Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 16.05.2013 w Wpisy na blogu
-
Nastolatkowie
Mario-PC przyznał(a) reputację SamWieszKto1231 za wpis na blogu
Miałem napisać artykuł o tajemniczej śmierci siedmiu nastolatków. Zgon stwierdzono w mniej więcej tym samym czasie, poniesiony został przed komputerami, w różnych częściach Polski. Nigdy nie doszliby prawdopodobnie do związku pomiędzy tymi śmierciami, gdyby nie jedna z dziewczyn, która jakimś cudem uniknęła tego losu i zgłosiła całe wydarzenie na policję. Wiecie, jak się, kurwa, uchroniła? Wylogowała się, gdy jeszcze był czas. Szczerze mówiąc, nie jestem specjalnie przekonany do takich "tajemniczych" spraw. Zazwyczaj okazują się dużo mniej tajemnicze niż początkowo zakładam. Na jaw wychodzi idiotyzm dzisiejszej młodzieży, która wręcz lubuje się w popełnianiu samobójstw wraz ze swoimi internetowymi znajomymi. Poważnie, ostatnio miałem taką sprawę. Przerażająca w głupocie. Zwłaszcza, że jedna z osób po drugiej stronie kabla tylko udawała, że zażywa tabletki. Ale nie o tym chciałem. Dziewczyna była wyjątkowo niedostępna, gdy chodziło o wydobycie z niej jakichkolwiek informacji. Dowiedziałem się tylko, że grupka znajomych, którzy od jakiegoś czasu "obijali się" razem w necie, wchodzili na specyficzny czat. To nie był mIRC, ale coś w tym rodzaju. Rozmawiali o wszystkim, o niczym, znali się od kilku dobrych lat i po prostu lubili swoje towarzystwo. Była ich mniej więcej dziesiątka. Tego dnia kilku z nich nie było akurat na czacie. Dwójka pozostałych nie wchodziła od około miesiąca. Poznali się w necie, potem spotkali w realu i od tego czasu byli sztandarową parą czatową, chodząc ze sobą w realu. Love story rodem z taniej komedii romantycznej, ale nie wnikałem. Dziewczyna, pseudonim "laleczka", odpowiadała na większość pytań półsłówkami. Ale w końcu jej odpowiedzi stały się zbędne. Z jakiegoś powodu, wydobycie loga z tamtego dnia graniczyło z cudem. Baza danych uparcie twierdziła, że dwudziesty szósty czerwca w ogóle nie istniał. Że nie było godziny dwudziestej trzeciej dwadzieścia cztery, bo o tej dokładnie "framuga" pojawiła się na czacie. Nie było ich. A potem nie tylko Internet wymazał ich z pamięci. Odmówiłem napisania artykułu po przeczytaniu tego loga. Szczerze? Mam dość. Chyba rzucę tę robotę. Póki jeszcze mam, kurwa, czas. Póki wiem, że jeszcze mogę. Czytacie to na własną odpowiedzialność. I nie, kurwa. Nie mnie obwiniajcie, jeżeli ktoś (coś?) zapuka do drzwi.1 punkt -
Mogłam zapalić
Śniegowaty przyznał(a) reputację SamWieszKto1231 za wpis na blogu
Karolina była normalną studentką mieszkającą ze swoją koleżanką w akademiku. Miała kochającego chłopaka i rodzinę, ba, nawet psa. Do czasu. W tym momencie Karolina jest leczona. Stała się psychiczna. Jedyne zdanie jakie umie powiedzieć to " mogłam zapalić ". Po tym wszystkim co się stało tylko jedna strona jej pamiętnika przetrwała. Reszta została porwana i zakrwawiona, nie do odczytania. Ale to chyba była też najciekawsza strona. Trzy wpisy. 6 styczeń 2010 Ale super! Krzysiek zaprosił mnie na niesamowitą noc! Powiedział że będziemy szaleć... Nie mogę się doczekać! 7 styczeń 2010 Jestem już u Krzyśka jest jakoś koło godziny 21. Już się nie mogę doczekać! Ale chwila... Nie wzięłam rzeczy... pójdę do akademika z Krzysiem i wezmę je z pokoju. Wróciłam! Nie zapalałam światła, Aśka by się na pewno zdenerwowała gdybym ją obudziła. Jak tam weszłam to była już 22 a ona się tak męczy z tą nauką... No nieważne pamiętniczku! Krzysiek już mnie woła z łazienki! Zdaje mi się że przygotował kąpiel. 8 styczeń 2010 BOOOŻE! Było niesamowicie! Próbowaliśmy na wszystkie sposoby, było cudownie! Wracam do domu! Hmm... nie chcą mnie wpuścić do akademika, chyba jakiś wybuch gazu albo coś. Siedzę sobie na ławce przed budynkiem, jest koszmarnie zimno a tak w ogóle to coś tam krzy.... (rozmazane pismo) na pewno Asia! Boże, przecież pokój numer 35 jest nasz! Co ja tu nadal robię? Byłam w pokoju (namazane czymś czerwonym). Umarła koło 22. Wczoraj. Siedzę w kącie pokoju. O MÓJ BOŻE! On tam był. Ja tam byłam. On jest tu. Teraz. Boże... Konkluzja Karolinę znaleziono w kącie pokoju w którym zamordowano Asię. Pokój wyglądał normalnie, tylko pamiętnik był zmasakrowany. Na ścianie zauważyli tylko jedną rzecz. Napisane krwią. CZY JESTEŚ PEWNA ŻE DOBRZE ZROBIŁAŚ NIE ZAPALAJĄC ŚWIATŁA?1 punkt -
Jeff The Killer
Azi23PL przyznał(a) reputację SamWieszKto1231 za wpis na blogu
Zaczerpnięte z lokalnej gazety: NIEZNANY ZŁOWIESZCZY MORDERCA DALEJ NA WOLNOŚCI. Po tygodniach zabijania tajemniczy morderca dalej nie został złapany, lecz znaleziono młodego chłopca który twierdzi, że przeżył atak zabójcy odważnie opowiada swoją historię. "Miałem zły sen i obudziłem się w środku nocy" mówi chłopiec "Zauważyłem, że z pewnego powodu okno było otwarte, a pamiętam, że je zamykałem zanim położyłem się spać, więc wstałem z łóżka, aby je zamknąć po raz drugi. Gdy "wdrapałem" się na łóżko i starałem się zasnąć. To właśnie wtedy ogarnęło mnię uczucie, że ktoś na mnie patrzy. Otworzyłem oczy i prawie wyskoczyłem z łóżka. Tam, w małym strumieniu światła pomiędzy zasłonami zauważyłem parę oczu. To nie były zwykłe oczy. Te oczy były mroczne, złowieszcze. Pomyślcie, jak bardzo byłem przerażony. Ale wtedy zobaczyłem jego usta. Długi, okropny uśmiech sprawił, że wszystkie włosy stanęły mi dęba. Po chwili, która dla mnie trwała wieczność powiedział to. Prosta fraza, ale tylko szalony człowiek mógłby coś takiego powiedzieć. Powiedział "Idź spać". Wydarłem się, przez to bardzo szybko podbiegł do mnie, wyciągnał nóż i wycelował go w serce wskakując na moje łóżko. Starałem się walczyć, kopałem, biłem, starałem się obracać aby zdjąć go ze mnie, ale to nie skutkowało. Po chwili wbiegł do pokoju mój ojciec ze swoją strzelbą. wycelował w niego, i prawie go miał, gdyby nie to, że zanim mój ojciec pociągnął za spust, mężczyzna obrócił się unikając strzału. Mężczyzna rzucił w ramię mojego ojca nóż, więc mimowolnie upuścił strzelbę. Ten mężczyzna wykończyłby mojego ojca, gdyby nie to, że sąsiedzi zaalarmowali policję. Policja zaparkowała pod domem, i wbiegła do niego rozwalając drzwi. Mężczyzna odwrócił się i pobiegł korytarzem. Usłyszałem trzask, jakby rozbijanego szkła. Wybiegłem z pokoju, i zobaczyłem, że