Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

[KONKURS] Daj ponieść się wyobraźni! ;)


Miyoshi

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1384689493-U477327.png


Witajcie Panie i Panowie. Z przyjemnością ogłaszam, że po raz kolejny w naszym małym dziale odbędzie się konkurs! Tym razem możecie puścić wodze fantazji, dać ponieść się Waszej wyobraźni, bo Waszym zadaniem będzie napisanie opowiadania. Żeby w żaden sposób Was nie ograniczać macie totalną swobodę w tworzeniu, jednakże musicie pamiętać, aby w Waszych historiach nie zabrakło elementów, które ściśle są związane z Last Chaos (krainy, mapy, nazwy, potwory, lokacje itp. itd.). Jury oceni Waszą pomysłowość, fabułę, sens całego tekstu oraz w mniejszym stopniu błędy, których mam nadzieję nie popełnicie! ;-)



1384689878-U477327.png


1. Konkurs trwa od 17.11.2013 roku do 30.11.2013 roku.


2. Opowiadanie musi zawierać elementy związane z Last Chaos.


3. Zakaz plagiatowania cudzych prac bądź jakichkolwiek elementów.


4. Należy zachować dobry ton pracy i nie przesadzać z pewnymi kwestiami.


5. Należy stosować się do regulaminu globalnego MPC.


6. W tym temacie składamy tylko prace. Dyskusje prowadzimy TU.


7. Opowiadanie to opowiadanie - nie składa się z jednego zdania. Proszę mieć to na uwadze. Wszystkie głupie posty, które będą tu napisane "dla beki" zostaną nagrodzone punktami na pasku ostrzeżeń.



1384690176-U477327.png


Za pierwsze miejsce: 8-AwardImgMaster-1361138012.png lub 9-AwardImgMaster-1361138078.png


Za drugie miejsce: 9-AwardImgMaster-1361138078.png


Za trzecie miejsce: -10 punktów z paska ostrzeżeń.



1384690261-U477327.png


Miyoshi


M@niek


Naiko



Konkurs zorganizowany za pozwoleniem Marsela. ;-)


Opublikowano

No to może i ja spróbuję swych sił, mam nadzieję, że wam się spodoba.

 

 

 

Pewnego pochmurnego dnia, postanowiłem wyruszyć w drogę. Oczywiście, jak to musi się wydarzyć w każdej historii, ktoś będzie przeciwny temu pomysłowi... w tym przypadku mój Wuj, mieszkający nieopodal Dratan. Po dłuższej rozmowie i monotonnym dialogu, w którym oczywiście nie zabrakło mocnych słów, wyruszyłem.

Pierwszy dzień zapowiadał się wspaniale, słońce świeciło, a otulające go chmury niemal uśmiechały się do mnie. Niezbyt dużo pamiętam z tego dnia, wiem, że raz, a może kilka potknąłem się o kamień. Wędrując, rozmyślałem i podziwiałem widoki, wreszcie, bo po kilku tygodniach, dotarłem w góry. Nawet nie wiedziałem, ile niebezpieczeństw można w takich spotkać. W miarę upływu czasu, śniegu przybywało. Jako, że noszę miano zaklinacza, moje cienkie, a zarazem wysokie nogi, nie wytrzymają zbyt długo. Śniegu z dnia na dzień przybywało, nie czuć było świątecznego klimatu, który panował w miastach. Wcale nie przypominało to miast, ludzi wygrzewających się przed kominkiem. Wręcz przeciwnie, zimne i pokryte śniegiem, potężne drzewa posępnie skrzypiały, pod napływem większych ilości śnieżnego puchu. Wędrując, z dnia na dzień brakowało mi jedzenia, aż pewnego dnia brakło... cały dzień nic nie jadłem i ledwo kuśtykałem pomiędzy wielkimi zaspami śniegu. Ledwo otwartymi oczyma, zobaczyłem brązową, potężną plamkę, która nazbyt różniła się od białego śniegu. Bardzo mnie to zaciekawiło, toteż resztką sił, pokuśtykałem do tego. Po kilku minutach odkopywania, zauważyłem, że jest to koń. Pomyślałem - "pewnie ktoś porzucił biednego zwierzaka", byłem człowiekiem, zmiennym. Pomyślałem, bo była to jedyna droga ratunku, iż oskubię konia, po czym zjem,wszystko co mi nie zaszkodzi. Po sytym posiłku, z którego większość zapakowałem do torby, tak aby było na później, pomaszerowałem uśmiechnięty. Dni ciągnęły się mozolnie, śniegu gdzieniegdzie było tyle, że przy tych wielkich zaspach byłem małym stworzonkiem. Po dotarciu do celu mej wędrówki, miasta, które w dzisiejszych czasach już nie istnieje, wielce się uradowałem. Wszedłem do tawerny, gdzie w kieszeni znalazłem małe, złociste monety i zakupiłem pieniący się kufel piwa. Po kuflu, lub dwóch, po prostu nie pamiętam ile tego było, nie miałem głowy do takich rzeczy, wynająłem pokój i spokojnie zasnąłem, otulony ciepłą i puszystą kołderką, patrząc na ledwo już migoczące światło świecy.

