Skocz do zawartości

Creepypasty

  • wpisy
    15
  • komentarzy
    86
  • wyświetleń
    8 482

Jeff The Killer

465 wyświetleń

Zaczerpnięte z lokalnej gazety:

NIEZNANY ZŁOWIESZCZY MORDERCA DALEJ NA WOLNOŚCI.

Po

tygodniach zabijania tajemniczy morderca dalej nie został złapany, lecz

znaleziono młodego chłopca który twierdzi, że przeżył atak zabójcy

odważnie opowiada swoją historię.

 

"Miałem zły sen i obudziłem się

w środku nocy" mówi chłopiec "Zauważyłem, że z pewnego powodu okno było

otwarte, a pamiętam, że je zamykałem zanim położyłem się spać, więc

wstałem z łóżka, aby je zamknąć po raz drugi. Gdy "wdrapałem" się na

łóżko i starałem się zasnąć. To właśnie wtedy ogarnęło mnię uczucie, że

ktoś na mnie patrzy. Otworzyłem oczy i prawie wyskoczyłem z łóżka.

Tam,

w małym strumieniu światła pomiędzy zasłonami zauważyłem parę oczu. To

nie były zwykłe oczy. Te oczy były mroczne, złowieszcze. Pomyślcie, jak

bardzo byłem przerażony.

Ale wtedy zobaczyłem jego usta. Długi,

okropny uśmiech sprawił, że wszystkie włosy stanęły mi dęba. Po chwili,

która dla mnie trwała wieczność powiedział to. Prosta fraza, ale tylko

szalony człowiek mógłby coś takiego powiedzieć.

 

Powiedział "Idź

spać". Wydarłem się, przez to bardzo szybko podbiegł do mnie, wyciągnał

nóż i wycelował go w serce wskakując na moje łóżko. Starałem się

walczyć, kopałem, biłem, starałem się obracać aby zdjąć go ze mnie, ale

to nie skutkowało. Po chwili wbiegł do pokoju mój ojciec ze swoją

strzelbą. wycelował w niego, i prawie go miał, gdyby nie to, że zanim

mój ojciec pociągnął za spust, mężczyzna obrócił się unikając strzału.

Mężczyzna rzucił w ramię mojego ojca nóż, więc mimowolnie upuścił

strzelbę. Ten mężczyzna wykończyłby mojego ojca, gdyby nie to, że

sąsiedzi zaalarmowali policję.

 

Policja zaparkowała pod domem, i

wbiegła do niego rozwalając drzwi. Mężczyzna odwrócił się i pobiegł

korytarzem. Usłyszałem trzask, jakby rozbijanego szkła. Wybiegłem z

pokoju, i zobaczyłem, że z tylnej strony domu jest rozbita szyba. Szybko

wyjrzałem przez okno, a właściwie jego ramę i ujrzałem jego znikającego

we mgle. Mogę wam powiedzieć tylko to, że tej twarzy nie zapomnę do

końca życia. Te zimne, wrogie oczy i ten psychotyczny uśmiech. One nigdy

nie opuszczą mojej głowy."

 

Policja dalej szuka tego mężczyzny.

Jeśli widziałeś kogokolwiek kto pasuje do opisu natychmiast zgłoś to do

najbliższej komendy policji.

 

 

Ostatnio Jeff z rodziną

przeprowadził się do innego miasta. Jego ojciec dostał premię w pracy,

więc uznali, że lepiej będzie im się żyć w jednej z tych

"ekstrawaganckich" osiedli. Jeff ze swoim bratem Liu nie mogli narzekać.

Nowy dom był większy i ładniejszy. Wkrótce po tym, jak się wypakowali,

zawitali do nich sąsiedzi.

 

"Witajcie!" Powiedziała kobieta,

"Jestem Barbara, mieszkam w domu obok. Chciałam zapoznać panią ze mną i

moim synkiem. Barbara odwróciła się i zawołała.

"Billy! to są nasi nowi sąsiedzi.".

