Skocz do zawartości

Creepypasty

  • wpisy
    15
  • komentarzy
    86
  • wyświetleń
    8 482

Super Mario

607 wyświetleń

Zawsze lubiłem Super Mario 64, kiedy byłem dzieckiem. Pamiętam, że

grałem w tą grę domu ciotki cały czas. Cóż, pewnego dnia, kiedy

oglądałem fragmenty gier na youtube, z nikąd pojawiło się okienko z

reklamą. Byłem trochę zaskoczony i chciałem je zamknąć, dopóki nie

zauważyłem, że kieruje na stronę internetową, prezentującą dobrej

jakości kopię gry Super Mario 64 na sprzedaż. Było też zdjęcie i

wszystko inne. Zazwyczaj nie mam zaufania do takich rzeczy, ale ogarnęło

mnie dziwne uczucie tęsknoty i w jakiś sposób zmusiło mnie do kupna.

Stwierdziłem, że cała ta działalność była szczególna, widząc że

właściciel gry chce otrzymać $10 pocztą na adres podany na stronie,

zamiast użycia powszechnego już PayPal-u. Co sprawiło, że sytuacja stała

się jeszcze dziwniejsza, to to że kiedy ponownie próbowałem uzyskać

dostęp do strony (spisałem URL) po napotkaniu problemów z grą, strona

nie istniała.

Kilka dni później, kiedy $10 zostało wysłanych, otrzymałem paczkę

zawierającą kopię gry. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem po otwarciu

małej paczki, było to, że naklejka z Mario latającym w powietrzu została

zerwana, albo zdarta. W jej miejscu ktoś na kawałku taśmy izolacyjnej

napisał „Mario” markerem permanentnym. Poczułem się trochę oszukany ,

ale dopóki gra działała, nie obchodziło mnie to.

Wyjąłem moje Nintendo 64 i włożyłem kartridża. Na ekranie

pojawiła się znajoma twarz Mario, którą mogłeś rozciągać i skręcać bez

jakiegoś konkretnego celu. Przypomniało mi się, jak zawsze śmiałem się

jako dziecko widząc efekty i postanowiłem poeksperymentować jak za

starych czasów. Przesunąłem kursor na ucho Maria i naciągnąłem je do

proporcji ucha elfa. Zamierzałem właśnie zrobić to samo z drugim uchem,

gdy telewizor nagle zaczął produkować głośne odgłosy prądu. Głowa Maria

zaczęła się deformować i wirować na tyle różnych sposobów, które

wydawały mi się niewiarygodne dla tego modelu. Losowe efekty dźwiękowe z

gry zaczęły „grać” wraz z odgłosami statycznymi. Kiedy to wszystko

miało miejsce, mogłem usłyszeć cichy głos szepcący chyba po japońsku.

Głos ten jąkał się i płakał.

Natychmiast wyłączyłem grę i uruchomiłem ją ponownie. Tym razem

nie zawracałem sobie głowy naciąganiem twarzy Maria. Wybrałem nowy plik i

zacząłem grać.

Kiedy wybrałem plik, gra otwarła się na wstępnym monologu Peach i

dziedzińcu. Mario został umieszczony w środku zamku. Trupia cisza,

Bowser nie powiedział nic więcej. Próbowałem to zignorować i grać dalej

mimo to. Jednak zauważyłem, że nie było tam żadnej muzyki. Tylko martwa

cisza. Nie było nawet żadnych Ropuch do porozmawiania. Jedyne drzwi,

przez które umiałem przejść to te Boba-omba Battlefielda. Inne drzwi

nawet nie reagowały na przycisk polecenia.

Portret Boba-omba Battlefielda nie był jednak tradycyjnym

obrazem. Było to po prostu białe płótno. Nadal próbowałem się przekonać,

że to były tylko małe, nic nie znaczące błędy, które nie miały

zbytniego wpływu na grę. Gdy wszedłem w portret, obraz nagle zmienił się

z czystego płótna na rysunek Lethal Lava Landu. Kojarzysz ten lekko

niepokojący obrazek płomienia z diabelskim uśmiechem? Tak, zaczynało się

robić naprawdę podejrzanie.

Pojawiło się menu wyboru misji i moim oczom ukazał się kolejny

szczegół. Zamiast „Big Bob-omb on the Summit” misja została nazwana

„Turn Back”. Nie mam pojęcia, co skłoniło mnie do naciśnięcia klawisza

A, ale zrobiłem to.

