Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 20.08.2017 w Wpisy na blogu

  1. JJ4U™

    Duch? No to zapraszam.

    Cześć wszystkim. Na wstępie pragnę podkreślić tylko, że historia poniżej jest w 100% prawdziwa. Zapraszam do lektury. Chciałbym wam opisać, a raczej przedstawić spotkanie mnie jak i mojej rodziny ze zjawiskami paranormalnymi. Generalnie wszystko zaczęło się jakiś rok temu jeszcze przed przeprowadzką ze starego mieszkania (o czym potem). Pewnego dnia mama przyczepiła siędo mnie o to, że buszuję po domu w nocy. Fakt faktem zdarzało mi się robić wielkie wyprawy po picie czy jedzenie podczas nocnego nerdzenia ale nie byłem to tym razem ja. Spytałem się na czym niby te buszowanie poelgało i co niby takiego robiłem. Zaczeła mi opowiadać o tym, że po prostu za głośno chodzę po kuchni i panele strzykają (są z lekka źle położone i to dlatego). Zacząłem jej podkreślać dobitnie, że od godziny xx:xx spałem i nie byłem to ja. Oczywiście zlewa i nie dowierzanie bo przecież "gram w te komputery po nocy". Sytuacja zmieniła się trochę gdy pewnej nocy jakieś 2-3 dni później faktycznie sprawdzała czy śpie bo podobna sytuacja znowu miała miejsce. Tym razem słyszała jak ktoś niby wchodzi do mieszkania i zdejmuje buty. Faktycznie tata wracał do domu o 4-5 rano oczywiście z pracy jednakże było wtedy coś koło 3 więc niemożliwe, że był to on. Mama zaczęła trochę panikować, a ja z lekka podśmiewałem się z niej do czasu kiedy zjawiska takie zaczeły dotykać i mnie. Pewnego dnia obudziłem się rano i poszedłem się przemyć, jak to rano bywa po myciu poszedłem zrobić sobie coś do jedzenia. Wróciłem z gotowym posiłkiem do pokoju i odpaliłem sobie komputer. Na biurku mam taką jakby puszkę aka skarbonkę. Zwykła puszka (może dodam zdjęcie potem). Stała ona delikatnie za monitorem. Nagle coś tak jakby przeszło za mną, poczułem taki dziwny powiew wiatru. Wiecie jak to jest jak toś za wami przejdzie po poczujecie taki pociąg wiatru. Byłem przekonany, że to przeciąg. Przymknąłem drzwi i usiadłem do komputera. Nagle puszka o której wspomniałem przesunęła się o jakieś 2-3 cm. Tak po prostu sama. Chyba nigdy tak szybko nie wyleciałem z pokoju. Oczywiście byłem wtedy sam bo rodzice byli w pracy. Aż do powrotu mamy nie próbowałem nawet otworzyć drzwi od mojego pokoju tylko przesiedziałem w pokoju rodziców. Powiedziałem o tym o wszystkim mamie,a ona tacie. Zaczęliśmy się zastanawiać o co może chodzić. Doszliśmy do wniosku, że ojciec taty który już nie żyje może się upominać o wizytę na cmentarzu. Tata tak dla pewności pojechał, zapalił znicz, pomodlił się i razem czekaliśmy na efekty. Niby wszystko ustało, w nocy było normalnie, nic nie strzelało nic nie chodziło. Po prostu tak jak