Billy grzecznie się przywitał, i pobiegł dalej bawić się na podwórku.

 

"Oh,"

powiedziała mama Jeff'a "Jestem Margaret, a to mój mąż Peter, a to moi

dwaj synowie Jeff i Liu" Kiedy już zapoznali się, Barbara zaprosiła ich

na przyjęice urodzinowe jej syna. Jej synowie chcieli odmówić, lecz ich

matka ich wyprzedziła mówiąc, że bardzo chcieliby pójść. Kiedy Jeff z

rodziną skończyli się rozpakowywać, Jeff poszedł do mamy.

 

"Mamo, dlaczego zgodziłaś się na to przyjęcie? Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, to wiedz, że nie jestem małym, głupim dzieckiem."

 

"Jeff..."

Powiedziała jego matka "Dopiero się wprowadziliśmy, powinniśmy

pokazywać, że chcemy spędzać czas z naszymi sąsiadami, więc idziemy na

to przyjęcie. Kropka.

Jeff chciał mówić dalej, lecz przerwał, bo

wiedział, że nie ma nic do gadania, gdy mama coś zadecyduje. Wszedł po

schodach do swojego pokoju, usiadł na łóżku, i przez pewien czas

siedział tak bezczynnie. Aż w pewnym momencie ogarnęło go dziwne

uczucie. Nie był to ból, lecz po prostu... dziwne uczucie, lecz on je

zignorował.

 

"Jeff" Mówi jego matka, "zejdź na dół i zabierz resztę swoich rzeczy". Jeff posłuchał się matki i zszedł na dół.

 

Następnego

dnia rano Jeff zszedł na dół aby przygotować się do szkoły i zjeść

śniadanie. Gdy jadł śniadanie znów ogarnęło go to dziwne uczucie, tylko

tym razem było silniejsze i powodowało lekki ból, lecz on ponownie je

zignorował. Gdy Jeff i Liu zjedli śniadanie i przygotowali się do szkoły

poszli na przystanek autobusowy. Gdy już byli na przystanku nagle

jakieś dziecko na deskorolce przeskoczył nad nimi, centymetry nad ich

głowami. Jeff i Liu od razu odskoczyli.

 

"Co ty robisz,

dzieciaku?!" Dziecko "wylądowało" i obracając się do nich kopnęło

deskorolkę tak, aby mogło ją złapać w ręce. Na oko ten dzieciak miał z

12 lat, rok starszy od Jeffa. Ubrany był w czerwony T-shirt i podarte

niebieskie jeans'y.

 

"No, no, no. Wygląda na to, że mamy nowych."

Nagle pojawiła się dwójka dzieciaków, jeden był bardzo chudy, a drugi

ogromny. "Skoro jesteście tutaj nowi, chcielibyśmy was wprowadzić. To

jest Keith," Jeff i Liu spojrzeli na chudego dzieciaka. Miał tak jakby

odurzoną twarz. "A to jest Troy" i spojrzeli na grubego dzieciaka. Mowa o

wannie smalcu. Ten dzieciak chyba nie może kucać

 

"I ja" mówi

dziecko "Ja jestem Randy. Skoro już się zapoznaliśmy, to wiedzcie, że

dla każdego dzieciaka obowiązuje pewna cena. Chyba mnie rozumiesz?" Liu

wstał gotowy do walki, ale Randy z dwoma kumplami wyciągneli noże.

"Ech... Miałem nadzieję, że będziecie bardziej chętni do współpracy, ale

widzę że trzeba będzie zmusić." Randy podszedł do Liu, i wyciągnął mu z

torby portfel. Jeff'a znowu ogarnęło to dziwne uczucie, tylko że teraz

było potężne. Jeff wstał, ale Liu dał mu znać, żeby usiadł, lecz Jeff to

zignorował i podszedł do dzieciaka.

 

"Posłuchaj mały śmieciu,

"Powiedział Jeff" oddaj mojemu bratu portfel!" Randy włożył portfel Liu

do swojej kieszeni i wyciągnął z niej nóż.

