Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

Creepypasty, Legendy, Straszne historie itp.


MrGamesMetin2

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie wiem co jest w tym Gates of Hades... nie kumam tego. Co strasznego ze jakis koles spi i sie korci w lozku ;p.

I hope life teach you good... I hope...

  • Odpowiedzi 85
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi
Opublikowano

Bo musisz tego posłuchać, poczytaj sobie o i-doser i się dowiesz jak to działa, a szczególnie o tych najmocniejszych(które są chyba zakazane).

ek0nlf.png
|Postwrriter|ExModMapleStory|
By
Miyoshi.

 

Moze aktywnosc nie powala ale smialo mozna go nazwac wzorem dla nowych userow.Tak

Opublikowano

@UP

 

To nie creepypasta :P , dodalem to w temacie z Creepypastami bo pomyslalem ze dużo ludzi interesującymi sie takimi rzeczoma wchodzą na ten wątek :D

 

A tak propo jak sluchales , do jakiego momentu doszedles ? , tzn mniej wiecej w ktorym momencie wylaczyles ... ? :D

Opublikowano

Wii

 

Miałem urodziny kilka tygodni temu. Muszę przyznać, że wypadły znakomicie. Dostałem mnóstwo prezentów od rodziny, a moi przyjaciele także nie skąpili podarunków. Byłem bardzo zadowolony, ponieważ dostałem czterysta dolarów w gotówce oraz sto pięćdziesiąt dolarów na karcie podarunkowej. Byłem z tego powodu szczęśliwy, ponieważ nie często mam dostęp do tak dużej sumy pieniędzy. A kiedy mam do niej dostęp i tak staram się oszczędzać. Dokładnie zastanawiam się przed każdym zakupem.

Rozmawiałem z moimi znajomymi, na temat tego, co mogę kupić za otrzymane pieniądze. W końcu zdecydowałem się kupić konsolę Nintendo Wii. Nigdy specjalnie nie interesowałem się grami video, ale po tym, jak u znajomego pograłem kilka godzin w Wii Sports stwierdziłem, że muszę mieć tą konsolę. Przesiedziałem cztery godziny w internecie, szukając najlepszej oferty. W końcu znalazłem na eBay'u. Sprzedający chciał za rzadko używaną konsolę jedynie sto dolarów. Nie zamieścił zbyt wielu szczegółów dotyczących samego obiektu sprzedaży, ale wstawił kilka zdjęć, na których wyglądała dobrze. Miałem nieco wątpliwości odnośnie kupna, gdyż użytkownik, który wystawił Wii na aukcję był zarejestrowany od niedawna, w związku z czym nie sprzedał jeszcze niczego i nie mógł udowodnić swojej uczciwości. Postanowiłem jednak, że dam mu szansę.

Kiedy przyszła paczka, zaważyłem coś dziwnego na pudełku od Wii. Wyglądało na to, że pleśniało przy krawędziach. Zlekceważyłem jednak to. Byłem podekscytowany myślą o grze na mojej nowej konsoli. Czym prędzej więc ją wypakowałem i podłączyłem. Na początku nie byłem pewien, co dokładnie zrobić. Kiedy system już się załadował zobaczyłem, że na dysku zostało mnóstwo rzeczy po poprzednim właścicielu.

Byłem szczęściarzem. Okazało się, że dawny właściciel kupił za pośrednictwem sklepu Nintendo (Virtual Marketplace - przyp. tłumacza) tonę gier. Miałem do dyspozycji Yoshi's Story, Super Mario 64, Mario Kart, Legend of Zelda, Super Mario World, i całą masę innych klasyków. Byłem w niebie. Grałem sześć godzin bez przerwy (tak, wiem - nie mam życia), dopóki nie zmęczyłem się i nie poszedłem do łóżka. Kiedy obudziłem się rano postanowiłem, że przeszukam całą konsolę i zobaczę, co jeszcze ma do zaoferowania. Wszystkie gry pochodziły ze sklepu internetowego Nintendo. Wyjątkiem był jeden tytuł.

Ikona wyglądała, jakby wystąpiły problemy z jej wyświetlaniem. W rezultacie, widoczny był tylko biały kwadrat. Nie chcąc przegapić potencjalnej zabawy, uruchomiłem grę. Kiedy kliknąłem na ikonę, zostałem przeniesiony do szarego ekranu, na którym wyświetlił się napisany czerwoną czcionką wyraz "persevero" (Później dowiedziałem się, że to hiszpańskie słowo, oznaczające "kontynuuj"). Kliknąłem na to słowo. Moim oczom ukazało się menu z czterema ikonami. Każda z ikon miała w sobie coś złowrogiego. Nie wiem dokładnie dlaczego, ale były... niepokojące. Jeszcze raz niechęć przegapienia zabawy wzięła górę nad moimi obawami, tak więc zdecydowałem się wybrać jeden z symboli. Wybór padł na pierwszy z brzegu. Symbol przedstawiał leżące pod znakiem X, poziome linie, które przecinały koło. Kidy potwierdziłem wybór symbolu, zostałem przeniesiony do świata gry, łudząco przypominającego nasz świat. Na dodatek akcja rozgrywała się w mieście, które było odzwierciedleniem miasta, w którym rzeczywiście mieszkałem. Rozpocząłem w domu, który również był bardzo podobny do mojego. Gra nie przypominała żadnej, którą widziałem wcześniej. Kamera była przedstawiona z perspektywy pierwszej osoby. Kłopot w tym, że nie było tam żadnego celu. Miałem całkowicie wolną wolę, mogłem robić, co tylko chciałem. Wyszedłem więc z domu i zacząłem wędrować po wirtualnym świecie, tak łudząco podobnym do tego, w którym przyszło mi żyć.

Po dwóch godzinach gry zostałem wyrzucony z powrotem do menu. Zorientowałem się, że teraz znajdują się tam tylko trzy symbole.

Spojrzałem na zegarek, i zobaczyłem, że robi się późno. Postanowiłem więc pójść do łóżka, a do gry wrócić z samego rana. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Następnego dnia, tuż po obudzeniu się, pobiegłem do konsoli, żeby zobaczyć, co kryją pozostałe trzy symbole. Włączyłem grę i zostałem przeniesiony do menu. Wybrałem drugą ikonę. Przedstawiała odwrócony do góry nogami krzyż, z którego ramion wychodził trójkąt. Wybrałem go.