wcześniej. W Grudniu zeszłęgo roku musieliśmy się przeprowadzić z pewnych względów. Nie jakoś turbo daleko bo na sąsiednie osiedle. Wszystko było w porządku, oczywiście trzeba siębyło przyzwyczaić do nowego mieszkania, pokoju i miejsca. Nic sięnie działo aż do bodajże marca tego roku. Tym razem zaczęło się trochę z grubszej rury. Pewnej nocy w pokoju rodziców od tak włączył się telewizor i dekoder. Chyba nigdy nie widziałem ich tak przestraszonych. Wszyscy zgodnie rano stwierdziliśmy, że to na 90% było jakieś spicie, różnica. Jakoś nie chciało mi sięw to wierzyć ale dla ich spokoju przytaknąłem im. Byłem pewny, że zaczną się akcje ze starego mieszkania. Nie myliłem się. Pewnego poranka poszedłem do pokoju rodziców od tak pogadać, obejrzeć razem wiadomości. Zanim odpaliliśmy dekoder i telewizor mama spostrzegła, że widnieje na nim zacięta godzina. Była to 3:30. Okej, mogło się przytrafić, dekoder sięzaciął i tyle. Zbagatelizowaliśmy to. Przez następne 2-3 tygodnie było okej. Do czasu kiedy drzwi od łązienki nie zaczęły sięsame przy mnie uchylać, szybko zawołałem rodziców. Oczywiście zwalili to na przeciąg, mimo, że okna były pozamykane. Od tamtej pory było w miarę spokojnie nie licząc drobnych puknięć czy strzyknięć w różnych częściach domu,. Ale to raczej częste i normalne. Było spokojnie, aż do teraz. Jakiś tydzień temu domofon zaczął dzwonić, byłą godzina 01:31. Oczywiście poderwałem się i przed rodzicami odebrałem z myślą że to jakiś kumpel robi sobie jaja. Podnoszę, halo, cisza. No nic, pewnie jakieś spięcie. Następnej nocy miało miejsce takie samo zdarzenie, tym razem o 01:40. Znowu odbieram, halo, cisza. Poleciałem szybko do okna sprawdzić czy ktoś nie odbiega. Cicho i głucho. Nawet światło przed klatką się nie świeciło, a jest ono na czujnik i gdy ktoś podejdzie zapala sięi świeci się przez jakieś 15-20 sekund po odejściu / wejścu. Kolejna noc, kolejny dzwonek. Tym razem nie odebrałem tylko poleciłem tacie zbiec na dół. Ja poleciałem odrazu do okna sprawdzić czy ktoś jest na dole. Cisza, nikogo. Godzinę - dwie po tym ktoś zadzwoniłdo drzwi dzwonkiem. Przebudziłem się i poszedłem sprawdzić kto to, otwieram drzwi. Cisza nikt nic. Nawet światło an klatce sie nie paliło (również jest na czujnik). Domofon dzwonił po nocach aż do wczoraj. Tata pojechał na cmentarz zapalił znicz, pomodlił się. Pozostało czekać na dalsze efekty. Myślę, że po prostu zabrakło pamięci po zmarłym ojcu. Pozostało częściej odwiedzać jego grób. O sytuacji postaram się was informować na bierząco. Dziękuję za przeczytanie moich wypocin i mam nadzieję, że moja historia da wam trochę do myślenia i pokaże, że warto pamiętać o bliskich. Trzymajcie kciuki. Czołem!
    1 punkt
  2. kopyteczkoo