 

"Och, ale się boje, co

mi zrobisz?" Powiedział Randy, po czym Jeff dał mu pstryczka w nos.

Randy chciał uderzyć Jeffa w twarz, lecz zanim jego to zrobił, Jeff

chwycił jego pięść i połamał mu palce. Gdy Randy darł się w niebogłosy,

Jeff wyrwał nóż z jego dłoni. Troy i Keith próbowali zaatakować go, lecz

on był zbyt szybki. Powalił Randy'ego na ziemię. Keith prawie

zaatakował go, lecz on zdążył kucnąć i wbił nóż w ramię Keitha. Troy

spróbował tego samego, lecz jeff nawet nie potrzebował noża. Gdy Troy

biegł z zamiarem zaatakowania, Jeff wykonał unik, i z dużą siłą uderzył

Troy'a w brzuch. Troy wymiotując osunął się na ziemię, a Liu tylko

patrzył na Jeff'a z podziwem.

 

"Jeff, jak t-ty t..." Tylko to Liu

był w stanie wypowiedzieć. Zobaczyli, że jedzie ich autobus, więc

zaczęli biec ile sił w nogach. Kiedy biegli, zauważyli, że autobus

jedzie za nimi. Kiedy Jeff i Liu byli już w szkole, nie mieli zamiaru

powiedzieć co się stało. Tylko siedzieli na lekcjach. Liu myślał, że

Jeff po prostu pobił kilku dzieciaków, ale Jeff wiedział, że to było coś

więcej. Coś... mrocznego. To dziwne uczucie, które ogarnęło Jeff''a,

znikło gdy kogoś krzywdził. Wiedział, że to okropnie brzmi, ale

krzywdząc kogoś czuł się taki szczęśliwy, czuł, że to uczucie odchodzi.

 

Po szkole Jeff i Liu wrócili do domu.

 

"Jeff, Liu" zapytała ich matka "Jak wam minął dzień?"

 

"To był piękny dzień" odpowiedział Jeff.

 

Następnego

poranka Jeff usłyszał ze swojego pokoju pukanie do drzwi. Gdy zszedł na

dół zobaczył dwóch policjantów rozmawiających z jego matką.

 

"Jeff,

panowie powiedzieli mi, że zaatakowałeś trójkę dzieci. To nawet nie

była zwykła bójka, oni byli dźgani. Dźgani synu!" Wzrok Jeff'a

powędrował na podłogę, pokazując matce, że to prawda.

 

"Mamo, ale oni pierwsi grozili nam nożami"

 

"Młody

człowieku" powiedział jeden z policjantów "znaleźliśmy dwójkę dzieci

dźgniętych, a jednego z obrażeniami wewnętrznymi, mamy dowody, że ty,

albo twój brat zrobiliście to, więc co masz nam do powiedzienia?" Jeff

wiedział, że nie da się wybrnąć z tej sytuacji. Mógł powiedzieć, że on i

Liu zostali zaatakowani, lecz nie ma dowodów kto zaczął bójkę, więc

Jeff nie miał nic na obronę siebie bądź swojego brata.

 

"Jeff zawołaj swojego brata" Jeff nie mógł tego zrobić od pobicia tych dzieciaków.

 

"Ale

prosze pana, to byłem ja! To ja ich pobiłem. Liu próbował mnie

odciągnąć, ale nie mógł mnie powstrzymać" Policjanci spojrzeli na siebię

i skinęli głowami.

 

"No, no, to wygląda na rok w więzieniu..."

 

"Czekajcie!" Krzyknął Liu trzymając w dłoni nóż. Policjanci wyciągnęli broń i wycelowali w niego.

 

"To

byłem Ja! Ja ich pobiłem, mam na to dowody!" Liu podwinął swoje rękawy

odkrywając różne zadrapania, siniaki. One wyglądały, jakby były zadane

przez kogoś, kto chciał się bronić.