Gra, do świata której się przeniosłem wyglądała prawie identycznie tak samo jak ta, w którą grałem zeszłego dnia. Tym razem jednak, na ulicy pojawili się ludzie. Wydawali się nie mieć żadnych cech własnych, przez co wyglądali jak duża grupa poruszających się manekinów. Kontynuowałem zwiedzanie miasta, po czym ponownie zostałem wyrzucony do menu. Chciałem grać dalej, więc wybrałem kolejny symbol. Ten przedstawiał kwadrat w kole. Świat gry, w którym znalazłem się tym razem, wydawał się nieco odpychający. Wyglądał na ponury, a postacie poruszały się w ślimaczym tempie. Po rozejrzeniu się po okolicy dostrzegłem, że po ulicach są porozrzucane przedmioty, z którymi mogę wejść w interakcję. Większość z tych przedmiotów była nożami. Postanowiłem podnieść jeden z nich i zobaczyć, jakie czynności mogę wykonać za jego pomocą. Oczywiście, jedną z dostępnych opcji było dźganie. Postanowiłem zobaczyć, co się stanie, gdy pozabijam kilku mieszkańców-manekinów, poruszających się po mieście. Wyszedłem więc na ulicę i zacząłem ich dźgać. Zabrzmi to niesamowicie sadystycznie, ale było to całkiem zabawne. Kiedy kogoś dźgnąłem, ta postać padała na ziemię i wiła się w agonii, aby w końcu zniknąć.

To było dziwnie... satysfakcjonujące. Po dwudziestu minutach zabijania losowych cywili, zostałem ponownie przeniesiony do menu. Robiło się późno, więc stwierdziłem, że pójdę się przespać. Ostatnim symbolem zajmę się rano. Noc minęła podejrzanie szybko. Obudził mnie dziwny odór, dochodzący z mojego domu. Domyśliłem się, że zapach może wydobywać się ze śmieci, więc wyniosłem je. Po powrocie, włączyłem Wii, wybrałem grę i znalazłem się w menu, w którym znajdował się ostatni symbol. Był to po prostu X. Wybrałem go. Ponownie zostałem przeniesiony do znanej już mi wirtualnej rzeczywistości. Nastąpiły w niej jednak duże zmiany. Wszystko było zupełnie czerwone, a ja zacząłem grę z nożem w ręku. Pojąłem, co muszę zrobić. Biegałem po mieście i dźgałem niewinnych obywateli miasta przez około pięć godzin. Wtedy zostałem przeniesiony do menu. Było puste. Czułem się rozczarowany z powodu tak kiepskiego zakończenia. Postanowiłem zdrzemnąć się. Bądź co bądź, granie przez pięć godzin non-stop i dźganie ludzi za pomocą kontrolera Wii potrafi człowieka zmęczyć.

Zasnąłem. Miałem dziwny sen. Byłem sam w ciemnym pokoju, a w ręku trzymałem nóż. Do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Miał dziurę od kuli na czole. Podchodząc do mnie, wyciągał ręce. Stałem nieruchomo, nie wiedząc, co się dzieje. Mężczyzna, bardzo zniekształconym, wręcz demonicznym głosem powiedział: "Gratuluję. Wypełniłeś swoje zadanie".

Po obudzeniu się, poczułem, że smród, który czułem rano nie zniknął, a wręcz przeciwnie - nabrał na intensywności. Spryskałem pomieszczenie odświeżaczem powietrza i poszedłem zjeść obiad. Jedząc, sprawdziłem swojego maila. Zobaczyłem, że dostałem wiadomość od faceta, który sprzedał mi Wii. Otworzyłem ją.

"Gratuluję. Wypełniłeś swoje zadanie. Szczerze - Arnold Vonmarshall". Mocno się przestraszyłem. To były dokładnie te same słowa, które wypowiedział facet we śnie. Szybko stwierdziłem jednak, że to tylko przypadek, i kontynuowałem swój dzień. Smród, który czułem wcześniej, stał się jeszcze mocniejszy. Postanowiłem rozejrzeć się, i poszukać jego źródła. Przeszukałem cały dom. Zapach dochodził z piwnicy. Zapaliłem światło i zszedłem po schodach. Odnalazłem stos. Stos ludzkich ciał. Byłem przerażony. Patrzyłem na to ze zgrozą jeszcze przez chwilę, po czym pobiegłem na górę, żeby to wszystko przemyśleć i postarać się poukładać w sensowną całość. Po jakiejś godzinie czy dwóch bezmyślnego patrzenia się w ścianę, postanowiłem zejść na dół raz jeszcze i dokładniej przyjrzeć się sprawie. Powoli otworzyłem drzwi i zacząłem schodzić po schodach, w kierunku ciał. Wtedy zauważyłem, że coś jest przypięte do poręczy schodów. Wydruk jakiejś firmy z Houston. Na dole widniało nazwisko Arnold Vonmarshall. Czym prędzej pobiegłem na górę, i zacząłem szukać informacji o tym człowieku za pomocą Google. Dowiedziałem się, że Arnold Vonmarshall zabił nożem dwadzieścia trzy osoby w małym, niemieckim miasteczku, po czym popełnił samobójstwo. Zdarzenie miało miejsce ponad cztery miesiące temu.

Tuż po tym, jak przeczytałem tą wiadomość, usłyszałem głośne pukanie do drzwi. To była policja.

Opublikowano

up ta historia najlepsza :D

ale mialem przeczucie ze wlasnie jak bedzie zabijaj tych ludzi to tak bedzie ;p

edit ; chodzilo mi ze najciekawsza nie najstraszniejsza :D

piorunj.jpg

Metal moim życiem

Opublikowano

@UP Właśnie ta historia mi się najmniej podoba, w ogóle mnie nie przeraziła ;p Jeżeli ktoś ma jakąś fajną creepypastę to zapraszam do pisania postów ! Mogą być nawet te wymyślone przez was.