z tylnej strony domu jest rozbita szyba. Szybko wyjrzałem przez okno, a właściwie jego ramę i ujrzałem jego znikającego we mgle. Mogę wam powiedzieć tylko to, że tej twarzy nie zapomnę do końca życia. Te zimne, wrogie oczy i ten psychotyczny uśmiech. One nigdy nie opuszczą mojej głowy." Policja dalej szuka tego mężczyzny. Jeśli widziałeś kogokolwiek kto pasuje do opisu natychmiast zgłoś to do najbliższej komendy policji. Ostatnio Jeff z rodziną przeprowadził się do innego miasta. Jego ojciec dostał premię w pracy, więc uznali, że lepiej będzie im się żyć w jednej z tych "ekstrawaganckich" osiedli. Jeff ze swoim bratem Liu nie mogli narzekać. Nowy dom był większy i ładniejszy. Wkrótce po tym, jak się wypakowali, zawitali do nich sąsiedzi. "Witajcie!" Powiedziała kobieta, "Jestem Barbara, mieszkam w domu obok. Chciałam zapoznać panią ze mną i moim synkiem. Barbara odwróciła się i zawołała. "Billy! to są nasi nowi sąsiedzi.". Billy grzecznie się przywitał, i pobiegł dalej bawić się na podwórku. "Oh," powiedziała mama Jeff'a "Jestem Margaret, a to mój mąż Peter, a to moi dwaj synowie Jeff i Liu" Kiedy już zapoznali się, Barbara zaprosiła ich na przyjęice urodzinowe jej syna. Jej synowie chcieli odmówić, lecz ich matka ich wyprzedziła mówiąc, że bardzo chcieliby pójść. Kiedy Jeff z rodziną skończyli się rozpakowywać, Jeff poszedł do mamy. "Mamo, dlaczego zgodziłaś się na to przyjęcie? Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, to wiedz, że nie jestem małym, głupim dzieckiem." "Jeff..." Powiedziała jego matka "Dopiero się wprowadziliśmy, powinniśmy pokazywać, że chcemy spędzać czas z naszymi sąsiadami, więc idziemy na to przyjęcie. Kropka. Jeff chciał mówić dalej, lecz przerwał, bo wiedział, że nie ma nic do gadania, gdy mama coś zadecyduje. Wszedł po schodach do swojego pokoju, usiadł na łóżku, i przez pewien czas siedział tak bezczynnie. Aż w pewnym momencie ogarnęło go dziwne uczucie. Nie był to ból, lecz po prostu... dziwne uczucie, lecz on je zignorował. "Jeff" Mówi jego matka, "zejdź na dół i zabierz resztę swoich rzeczy". Jeff posłuchał się matki i zszedł na dół. Następnego dnia rano Jeff zszedł na dół aby przygotować się do szkoły i zjeść śniadanie. Gdy jadł śniadanie znów ogarnęło go to dziwne uczucie, tylko tym razem było silniejsze i powodowało lekki ból, lecz on ponownie je zignorował. Gdy Jeff i Liu zjedli śniadanie i przygotowali się do szkoły poszli na przystanek autobusowy. Gdy już byli na przystanku nagle jakieś dziecko na deskorolce przeskoczył nad nimi, centymetry nad ich głowami. Jeff i Liu od razu odskoczyli. "Co ty robisz, dzieciaku?!" Dziecko "wylądowało" i obracając się do nich kopnęło deskorolkę tak, aby mogło ją złapać w ręce. Na oko ten dzieciak miał z 12 lat, rok starszy od Jeffa. Ubrany był w czerwony T-shirt i podarte niebieskie jeans'y. "No, no, no. Wygląda na to, że mamy nowych." Nagle pojawiła się dwójka dzieciaków, jeden był bardzo chudy, a drugi ogromny. "Skoro jesteście tutaj nowi, chcielibyśmy was wprowadzić. To jest Keith," Jeff i Liu spojrzeli na chudego dzieciaka. Miał tak jakby odurzoną twarz. "A to jest Troy" i spojrzeli na grubego dzieciaka. Mowa o wannie smalcu. Ten dzieciak chyba nie może kucać "I ja" mówi dziecko "Ja jestem Randy. Skoro już się zapoznaliśmy, to wiedzcie, że dla każdego dzieciaka obowiązuje pewna cena. Chyba mnie rozumiesz?" Liu wstał gotowy do walki, ale Randy z dwoma kumplami wyciągneli noże. "Ech... Miałem nadzieję, że będziecie bardziej chętni do współpracy, ale widzę że trzeba będzie zmusić." Randy podszedł do Liu, i wyciągnął mu z torby portfel. Jeff'a znowu ogarnęło to dziwne uczucie, tylko że teraz było potężne. Jeff wstał, ale Liu dał mu znać, żeby usiadł, lecz Jeff to zignorował i podszedł do dzieciaka. "Posłuchaj mały śmieciu, "Powiedział Jeff" oddaj mojemu bratu portfel!" Randy włożył portfel Liu do swojej kieszeni i wyciągnął z niej nóż. "Och, ale się boje, co mi zrobisz?" Powiedział Randy, po czym Jeff dał mu pstryczka w nos. Randy chciał uderzyć Jeffa w twarz, lecz zanim jego to zrobił, Jeff chwycił jego pięść i połamał mu palce. Gdy Randy darł się w niebogłosy, Jeff wyrwał nóż z jego dłoni. Troy i Keith próbowali zaatakować go, lecz on był zbyt szybki. Powalił Randy'ego na ziemię. Keith prawie zaatakował go, lecz on zdążył kucnąć i wbił nóż w ramię Keitha. Troy spróbował tego samego, lecz jeff nawet nie potrzebował noża. Gdy Troy biegł z zamiarem zaatakowania, Jeff wykonał unik, i z dużą siłą uderzył Troy'a w brzuch. Troy wymiotując osunął się na ziemię, a Liu tylko patrzył na Jeff'a z podziwem. "Jeff, jak t-ty t..." Tylko to Liu był w stanie wypowiedzieć. Zobaczyli, że jedzie ich autobus, więc zaczęli biec ile sił w nogach. Kiedy biegli, zauważyli, że autobus jedzie za nimi. Kiedy Jeff i Liu byli już w szkole, nie mieli zamiaru powiedzieć co się stało. Tylko siedzieli na lekcjach. Liu myślał, że Jeff po prostu pobił kilku dzieciaków, ale Jeff wiedział, że to było coś więcej. Coś... mrocznego. To dziwne uczucie, które ogarnęło Jeff''a, znikło gdy kogoś krzywdził. Wiedział, że to okropnie brzmi, ale krzywdząc kogoś czuł się taki szczęśliwy, czuł, że to uczucie odchodzi. Po szkole Jeff i Liu wrócili do domu. "Jeff, Liu" zapytała ich matka "Jak wam minął dzień?" "To był piękny dzień" odpowiedział Jeff. Następnego poranka Jeff usłyszał ze swojego pokoju pukanie do drzwi. Gdy zszedł na dół zobaczył dwóch policjantów rozmawiających z jego matką. "Jeff, panowie powiedzieli mi, że zaatakowałeś trójkę dzieci. To nawet nie była zwykła bójka, oni byli dźgani. Dźgani synu!" Wzrok Jeff'a powędrował na podłogę, pokazując matce, że to prawda. "Mamo, ale oni pierwsi grozili nam nożami" "Młody człowieku" powiedział jeden z policjantów "znaleźliśmy dwójkę dzieci dźgniętych, a jednego z obrażeniami wewnętrznymi, mamy dowody, że ty, albo twój brat zrobiliście to, więc co masz nam do powiedzienia?" Jeff wiedział, że nie da się wybrnąć z tej sytuacji. Mógł powiedzieć, że on i Liu zostali zaatakowani, lecz nie ma dowodów kto zaczął bójkę, więc Jeff nie miał nic na obronę siebie bądź swojego brata. "Jeff zawołaj swojego brata" Jeff nie mógł tego zrobić od pobicia tych dzieciaków. "Ale prosze pana, to byłem ja! To ja ich pobiłem. Liu próbował mnie odciągnąć, ale nie mógł mnie