 

 

 

Opublikowano

6:35 znów wstałem do pracy po nieprzespanej nocy, wypiłem 3 kawy aby nie spać i dokończyć CV do nowej roboty, podniosłem się z łóżka i przetarłem oczy gdyż widziałem za mgłą, rozejrzałem się po pokoju po czym poszedłem do kuchni i ze zdziwieniem spojrzałem na blat gdzie stał expres do kawy, ujrzałem pewien list a bardziej coś na wzór pergaminu którego nigdy wcześniej nie widziałem, podniosłem go i ujrzałem jakiś tekst był on w kompletnie dla mnie obcym języku jednak doczytałem się bardzo przejrzystego napisu "Dratan" pomyślałem przez chwile i gdzieś w oddali mojego mózgu pamiętałem ten napis lecz nie mogłem się domyślić skąd. Odłożyłem list wypiłem kawę, ubrałem się, wsiadłem w samochód i wyruszyłem do pracy gdzie cały dzień myślałem o tym liście, byłem rozkojarzony i jak nigdy miałem okropną ochotę go przeczytać i dowiedzieć się co tam jest napisane. Po skończeniu pracy bardzo szybko jechałem do domu gdy nagle zdezorientowany na skrzyżowaniu uderzył we mnie osobowy samochód, nic groźnego mi się nie stało ale kiedy wysiadłem aby spojrzeć na kierowce tamtego samochodu zobaczyłem puste siedzenie a na nim coś na kształt broni, wyglądała ona mniej więcej jak z gry mojego syna (sztylet) podniosłem go i wyciągnąłem z pięknej i jeszcze ciepłej brązowej skóry, lśnił on rubinowym kolorem i od razu wiedziałem że musi być wiele wart. Byłem rozkojarzony i pod wpływem adrenaliny lecz z czasem zacząłem się uspokajać gdy przemyślałem sobie wszystko na spokojnie najpierw list teraz to ! coś tu jest nie tak i myśląc próbowałem połączyć w jedną całość te 2 zdarzenia lecz na nic. Wsiadłem do samochodu aby wziąść telefon i zadzwonić po pomoc drogową ale mój telefon był zacięty gdyż widziałem na nim tylko coś na wzór mapy prowadzącej do jakiegoś przejścia. Szedłem strzałką która była jak kompas, sama się ruszała i wskazywała wciąż dokładną drogę do starego tunelu po niedokończonych rurociągach. Wszedłem do niego i ujrzałem postać która w kilka sekund przybiegła do mnie jak torpeda i powiedziała miłym damskim głosem :

- Jestem Szelma błogosławiona przez boga wiatru Shihuru, ty nie musisz się przedstawiać wszyscy już cie znają, czekaliśmy na ciebie.

Odpowiedziałem :

- Przepraszam ale czy to jakiś żart ? ukryta kamera ? możesz wezwać pomoc ?

Odpowiedziała :

- Chodź za mną i nie bój się o nic.

Wystraszony i trochę obolały poszedłem za tajemniczą młodą damą. Dotarliśmy do niebieskiego światłą które prawie że mnie oślepiło, szelma okrążyła mnie 2 razy z niesamowitą prędkościa po czym popchnęła w stronę światła.

Otworzyłem oczy i usłyszałem przecudny śpiew ptaków i nieziemsko czyste powietrze które przebiło me płuca zdrowiem, nagle ustał ból, zdenerwowanie i strach przed nieznanym.

Ujrzałem dłoń nad głową i wielkiego na 2 metry mężczyznę o potężnej budowie ciała i ogromnej broni założonej na plecach z potężną stalową i błyszczącą zbroją na ciele.

Podniósł mnie i powiedział :

- Jestem tytan zaprowadzę cię do miasta, to wielka radość że już jesteś. !

Zdziwiony zapytałem :

- Co to do cholery jasnej za miejsce ? gdzie ja jestem ? kim wy jesteście ! ?