Opublikowano

Historyjkę tą opowiadał mi kiedyś kumpel na ognisku , może nie jest aż tak przerazająca ale warta przeczytania ( sorki za orgorafie i jakies inne bzdety pisałem z pamięci)

 

Kręgosłup

 

2 Czerwca roku 1998 Przeprowadziliśmy się z Matką i Siostrą do nowego miasta , To tak naprawde było odludzie.

Nasz dom znajdował się obok pola , na którym kiedyś stary farmer uprawiał warzywa, a z Drugiej strony była droga

prowadząca na mały drewniany mostek , który prowadził przez haszcze do Lasu. Na pierwszy rzut oka było widać

że nikt nie dbał o to miejsce , dom był stary ale jeszcze trzymał sie dobrze , Tak naprawde nie dziwie się Tym

ktorzy sie przeprowadzili , sam namawiałem matkę aby jednak nie interesować się ofertą lecz , matka z siostrą chciały

cichego miejsca do odpoczynku , nie mogłem sie sprzeczać to matka decydowała nie Ja . Pewnego dnia , była strasza mgła

ale dzien przed Tym dniem obiecalismy sobie z mama że siostra zostanie w domu i przygotuje nam obiad a Ja z mamą pójdziemy

zbadać kawałek tego lasu . Tak też zrobilismy , było jasno , ale przez mgłe nie było nic widać , Poczekalismy jakis czas ,

i mgła troszke opadła , wykorzystując to poszlismy scieżką ktorą szlismy z domu , aby znów do niego powrócić bo wczesniej

jej nie było widać . Przyszlismy do domu z matką czekał na nas dobry i ciepły obiadek , odmówiliśmy modlitwe i zjedliśmy obiad.

Chwile po zjedzeniu obiadu postanowilismy siąść na kanapie i pogadać troche o nowym miejscu zamieszkania , w Domu nie mieliśmy

kablówki , i dlatego musieliśmy jakoś zabijać czas. Było już późno , każdy z nas poszedł już spać następnego dnia

obudziłem się z wielkim bólem kręgosłupa , praktycznie bolał jak sie schylałem , poszedlem pogadać o Tym z mamą która wczesnie

wstaneła , i skarzyła sie także na wielki ból , jedynie siostra czuła się bardzo dobrze. Mieliśmy zamiar iśc z mamą dalej badać

las , ale ból pokrzyżował nam wszystkie plany , za to poszła siostra powiedzielismy gdzie juz bylismy i gdzie może byc jeszcze ciekawiej ,

Siostra poszła ja z mamą zostałem w domu po 2,5 godzinach przyszła do domu i opowiedziała nam że w lesie szła dróżką ktorą jej kazaliśmy iść

i powiedzia , że stał tam mały domek , bez okien wydawał jej sie ponury i straszny , jego drzwi były także stare i popruchniałe ,

zdziwilismy sie gdy powiedziala nam jak szła , widocznie kiedy byłem tam z matką nie zauwazyliśmy tego domku przez mgłe ,

Pomimo bólu kręgosłupa postanowilismy sie przejsc do tego domku , gdy byliśmy na miejscu wszedłem tam bez wachania drzwi był wyrwane z zawiasów wystarczyło

je lekko kopnąć bo były oparte o framuge drzwi , wszedłem do środka , w środku było zupełnie pusto prócz , jednej półki na której leżała książeczka z napisem :

Notesik , otworzyliśmy go i zaczeliśmy czytać co było w śroku , okazało się że właściciel , zapisywał tam ważne dla niego rzeczy ,

na ostatniej stronie było zapisane " Udać się do lekarza , z powodu narastającego bólu kręgosłupa" , razem z matką przeraziliśmy sie i

mieliśmy przeczucia że ponury klimat ma jakiś wpływ na nich , i na ich zdrowie , Nie odkłądając jeszcze notesu , spojrzały na okładke z drugiej strony

i pisało tam " Denice " , prawdopodobnie to imie posiadaczki tego notesika , zabraliśmy go do domu i postanowiliśmy następnego dnia , pójść w strone Pola ,

bo może po drugiej stronie będzie coś ciekawego . Jak napisałem tak zrobiliśmy następnego dnia kiedy ja z mamą byliśmy juz na nogach z samego rana

powiedzielismy siostrze ktora jeszcze leżała w łóżku aby wstala i przygotowała coś do jedzenia na nasz powrót po czym wyszliśmy z domu po 10 minutowym spacerze przez pole

zauwazilismy Ładny dom w środku się swięciło postanowiliśmy z mamą odwiedzić tych ktorzy tam mieszkali , gdy zapukaliśmy do drzwi otworzył bardzo szczupły mężczyzna ,

powiedzieliśmy że mieszkamy niedaleko i chcielibyśmy sie dowiedzieć kto mieszkał w Tym domu w którym mieszkamy teraz my przed naszą wprowadzką w te okolice

Zostaliśmy wpuszczeni do domu , mężczyzna zawołał swoją żone ktora zrobiła nam harbatkę , mężczyzna powiedział że w Tym domu do którego się przeprowadziliśmy mieszkała bardzo

miła rodzina , Ojciec z Matką 11 letniej dziewczynki o imieniu " Denice " powiedzieliśmy że w środku lasu znaleźliśmy starą hatkę w ktorej był jej notesik , ale niestety

zapomnieliśmy go wziąść ze sobą . Mężczyzna powiedział że Denice tam chowała się gdy rodzice się kłucili o zdrowie Denice , miała częste problemy z kręgosłupem a nikomu nie chciało się iśc z nią do Lekarza

zapytaliśmy się dlaczego nikt już tam nie mieszka . Mężczyna powiedział że Rodzice Denice rozwiedli się z powodu tego że kiedy bawiła się na podwórku , skoczyła z huśtawki i połamała sobie kręgosłup ,

Stwierdzono że jeżeli dziecko trafiło by do lekarza wczesniej z problemami z kręgosłupem Denice jeszcze by żyła .

Po kilkugodzinnej rozmowie podziękowaliśmy za kawe i poszliśmy do domu , strasznie baliśmy sie tego że ktoś zginął na terenie ich zamieszkania ,

i postanowiliśmy jak najszybciej udać się do lekarza .

Kiedy wróciliśmy do domu nikogo w nim nie było poszliśmy do pokoju siostry w którym zauwaziliśmy stłuczone okno , kiedy szybko wyjżeliśmy przez nie ,

dostrzegliśmy moją siostre . Biegłem z moją mama jak najszybciej sie dało za dom na ogródek w ktorym leżała siostra , obok jej zimnego martwego ciała leżała kartka z napisem " Trzebabyło oddać notes , udajcie się do lekarza "

zadzwoniliśmy po Policje i pogotowie , przyjechało po kilkunastu minutach , z wielkim bólem opowiedzieliśmy co się stało i po chwili wszedł jeden z sanitariuszy i oznajmił że mojej siostrze połamano kręgosłup i została zatruta .

