Nie wiem, jak zacząć ten temat, bo wciąż trudno mi uwierzyć, że to wszystko zaszło tak daleko... Piszę to nie dla atencji, nie dla współczucia, ale żeby choć jedna osoba zatrzymała się na chwilę i pomyślała.
Wszyscy znamy kogoś, kto „żyje swoją pasją”. W moim przypadku był to dawny znajomy, który kochał dwa światy: Metin2 i anime. Zawsze mówił, że tworzy coś wielkiego, że jego serwer będzie połączeniem tego, co kocha najbardziej. Faktycznie serwer powstał, pełen na wiązań, klimatu, zrobiony z sercem. Ale... nikt nie mówił, jaką cenę potrafi mieć takie poświęcenie.
Z dnia na dzień widziałem, jak zatraca się w tym wszystkim. Noce spędzane na poprawianiu kodu, grafik, eventów. Godziny na forach, szukanie idealnych assetów, soundtracków z ulubionych anime. Coraz mniej snu, coraz mniej rozmów, coraz więcej ucieczki w wirtualny świat, który miał być dla niego lepszy od tego realnego.
Pasja, która kiedyś dawała mu radość, zaczęła go powoli niszczyć. Presja bycia perfekcyjnym, brak zrozumienia od innych i samotność. To wszystko to doprowadziło go do miejsca, z którego trudno wrócić. Diagnoza? Szereg chorób psychicznych.
Piszę to, bo wiem, że na tym forum jest wielu ludzi takich jak on. Ludzi z pasją, którzy potrafią zatracić się w tworzeniu tego idealnego serwera, w świecie kodu... I nie ma w tym nic złego, dopóki pamiętamy, że życie to coś więcej niż projekt, który nigdy nie będzie wystarczająco dobry.
Dbajcie o siebie. Rozmawiajcie z ludźmi, wychodźcie na powietrze, odłóżcie czasem ten projekt na bok. Bo żaden serwer, żaden projekt, nawet najbardziej epicki, nie jest wart zdrowia psychicznego.
Mam nadzieję, że mój dawny znajomy znajdzie jeszcze drogę do zdrowia. A jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego zwolni tempo, to znaczy, że warto było to napisać.
Pamiętajcie, nie bądźcie więźniami własnej pasji, bo zwykle kończy się to źle (naoczny dowód):