Runda wydawała się normalna. Wszystko było takie jak to sobie

zapamiętałem. Myślałem, że w końcu będę mógł cieszyć się ulubioną grą

dzieciństwa. Ale wtedy zobaczyłem Jego. Luigi. Byłem całkowicie

zszokowany. Nigdy nie był w tej grze. Jego model nie był nawet na

palecie Mario. Wyglądał na całkowicie oryginalny model. Luigi po prostu

tam stał, dopóki nie próbowałem się do niego zbliżyć. Zaczął biec w

nieoczekiwanie szybkim tempie. Wciąż biegłem za nim i przeszedłem tę

rundę. Kiedy go ścigałem, działy się dziwne rzeczy. Za każdym razem

kiedy podniosłem monetę, wrogowie zwalniali i muzyka była wolniejsza, a

tło i dekoracje stawały się ciemniejsze, ponure i jakby chorobliwe. Tak

więc wszystko było coraz gorsze, aż do momentu, kiedy pozbierałem piątą

monetę. Wtedy muzyka się zatrzymała. Wrogowie upadli na ziemię jakby

byli martwi. Byłem już poważnie rozdrażniony, ale nadal ścigałem

Luigiego.

Wszedłem na wzgórze. Żadne kule armatnie nie stoczyły się na

mnie, chcąc powstrzymać mnie od dojścia do celu. W sumie to chyba nie

byłem zaskoczony w tym momencie. Luigi zawsze znikał z pola widzenia,

kiedy biegłem. Kiedy dotarłem na szczyt, zobaczyłem jakiś inny obiekt,

poza planszą. Mała wioska była wszystkim co mogłem zobaczyć ze szczyty

góry. Nigdzie nie mogłem znaleźć Luigiego. Wioska z pewnością nie

wyglądała na grę Mario. Była stara, zwyczajna i zniszczona. Bez względu

na moje obawy wpuściłem Maria do chatki.

Jak tylko drzwi się zamknęły, moim oczom ukazał się niepokojący

obraz wiszącego Luigiego, a towarzyszyły temu ponure i przerażające

akordy. Brzmiało to jak pisk skrzypiec z towarzyszącym mu waleniem w

klawisze fortepianu. Mario upadł na kolana i szlochał przez około pięć

minut, potem scena się wyłączyła.

Wróciłem do zamku. Mario wyskoczył z obrazu. Rysunek zmienił się z

portretu Lethal Lava Land na obrazek z wieszającym się Luigim. Pokój

był tym razem inny. Teraz był to mały korytarz. Bezwyrazowe ropuchy i

białe szaty pokrywały ściany korytarza. Na przeciwległym końcu korytarza

był kolejny rysunek, który całkowicie i zupełnie mnie przeraził. To

było zdjęcie mojej rodziny. Nawet nie było to zdjęcie z czasów, kiedy

Super Mario 64 zostało wypuszczone. Było wręcz bardzo, bardzo aktualne.

Pamiętałem, jak pozowałem do niego w ostatni weekend.

Sięgnąłem do ON/OFF na N64. Nie miałem zamiaru grać w to nigdy

więcej. Kiedy obróciłem przełącznik, gra nadal chodziła. Obróciłem więc

przełącznik z powrotem, ale bez skutku. Próbowałem wyłączyć wszystko z

prądu, ale gra nadal nie znikała z ekranu. Jeszcze byłem w stanie

kontrolować Mario. Nie mogłem przecież zostawić gry włączonej na zawsze,

więc… grałem dalej. Poszedłem do rodzinnego zdjęcia i wskoczyłem w nie.

Oczywiście tylko jedna misja była dostępna. Była nazwana „Run, Don’t

Walk”. Wybrałem więc tę misję.

Ta runda zaczęła się w zalanym korytarzu z platformami

pływającymi na powierzchni wody. Mario wylądował na jednej z nich, a

kamera obróciła się, żeby pokazać co jest z tyłu. Cicha czarna postać

zbliżała się do Mario. Nie była do niczego podobna. Nie wyglądał nawet

jak ukończona grafika. Po prostu ogromny, toporny, czarny kleks.

Zacząłem skakać z platformy na platformę. Biegłem do przodu bez celu z

zasięgu wzroku, ciemność powoli ale zdecydowanie nabierała tempa. To

trwało tak długo, że wydawało się godzinami. Obawiałem się, że to nigdy

się nie skończy. Mario ciągle zataczał koła. W końcu czarny

cieniokleksostworzenie dogoniło Mario i ogarnęła go ciemność. Nie

krzyczał ani nie bronił się. To coś go po prostu pochłonęło.

Mario wypadł z obrazka z powrotem do zamku. Straciłem jedno z

trzech żyć. Teraz pokój był inny. Część Ropuch zniknęła, a obraz

wyglądał inaczej. Moja rodzina i ja byliśmy w tych samych pozycjach, ale

nasze ciała były częściowo rozłożone. To wyglądało zbyt realnie na

fotomontaż. To wyglądało jakby ktoś wziął nasze trupy i upozował je.

Nieważne. Wskoczyłem do obrazu ponownie. Mario znalazł się w

małym pokoiku. Nadal była dostępna tylko jedna misja. Nazywała się „I’m

Right Here.” Tak po prostu… Wybrałem tę misję i oczekiwałem najgorszego.