powstrzymać" Policjanci spojrzeli na siebię i skinęli głowami. "No, no, to wygląda na rok w więzieniu..." "Czekajcie!" Krzyknął Liu trzymając w dłoni nóż. Policjanci wyciągnęli broń i wycelowali w niego. "To byłem Ja! Ja ich pobiłem, mam na to dowody!" Liu podwinął swoje rękawy odkrywając różne zadrapania, siniaki. One wyglądały, jakby były zadane przez kogoś, kto chciał się bronić. "Najpierw odłóż ten nóż" krzyknął jeden z policjantów. Liu posłusznie rzucił nóż na ziemię, podniósł ręce do góry i podszedł do policjantów. "Liu! Czemu kłamiesz?! Przecież to byłem Ja!" Wykrzyczał Jeff ocierając łzy z twarzy "Przykro mi, bracie. Próbujesz przyjąć winę za coś, co ja zrobiłem. Weźcie mnie stąd" Policja zabrała Liu do samochodu. "Liu! proszę, powiedz im. To byłem ja! Proszę!" Matka Jeff'a przytuliła go. "Jeff, przestań. Nie musisz kłamać. Wiemy, że to Liu" Jeff mógł tylko bezczynnie patrzeć na odjeżdżający radiowóz. Kilka minut później Ojciec Jeff'a przyjechał. Widział twarz Jeff'a i wiedział, że coś jest nie tak. "Synu, co się stało?" Jeff nie mógł nic powiedzieć z płaczu. Tylko wymknął się tylnym wyjściem. Po jakiejś godzinie Jeff wrócił do domu. Widział, że rodzice są bardzo zszokowani. Nie mógł na nich patrzeć. Wolał nawet nie myśleć jak myślą rodzice o Liu, podczas gdy to była wina Jeff'a. Jeff w końcu poszedł spać, mając nadzieję, że choć na chwilę zapomni o całej sprawie. Dwa dni odkąd wsadzili Liu za kratki, nie odezwał się ani słowem, Jeff był bardzo samotny. Aż do soboty, kiedy mama Jeff'a obudziła go ze uśmiechniętą słoneczną twarzą. "Jeff, dziś jest ten dzień" powiedziała jego matka odsłaniając zasłony. "J-jaki dzień?" Powiedział w półśnie Jeff "Urodziny Billy'ego." Po tych słowach Jeff całkowicie się obudził. "Mamo, ty żartujesz, prawda? nie myślisz że pójdę na urodziny jakiegoś dziecka po tym, jak..." "Jeff, oboje wiemy co się stało. To przyjęcie może sprawić, że na trochę zapomnimy o całej sprawie. A teraz ubierz się." Powiedziała matka Jeff'a po czym zeszła na dół, aby się przygotować. Kiedy Jeff wreszcie zmusił się aby wstać, wziął pierwszą lepszą koszulkę i zszedł na dół. Zobaczył że jego ojciec jest ubrany w garnitur, a jego matka w suknię. Zdziwił się, dlaczego ubrali się w takie eleganckie rzeczy na impreze jakiegoś dziecka. "Synu, to wszystko, w co się ubierasz?" Zapytała mama Jeff'a "To lepsze niż takie eleganckie ubrania." Powiedział Jeff. Jego matka zignorowała wielką chęć aby na niego nakrzyczeć i po prostu uśmiechnęła się. "Jeff, może jesteśmy za bardzo elegancko ubrani, ale może zrobimy na nich dobre wrażenie" powiedział ojciec Jeff'a. Jeff burknął coś pod nosem i poszedł do swojego pokoju. "Ja nie mam żadnych takich "eleganckich" ubrań!" Krzyknął ze swojego pokoju "Po prostu weź coś." Powiedziała jego matka. Jeff poszukał w szafie i znalazł czarne dresowe spodnie, które ubierał na specjalne okazjei podkoszulkę. Nie mógł znaleźć koszulki, którą mógłby ubrać. W końcu znalazł białą bluzę z kapturem, która leżała na krześle. Gdy zszedł na dół, okazało się, że jego rodzice są już gotowi. "Ty w tym idziesz?" powiedzieli razem jego rodzice. Jego matka spojrzała na zegarek. "Nie ma czasu na przebieranki. Chodźmy już." Powiedziała, po czym usłyszała jak Jeff z ojcem wychodzą z domu. Razem przeszli przez ulicę do domu Barbary i Billy'ego. Zapukali, i ukazała się im Barbara. Zupełnie jak rodzice Jeff'a. Przesadnie ubrani. Gdy weszli do domu zobaczyli, że tam są tylko dorośli. Żadnych dzieci. "Dzieci są na podwórku. Jeff, co ty na to, żebyś poszedł poznać dzieci?" Powiedziała Barbara. Jeff wyszedł na podwórko i zobaczył, że było tam pełno dzieci. Wszyscy biegali w dziwacznych strojach strzelając do siebie z plastikowych pistolecików. Nagle do Jeff'a podbiegł dzieciak wręczając mu pistolecik. "Ceść, chcesz sie pobawić?" powiedział. "Eee, nie. Jestem za stary na takie rzeczy" Powiedział Jeff "Prosz?" Powiedziało dziecko "No dobra" Powiedział Jeff. Wziął pistolecik i zaczął "strzelać" do innych dzieci. Na początku wydawało mu się to bezsensowne, ale po chwili to mu się nawet wydawało trochę fajne. Może to nie było "Cool", ale to był pierwszy raz, kiedy choć na chwilę zapomniał o Liu. Jeff bawił się tak, aż usłyszał dziwaczny dźwięk. Dźwięk jeżdżącej deskorolki. Randy, Troy i Keith przeskoczyli ogrodzenie na swoich deskorolkach. Jeff upuścił swój plastikowy pistolet i zerwał czapeczkę. Randy patrzył na Jeff'a z nienawiścią w oczach. "Witaj, Jeff" Powiedział Randy. "Mamy parę niedokończonych spraw." Jeff zobaczył, że Randy ma posiniaczoną twarz."Też tak myślę. [CENZURA]ę Cię, za to, że wpakowałeś mojego brata za kratki. "Oh, bardzo śmieszne, wiesz, że ja i tak wygram. Może skopałeś nam tyłki kiedyś, ale nie dzisiaj." Powiedział randy po czym ruszył na Jeff'a. Oboje upadli na ziemię. Randy uderzył Jeff'a w nos, a Jeff złapał go za uszy i przyłożył mu "z główki" odpychając go od siebie. Po chwili wstali na nogi. Dzieci krzyczały, a rodzice wybiegali z domu. Troy i Keith wyciągnęli z toreb pistolety. "Niech nikt nie przerywa, bo polecą flaki!" Powiedzieli. Randy wyciągnął nóż i wbił go w ramię Jeff'a. Jeff wydarł się w niebogłosy i upadł na kolana. Randy bezlitośnie kopał go w twarz. Po trzech kopach Jeff chwycił nogę Randy'ego i przekręcił ją, co spowodowało, że upadł na ziemię. Jeff wstał i poszedł w kierunku tylnych drzwi. "Potrzebujesz pomocy?" Randy chwycił Jeff'a za kołnierz i przerzucił go przez drzwi. Gdy Jeff próbował wstać Randy powalił go na ziemię, i kopał go tak długo aż zaczął kasłać krwią. "No dawaj gnoju! Walcz ze mną!" Randy przeciągnął Jeff'a do kuchni. Randy widząc butelkę wódki na stole roztrzaskał ją na głowie Jeff'a. "Walcz!" Randy przeciągnął Jeff'a do salonu. "No dalej Jeff! Spójrz na mnie!" Jeff podniósł wzrok. Jego twarz była cała zakrwawiona. "To ja wpakowałem twojego brata za kratki! A ty będziesz siedział i pozwolisz mu tam gnić przez cały rok! Powinieneś się wstydzić." Jeff zaczyna się podnosić "Oh, wreszcie zacząłeś się podnosić" Jeff już stoi. Na jego twarzy jest krew i wódka. Znowu doznał tego dziwnego uczucia. "Wreszcie. Wstał!" Krzyknął Randy i pobiegł z zamiarem zaatakowania Jeff'a. To wtedy to się zdarzyło. Coś w Jeff'ie pękło. Jego psychika została całkowicie zniszczona, racjonalne myślenie