 

"Najpierw odłóż ten nóż"

krzyknął jeden z policjantów. Liu posłusznie rzucił nóż na ziemię,

podniósł ręce do góry i podszedł do policjantów.

 

"Liu! Czemu kłamiesz?! Przecież to byłem Ja!" Wykrzyczał Jeff ocierając łzy z twarzy

 

"Przykro mi, bracie. Próbujesz przyjąć winę za coś, co ja zrobiłem. Weźcie mnie stąd" Policja zabrała Liu do samochodu.

 

"Liu! proszę, powiedz im. To byłem ja! Proszę!" Matka Jeff'a przytuliła go.

 

"Jeff,

przestań. Nie musisz kłamać. Wiemy, że to Liu" Jeff mógł tylko

bezczynnie patrzeć na odjeżdżający radiowóz. Kilka minut później Ojciec

Jeff'a przyjechał. Widział twarz Jeff'a i wiedział, że coś jest nie tak.

 

"Synu,

co się stało?" Jeff nie mógł nic powiedzieć z płaczu. Tylko wymknął się

tylnym wyjściem. Po jakiejś godzinie Jeff wrócił do domu. Widział, że

rodzice są bardzo zszokowani. Nie mógł na nich patrzeć. Wolał nawet nie

myśleć jak myślą rodzice o Liu, podczas gdy to była wina Jeff'a. Jeff w

końcu poszedł spać, mając nadzieję, że choć na chwilę zapomni o całej

sprawie.

 

Dwa dni odkąd wsadzili Liu za kratki, nie odezwał się

ani słowem, Jeff był bardzo samotny. Aż do soboty, kiedy mama Jeff'a

obudziła go ze uśmiechniętą słoneczną twarzą.

 

"Jeff, dziś jest ten dzień" powiedziała jego matka odsłaniając zasłony.

 

"J-jaki dzień?" Powiedział w półśnie Jeff

 

"Urodziny Billy'ego." Po tych słowach Jeff całkowicie się obudził.

 

"Mamo, ty żartujesz, prawda? nie myślisz że pójdę na urodziny jakiegoś dziecka po tym, jak..."

 

"Jeff,

oboje wiemy co się stało. To przyjęcie może sprawić, że na trochę

zapomnimy o całej sprawie. A teraz ubierz się." Powiedziała matka Jeff'a

po czym zeszła na dół, aby się przygotować.

 

Kiedy Jeff wreszcie

zmusił się aby wstać, wziął pierwszą lepszą koszulkę i zszedł na dół.

Zobaczył że jego ojciec jest ubrany w garnitur, a jego matka w suknię.

Zdziwił się, dlaczego ubrali się w takie eleganckie rzeczy na impreze

jakiegoś dziecka.

 

"Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" Zapytała mama Jeff'a

 

"To

lepsze niż takie eleganckie ubrania." Powiedział Jeff. Jego matka

zignorowała wielką chęć aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła

się.

 

"Jeff, może jesteśmy za bardzo elegancko ubrani, ale może

zrobimy na nich dobre wrażenie" powiedział ojciec Jeff'a. Jeff burknął

coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju.

 

"Ja nie mam żadnych takich "eleganckich" ubrań!" Krzyknął ze swojego pokoju

"Po

prostu weź coś." Powiedziała jego matka. Jeff poszukał w szafie i

znalazł czarne dresowe spodnie, które ubierał na specjalne okazjei

podkoszulkę. Nie mógł znaleźć koszulki, którą mógłby ubrać. W końcu

znalazł białą bluzę z kapturem, która leżała na krześle. Gdy zszedł na

dół, okazało się, że jego rodzice są już gotowi.

 

"Ty w tym

idziesz?" powiedzieli razem jego rodzice. Jego matka spojrzała na

zegarek. "Nie ma czasu na przebieranki. Chodźmy już." Powiedziała, po

czym usłyszała jak Jeff z ojcem wychodzą z domu.

Razem przeszli przez

ulicę do domu Barbary i Billy'ego. Zapukali, i ukazała się im Barbara.