Opublikowano

Telefon

 

To było naprawdę...22.07.2000 rok. Mój wujek umarł...Pojechałam na wakacje do owdowiałej cioci...Miała tylko jedno dziecko,Natalie.Ale ona pracowała w Szwecji. Wieczorem siedziałyśmy z ciocią w pokoju rozwiązując krzyżówki...Za oknem była straszliwa burza i wiał silny wiatr niektóre słupy z liniami energetycznymi były pozrywane...Nagle zdzwonił telefon...Odebrała ciocia ale szybko odłożyła słuchawkę...Zapytałam ciocię kto to ale ciocia milczała...Telefon zadzwonił znowu ciocia powiedziała mi co w nim słyszała...Tym razem ja odebrałam...W telefonie słychać było czyjeś sapanie...Bezwstydne ale jakby błagającego człowieka który nic powiedzieć nie może...Wystraszone z ciocią odłączyłyśmy telefon...A on ZADZWONIŁ!!!! Pojechałyśmy na cmentarz do wujka i okazało się ze...Grób wuja przygniótł słup telefoniczny....Rano po burzy usterkę naprawiono a telefon już nigdy nie zadzwonił..

 

Może nie jest za specjalnie straszne, ale mi się spodobało. :P

Opublikowano

tak wgl był smile.jpg i smile.dog

 

 

o to smile prawdziwy :

 

NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ

 

http://mfora.pl/download/file.php?id=619&t=1&sid=eb1ebf1673e7215fb4c1a5f23cdc44ef

NJxbd4x.png

Opublikowano
Candle Cove (Zatoka Świec - przyp. tłum.)



Forum NetNostalgia - Telewizja (Lokalny)


Skyshale033
Temat: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Czy ktokolwiek pamięta ten program dla dzieci? Nazywał się Candle Cove. Oglądałem go, gdy miałem jakieś 6 - 7 lat. Nigdy nie znalazłem o nim żadnej wzmianki, więc sądzę, że było to puszczane w lokalnej telewizji około roku 1971 albo 1972. Mieszkałem wtedy w Ironton. Nie pamiętam, na której stacji był puszczany, pamiętam jednak, że leciał o jakiejś dziwnej godzinie. Około 16 bodajże.

mike_painter65
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Brzmi to dla mnie bardzo znajomo... Dorastałem w okolicach Ashland. W 1972 miałem 9 lat. Candle Cove... czy to było o piratach? Pamiętam marionetkę pirata, rozmawiającą z małą dziewczynką na brzegu zatoki.

Skyshale033
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
TAK! Ok, czyli nie zwariowałem. Pamiętam Pirata Percy'ego. Zawsze się go trochę bałem. Wyglądał jakby był zbudowany z części innych lalek, naprawdę nisko budżetowe. Jego głową była głowa porcelanowej lalki, wyglądająca jak antyk. Zupełnie nie pasowała do reszty ciała. Nie pamiętam, na którym kanale to leciało. Nie sądzę, żeby to było WTSF (Chrześcijański kanał telewizyjny - przyp. tłum.)

Jaren_2005
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Przepraszam, że wskrzeszam taki stary temat, ale wiem, o jaki program ci chodzi Skyshale. Sądzę, że Candle Cove było puszczane jedynie przez kilka miesięcy w '71, a nie w '72. Miałam 12 lat i oglądałam to kilka razy z moim bratem. To był kanał 58, nie wiem tylko, jaka to była stacja. Moja mama pozwalała mi na to przełączać po wiadomościach. Zobaczmy, co dokładnie pamiętam.
Akcja rozgrywała się w Zatoce Świec. Główną bohaterką była mała dziewczynka, która wyobrażała sobie, że jej przyjaciółmi są piraci. Statek piracki nosił nazwę Laughingstock. Pirat Percy nie był dobrym piratem, ponieważ bardzo łatwo można go było wystraszyć. Nie pamiętam imienia dziewczynki. Janice albo Jade. Coś w tym rodzaju. Sądzę jednak, że była to Janice.

Skyshale33
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Dziękuję ci Jaren!!! Wspomnienia do mnie wróciły, gdy wspomniałaś statek Laughingstock i kanał 58. Pamiętam, że na dziobie okrętu była drewniana, uśmiechająca się twarz. Jej dolna część szczęki była zanurzona w wodzie. Wyglądało to tak, jakby połykała morze. Miała też paskudny głos i śmiech Ed'a Wynn'a. Szczególnie pamiętam, jak zmienili drewniany/plastikowy model na pieniącą się ze złości pacynkę, która mówiła.

mike_painter65
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Haha, też to pamiętam [img=http://forum.dota.pl/style_emoticons/default/wink.gif] Czy pamiętasz, Skyshale, ten cytat: "Musisz... wejść... DO ŚRODKA."

Skyshale33
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Hmm, mike, odczułem dreszcz czytając to. Tak, pamiętam. To zawsze mówił statek do Percy'ego gdy ten miał wejść do jakiegoś strasznego miejsca, jak jaskinia, albo ciemny pokój, w którym był ukryty skarb. Kamera wtedy zbliżała się do twarzy Laughingstock'a za każdym razem, gdy ten robił pauzę w zdaniu. MUSISZ... WEJŚĆ... DO ŚRODKA. Jego krzywe oczy, zła mina oraz linki poruszające jego ustami. Eh. To wyglądało na zrobione bardzo niskim nakładem pieniędzy. Było jednocześnie straszne.
Pamiętacie może czarny charakter? Jego twarzą były jedynie długie, zakręcone na końcówkach wąsy, znajdujące się nad długimi, obnażonymi zębami.

kevin_hart
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Przyznam szczerze, że myślałem, że Percy był czarnym charakterem. Miałem około 5 lat, kiedy program był nadawany. Paliwo dla nocnych koszmarów.

Jaren_2005
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Pacynka z wąsami nie była czarnym charakterem. Ona była jedynie jego towarzyszem. Nazywała się Potworny Horacy. Horacy miał też monokl, który znajdował się na szczycie wąsów. Myślałam przez to, że miał tylko jedno oko.
Czarnym charakterem była inna marionetka. Złodziej Skór. Nie mogę uwierzyć, co oni kazali nam wtedy oglądać.

kevin_hart
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Jezu Chryste. Złodziej Skór. Co za chore programy oglądały wtedy dzieciaki? Naprawdę nie mogłem patrzeć na ekran gdy pojawiał się Złodziej Skór. Pojawiał się znikąd, zjeżdżając na swoich sznurkach. Był brudnym szkieletem, noszącym brązowy cylinder i pelerynę. Miał też szklane oczy, które były stanowczo za duże w porównaniu z rozmiarami jego głowy. Jezu wszechmogący.