znikło. Jedyne, co teraz potrafił, to zabijać. Chwycił Randy'ego za szyję i z dużą siłą rzucił Randy'm o ziemię. Stanął nad nim i z ogromną siłą uderzył go prosto w serce, które się zatrzymało. Kiedy Randy próbował złapać oddech. Jeff bił go. Cios za ciosem. Krew tryskała z jego ciała, aż złapał ostatni oddech. Każdy teraz patrzył na Jeff'a. Rodzice, płaczące dzieci. Nawet Troy i Keith, którzy niewiele myśląc wycelowali bronie w Jeff'a. Jeff widząc wycelowane w niego pistolety pobiegł schodami na górę. Kiedy biegł, Troy i Keith otworzyli do niego ogień, lecz każdy strzał pudłował. Troy i Keith pobiegli za Jeff'em. Kiedy wystrzelili ostatnie naboje, Jeff skradając się, wszedł do łazienki. Chwycił stojak na ręcznik, i wyrwał go ze ściany. Do łazienki wtarli Troy i Keith z nożami w dłoniach. Troy podbiegł z nożem do Jeff'a, który uderzył go stojakiem na ręcznik Troy'a w twarz. Troy bezwładnie opadł na ziemię, więc został tylko Jeff i Keith. Keith był bardziej zwinny, więc kiedy Jeff wymachiwał stojakiem. Keith wyrzucił nóż, i chwycił Jeff'a za szyję, i rzucił nim o ścianę. Z górnej półki spadł na nich wybielacz. Palił ich obu, i oboje zaczęli krzyczeć. Jeff wytarł oczy najlepiej jak mógł. Kiedy Keith jeszcze krzyczał z bólu, Jeff wziął spowrotem do ręki stojak na ręcznik. Celnie rozwalił metalowym stojakiem głowę Keith'owi. Kiedy Keith już leżał zakrwawiony na ziemi towarzyszył mu złowieszczy uśmiech. "Co w tym takiego śmiesznego?!" Zapytał Jeff. Keith wyciągnął zapalniczę i włączył ją. "To," powiedział, "że jesteś pokryty wybielaczem i alkocholem". Jeff szeroko otworzył oczy ze zdziwienia, a Keith rzucił na niego zapalniczkę. Alkohol w kontakcie z płomieniem podpalił się, a wybielacz wybielił jego skórę. Próbował się ugasić, lecz nic nie pomagało. Alkohol sprawił, że Jeff był chodzącym płomieniem. Spadł ze schodów. Wszyscy krzyczeli gdy zobaczyli Jeff'a, ledwo żywego, płonącego człowieka. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył była jego matka, która próbowała go ugasić. Wtedy stracił przytomność. Kiedy Jeff się obudził, poczuł, że ma bandaże na twarzy i na ramieniu, a reszta jego ciała była w szwach. Próbował wstać, lecz uświadomił sobie, że ma w ramieniu jakąś rurkę. Wtedy przybiegła pielęgniarka. "Myślę, że jeszcze nie powinieneś wstawać." Powiedziała kładąc go spowrotem na łóżko i poprawiając rurkę w jego ramieniu. Jeff usiadł. Nic nie widział. Kompletnie nie wiedział, gdzie jest. Po długich godzinach usłyszał swoją matkę. "Jeff, jak się czujesz?" zapytała. Jeff nie mógł odpowiedzieć. Jego twarz była zakryta bandażami, więc nie mógł w ogóle mówić. "Kotku, mam wspaniałe wieści. Po tym wszystkim policja powiedziała, że zwolni Liu". Jeff wstał jak najszybciej potrafił, lecz przypomniał sobię, o rurce w jego ramieniu. "Liu wyjdzie jutro, będziecie mogli znowu być razem." Matka Jeff'a uścisnęła go, i pożegnała się. Przez następne tygodnie Jeff był odwiedzany przez rodzinę. W końcu nadszedł ten dzień. Dzień zdejmowania bandaży. Jego rodzina niecierpliwiła się. Czekali aż doktor usunie ostatni bandaż zakrywający jego twarz. "Miemy nadzieję, że to będzie ładnie wyglądać." powiedział doktor ściągając bandaż z twarzy Jeff'a. Matka Jeff'a krzyknęła na widok jego twarzy, a Liu z ojcem patrzyli z obrzydzeniem. "C-co się stało z moją twarzą?" Zapytał Jeff, po czym wyskoczył z łóżka. Spojrzał w lustro i zobaczył, dlaczego rodzina tak zareagowała. Jego twarz była... okropna. Jego usta były spalone do głębokiej czerwieni, jego twarz zmieniła kolor na czystą biel, a jego włosy zmieniły kolor z brązu na kruczą czerń. Powoli dotknął ręką swojej twarzy. "Jeff..." Powiedział Liu "Ona wcale nie jest taka zła..." "Nie jest taka zła?!" Zapytał Jeff "Ona jest perfekcyjna!" Jego rodzina była zaskoczona, a Jeff zaczął się głośno śmiać. Jego rodzina zauważyło, że jego lewe oko i ręka drgały. "Uh... Jeff, dobrze się czujesz?" "Dobrze?! Nigdy nie czułem się taki szczęśliwy! Ha ha ha ha! Spójrzcie na mnie! Ta twarz pasuje do mnie idealnie!" Nie mógł przestać się śmiać. On teraz był tylko maszyną do zabijania, lecz jego rodzina jeszcze o tym nie wiedziała. "Doktorze," Zapytała mama Jeff'a, "Czy mój syn ma... No wie pan... w porządku w głowie "Tak, to jest typowy objaw dla pacjentów, którym podaliśmy tak dużą ilość środków przeciwbólowych. Jeśli po pięciu tygodniach nic się nie zmieni, zrobimy mu test psychologiczny." "Dobrze, dziękuje. Jeff, kotku, wracamu do domu." Jeff oderwał twarz od lustra. Jego twarz dalej miała ten straszny uśmiech. "Dobrze mamo. Ha hahahahahaaa!" Później tej nocy matkę Jeff'a obudził dzwięk dochodzący z łazienki. Tym dźwiękiem był płacz. Powoli weszła do łazienki, aby zobaczyć co się dzieje. Ujrzała, że jej syn pociął swoje policzki, tak, aby formowały się w uśmiech. "Jeff, co ty robisz?" Jeff spojrzał na matkę. "Mamusiu, nie mogłem się ciągle uśmiechać. To po chwili bolało. Ale teraz mogę się uśmiechać wiecznie." matka Jeff'a zobaczyła jego oczy, okrążone w czerni. "Jeff, twoje oczy!" Jego oczy były pokryte czernią, jakby nie miały się nigdy zamknąć. "Nie mogłem widzieć mojej twarzy. Moje oczy zamykały się ze zmęczenia, więć spaliłem swoje powieki, więc teraz będę mógł wiecznie widzieć siebię, moją nową twarz" Jego matka powoli zaczęła się wycofywać. "Co się stało, mamusiu? Czyż nie jestem piękny?!" "Jesteś synku. P-pozwól mi pójść do tatusia, żeby mogł zobaczyć twoją nową twarz." Matka wbiegła do sypialni, budząc ojca. "Kotku, weź broń. Nasz..." Zaniemówiła, gdy zobaczyła w progu Jeff'a trzymającego nóż. "Mamusiu. Okłamałaś mnie." Powiedział Jeff, po czym ich zadźgał z zimną krwią. Liu obudził się od tych dźwięków. Nie słyszał nic więcej, więc zamknął oczy, i próbował zasnąć, lecz ogarnęło go dziwne uczucie, że ktoś go obserwuje. Kiedy się obrócił, Jeff zatkał jego usta ręką. Jeff powoli tnąc gardło Liu powiedział: "Shhhhh, idź spać."1 punkt -
princess.exe
JachuPL przyznał(a) reputację SamWieszKto1231 za wpis na blogu