Zupełnie jak rodzice Jeff'a. Przesadnie ubrani. Gdy weszli do domu

zobaczyli, że tam są tylko dorośli. Żadnych dzieci.

 

"Dzieci są na podwórku. Jeff, co ty na to, żebyś poszedł poznać dzieci?" Powiedziała Barbara.

 

Jeff

wyszedł na podwórko i zobaczył, że było tam pełno dzieci. Wszyscy

biegali w dziwacznych strojach strzelając do siebie z plastikowych

pistolecików. Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak wręczając mu pistolecik.

 

"Ceść, chcesz sie pobawić?" powiedział.

 

"Eee, nie. Jestem za stary na takie rzeczy" Powiedział Jeff

 

"Prosz?"

Powiedziało dziecko "No dobra" Powiedział Jeff. Wziął pistolecik i

zaczął "strzelać" do innych dzieci. Na początku wydawało mu się to

bezsensowne, ale po chwili to mu się nawet wydawało trochę fajne.

Może

to nie było "Cool", ale to był pierwszy raz, kiedy choć na chwilę

zapomniał o Liu. Jeff bawił się tak, aż usłyszał dziwaczny dźwięk.

Dźwięk jeżdżącej deskorolki. Randy, Troy i Keith przeskoczyli ogrodzenie

na swoich deskorolkach. Jeff upuścił swój plastikowy pistolet i zerwał

czapeczkę. Randy patrzył na Jeff'a z nienawiścią w oczach.

 

"Witaj,

Jeff" Powiedział Randy. "Mamy parę niedokończonych spraw." Jeff

zobaczył, że Randy ma posiniaczoną twarz."Też tak myślę. [CENZURA]ę Cię,

za to, że wpakowałeś mojego brata za kratki.

 

"Oh, bardzo

śmieszne, wiesz, że ja i tak wygram. Może skopałeś nam tyłki kiedyś, ale

nie dzisiaj." Powiedział randy po czym ruszył na Jeff'a. Oboje upadli

na ziemię. Randy uderzył Jeff'a w nos, a Jeff złapał go za uszy i

przyłożył mu "z główki" odpychając go od siebie. Po chwili wstali na

nogi. Dzieci krzyczały, a rodzice wybiegali z domu. Troy i Keith

wyciągnęli z toreb pistolety.

 

"Niech nikt nie przerywa, bo polecą flaki!" Powiedzieli. Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeff'a.

 

Jeff

wydarł się w niebogłosy i upadł na kolana. Randy bezlitośnie kopał go w

twarz. Po trzech kopach Jeff chwycił nogę Randy'ego i przekręcił ją, co

spowodowało, że upadł na ziemię. Jeff wstał i poszedł w kierunku

tylnych drzwi.

 

"Potrzebujesz pomocy?" Randy chwycił Jeff'a za

kołnierz i przerzucił go przez drzwi. Gdy Jeff próbował wstać Randy

powalił go na ziemię, i kopał go tak długo aż zaczął kasłać krwią.

 

"No

dawaj gnoju! Walcz ze mną!" Randy przeciągnął Jeff'a do kuchni. Randy

widząc butelkę wódki na stole roztrzaskał ją na głowie Jeff'a.

 

"Walcz!" Randy przeciągnął Jeff'a do salonu.

 

"No

dalej Jeff! Spójrz na mnie!" Jeff podniósł wzrok. Jego twarz była cała

zakrwawiona. "To ja wpakowałem twojego brata za kratki! A ty będziesz

siedział i pozwolisz mu tam gnić przez cały rok! Powinieneś się

wstydzić." Jeff zaczyna się podnosić

 

"Oh, wreszcie zacząłeś się

podnosić" Jeff już stoi. Na jego twarzy jest krew i wódka. Znowu doznał

tego dziwnego uczucia. "Wreszcie. Wstał!" Krzyknął Randy i pobiegł z

zamiarem zaatakowania Jeff'a. To wtedy to się zdarzyło. Coś w Jeff'ie

pękło. Jego psychika została całkowicie zniszczona, racjonalne myślenie

znikło. Jedyne, co teraz potrafił, to zabijać. Chwycił Randy'ego za

szyję i z dużą siłą rzucił Randy'm o ziemię.

