poruszyło się. Koniec. Trochę drżałem. Nie spodziewałem się znaleźć czegoś takiego. A zostały jeszcze dwa filmiki. Na trzecim dziewczyna wygląda na wykończoną i psychicznie i fizycznie. Co chwile wyciera krew, która cieknie jej z nowej rany na policzku. I tylko patrzy się w kamerkę. I we mnie. Czułem to. Czułem jej wzrok na sobie. W końcu powiedziała coś. - Oni mnie zabiją. Zaczęła płakać. Strasznie jej współczułem. I chciałem jakoś pomóc. Jeśli ten skurwiel, który sprzedał mi laptopa to jej ojciec, to… Pojechałbym do niego i zrobił coś złego. Nie wiem, nawet zadzwonił na policje. Ciekawe czy by mi uwierzyli, czy wzięli za wariata… Ostatni filmik miał tylko 30 sekund. Domyślałem się dlaczego. Dziewczyna siedziała znów przodem do monitora. Drżała. Nagle obróciła się, ale chyba nic nie dostrzegła. W 25 sekundzie zobaczyłem to. Za nią stał wysoki, czarny kształt. Kamerka przewróciła się, a może to dziewczyna ją strąciła. Ostatnie 5 sekund to tylko krzyki. Zacząłem wydzwaniać do sprzedawcy. Miły głos bota poinformował mnie, że taki numer nie istnieje. Wysłałem chyba z 10 maili. Na nic oczywiście. Tak, chciałem iść na policje, w końcu miałem dowody, ale, właśnie… Filmy znikły. Po prostu. Wiecie, chyba nawet bym o tym nie pisał, gdyby nie jedno. Dzisiaj w nocy widziałem czarny kształt. To jak choroba, a ja jestem zarażony. Przyjdzie do mnie. straszy.pl
  9. SamWieszKto1231

    Kroki...

    Odgłosy kroków są niczym niezwykłym gdy siedzisz w piwnicy, wiec nie zawracałem sobie tym zbytnio głowy gdy usłyszałem ciche stąpnięcia dochodzące z parteru. Po prostu założyłem że to mój brat, wiec kontynuowałem cokolwiek ja tam robiłem. Powróciły na kolejne parę minut, co powoli zaczęło mnie denerwować. Zaczęły robić się głośniejsze z każdą sekundą. Westchnąłem zastanawiając się co do cholery mój brat tam robi tak późno w nocy. Usiadłem wiec, ponieważ niemożliwym było się skupić w tym łoskocie. Brzmiało to jakby jakiś chodziarz krążył po całym parterze. Siedziałem tam i słuchałem jak stąpnięcia staja się szybsze i dziksze. Nie zatrzymywały się nawet na chwilę, zaczęły nawet formować pewien rytm, pieśń. Zrobiły się jeszcze szybsze i jeszcze dziksze. Wydawało się że dochodzą z całego pomieszczenia znajdującego się nade mną. Zrozumiałem ze cokolwiek to jest, nie jest to człowiek. Nikt nie potrafi się tak poruszać. "Co jest, kurwa?!" w końcu wrzasnąłem. Wszystko ucichło. Wszystko jest spokojne, i wtedy usłyszałem łagodne i powolne kroki kierujące się w stronę piwnicznych drzwi. Drzwi zostały otwarte i ponownie kroki. Przez następną minutę słyszałem tylko mój oddech, potem westchnąłem myśląc że to koniec. Okazało się że to Coś także nasłuchiwało. Nagłe usłyszałem "to" zbiegające po schodach, przewróciłem krzesło wstając w pospiechu. Zacząłem biec do najbliższej szafy, kątem oka zauważyłem groteskową, bezwłosą, czteronożną kreaturę, tanecznym krokiem zbliżającą się do mnie, wystukując swymi spuchniętymi stopami upojny rytm. Zanurkowałem w szafie i zatrzasnąłem drzwi. Nastała cisza... Na kilka sekund. Po czym usłyszałem ten sam rytm na drzwiach szafy. To tupanie nie ustępuje, żadnej pauzy, żadnego odpoczynku, żadnej ulgi... Jest on już tu od godzin, nawet zacząłem wystukiwać palcami rytm wraz z jego "pieśnią". Naglę skończyło się, szybko, tak jak się zaczęło. Poczekałem chwilkę, i wyjrzałem z szafy. Nie ma go. Zapaliłem światło i upadłem na krzesło. Jestem bezpieczny. Zrelaksowałem się i pogrążyłem w myślach na moment. Dostrzegłem ze zacząłem tupać stopą. Może ta piosenka nie jest taka zła... Nawet ja polubiłem, wystarczająco by do niej tańczyć. Więc upadłem na ręce i nogi, i zacząłem... straszy.pl
  10. SamWieszKto1231