"princess.exe" Mój brat, zaraz po tym jak otrzymał posadę jako technik komputerowy, wyprowadził się z domu. Był to początek 2002 roku i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Starałem się z nim skontaktować – dzwoniłem, pisałem maile – wszystko na nic… Któregoś dnia postanowiłem osobiście złożyć mu wizytę. Przywitały mnie zamknięte drzwi oraz 3 koperty przybite do jego drzwi (jakieś zaległe rachunki i listy). Wracając do domu, zauważyłem, że ktoś zostawił szary uszkodzony laptop na środku mojego podjazdu. Wysiadłem z samochodu aby obejrzeć go dokładniej. Monitor LCD zdecydowanie wykazywał oznaki „użytkowania”. W lewym górnym rogu ekranu widać było ogromny otwór, który wpasowywał się dokładnie w rozmiar standardowego śrubokręta marki „Philips Head”. Nad nim, widniała kamerka internetowa, która także została zniszczona przy użyciu śrubokręta. Oprócz tych dwóch „szczegółów”, komputer wydawał się być praktycznie nowy. Klawisze były lekko wyblakłe, ale nie do tego stopnia aby nie można było ich używać. Spojrzałem na tył monitora, aby dowiedzieć się jakiej jest marki, jednak nie mogłem nic znaleźć. Jestem pewien, że dokładnie go sprawdziłem i nigdzie, powtarzam NIGDZIE, nie znalazłem żadnego tekstu, żadnego logo. W rzeczywistości laptop nie posiadał nawet „Dowodu Licencji” czy naklejki gwarancyjnej. Co dziwniejsze, laptop posiadał tylko dwa porty : VGA (używany do podłączenia zewnętrznego wyświetlacza przyp. tłum) oraz USB. Było to zastanawiające ponieważ jak długo, jakiekolwiek urządzenie elektroniczne, może działać bez portu ładowania ? Uznałem w końcu, że musiał być to jeden z tych bardzo tanich laptopów w którym aby naładować baterię , należy wyjąć ją z komputera i podłączyć do zewnętrznej ładowarki – jeszcze bardziej zastanowiło mnie, dlaczego w takim wypadku posiadał on kamerkę internetową ? Zaintrygowany, co dokładnie znajduje się na laptopie, pobiegłem do mojej piwnicy, gdzie był przechowywany mój stary, nieużywany od dawna komputer. Znajdował się tam tylko dlatego, że zapomniałem przenieść tego behemota do lokalnej stacji SarCan (punkty recyklingu elektroniki przyp. tłum). Używał bym go dalej jednakże potrzebuje on od 5-6 godzin aby w pełni się uruchomić, ponieważ zawsze przechodzi w tryb odzyskiwania systemu, a jego procesor jest o wiele za „wolny” aby odzyskać wszystkie dane na 500 gigabajtowym dysku twardym (pamiętaj ze 120mhz procesorem Pentium nie zajedziesz daleko). Cóż… nieważne zresztą. Usunąłem więc stary monitor typu CTR firmy LG i podłączyłem go do laptopa. Miałem już nacisnąć przycisk zasilania, gdy… …Zatrzymałem się. Nie ma mowy żeby działał, bateria już dawno musi być rozładowana. Przetrząsnąłem całą piwnicę aby znaleźć mój tester napięcia. Gdy tylko go dorwałem odłączyłem baterię od laptopa i sprawdziłem odczyt… Bardzo niskie… Nie ma szans aby działał. Trudno – pomyślałem – najwyżej poleży tutaj do rana. Jutro zabiorę ten cały szmelc do SarCan i zrobią wreszcie z tym porządek. Odłączyłem monitor od laptopa, podłączyłem do mojego PCta i zostawiłem tak wychodząc z piwnicy. Skierowałem się prosto do mojego pokoju aby pooglądać telewizję. Oglądałem ją przez jakieś trzy godzinki po czym położyłem się do łóżka. Jednak nie cieszyłem się długo słodkim snem. Został on przerwany przez bardzo głośny dźwięk. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem go jako sygnał uruchamiania systemu Windows 2000 – z wrażenia spadłem z łóżka. Hałas był tak głośny, że mógłbym przysiąc, że ktoś trzymał głośniki tuż przy moich uszach. Gdy wreszcie się jakoś pozbierałem, przez minutę czy dwie starałem się zrozumieć gdzie znajduje się źródło tych dźwięków. Wreszcie wpadłem na świetny pomysł : - Komputer ! Musiałem go przez przypadek włączyć gdy zmieniałem monitory ! Zadowolony z tego, że udało mi się rozwiązać zagadkę, skierowałem się w kierunku piwnicy, gdy nagle zamarłem w połowie drogi… Zaraz... To nie mógł być żadnym sposobem mój komputer… Przecież miałem na nim zainstalowanego Windowsa 95… Po tym wszystkim nie miałem najmniejszej ochoty na wybieranie się gdziekolwiek a na pewno nie do mojej piwnicy. Jednak zdrowy rozsądek zaczął brać górę nad przerażeniem i zdecydowałem, że musi być to jakiś problem systemowy – w końcu komputer był dość długo nieużywany. Ku mojemu zdziwieniu, komputer nie był włączany… mówiąc szczerze nie był on nawet podłączony do prądu. W takim razie pozostała ostatnia możliwość : - Laptop… Pośpiesznie usunąłem z niego baterię i podłączyłem jeszcze raz do woltomierza. Tym razem nie mogłem odczytać żadnej konkretnej liczby. Tester zupełnie oszalał. Podłączyłem baterię jeszcze raz i wcisnąłem przycisk „start”. Zaświeciły się jakieś światełka kontrolne co świadczyło o tym, że komputer jest w 100 % sprawny. Musiałem wiedzieć co się tutaj do cholery wyprawia. Podłączyłem mój stary monitor CTR do laptopa, i moim oczom ukazał się… …Praktycznie pusty pulpit, jedyne co można było zobaczyć to trzy ikony znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Pasek zadań był pusty, nie było także nigdzie widać przycisku „start”. Tapeta (a raczej jej brak) była zupełnie czarna. Czemu ktoś miałby zrobić coś takiego ze swoim komputerem ? Pytałem sam siebie. Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”. Z wszystkich trzech ikon, jeden był to folder „Gry” a drugi „Video”. Trzecia ikonka to cmd.exe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jest to jeden z tych laptopów stworzonych specjalnie dla dzieci. Kliknięcie na folder z grami potwierdziło moje przypuszczenia; laptop musiał należeć do jakiejś małej dziewczynki. Poczułem jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia, dziewczynka musiała być dość biedna ponieważ w folderze znajdowała się tylko jedna gra i nie miałem bladego pojęcia jakiego gatunku. Nazywała się princess.exe. Włączyłem program z czystej ciekawości – chciałem zobaczyć na czym polegała. Moim oczom ukazał się w pełni animowany ekran tytułowy. Pojawiały się na nim różne bajkowe postacie. W tym momencie na ekranie pojawiło się logo gry. Nazywała się „Kreator Księżniczek : Spraw byś była piękna !”