    Propaganda

    Nauczycielka od historii zawsze powtarzała nam na lekcjach, że żadne państwo nie pomoże bez interesu. Więc domyślcie się dlaczego zagraniczne media sieją propagandę.
    1 punkt
  3. 190475378597218903438

    Drwal

    A więc W dalekiej krainie o włoskich kulturach żył pewien drwal, nazywał się on Wacław Kontyna, jego główną pracą było rąbanie, rżnięcie, grzmocenie, łomotanie, pałowanie, rypanie, walenie jak w kaczy kuper, kuksanie, tłuczenie, rozczłonkowywanie, prucie, kołatanie, tarabanienie, ciachanie, piłowanie i trzaskanie oraz napierdalanie drzew, które ciągle rosły i zagradzały drogi, głównie do instytucji rządowych, drogi do szkół nie chciało mu sie czyścić iż uważał, że edukacja tylko zmienia ludzi na gorsze. Drwal Wacław wykonywał taką wspaniałą pracę, że rząd wyjątkowo zwolnił go z płacenia podatków a wręcz lepiej, dostając jednocześnie podwyższoną pensję. Ludzie go uwielbiali, ponieważ dzięki temu chodzenie i płacanie podatków było przyjemniejsze a więc i nie przeszkadzała im ta lekka podwyżka procentowa, która miała na celu wspomóc zapracowanego drwala. Pewnego dnia jak rycerz o zbroi w kolorze nasienia w wyprawie po złoty gral z winem, udał się na mszę niedzielną lecz ku jego złości zobaczył, że niedojrzałe drzewa zagradzały wejście do kościoła ale nie jedno lecz kilka, nastąpił w tym momencie trudny moment z wyborem, czy wytarabanić tylko trochę aby udać samemu na mszę czy wyłomotać wszystkie drzewa wokół kościoła tak aby każdy mógł do niego wejść. Krótka chwila namysłu i odpowiadając sobie argumentem, że gdyby on by tego nie zrobił to inni mogli zacząć się edukować aby sami mogli to zrobić a wtedy ludzie zmienili by się na gorsze, wystarczy, że on wie co ma zrobić jako jedyny w mieście Fjutowice. Zaczął więc ze złości szarżować na młode drzewa, nawet siekery nie użył, tylko swojej ręki jak wielkim grubym pniem, pałą, karachanem, pałował je z ziemi, dającej im energi życiowej. Kliknij aby doznać interakcji dźwiękowej z sytuacji Smród z jego pach wydawał się niczym bycie pierdolniętym przez policjanta z gazu musztardowego, walenie i napierdalanie w drzewa nie ustawało, jak umartwiło się jedno to jeszcze je rżnął na ziemi aż tajemnicza biała substancja z nich wyciekła, jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze, jeszcze jak. Sprawiało mu to przyjemność(i to jeszcze jak), pomaganie masy dojść do kościoła, uważał, że kościół jest bardzo ważną instytucją i powinno się ją szanować. Po całym bajzlu okazało się, że już koniec mszy i załamany poszedł do domu a może lepiej nazwać to pałacem bo to definitywnie tak wyglądało, w końcu z pięniędzy podatników. Tam próbował zabić swój smutek, żal i depresyjne upośledzenie, alkoholem, winem żeby być dokładniejszym, nagle go zastanawiało skąd tyle drzew tak rośnie, kiedy spełni swoje marzenie o byciu olimpijczykiem, wspinaczkach na góry i podróżowanie po świecie, a i ciastkami z białym kremem dogryzał, dobre były hehehehehehehehehehehehehe nie jednak nie. Nagle usłyszał swoich kolegów trzaskających do drzwi, otworzył zatem i ucieszył się gdy zobaczył ich, no cóż, ich, nie musisz wiedzieć kogo, z policji chyba kurwa nie jesteś, ja pierdole. Chlali jak menele a co już się działo później tego jak zwykle nie pamiętał, wyszedł Wacuś z kolegami na taras i zaczął krzyczeć jakby popił za dużo pikolo(tak w ogóle to ciekawe dlaczego), zaczął wyzywać ludzi dookoła, że nie sadzą drzew, że przyniosłoby im to szczęście, że drzewa są jak baranki, świat powinien mieć ich więcej. Następnego dnia obudził się w swojej toalecie(tzn. w swoich wymiocinach a nie kiblu) przykryty kołdrą gówna i szczynów. Reżyseria: ja Skrypt: ja Muzyka: ja Dyrektor kreatywny: ja Kamery i podsłuch, który jest w tej chwili podłączony do Twojego urządzenia: NSA Historia opowiada o drwalu, który żył w niekończącym się cyklu swojego pijaństwa i opszczymurstwa, histora ta służy przestrodze ku tym, którzy sięgają po alkohol pokazując, że przygoda taka może się skończyć życiową meką i nie realizacją swoich marzeń. Projekt ten mógł odnieść sukces dzięki spółce z.o.o Fundamentalnie Indywidualne Lubrykantowanie Intelignentnych Atletów. Nie odpowiadam, ża żadne krzywdy, które staną się czytelnikowi(psychologiczne oraz fizyczne i duchowe) podczas czytania tego materiału edukacyjnego. no
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...