Mario wylądował w małym, ciemnym pokoju. Nigdzie nie było widać

wyjścia. Pokój był pusty, z wyjątkiem fortepianu w rogu. Wiedziałem, co

to znaczy. Zostałem zatrzymany w pokoju z Mad Piano. Podszedłem do niego

i zaczął mnie, jak zawsze, gonić. Nie było sposobu aby go uszkodzić,

więc nie miałem wyboru i musiałem obrażenia przyjąć na Mario.

Kiedy stracił całe swoje zdrowie, nie pokazała się standardowa

animacja pokazująca śmierć. Mario był wciąż bity przez fortepian. Kiedy

jego krew i wnętrzności rozlały się na podłodze, Mario upadł, a kamera

przesunęła się dokładnie nad zwłoki Maria. Grała zniekształcona muzyka,

jaką można usłyszeć na karuzelach, kiedy ekran zmienił się z gry na

realistyczne zdjęcie zwłok Maria z tej samej perspektywy. To było

niepokojące. Płakałem cicho, kiedy patrzyłem na obraz. Straciłem kolejne

życie.

Zdjęcie mojej rodziny ukazało się ponownie. Wszyscy byliśmy

bardziej zgnici niż poprzednio. Zdjęcie zrobiło zbliżenie na moją martwą

twarz. Powitał mnie widok zamku Peach. Zamek popadał w ruinę. Pola

trawił pożar. Niebo było czarne jak smoła. W tle było słychać szyderczy

śmiech Bowsera, a dzieci skandowały „You couldn’t save her” („Nie mogłeś

jej uratować”). Trwało to bardzo długo, dopóki zbliżenie na twarz Peach

nie wywołało głośnego pisku, który zatrzymał śmiech i krzyki. Usta

Peach były szeroko otwarte, jakby krzyczała, a jej oczy były pustymi,

czarnymi dziurami.

Nagle znalazłem się ponownie w korytarzy, a Mario wypadł z

obrazu. Teraz wszystkie Ropuchy zniknęły, a ja i moja rodzina

wyglądaliśmy bardzo odpychająco. Robaki chodziły po naszych ciałach,

wydostawały się z dziur w naszych zwłokach. Wnętrzności wyciekły z

naszych ciał. Gałka oczna mojego ojca zwisała luźno z oczodołu. To było

nie do zniesienia, ale coś sprawiało, że nadal chciałem grać. Mając

tylko jedno życie, wskoczyłem więc do obrazu. Tym razem misja nie miała

żadnej nazwy. Było tam tylko puste, białe miejsce, gdzie powinien być

tytuł. Wybrałem misję i Mario wylądowała bardzo małej wyspie na środku

oceanu. Był tam pojedynczy znak. Było na nim napisane „Zanurkuj”.

Zrobiłem, co mi kazał znak i zanurzyłem się w morskiej wodzie.

Ocean był ciemny i pusty. Nie było żadnych ryb. Nie byłem w

stanie nawet zobaczyć co jest w wodzie za Mario. Płynąłem w dół.

Płynąłem już od jakiegoś czasu, ale Mario nie brakowało powietrza.

Naliczyłem chyba z 10 minut płynięcia, kiedy zdecydowałem się na powrót.

Jak tylko zawróciłem Mario, pojawiło się To… Ogromny, ale naprawdę

ogromny węgorz Unagi pojawił się znikąd i połknął Mario w całości.

Oniemiałem. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie byłem do

końca pewny co się stało. Ekran z napisem „Game over” nie pojawił się.

Wszystko co się stało zniknęło z ekranu.

Zdjęcie mojej rodziny pokazano ponownie. Wszyscy byliśmy zwykłymi

szkieletami. Znowu wyglądało to bardzo realistycznie. Nie mogłem w ogóle

poruszać kamerą. Wciąż na ekranie było to zdjęcie. Wyłączyłem grę i

włączyłem ponownie. Wybrałem mój plik, ale znów pokazało się tylko

zdjęcie szkieletów mojej rodziny. Próbowałem jeszcze trzy razy, aż w

końcu zrezygnowałem. Desperacko chciałem to skończyć, ale jakaś siła

zatrzymywała mnie przed ucieczką. Zdecydowałem, że otworze jedyny inny

zapisany plik. Kamera ponownie pokazała zdjęcie szkieletów, ale tym

razem były one ułożone w innych pozycjach. Jakby były inną rodziną…



4 komentarze


Rekomendowane komentarze

Szkoda że to tylko historia, chętnie bym się przekonał czy istnieje urządzenie zdolne do zrobienia mi zdjęcia na którym widać mi twarz xD

Link do komentarza
Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
Okienko zamknie się za 5 sekund...