Odpowiedział :

- Ta ziemia za bardzo cie zmieniła...

Zapytałem grzecznie lecz z delikatną nutką nerwów :

- Powiesz mi o czym ty mówisz ? ! jaka ziemia, jaka zmiana ? !

On mi na to :

- Wszystkiego się dowiesz a teraz w drogę już późno !

Wyruszyłem za nim i szelmą która roześmiana od ucha do ucha biegała po skałach i śpiewała jakby z ptakami. Uniosłem sztylet do tytana i zapytałem co to jest ? to od was ? czy ten list to też wasza sprawka ?

Odparł :

- Tak to my, w liście wypisaliśmy dokładne zdarzenia które miały ci pomóc przypomnieć sobie kim jesteś ale nie pomyśleliśmy że możesz zapomnieć również nasz język a sztylet jest twój od wieków zdobyłeś go od Winos która zaklęła go przed twoją walką lecz zniszczyłeś ją sprytem i zwinnością a ona do dziś pluje sobie w twarz że nie oddała go twojej siostrze która zaklęta miała wbić ci go w plecy.

Wtedy straciłem przytomność, nie mogłem już znieść tych opowieści a moja głowa nie była w stanie przetworzyć tak niespotykane zdarzenia jakie usłyszałem.

Otworzyłem oczy i ujrzałem biel którą okazała się być moim sufitem w kuchni po chwili zdałem sobie sprawę że wszystko mi się tylko śniło a jedynym bólem był mój guz po upadku na płytki kaflowe.

Opublikowano

Pewnego dnie byl sobie chlopiec,

Mial on na imie Pjotr, jego ojcem byl Sejgier ktory byl ubogim farmerem, jego syn Pjotr mial do niego duzy szacunek, pomagal mu, nie mial czasu na szkole.

Chaos panowal w ich zyciu, nie ukladalo sie jak powinno.Jego matki juz nie bylo.

Jego ojciec choc ubogi, kupil mu komputer, nie za szybki bo uzywany lecz go dostal.

To byl pierwszy jego taki prezet. Gdy wlaczyl go pierwszy raz stwierdzil "Jesli ludzi buduja komputery to ja zbuduje cos w komputerze, dla ojca, zeby byl ze mnie dumny."

Piotr sie uczyl i uczyl, az wkoncu wpadl na pomysl, gdu byl maly gral z mama w gre planszowa, chodzilo w niej o pokonanie drugiej osoby i zgraniecie lupu przeciwnika.

Wtedy pomyslal w glowie te oto slowa "A gdyby zrobil gre podobna do tej planszowej", i tak sie stalo Pjotr po 2 latach ciezkiej nauki wiedzial jak zrobic gra, wszystko dzialalo,

postacie sie ruszaly, nawet mogles grac z ludzmi z innego konca kraju.

Lecz czegos mu brakowalo, ta pistka, dlatego postanowil zrobic wiecej map,potworow, a gdy owe zadanie skonczyl jego misja dobiegla konca, gra zostala stworzona.

'Jeszcze jedno co zostalo' powiedzial Pjotr. Nazwa gry.

Wtedy sobie przypomnial dziecinstwo, chaos ktory go otaczal i ktory juz nie wroci,

po dluzszej chwili powiedzial "Last.... Last...."

"Last Chaos" powiedzial, juz nigdy wiecej nie bedzie w moim zyciu problemow, koniec chaosu.

Gdy opublikowal gre zostal bogata osoba, jego ojciec zamieszkal w wielkiej willi.

A on dalej tworzyl cos co wymyslil dzieki swojemu nieszczeciu.

 

 

Dziekuje, moga byc bledy, nie mam polskiej czciaki :)

4830328594.png

SMITE | Sezon 2 Diamond | US

 

Opublikowano

Opowiadanie o przygodach Termiego w Last Chaos

Pewnego dnia (3 dni temu) Termi odkrył grę pt.: Last Chaos. Zalogował się do gry i wstąpił w dotąd mu nieznany, magiczny świat.

Pierwsze miasto w którym znalazł schronienie nazywało się Randol w krainie Juno. Zaczął się rozglądać po mieście i zaczepił go pewien mężczyzna:

Widzę, że mamy nowego wojownika! Musisz uzbroić się w ekwipunek który pozwoli ci przetrwać w tej krainie!

 

 

Jak usłyszał, tak zrobił. Potem Termi dostał cios od lisa za 1000 HP i umarł.

Koniec.