Skyshale33
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Czy jego cylinder i peleryna nie były uszyte w dziwny sposób? Czy to miała być dziecięca skóra??

mike_painter65
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Tak, tak sądzę. Pamiętam, że jego usta nie otwierały się ani nie zamykały, jego szczęka po prostu opadała, a następnie gwałtownie się zamykała. Pamiętam, że mała dziewczynka zapytała "Dlaczego twoje usta ruszają się w ten sposób?". Wtedy Złodziej Skór nie popatrzył na dziewczynkę, lecz w kierunku kamery i powiedział "ŻEBY MÓC ZMIELIĆ TWOJĄ SKÓRĘ".

Skyshale33
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Czuję ulgę, że inni też pamiętają ten straszny program!
Mam okropną pamięć. Miałem kiedyś zły sen który zaczynał się od końcówki dżingla rozpoczynającego Candle Cove. Następnie pojawił się właściwy program. Były tam wszystkie postacie, jednak kamera skupiała się jedynie na ich twarzach. Wszyscy tylko krzyczeli. Pacynki i maskotki jedynie kiwały się i krzyczały. Krzyczały. Dziewczynka płakała i jęczała. Budziłem się wiele razy z tego koszmaru. Zwykłem nawet moczyć łóżko, gdy mi się śnił.

kevin_hart
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Nie sądzę, żeby to był sen. Pamiętam to. Pamiętam, że to był jeden z odcinków.

Skyshale33
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Nie, nie, nie. To nie możliwe. Tam nie było żadnej fabuły, ani niczego w tym rodzaju. Naprawdę, jedynie stojące w miejscu płaczące i krzyczące postacie przez cały odcinek.

kevin_hart
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Możliwe, że tylko wyobraziłem sobie ten odcinek pod wpływem tego, co powiedziałeś, ale - mógłbym przysiąc na Boga - wydaje mi się, że pamiętam to, o czym napisałeś. Po prostu krzyczeli.

Jaren_2005
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
O Boże, tak. Mała dziewczynka, Janice. Pamiętam, jak się trzęsła. Złodziej Skór krzyczący i zgrzytający zębami. Wyłączyłam telewizor. To był ostatni raz, kiedy oglądałam Candle Cove. Od razu pobiegłam do mojego brata i opowiedziałam mu o całym odcinku. Później nie mieliśmy odwagi, żeby ponownie włączyć telewizor na ten program.

mike_painter65
Temat: Odpowiedź: Candle Cove lokalny program dla dzieci?
Odwiedziłem dzisiaj moją mamę w domu starców. Zapytałem się jej, czy pamięta Candle Cove - program dla dzieci, który oglądałem na początku lat 70. kiedy miałem około 8 lub 9 lat. Powiedziała, że jest zdziwiona, ze to zapamiętałem. Zapytałem, dlaczego. Powiedziała "Zawsze uważałam to za dziwne, gdy mówiłeś "idę obejrzeć Candle Cove, mamo", po czym włączałeś telewizor na nienastrojony program i oglądałeś biały szum przez 30 minut". Miałeś wielką wyobraźnię, wymyślając swój serial o piratach.
1358177528-U70874.png

Opublikowano

Opiekunka do dziecka

 

Małżeństwo wynajęło opiekunkę do dziecka na jeden wieczór. Nie zdawali sobie jednak sprawy, ze dziewczyna jest pod wpływem LSD. Gdy po paru godzinach nieobecności w domu zadzwoniliby upewnić się, że wszystko w porządku, dziewczyna odebrała telefon i poinformowali ich, ze wszystko jest świetnie a w tej chwili piecze indyka na kolacje. Dopiero gdy skończyli rozmawiać uświadomili sobie, ze nie mieli w domu indyka. Okazało się, ze dziewczyna upiekła ich dziecko.

 

Martwy chłopak

 

Dziewczyna i jej chłopak udają się na randkę do lasu, jego samochodem. Kiedy zrobili to co mieli zrobić, chłopak wychodzi na chwile z samochodu celu oddania moczu na pobliskie drzewo. Dziewczyna zostaje i czeka na niego w samochodzie. Gdy po 5 minutach chłopak nie wraca, zaniepokojona dziewczyna wychodzi i patrzy w ciemny las. Po chwili zauważa mroczna postać mężczyzny, w której nie rozpoznaje swego chłopaka. Przerażona wsiada do samochodu i go odpala - w trakcie tej czynności słyszy dziwne skrzypiące drapanie po dachu samochodu, w końcu wciska pedał gazu i odjeżdża by powiadomić policje. Gdy po jakimś czasie wraca wraz z policja na miejsce, okazuje się, że powiesiła własnego chłopaka, który był związany lina a w momencie ruchu samochodu zawisł na drzewie. Drapanie w dach to były próby powiadomienia, dziewczyny by nie ruszała.

 

 

 

"Trzeciego"

 

Trzeciego grudnia, znajdź małe, lusterko O wielkości takiej aby zakryło ci twarz. Zakryj swą twarz tą częścią "nieodbijającą" i wejdź do łazienki. Stań przed wiekszym lustrem. Dokladnie o 11:34 w nocy, unieś małe lustro nad swą głowę.

W małym lusterku zobaczysz wtedy "coś" czego nigdy nie zobaczyłbys uzywająć tylko dużego, lub tylko małego lusterka, będzie ono stało tyłem więc cię nie zauważy..

 

Teraz wyjdź cicho z łazienki, tyłem, bezszelestnie, dopóki duże lustro nie zniknie całkowicie z twojego pola widzenia.

Jeśli wydasz jakikolwiek dźwięk, lub wykonasz gwłatowny ruch, to co ujrzałeś w lusterku dowie się o tobie, i o tym że to obserwowałeś...

2

NJxbd4x.png

Opublikowano

Wszystko okej wczoraj po 23 to czytałem jeden po drugim jakoś mnie to nie ruszało i doszedłem do tego o smile.jpg czy coś takiego gdy otworzyłem załącznik z tym zdjęciem szarpnęła mnie siostra i pokazuje mi na kota który wygląda na martwego przebudza go ale on nic , po jakiś 30 sekundach dochodzi do Sb okazało się że zemdlał ale się tak zdygałem że już nie mam zamiaru czytać tego typu historyjek . ^^

Opublikowano

@UP Tam nie ma nic strasznego... :mellow: Zresztą tam o dźwięki, a nie obraz. xD

 

//Edit: A jeśli chodzi o pokemony to fajna muzyczka. xD Tylko głowa boli potem. ;)

Opublikowano

Miłość Matki

Pewnego popołudnia, pewne małżeństwo jechało samochodem. Jechali dosyć długo. Nagle, na środku drogi zobaczyli machającą gorączkowo kobietę.