. Ah, więc musiała być to jedna z tych nisko budżetowych gier typu „nałóż na swoje zdjęcie jpgi. ubranek”. Oczywiście dalsze buszowanie w programie tylko to wszystko potwierdziło. Gdy na ekranie pojawiło się „menu” otrzymałem do wyboru dwie możliwości : - „Wystrój się !” - „Przeglądaj śliczne zdjęcia” Chciałem zobaczyć jak wyglądała dziewczynka do której wcześniej należał laptop więc wybrałem drugą opcję. Nie mogła mieć więcej niż 5 lat, co więcej wyglądała bardzo uroczo. Po jej rysach twarzy oraz kolorze skóry wywnioskowałem, że pochodziła z rodziny meksykańskiej bądź hiszpańskiej. Ubrana była w lekko zniszczoną białą sukieneczkę, dookoła kołnierzyka i rękawów miała doszyte czerwone falbanki. Cała sukienka była pokryta malutkimi czerwonymi różyczkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wyglądała jakby sprawiło jej dużo frajdy nałożenie wirtualnego diademu na jej małą słodką główkę. Przeglądając zdjęcia zauważyłem, że więcej niż połowa zdjęć przedstawiała pusty pokój – jedyną widoczną rzeczą było łóżko znajdujące się w rogu pokoju. Jak sądzę z jakiegoś powodu unikała aparatu jakby miał ją poparzyć, czy coś w tym rodzaju, sam już nie wiem... Po chwili stwierdziłem, że wystarczy już zabawy z tym programem (w końcu był on skierowany do małych dziewczynek a nie do dorosłego faceta!). Nadszedł czas na kolejne foldery. Postanowiłem, przy użyciu aplikacji cmd poszukać innych plików znajdujących się na dysku twardym. Po uruchomieniu, moim oczom ukazało się „:\>_”. Ok, to było już dość dziwne – nie było tam żadnej litery oznaczającej dysk ! Wprowadziłem polecenie „start C:\” . Wcisnąłem klawisz „Enter”. DOS przekazał mi tylko tyle, że „start” nie jest rozpoznane jako polecenie zewnętrzne, wewnętrzne czy też jako plik wsadowy. Po kilku sekundach program zawiesił się, a ja znów powróciłem do pulpitu. Ostatnią rzeczą do zobaczenia były więc pliki video. Po dwukrotnym kliknięciu na folder... ...Ekran momentalnie stał się czarny. Pomyślałem, że pewnie się zawiesił. Jednak w tym momencie zauważyłem mały migający punkcik w lewym górnym rogu : "_" Po krótkiej chwili, na ekranie wyświetlił się komunikat : "start :\>videos\001.wmv". Pojawił się film, wyświetlony w trybie pełnoekranowym. Bohaterką filmu była ta sama mała dziewczynka której zdjęcia przeglądałem przed chwilą. Uśmiechała się i trzęsła z podniecenia. Jej szczęście sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Domyśliłem się, że musiała nagrywać film w czasie gdy grała w tą „ubierankę”. Na początku po prostu przesuwała paluszkami po padzie, chichocząc co chwilę. Musiała być to dla niej naprawdę dobra zabawa. Po jakiś dwóch minutach ekran znów stał się czarny na ułamek sekundy. Następnie wyświetlił się kolejny film... Tym razem dziewczynka miała na sobie różową koszulkę z odblaskowym napisem „Go Go Girl!”. Myślę, że program po prostu nagrywał ją za każdym razem, bez jej wiedzy. Poczułem się trochę nieswojo... Po co ktoś miałby właśnie tak zaprogramować zwykłą grę ? Zresztą nieważne, jeżeli folder z filmami nie zawierał niczego innego to równie dobrze mogłem wyłączyć komputer. Wcisnąłem więc przycisk zasilania... ...Laptop jednak nie zareagował w żaden sposób. Film nadal trwał, tym razem dziewczynka miała na sobie pomarańczowy topik. Uśmiechała się i chichotała jak zawsze, uznałem więc, że system sam się wyłączy po tym jak skończy wykonywać polecenie. Nie mógł przecież trwać długo. Odtwarzały się kolejne części filmu, a ja powoli zaczynałem przysypiać. Po kilkunastu cięciach jednak coś się zmieniło... ...Tym razem dziewczynka stała przed komputerem, bez żadnego wyrazu twarzy, zupełnie jakby nie odczuwała żadnych emocji... Zastanawiając się, co się tutaj do cholery dzieje, ponownie zainteresowałem się filmem. Tym razem nie wywołał on uśmiechu na mojej twarzy, mogę powiedzieć więcej – czułem się bardzo nieswojo widząc ją bez swojego zwykłego szerokiego uśmiechu... Pokój był bardzo ciemny, jedyne źródło światła to mała nocna lampka która stała na biurku. Tym razem ubrana była w białą piżamkę. Co ona ma zamiar zrobić – zastanawiałem się. Stała tam przez dobrą minutę, z tym przerażającym obojętnym wyrazem twarzy... Wpatrywałem się w nią w napięciu, jakby coś strasznego właśnie miało się wydarzyć... W tym momencie pochyliła się i spod biurka podniosła piłkę do metalu. Trzymała ją przed sobą, jakby chciała mi ją pokazać... Następnie przyłożyła ją do swojego prawego policzka... Na sam widok, skuliłem się w sobie... Co tutaj się kurwa dzieje ?! Dziewczynka powolutku zaczęła odcinać sobie część twarzy. Krew kapała jej na szyję... Powoli byłem w stanie zobaczyć jej ząbki... Po 10 sekundach było widać już wszystkie... Krew pokryła praktycznie całą jej prawą stronę ciała. W końcu dotarła do swojej dolnej szczęki... Jej policzek odpadł na ziemie z cichym łoskotem... Nadal patrzyła w kamerę bez żadnych emocji... Nie mogłem już tego wytrzymać. Wyrwałem baterię z laptopa ale film nadal trwał... Kolejne cięcie... Tym razem dziewczyna krzyczała z bólu... Prawie spadłem z krzesła – dźwięk był tak głośny... Krzyczała w agonii przez 10 sekund. Od strony drzwi było słuchać głośny stukot. Ktoś najprawdopodobniej chciał dostać się do środka. Była to kobieta, mówiła w języku, którego nie byłem w stanie zrozumieć. Waliła w drzwi z całych sił, jednak nie mogła ich otworzyć – dziewczynka musiała je w jakiś sposób zatrzasnąć. Miałem już tego dość, starałem się odłączyć monitor od zasilania jednak wyglądało jakby ktoś go zespawał go z portem. Krzyki i wrzaski trwały do następnego cięcia... Znów, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji... Kobieta nadal łomotała w drzwi, krzycząc i nawołując swoją córeczkę. Dziewczynka znów chwyciła piłkę i przystawiła ją do swojego prawego ramienia. Na ten widok zupełnie mnie zatkało... To było okropne, niewyobrażalnie okropne i obrzydliwe... Krew lała się strumieniami... Krzyki za drzwiami zamilkły – założę się, że kobieta pobiegła po pomoc. Kiedy piła dotarła do kości, usłyszałem okropny zgrzyt od którego zjeżyły mi się włosy na całym ciele... Miałem ochotę zwymiotować. Zauważyłem że kawałek jej mięśnia utkną pomiędzy ząbkami. Wtedy nastąpiło kolejne cięcie... Po nim kolejne... Jej ubranko było już całe czerwone od krwi... Ponownie, patrzyła w monitor bez żadnych emocji... Boże... co ona ma zamiar teraz zrobić... Kobieta w tym czasie wróciła, byłem w stanie rozróżnić jeszcze dwa inne głosy, prawdopodobnie był to jej ojciec i brat. W tym momencie przyłożyła piłę do prawej części swojej główki... Słychać było głośne rytmiczne uderzenia w drzwi... Starali się je wyważyć... Dziewczynka powoli, tak jak poprzednio, przecinała swoją głowę na pół. Krew tryskała dosłownie w każdym kierunku... Jej prawe oko, wywróciło się i po chwili z oczodołu