Stanął nad nim i z

ogromną siłą uderzył go prosto w serce, które się zatrzymało. Kiedy

Randy próbował złapać oddech. Jeff bił go. Cios za ciosem. Krew tryskała

z jego ciała, aż złapał ostatni oddech.

 

Każdy teraz patrzył na

Jeff'a. Rodzice, płaczące dzieci. Nawet Troy i Keith, którzy niewiele

myśląc wycelowali bronie w Jeff'a. Jeff widząc wycelowane w niego

pistolety pobiegł schodami na górę. Kiedy biegł, Troy i Keith otworzyli

do niego ogień, lecz każdy strzał pudłował. Troy i Keith pobiegli za

Jeff'em. Kiedy wystrzelili ostatnie naboje, Jeff skradając się, wszedł

do łazienki. Chwycił stojak na ręcznik, i wyrwał go ze ściany.

Do łazienki wtarli Troy i Keith z nożami w dłoniach.

 

Troy

podbiegł z nożem do Jeff'a, który uderzył go stojakiem na ręcznik

Troy'a w twarz. Troy bezwładnie opadł na ziemię, więc został tylko Jeff i

Keith. Keith był bardziej zwinny, więc kiedy Jeff wymachiwał stojakiem.

Keith wyrzucił nóż, i chwycił Jeff'a za szyję, i rzucił nim o ścianę. Z

górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu, i oboje zaczęli

krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł. Kiedy Keith jeszcze

krzyczał z bólu, Jeff wziął spowrotem do ręki stojak na ręcznik. Celnie

rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał

zakrwawiony na ziemi towarzyszył mu złowieszczy uśmiech.

 

"Co w

tym takiego śmiesznego?!" Zapytał Jeff. Keith wyciągnął zapalniczę i

włączył ją. "To," powiedział, "że jesteś pokryty wybielaczem i

alkocholem". Jeff szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, a Keith rzucił na

niego zapalniczkę. Alkohol w kontakcie z płomieniem podpalił się, a

wybielacz wybielił jego skórę. Próbował się ugasić, lecz nic nie

pomagało. Alkohol sprawił, że Jeff był chodzącym płomieniem.

Spadł ze

schodów. Wszyscy krzyczeli gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego,

płonącego człowieka. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył była jego matka,

która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność.

 

Kiedy Jeff

się obudził, poczuł, że ma bandaże na twarzy i na ramieniu, a reszta

jego ciała była w szwach. Próbował wstać, lecz uświadomił sobie, że ma w

ramieniu jakąś rurkę. Wtedy przybiegła pielęgniarka.

 

"Myślę, że

jeszcze nie powinieneś wstawać." Powiedziała kładąc go spowrotem na

łóżko i poprawiając rurkę w jego ramieniu. Jeff usiadł. Nic nie widział.

Kompletnie nie wiedział, gdzie jest. Po długich godzinach usłyszał

swoją matkę.

 

"Jeff, jak się czujesz?" zapytała. Jeff nie mógł

odpowiedzieć. Jego twarz była zakryta bandażami, więc nie mógł w ogóle

mówić. "Kotku, mam wspaniałe wieści. Po tym wszystkim policja

powiedziała, że zwolni Liu".

Jeff wstał jak najszybciej potrafił,

lecz przypomniał sobię, o rurce w jego ramieniu. "Liu wyjdzie jutro,

będziecie mogli znowu być razem."

 

Matka Jeff'a uścisnęła go, i

pożegnała się. Przez następne tygodnie Jeff był odwiedzany przez

rodzinę. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień zdejmowania bandaży. Jego

rodzina niecierpliwiła się. Czekali aż doktor usunie ostatni bandaż

zakrywający jego twarz.