Żona powiedziała, żeby mąż nie zwalniał, ponieważ ta kobieta może być niebezpieczna. Mąż jednak zwolnił, nie chciał jej przypadkowo potrącić. Gdy samochód znalazł się blisko niej, spostrzegli, że kobieta ma rany i siniaki na twarzy i ramionach. Postanowili się zatrzymać i sprawdzić, czy mogą jakoś pomóc.

Ranna kobieta błagała o pomoc. Powiedziała, że samochód, którym jechała wraz z mężem i nowo narodzonym synem wpadł do głębokiego rowu. Powiedziała, że jej mąż już nie żyje, ale niemowlakowi chyba udało się przeżyć.

Mężczyzna natychmiast ruszył na pomoc i polecił rannej, żeby została razem z jego żoną. Kiedy udało mu się dojść do auta, zobaczył dwie osoby na przednich siedzeniach, ale nie zwrócił na to uwagi. W tej chwili liczyło się tylko dziecko, które czym prędzej zabrał ze sobą, chcąc je oddać jego matce. Gdy jednak wyszedł z rowu, rannej kobiety nie było. Spytał żony, co się z nią stało. Odpowiedziała, że kobieta poszła za nim do rozbitego samochodu.

Kiedy mężczyzna ponownie zszedł do rowu, żeby jej poszukać, zorientował się, że jedna z osób na przednich siedzeniach to bez cienia wątpliwości ta sama kobieta, która jeszcze kilka minut temu błagała ich o pomoc.

 

 

Princess.exe

 

 

 

Mój brat, zaraz po tym jak otrzymał posadę jako technik komputerowy, wyprowadził się z domu. Był to początek 2002 roku i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Starałem się z nim skontaktować – dzwoniłem, pisałem maile – wszystko na nic… Któregoś dnia postanowiłem osobiście złożyć mu wizytę. Przywitały mnie zamknięte drzwi oraz 3 koperty przybite do jego drzwi (jakieś zaległe rachunki i listy).

 

Wracając do domu, zauważyłem, że ktoś zostawił szary uszkodzony laptop na środku mojego podjazdu. Wysiadłem z samochodu aby obejrzeć go dokładniej.

 

Monitor LCD zdecydowanie wykazywał oznaki „użytkowania”. W lewym górnym rogu ekranu widać było ogromny otwór, który wpasowywał się dokładnie w rozmiar standardowego śrubokręta marki „Philips Head”. Nad nim, widniała kamerka internetowa, która także została zniszczona przy użyciu śrubokręta. Oprócz tych dwóch „szczegółów”, komputer wydawał się być praktycznie nowy. Klawisze były lekko wyblakłe, ale nie do tego stopnia aby nie można było ich używać. Spojrzałem na tył monitora, aby dowiedzieć się jakiej jest marki, jednak nie mogłem nic znaleźć. Jestem pewien, że dokładnie go sprawdziłem i nigdzie, powtarzam NIGDZIE, nie znalazłem żadnego tekstu, żadnego logo. W rzeczywistości laptop nie posiadał nawet „Dowodu Licencji” czy naklejki gwarancyjnej. Co dziwniejsze, laptop posiadał tylko dwa porty : VGA (używany do podłączenia zewnętrznego wyświetlacza przyp. tłum) oraz USB. Było to zastanawiające ponieważ jak długo, jakiekolwiek urządzenie elektroniczne, może działać bez portu ładowania ? Uznałem w końcu, że musiał być to jeden z tych bardzo tanich laptopów w którym aby naładować baterię , należy wyjąć ją z komputera i podłączyć do zewnętrznej ładowarki – jeszcze bardziej zastanowiło mnie, dlaczego w takim wypadku posiadał on kamerkę internetową ?

 

Zaintrygowany, co dokładnie znajduje się na laptopie, pobiegłem do mojej piwnicy, gdzie był przechowywany mój stary, nieużywany od dawna komputer. Znajdował się tam tylko dlatego, że zapomniałem przenieść tego behemota do lokalnej stacji SarCan (punkty recyklingu elektroniki przyp. tłum). Używał bym go dalej jednakże potrzebuje on od 5-6 godzin aby w pełni się uruchomić, ponieważ zawsze przechodzi w tryb odzyskiwania systemu, a jego procesor jest o wiele za „wolny” aby odzyskać wszystkie dane na 500 gigabajtowym dysku twardym (pamiętaj ze 120mhz procesorem Pentium nie zajedziesz daleko). Cóż… nieważne zresztą. Usunąłem więc stary monitor typu CTR firmy LG i podłączyłem go do laptopa. Miałem już nacisnąć przycisk zasilania, gdy…

 

…Zatrzymałem się. Nie ma mowy żeby działał, bateria już dawno musi być rozładowana.

 

Przetrząsnąłem całą piwnicę aby znaleźć mój tester napięcia. Gdy tylko go dorwałem odłączyłem baterię od laptopa i sprawdziłem odczyt… Bardzo niskie… Nie ma szans aby działał. Trudno – pomyślałem – najwyżej poleży tutaj do rana. Jutro zabiorę ten cały szmelc do SarCan i zrobią wreszcie z tym porządek. Odłączyłem monitor od laptopa, podłączyłem do mojego PCta i zostawiłem tak wychodząc z piwnicy. Skierowałem się prosto do mojego pokoju aby pooglądać telewizję. Oglądałem ją przez jakieś trzy godzinki po czym położyłem się do łóżka.

 

Jednak nie cieszyłem się długo słodkim snem. Został on przerwany przez bardzo głośny dźwięk. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem go jako sygnał uruchamiania systemu Windows 2000 – z wrażenia spadłem z łóżka. Hałas był tak głośny, że mógłbym przysiąc, że ktoś trzymał głośniki tuż przy moich uszach. Gdy wreszcie się jakoś pozbierałem, przez minutę czy dwie starałem się zrozumieć gdzie znajduje się źródło tych dźwięków.

 

Wreszcie wpadłem na świetny pomysł :

 

- Komputer ! Musiałem go przez przypadek włączyć gdy zmieniałem monitory !