    Cień dzieciństwa

    Przyznaję, byłem lękliwym dzieckiem, a moja osobista lista lęków była bardzo długa. Na pierwszym miejscu znajdował się bez wątpienia las za szkołą i opowieści mojego brata o potworze tam się ukrywającym. Mój dziecięcy instynkt podpowiadał mi, że w tym cieniu drzew kryje się coś bardzo złego. Dlatego zawsze po usłyszeniu ostatniego dzwonka, co sił pędziłem do domu. Czułem, że za mną pędzi ciemny cień i muszę biec, ile sił w nogach, by mnie nie złapał. Mój brat oglądając moje codzienne zmagania stwierdził, że kompletnie oszalałem, ale ja wiedziałem, że jak tylko na moment zwolnię to już nie będzie odwrotu. Tego dnia czułem, że bestia już prawie mnie dogania na moście, kiedy to na mojej drodze stanął nieznany mi mężczyzna. Kiedy zbliżałem się do niego, ku mojemu zdziwieniu bestia zaatakowała go! Przecież do tej pory tylko ja byłem w stanie ją zobaczyć. Mimo przerażenia obejrzałem się za siebie. Cień wepchnął mężczyznę do wody, przy tym prawie przecinając go na pół. Porwał go nurt rzeki, a on chyba już w agonii krzyczał coś do mnie i machał rękoma, nie byłem jednak w stanie usłyszeć jego słów. Kiedy już znalazłem się w domu opowiedziałem o tym wszystkim rodzicom, którzy zgłosili sprawę policji. Po kilku dniach znaleziono ciało zmasakrowane od pasa w dół ciało mężczyzny. Nie miał dokumentów przy sobie i nikt nie zgłosił jego zaginięcia, więc został uznany za NN. Ja z kolei przestałem odczuwać obecność czarnej postaci i powoli wyrastałem z moich lęków. Wróciłem w rodzinne strony po 30 latach, by pochować moich rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Kiedy przekroczyłem próg domu powróciły wspomnienia i po pogrzebie udałem się na przechadzkę ulicami miasteczka. Ostatni punkt spaceru stanowił zabytkowy most. Kiedy już miałem wracać zobaczyłem małego chłopca, który biegnie, co sił w nogach. Kiedy zbliżał się do mnie odkryłem, że to ośmioletni ja... straszy.pl
  11. SamWieszKto1231

    Posąg

    Jeżeli piszesz ze strony,dawaj na końcu link strony z creepypastą
  12. SamWieszKto1231