 

"Miemy nadzieję, że to będzie ładnie wyglądać." powiedział doktor ściągając bandaż z twarzy Jeff'a.

 

Matka Jeff'a krzyknęła na widok jego twarzy, a Liu z ojcem patrzyli z obrzydzeniem.

 

"C-co

się stało z moją twarzą?" Zapytał Jeff, po czym wyskoczył z łóżka.

Spojrzał w lustro i zobaczył, dlaczego rodzina tak zareagowała. Jego

twarz była... okropna. Jego usta były spalone do głębokiej czerwieni,

jego

twarz zmieniła kolor na czystą biel, a jego włosy zmieniły kolor z

brązu na kruczą czerń. Powoli dotknął ręką swojej twarzy.

 

"Jeff..." Powiedział Liu "Ona wcale nie jest taka zła..."

 

"Nie

jest taka zła?!" Zapytał Jeff "Ona jest perfekcyjna!" Jego rodzina była

zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyło, że

jego lewe oko i ręka drgały.

 

"Uh... Jeff, dobrze się czujesz?"

 

"Dobrze?!

Nigdy nie czułem się taki szczęśliwy! Ha ha ha ha! Spójrzcie na mnie!

Ta twarz pasuje do mnie idealnie!" Nie mógł przestać się śmiać. On teraz

był tylko maszyną do zabijania, lecz jego rodzina jeszcze o tym nie

wiedziała.

 

"Doktorze," Zapytała mama Jeff'a, "Czy mój syn ma... No wie pan... w porządku w głowie

 

"Tak,

to jest typowy objaw dla pacjentów, którym podaliśmy tak dużą ilość

środków przeciwbólowych. Jeśli po pięciu tygodniach nic się nie zmieni,

zrobimy mu test psychologiczny."

 

"Dobrze, dziękuje. Jeff, kotku, wracamu do domu."

 

Jeff oderwał twarz od lustra. Jego twarz dalej miała ten straszny uśmiech. "Dobrze mamo. Ha hahahahahaaa!"

 

Później

tej nocy matkę Jeff'a obudził dzwięk dochodzący z łazienki. Tym

dźwiękiem był płacz. Powoli weszła do łazienki, aby zobaczyć co się

dzieje. Ujrzała, że jej syn pociął swoje policzki, tak, aby formowały

się w uśmiech.

 

"Jeff, co ty robisz?"

 

Jeff spojrzał na

matkę. "Mamusiu, nie mogłem się ciągle uśmiechać. To po chwili bolało.

Ale teraz mogę się uśmiechać wiecznie." matka Jeff'a zobaczyła jego

oczy, okrążone w czerni.

 

"Jeff, twoje oczy!" Jego oczy były pokryte czernią, jakby nie miały się nigdy zamknąć.

 

"Nie

mogłem widzieć mojej twarzy. Moje oczy zamykały się ze zmęczenia, więć

spaliłem swoje powieki, więc teraz będę mógł wiecznie widzieć siebię,

moją nową twarz" Jego matka powoli zaczęła się wycofywać.

 

"Co się stało, mamusiu? Czyż nie jestem piękny?!"

 

"Jesteś

synku. P-pozwól mi pójść do tatusia, żeby mogł zobaczyć twoją nową

twarz." Matka wbiegła do sypialni, budząc ojca. "Kotku, weź broń.

Nasz..." Zaniemówiła, gdy zobaczyła w progu Jeff'a trzymającego nóż.

 

"Mamusiu. Okłamałaś mnie." Powiedział Jeff, po czym ich zadźgał z zimną krwią.

 

Liu

obudził się od tych dźwięków. Nie słyszał nic więcej, więc zamknął

oczy, i próbował zasnąć, lecz ogarnęło go dziwne uczucie, że ktoś go

obserwuje. Kiedy się obrócił, Jeff zatkał jego usta ręką.

Jeff powoli tnąc gardło Liu powiedział:

 

"Shhhhh, idź spać."



3 komentarze


Rekomendowane komentarze

Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
Okienko zamknie się za 5 sekund...