zaczęła wypływać krew... Dotarła do górnej szczęki i zaczęła torować sobie drogę przez kości i zęby... To był najgorszy dźwięk jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem... Wciąż czasami go słyszę, tak jak teraz... Rytmiczne uderzenia w drzwi nasilały się, jednak ja w duchu miałem nadzieję, że jednak im się nie uda – że nie będą musieli patrzeć na ten koszmarny widok... Kolejne cięcie... I kolejne... Na następnym widać było jak połowa jej główki upada na biurko... Jej oczy wypadły z oczodołów pod wpływem uderzenia. Krew dosłownie wszystko zalała... Dopiero wtedy udało im się wyważyć drzwi. Wszyscy niemal stracili przytomność na tak makabryczny widok. Ich córeczka była w kawałkach. Matka zwymiotowała i wybiegła z pokoju. Ojciec wpadł do pokoju, „złożył” jej główkę, przytulił do siebie i zawył z rozpaczy. Drugi mężczyzna, prawdopodobnie jej starszy brat, po prostu patrzył przerażony, chyba nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Ten przerażający pokaz samookaleczenia skończył się z tym filmem i po następnym cięciu widać było tylko pusty pokój... Westchnąłem z ulgą, byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że było tak gorąco... Tyle pytań kłębiło mi się w głowie... - Jak to w ogóle było możliwe !? Byłem tak wystraszony, że spędziłem dobre 30 minut siedząc i wpatrując się w monitor – byłem dosłownie sparaliżowany. Wreszcie zebrałem się w sobie i wstałem... Popatrzyłem na laptop; miałem nadzieję, już po raz ostatni. Ciągle widać było pokój z łóżeczkiem... Nagle... Następne cięcie... Na ekranie pojawiła się moja twarz... Siedziałem w mojej piwnicy, używając laptopa...1 punkt -
Super Mario
JachuPL przyznał(a) reputację SamWieszKto1231 za wpis na blogu
Zawsze lubiłem Super Mario 64, kiedy byłem dzieckiem. Pamiętam, że grałem w tą grę domu ciotki cały czas. Cóż, pewnego dnia, kiedy oglądałem fragmenty gier na youtube, z nikąd pojawiło się okienko z reklamą. Byłem trochę zaskoczony i chciałem je zamknąć, dopóki nie zauważyłem, że kieruje na stronę internetową, prezentującą dobrej jakości kopię gry Super Mario 64 na sprzedaż. Było też zdjęcie i wszystko inne. Zazwyczaj nie mam zaufania do takich rzeczy, ale ogarnęło mnie dziwne uczucie tęsknoty i w jakiś sposób zmusiło mnie do kupna. Stwierdziłem, że cała ta działalność była szczególna, widząc że właściciel gry chce otrzymać $10 pocztą na adres podany na stronie, zamiast użycia powszechnego już PayPal-u. Co sprawiło, że sytuacja stała się jeszcze dziwniejsza, to to że kiedy ponownie próbowałem uzyskać dostęp do strony (spisałem URL) po napotkaniu problemów z grą, strona nie istniała. Kilka dni później, kiedy $10 zostało wysłanych, otrzymałem paczkę zawierającą kopię gry. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłem po otwarciu małej paczki, było to, że naklejka z Mario latającym w powietrzu została zerwana, albo zdarta. W jej miejscu ktoś na kawałku taśmy izolacyjnej napisał „Mario” markerem permanentnym. Poczułem się trochę oszukany , ale dopóki gra działała, nie obchodziło mnie to. Wyjąłem moje Nintendo 64 i włożyłem kartridża. Na ekranie pojawiła się znajoma twarz Mario, którą mogłeś rozciągać i skręcać bez jakiegoś konkretnego celu. Przypomniało mi się, jak zawsze śmiałem się jako dziecko widząc efekty i postanowiłem poeksperymentować jak za starych czasów. Przesunąłem kursor na ucho Maria i naciągnąłem je do proporcji ucha elfa. Zamierzałem właśnie zrobić to samo z drugim uchem, gdy telewizor nagle zaczął produkować głośne odgłosy prądu. Głowa Maria zaczęła się deformować i wirować na tyle różnych sposobów, które wydawały mi się niewiarygodne dla tego modelu. Losowe efekty dźwiękowe z gry zaczęły „grać” wraz z odgłosami statycznymi. Kiedy to wszystko miało miejsce, mogłem usłyszeć cichy głos szepcący chyba po japońsku. Głos ten jąkał się i płakał. Natychmiast wyłączyłem grę i uruchomiłem ją ponownie. Tym razem nie zawracałem sobie głowy naciąganiem twarzy Maria. Wybrałem nowy plik i zacząłem grać. Kiedy wybrałem plik, gra otwarła się na wstępnym monologu Peach i dziedzińcu. Mario został umieszczony w środku zamku. Trupia cisza, Bowser nie powiedział nic więcej. Próbowałem to zignorować i grać dalej mimo to. Jednak zauważyłem, że nie było tam żadnej muzyki. Tylko martwa cisza. Nie było nawet żadnych Ropuch do porozmawiania. Jedyne drzwi, przez które umiałem przejść to te Boba-omba Battlefielda. Inne drzwi nawet nie reagowały na przycisk polecenia. Portret Boba-omba Battlefielda nie był jednak tradycyjnym obrazem. Było to po prostu białe płótno. Nadal próbowałem się przekonać, że to były tylko małe, nic nie znaczące błędy, które nie miały zbytniego wpływu na grę. Gdy wszedłem w portret, obraz nagle zmienił się z czystego płótna na rysunek Lethal Lava Landu. Kojarzysz ten lekko niepokojący obrazek płomienia z diabelskim uśmiechem? Tak, zaczynało się robić naprawdę podejrzanie. Pojawiło się menu wyboru misji i moim oczom ukazał się kolejny szczegół. Zamiast „Big Bob-omb on the Summit” misja została nazwana „Turn Back”. Nie mam pojęcia, co skłoniło mnie do naciśnięcia klawisza A, ale zrobiłem to. Runda wydawała się normalna. Wszystko było takie jak to sobie zapamiętałem. Myślałem, że w końcu będę mógł cieszyć się ulubioną grą dzieciństwa. Ale wtedy zobaczyłem Jego. Luigi. Byłem całkowicie zszokowany. Nigdy nie był w tej grze. Jego model nie był nawet na palecie Mario. Wyglądał na całkowicie oryginalny model. Luigi po prostu tam stał, dopóki nie próbowałem się do niego zbliżyć. Zaczął biec w nieoczekiwanie szybkim tempie. Wciąż biegłem za nim i przeszedłem tę rundę. Kiedy go ścigałem, działy się dziwne rzeczy. Za każdym razem kiedy podniosłem monetę, wrogowie zwalniali i muzyka była wolniejsza, a tło i dekoracje stawały się ciemniejsze, ponure i jakby chorobliwe. Tak więc wszystko było coraz gorsze, aż do momentu, kiedy pozbierałem piątą monetę. Wtedy muzyka się zatrzymała. Wrogowie upadli na ziemię jakby byli martwi. Byłem już poważnie rozdrażniony, ale nadal ścigałem Luigiego. Wszedłem na wzgórze. Żadne kule armatnie nie stoczyły się na mnie, chcąc powstrzymać mnie od dojścia do celu. W sumie to chyba nie byłem zaskoczony w tym momencie. Luigi zawsze znikał z pola widzenia, kiedy biegłem. Kiedy dotarłem na szczyt, zobaczyłem jakiś inny