    Pokój

    Mieszkam w starym domu, dosadnie mówiąc wiekowym, stary folwark, który czasy swej świetności miał już dawno za sobą. Jak to w czasach sarmackich, ludzie zwykli budować się z dala od innych, by mieć na oku tylko swoje okoliczne pola, wsie, toteż na nasze podwórko prowadziła tylko jedna leśna dróżka, na którą wjeżdzało się z pobliskiej autostrady. Rodzice starali się utrzymywać budynek w jak najlepszym stanie, uważali, że to część naszej historii, to, że kiedyś nasze nazwisko coś znaczyło, teraz został tylko dworek. Wnętrze jak wnętrze, XXI wiek, lecz widać w wystroju coś staropolskiego, mój ojciec jest z tego strasznie dumny. Cóż, mnie raczej to nie obchodziło, starałem się po prostu być, jeździłem autobusem do szkoły, gdzie w mieście miałem kilku znajomych, czasem jakiś wypad na piwo. Większość czasu spędzona na tym nieszczęsnym folwarku gdzie czas zajmowała mi nauka, pomaganie rodzicom i internet. Nudne życie, co? Ja powiedziałbym, że spokojne, lubię spokój, poranne spacery nad wodę i powiewy świeżego powietrza zawierające w sobie przyjemny aromat okolicznych sosen. Tak więc wróćmy na właściwe tory mojej historii, a więc drzwi. Drzwi w moim pokoju, drzwi, za którymi nic nie ma. Są trochę zabite i uszczelnione, żeby w zimę nic nie przemakało, dawno temu zapytałem o nie mojego ojca. Opowiedział, że drzwi te niegdyś prowadziły do pokoju mojej prababki, lecz cały pokój strawił ogień, po prostu kolejny nieszczęsny wypadek, babcia jak zwykle po południu zamknęła się w swoim azylu, zamknęła drzwi na klucz, bo nie lubiła jak ktoś jej przeszkadzał. Nie przysypiajcie podczas lektury, szczególnie jeśli czytacie przyświecając sobie lampą naftową. Lampa upadła, cały pokój zajął się ogniem wraz z moją prababką. Zburzono zatem skrzydło, w którym był ten jeden nieszczęsny pokój a drzwi zostawiono, nie wiem dlaczego, nie pytajcie. Tak więc opowiadam wam to, bo podczas ostatnich nocy, zza tych drzwi rozlega się ciche pukanie. Stuk. Stuk. Stuk, delikatne, powolne pukanie. Budzi mnie rano, nie daje zasnąć. Powiedziałem rodzicom, ale oni mi po prostu nie wierzą, raz całą noc siedzieli w pokoju a ten ktoś nie raczył zastukać. Taki mój pech, mój strach się wzmaga, może mam jakąś schizofrenię? Przecież to takie realne. Stuk, stuk, stuk. Równe odstępy. Stuk. Stuk. Stuk. Rodzice przygotowują mi już nowy pokój, po długim czasie na szczęście dali się namówić, nie wytrzymałbym dłużej. Historię odmienia pewna wizyta. Zostałem sam w domu, rodzice pojechali na jakieś większe zakupy, zająłem się niczym, przeglądałem bez sensu internet. Nagle usłyszałem, pukanie do drzwi wejściowych. Dokładnie to samo, stuk, stuk, stuk. Z ciarkami na plecach spojrzałem przez judasz, stała tam jakaś kobieta, na oko po czterdziestce, lecz całkiem urodziwa, taka staroświecka uroda. W sumie nie tylko uroda, była ubrana w sukienkę, jakieś lata 40, 50. Dziwne. Otworzyłem, na wstępie powitała mnie uśmiechem. Swoim dźwięcznym głosem oznajmiła, że się zgubiła i czy nie było by dla mnie kłopotem, żeby skorzystała z łazienki. "No jasne, że nie, wzdłuż korytarza, trzecie drzwi na prawo" -odparłem. Po jakiś 10 minutach oczekiwania trochę się zaniepokoiłem, czemu ta "stara-młoda" kobieta tak długo tam siedzi? Ruszyłem zatem w stronę mojej łazienki, ale po drodze ujrzałem coś, co zaparło mi dech w mojej wątłej piersi. Drzwi. Drzwi w moim pokoju, otwarte. Ale jak? Przecież były zabite, przecież prowadzą na dwór. Byłem lekkomyślny od zawsze. Wszedłem do swojego pokoju i popatrzyłem na to, co jest za drzwiami. Nie uwierzycie. A może uwierzycie? Był tam ten pokój. Pokój, doszczętnie spalony, zaczynałem się bać co raz bardziej. Wszedłem tam, pachniało świeżą spalenizną. Nagle usłyszałem coś, dzięki czemu moje serce bijące jak karabin nieomal wyskoczyło mi z gardła. Ktoś stanął w progu za mną. To miał być tylko początek, odwróciłem się i ujrzałem na wpół zwęglone ciało. Było straszne, nieludzkie. Obtarta suknia, kłębki włosów wystające z głowy, puste oczodoły. Całkowicie zesztywniałem, cóżże miałem zrobić, to był żywy trup! Chyba się lekko uśmiechneła, o ile można to nazwać uśmiechem. Ostatnim co usłyszałem, były słowa z jej martwych ust, głosem dokładnie takim samym jak kobieta, która chciała skorzystać z mojej łazienki... "Myślałam, że już nigdy mnie nie wypuścisz..." A potem? Potem była ciemność. Zamknęła drzwi, zostałem sam w tym przeklętym spalonym pokoju. Na wieczność. Teraz jedyne co mogę robić to pukać... straszy.pl Pozdrowienia dla Zbugowanego,mam nadzieje,że to przeczytasz i Ci się spodoba
  13. Nagrywasz majnkrafta,to takie oryginalne
×
×
  • Dodaj nową pozycję...