 

Zadowolony z tego, że udało mi się rozwiązać zagadkę, skierowałem się w kierunku piwnicy, gdy nagle zamarłem w połowie drogi…

 

Zaraz...

 

To nie mógł być żadnym sposobem mój komputer…

 

Przecież miałem na nim zainstalowanego Windowsa 95…

 

Po tym wszystkim nie miałem najmniejszej ochoty na wybieranie się gdziekolwiek a na pewno nie do mojej piwnicy. Jednak zdrowy rozsądek zaczął brać górę nad przerażeniem i zdecydowałem, że musi być to jakiś problem systemowy – w końcu komputer był dość długo nieużywany. Ku mojemu zdziwieniu, komputer nie był włączany… mówiąc szczerze nie był on nawet podłączony do prądu. W takim razie pozostała ostatnia możliwość :

 

- Laptop…

 

Pośpiesznie usunąłem z niego baterię i podłączyłem jeszcze raz do woltomierza.

 

Tym razem nie mogłem odczytać żadnej konkretnej liczby. Tester zupełnie oszalał.

 

Podłączyłem baterię jeszcze raz i wcisnąłem przycisk „start”. Zaświeciły się jakieś światełka kontrolne co świadczyło o tym, że komputer jest w 100 % sprawny. Musiałem wiedzieć co się tutaj do cholery wyprawia. Podłączyłem mój stary monitor CTR do laptopa, i moim oczom ukazał się…

 

…Praktycznie pusty pulpit, jedyne co można było zobaczyć to trzy ikony znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Pasek zadań był pusty, nie było także nigdzie widać przycisku „start”.

 

Tapeta (a raczej jej brak) była zupełnie czarna. Czemu ktoś miałby zrobić coś takiego ze swoim komputerem ? Pytałem sam siebie. Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”. Z wszystkich trzech ikon, jeden był to folder „Gry” a drugi „Video”. Trzecia ikonka to cmd.exe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jest to jeden z tych laptopów stworzonych specjalnie dla dzieci. Kliknięcie na folder z grami potwierdziło moje przypuszczenia; laptop musiał należeć do jakiejś małej dziewczynki. Poczułem jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia, dziewczynka musiała być dość biedna ponieważ w folderze znajdowała się tylko jedna gra i nie miałem bladego pojęcia jakiego gatunku. Nazywała się princess.exe. Włączyłem program z czystej ciekawości – chciałem zobaczyć na czym polegała. Moim oczom ukazał się w pełni animowany ekran tytułowy. Pojawiały się na nim różne bajkowe postacie. W tym momencie na ekranie pojawiło się logo gry. Nazywała się „Kreator Księżniczek : Spraw byś była piękna !”.

 

Ah, więc musiała być to jedna z tych nisko budżetowych gier typu „nałóż na swoje zdjęcie jpgi. ubranek”. Oczywiście dalsze buszowanie w programie tylko to wszystko potwierdziło. Gdy na ekranie pojawiło się „menu” otrzymałem do wyboru dwie możliwości :

 

- „Wystrój się !”

- „Przeglądaj śliczne zdjęcia”

 

Chciałem zobaczyć jak wyglądała dziewczynka do której wcześniej należał laptop więc wybrałem drugą opcję. Nie mogła mieć więcej niż 5 lat, co więcej wyglądała bardzo uroczo. Po jej rysach twarzy oraz kolorze skóry wywnioskowałem, że pochodziła z rodziny meksykańskiej bądź hiszpańskiej. Ubrana była w lekko zniszczoną białą sukieneczkę, dookoła kołnierzyka i rękawów miała doszyte czerwone falbanki. Cała sukienka była pokryta malutkimi czerwonymi różyczkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wyglądała jakby sprawiło jej dużo frajdy nałożenie wirtualnego diademu na jej małą słodką główkę. Przeglądając zdjęcia zauważyłem, że więcej niż połowa zdjęć przedstawiała pusty pokój – jedyną widoczną rzeczą było łóżko znajdujące się w rogu pokoju. Jak sądzę z jakiegoś powodu unikała aparatu jakby miał ją poparzyć, czy coś w tym rodzaju, sam już nie wiem... Po chwili stwierdziłem, że wystarczy już zabawy z tym programem (w końcu był on skierowany do małych dziewczynek a nie do dorosłego faceta!). Nadszedł czas na kolejne foldery. Postanowiłem, przy użyciu aplikacji cmd poszukać innych plików znajdujących się na dysku twardym.

 

Po uruchomieniu, moim oczom ukazało się „:\>_”. Ok, to było już dość dziwne – nie było tam żadnej litery oznaczającej dysk ! Wprowadziłem polecenie „start C:\” . Wcisnąłem klawisz „Enter”. DOS przekazał mi tylko tyle, że „start” nie jest rozpoznane jako polecenie zewnętrzne, wewnętrzne czy też jako plik wsadowy. Po kilku sekundach program zawiesił się, a ja znów powróciłem do pulpitu. Ostatnią rzeczą do zobaczenia były więc pliki video. Po dwukrotnym kliknięciu na folder...

 

...Ekran momentalnie stał się czarny. Pomyślałem, że pewnie się zawiesił. Jednak w tym momencie zauważyłem mały migający punkcik w lewym górnym rogu :

 

"_"

 

Po krótkiej chwili, na ekranie wyświetlił się komunikat : "start :\>videos\001.wmv". Pojawił się film, wyświetlony w trybie pełnoekranowym. Bohaterką filmu była ta sama mała dziewczynka której zdjęcia przeglądałem przed chwilą. Uśmiechała się i trzęsła z podniecenia. Jej szczęście sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Domyśliłem się, że musiała nagrywać film w czasie gdy grała w tą „ubierankę”. Na początku po prostu przesuwała paluszkami po padzie, chichocząc co chwilę. Musiała być to dla niej naprawdę dobra zabawa. Po jakiś dwóch minutach ekran znów stał się czarny na ułamek sekundy. Następnie wyświetlił się kolejny film... Tym razem dziewczynka miała na sobie różową koszulkę z odblaskowym napisem „Go Go Girl!”. Myślę, że program po prostu nagrywał ją za każdym razem, bez jej wiedzy. Poczułem się trochę nieswojo... Po co ktoś miałby właśnie tak zaprogramować zwykłą grę ? Zresztą nieważne, jeżeli folder z filmami nie zawierał niczego innego to równie dobrze mogłem wyłączyć komputer. Wcisnąłem więc przycisk zasilania...