obiekt, poza planszą. Mała wioska była wszystkim co mogłem zobaczyć ze szczyty góry. Nigdzie nie mogłem znaleźć Luigiego. Wioska z pewnością nie wyglądała na grę Mario. Była stara, zwyczajna i zniszczona. Bez względu na moje obawy wpuściłem Maria do chatki. Jak tylko drzwi się zamknęły, moim oczom ukazał się niepokojący obraz wiszącego Luigiego, a towarzyszyły temu ponure i przerażające akordy. Brzmiało to jak pisk skrzypiec z towarzyszącym mu waleniem w klawisze fortepianu. Mario upadł na kolana i szlochał przez około pięć minut, potem scena się wyłączyła. Wróciłem do zamku. Mario wyskoczył z obrazu. Rysunek zmienił się z portretu Lethal Lava Land na obrazek z wieszającym się Luigim. Pokój był tym razem inny. Teraz był to mały korytarz. Bezwyrazowe ropuchy i białe szaty pokrywały ściany korytarza. Na przeciwległym końcu korytarza był kolejny rysunek, który całkowicie i zupełnie mnie przeraził. To było zdjęcie mojej rodziny. Nawet nie było to zdjęcie z czasów, kiedy Super Mario 64 zostało wypuszczone. Było wręcz bardzo, bardzo aktualne. Pamiętałem, jak pozowałem do niego w ostatni weekend. Sięgnąłem do ON/OFF na N64. Nie miałem zamiaru grać w to nigdy więcej. Kiedy obróciłem przełącznik, gra nadal chodziła. Obróciłem więc przełącznik z powrotem, ale bez skutku. Próbowałem wyłączyć wszystko z prądu, ale gra nadal nie znikała z ekranu. Jeszcze byłem w stanie kontrolować Mario. Nie mogłem przecież zostawić gry włączonej na zawsze, więc… grałem dalej. Poszedłem do rodzinnego zdjęcia i wskoczyłem w nie. Oczywiście tylko jedna misja była dostępna. Była nazwana „Run, Don’t Walk”. Wybrałem więc tę misję. Ta runda zaczęła się w zalanym korytarzu z platformami pływającymi na powierzchni wody. Mario wylądował na jednej z nich, a kamera obróciła się, żeby pokazać co jest z tyłu. Cicha czarna postać zbliżała się do Mario. Nie była do niczego podobna. Nie wyglądał nawet jak ukończona grafika. Po prostu ogromny, toporny, czarny kleks. Zacząłem skakać z platformy na platformę. Biegłem do przodu bez celu z zasięgu wzroku, ciemność powoli ale zdecydowanie nabierała tempa. To trwało tak długo, że wydawało się godzinami. Obawiałem się, że to nigdy się nie skończy. Mario ciągle zataczał koła. W końcu czarny cieniokleksostworzenie dogoniło Mario i ogarnęła go ciemność. Nie krzyczał ani nie bronił się. To coś go po prostu pochłonęło. Mario wypadł z obrazka z powrotem do zamku. Straciłem jedno z trzech żyć. Teraz pokój był inny. Część Ropuch zniknęła, a obraz wyglądał inaczej. Moja rodzina i ja byliśmy w tych samych pozycjach, ale nasze ciała były częściowo rozłożone. To wyglądało zbyt realnie na fotomontaż. To wyglądało jakby ktoś wziął nasze trupy i upozował je. Nieważne. Wskoczyłem do obrazu ponownie. Mario znalazł się w małym pokoiku. Nadal była dostępna tylko jedna misja. Nazywała się „I’m Right Here.” Tak po prostu… Wybrałem tę misję i oczekiwałem najgorszego. Mario wylądował w małym, ciemnym pokoju. Nigdzie nie było widać wyjścia. Pokój był pusty, z wyjątkiem fortepianu w rogu. Wiedziałem, co to znaczy. Zostałem zatrzymany w pokoju z Mad Piano. Podszedłem do niego i zaczął mnie, jak zawsze, gonić. Nie było sposobu aby go uszkodzić, więc nie miałem wyboru i musiałem obrażenia przyjąć na Mario. Kiedy stracił całe swoje zdrowie, nie pokazała się standardowa animacja pokazująca śmierć. Mario był wciąż bity przez fortepian. Kiedy jego krew i wnętrzności rozlały się na podłodze, Mario upadł, a kamera przesunęła się dokładnie nad zwłoki Maria. Grała zniekształcona muzyka, jaką można usłyszeć na karuzelach, kiedy ekran zmienił się z gry na realistyczne zdjęcie zwłok Maria z tej samej perspektywy. To było niepokojące. Płakałem cicho, kiedy patrzyłem na obraz. Straciłem kolejne życie. Zdjęcie mojej rodziny ukazało się ponownie. Wszyscy byliśmy bardziej zgnici niż poprzednio. Zdjęcie zrobiło zbliżenie na moją martwą twarz. Powitał mnie widok zamku Peach. Zamek popadał w ruinę. Pola trawił pożar. Niebo było czarne jak smoła. W tle było słychać szyderczy śmiech Bowsera, a dzieci skandowały „You couldn’t save her” („Nie mogłeś jej uratować”). Trwało to bardzo długo, dopóki zbliżenie na twarz Peach nie wywołało głośnego pisku, który zatrzymał śmiech i krzyki. Usta Peach były szeroko otwarte, jakby krzyczała, a jej oczy były pustymi, czarnymi dziurami. Nagle znalazłem się ponownie w korytarzy, a Mario wypadł z obrazu. Teraz wszystkie Ropuchy zniknęły, a ja i moja rodzina wyglądaliśmy bardzo odpychająco. Robaki chodziły po naszych ciałach, wydostawały się z dziur w naszych zwłokach. Wnętrzności wyciekły z naszych ciał. Gałka oczna mojego ojca zwisała luźno z oczodołu. To było nie do zniesienia, ale coś sprawiało, że nadal chciałem grać. Mając tylko jedno życie, wskoczyłem więc do obrazu. Tym razem misja nie miała żadnej nazwy. Było tam tylko puste, białe miejsce, gdzie powinien być tytuł. Wybrałem misję i Mario wylądowała bardzo małej wyspie na środku oceanu. Był tam pojedynczy znak. Było na nim napisane „Zanurkuj”. Zrobiłem, co mi kazał znak i zanurzyłem się w morskiej wodzie. Ocean był ciemny i pusty. Nie było żadnych ryb. Nie byłem w stanie nawet zobaczyć co jest w wodzie za Mario. Płynąłem w dół. Płynąłem już od jakiegoś czasu, ale Mario nie brakowało powietrza. Naliczyłem chyba z 10 minut płynięcia, kiedy zdecydowałem się na powrót. Jak tylko zawróciłem Mario, pojawiło się To… Ogromny, ale naprawdę ogromny węgorz Unagi pojawił się znikąd i połknął Mario w całości. Oniemiałem. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie byłem do końca pewny co się stało. Ekran z napisem „Game over” nie pojawił się. Wszystko co się stało zniknęło z ekranu. Zdjęcie mojej rodziny pokazano ponownie. Wszyscy byliśmy zwykłymi szkieletami. Znowu wyglądało to bardzo realistycznie. Nie mogłem w ogóle poruszać kamerą. Wciąż na ekranie było to zdjęcie. Wyłączyłem grę i włączyłem ponownie. Wybrałem mój plik, ale znów pokazało się tylko zdjęcie szkieletów mojej rodziny. Próbowałem jeszcze trzy razy, aż w końcu zrezygnowałem. Desperacko chciałem to skończyć, ale jakaś siła zatrzymywała mnie przed ucieczką. Zdecydowałem, że otworze jedyny inny zapisany plik. Kamera ponownie pokazała zdjęcie szkieletów, ale tym razem były one ułożone w innych pozycjach. Jakby były inną rodziną…1 punkt