 

...Laptop jednak nie zareagował w żaden sposób. Film nadal trwał, tym razem dziewczynka miała na sobie pomarańczowy topik. Uśmiechała się i chichotała jak zawsze, uznałem więc, że system sam się wyłączy po tym jak skończy wykonywać polecenie. Nie mógł przecież trwać długo. Odtwarzały się kolejne części filmu, a ja powoli zaczynałem przysypiać. Po kilkunastu cięciach jednak coś się zmieniło...

 

...Tym razem dziewczynka stała przed komputerem, bez żadnego wyrazu twarzy, zupełnie jakby nie odczuwała żadnych emocji... Zastanawiając się, co się tutaj do cholery dzieje, ponownie zainteresowałem się filmem. Tym razem nie wywołał on uśmiechu na mojej twarzy, mogę powiedzieć więcej – czułem się bardzo nieswojo widząc ją bez swojego zwykłego szerokiego uśmiechu... Pokój był bardzo ciemny, jedyne źródło światła to mała nocna lampka która stała na biurku. Tym razem ubrana była w białą piżamkę. Co ona ma zamiar zrobić – zastanawiałem się. Stała tam przez dobrą minutę, z tym przerażającym obojętnym wyrazem twarzy... Wpatrywałem się w nią w napięciu, jakby coś strasznego właśnie miało się wydarzyć...

 

W tym momencie pochyliła się i spod biurka podniosła piłkę do metalu. Trzymała ją przed sobą, jakby chciała mi ją pokazać... Następnie przyłożyła ją do swojego prawego policzka...

 

Na sam widok, skuliłem się w sobie...

 

Co tutaj się kurwa dzieje ?!

 

Dziewczynka powolutku zaczęła odcinać sobie część twarzy. Krew kapała jej na szyję... Powoli byłem w stanie zobaczyć jej ząbki... Po 10 sekundach było widać już wszystkie... Krew pokryła praktycznie całą jej prawą stronę ciała. W końcu dotarła do swojej dolnej szczęki... Jej policzek odpadł na ziemie z cichym łoskotem... Nadal patrzyła w kamerę bez żadnych emocji... Nie mogłem już tego wytrzymać. Wyrwałem baterię z laptopa ale film nadal trwał...

 

Kolejne cięcie...

 

Tym razem dziewczyna krzyczała z bólu... Prawie spadłem z krzesła – dźwięk był tak głośny... Krzyczała w agonii przez 10 sekund. Od strony drzwi było słuchać głośny stukot. Ktoś najprawdopodobniej chciał dostać się do środka. Była to kobieta, mówiła w języku, którego nie byłem w stanie zrozumieć. Waliła w drzwi z całych sił, jednak nie mogła ich otworzyć – dziewczynka musiała je w jakiś sposób zatrzasnąć. Miałem już tego dość, starałem się odłączyć monitor od zasilania jednak wyglądało jakby ktoś go zespawał go z portem. Krzyki i wrzaski trwały do następnego cięcia...

 

Znów, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji... Kobieta nadal łomotała w drzwi, krzycząc i nawołując swoją córeczkę. Dziewczynka znów chwyciła piłkę i przystawiła ją do swojego prawego ramienia. Na ten widok zupełnie mnie zatkało... To było okropne, niewyobrażalnie okropne i obrzydliwe... Krew lała się strumieniami... Krzyki za drzwiami zamilkły – założę się, że kobieta pobiegła po pomoc. Kiedy piła dotarła do kości, usłyszałem okropny zgrzyt od którego zjeżyły mi się włosy na całym ciele... Miałem ochotę zwymiotować. Zauważyłem że kawałek jej mięśnia utkną pomiędzy ząbkami. Wtedy nastąpiło kolejne cięcie... Po nim kolejne... Jej ubranko było już całe czerwone od krwi...

 

Ponownie, patrzyła w monitor bez żadnych emocji...

 

Boże... co ona ma zamiar teraz zrobić...

 

Kobieta w tym czasie wróciła, byłem w stanie rozróżnić jeszcze dwa inne głosy, prawdopodobnie był to jej ojciec i brat. W tym momencie przyłożyła piłę do prawej części swojej główki... Słychać było głośne rytmiczne uderzenia w drzwi... Starali się je wyważyć... Dziewczynka powoli, tak jak poprzednio, przecinała swoją głowę na pół. Krew tryskała dosłownie w każdym kierunku... Jej prawe oko, wywróciło się i po chwili z oczodołu zaczęła wypływać krew... Dotarła do górnej szczęki i zaczęła torować sobie drogę przez kości i zęby... To był najgorszy dźwięk jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem... Wciąż czasami go słyszę, tak jak teraz... Rytmiczne uderzenia w drzwi nasilały się, jednak ja w duchu miałem nadzieję, że jednak im się nie uda – że nie będą musieli patrzeć na ten koszmarny widok...

 

Kolejne cięcie...

 

I kolejne...

 

Na następnym widać było jak połowa jej główki upada na biurko... Jej oczy wypadły z oczodołów pod wpływem uderzenia. Krew dosłownie wszystko zalała... Dopiero wtedy udało im się wyważyć drzwi. Wszyscy niemal stracili przytomność na tak makabryczny widok. Ich córeczka była w kawałkach. Matka zwymiotowała i wybiegła z pokoju. Ojciec wpadł do pokoju, „złożył” jej główkę, przytulił do siebie i zawył z rozpaczy. Drugi mężczyzna, prawdopodobnie jej starszy brat, po prostu patrzył przerażony, chyba nie bardzo wiedząc co ma zrobić.

 

Ten przerażający pokaz samookaleczenia skończył się z tym filmem i po następnym cięciu widać było tylko pusty pokój... Westchnąłem z ulgą, byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że było tak gorąco... Tyle pytań kłębiło mi się w głowie...

 

- Jak to w ogóle było możliwe !?

 

Byłem tak wystraszony, że spędziłem dobre 30 minut siedząc i wpatrując się w monitor – byłem dosłownie sparaliżowany. Wreszcie zebrałem się w sobie i wstałem... Popatrzyłem na laptop; miałem nadzieję, już po raz ostatni. Ciągle widać było pokój z łóżeczkiem...

 

Nagle...

 

Następne cięcie...

 

Na ekranie pojawiła się moja twarz...

 

Siedziałem w mojej piwnicy, używając laptopa...

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...