1344070068-U346826.png

Sygnatura wykonana przez: Marselo

Opublikowano

Dawno dawno temu...
W odległej krainie Iris istniały trzy miasta i jedna osada,
wszyscy żyli w spokoju w prosperujących miastach aż pewnego dnia w mieście czarownic Merac, a dokładnie w więzieniu stało się coś strasznego!
Nagle niebo zaczęły oblegać straszliwe ciemne chmury oraz waliły ogromne grzmoty,nikt nie wiedział co się dzieję .
Burza ta była straszna, aż w końcu jedna z błyskawic uderzyła w potężny mur więzienny,
przez co skazane istoty uwolniły się rozpleniając się po krainie Czerwony Smok Mogbor który natomiast wezwał swoje rodzeństwo z zamiarem unicestwienia ludzkości w krainie Iris!
Każde z rodzeństwa zajęło tereny miast bez problemu jednakże przygotowywali się gromadząc kolejne armie potworów do ostatniego starcia i zajęcia potężnych miast.
Juno Randol oblegał potężny demon Balorg.
Dratan Majar straszna i wielka demoniczna wiedźma Kalmira.
Merac Kandat Czerwony Smok Mogbor.
Egehe Aaron najstarszy z rodzeństwa Złoty Smok Ancalagor.
Jednakże przez zajęte tereny po za miastami, każde z miast było odcięte od dostaw w ekwipunek. W dzień w którym wielka czwórka miała zająć miasta na niebie pojawiła się czerwona gwiazda co dało do myślenia dowódcą miast o sześciu legendarnych bohaterach.
Bohaterowie ci kiedyś zniszczyli już potężne armie sił zła, a byli to : Tytan, Rycerz, Uzdrowicielka, Czarodziejka, Szelma, oraz Zaklinacz.
Oficer Straży Leon z Juno postanowił wezwać dwoje bohaterów, oraz wyposażyć ich w najlepszy rynsztunek.
Dwójkę tych bohaterów nazywano:
-Przepiękna i niezastąpiona w walce na dystans Uzdrowicielka oraz,
-Potężny władający wielkim orędziem twardy jak skała Tytan.
Burmistrz Len z Dratan postanowił wezwać kogoś kto jest szybki jak wiatr oraz kogoś kto będzie władać przeróżnymi siłami,
kogoś kto będzie potrafił zaklinać stworzenia na swoją stronę,
a była to Szelma oraz Zaklinacz.
Czarownica Mineram z miasta magii Merac postanowiła wezwać siostrę która władała zaklęciami, przez które unicestwiała kilka dusz naraz była to Czarodziejka.
Oraz ostatni z dowódców Generał Jikill z małej wioski Egehii postanowił wezwać do miasta palladynów, Rycerza ostatniego ze świętych wojowników który swoim męstwem i odwagą niezastąpiony w walce na krótki dystans.
Bohaterowie ci oczyścili ziemie przynależące do miast i postanowili się spotkać w Randol stolicy Iris, lecz nadal zastanawiali się co oznacza ta czerwona gwiazda na niebie która się zbliżała do krainy z każdą minutą.
Trzy dni później gdy bohaterowie wypoczęli postanowili wyruszyć w drogę gdy nagle zadrżała ziemia w małej wiosce Egehii, sześcioro bohaterów natychmiast wyruszyło do Egehii i spotkali kolejnego bohatera Cienia!
Który został zesłany do Iris w celu doprowadzenia sześciorga bohaterów do ocalenia miasta Mooraski,
opowiedziawszy im co się dzieje zdziwieni bohaterowie ze nigdy nie słyszeli o tym mieście postanowili że pomogą Cieniowi.
W tym celu wyruszyli do także dotąd nie zbadanej osady Strayany,
lecz niczym nie zdziwieni iż spotkali tam opór po wybiciu wszelkiego zła odnaleźli drogę do tajemnego wejścia.
Wejście to było do miasta Mooraski tam się zaopatrzyli we wszelkie rzeczy potrzebne na wyprawę.
Po zaopatrzeniu się wyruszyli do zniszczonej Katedry na wzgórzu zabijając tam Zabłąkanego Templariusza,
dowiadując się przed jego śmiercią że dalszych informacji muszą szukać w Kaplicy.
Wyruszywszy tam zabili tam Zamaskowanego Szamana, także i on opowiedział im ze muszą się udać głębiej w Kaplice.
Tak też zrobili oraz wykonali to co musieli, po zabiciu wszelkich potworów Czarodziejka która przyswajała wiedzę bardzo szybko zagrała na tajemniczym pianinie które natychmiast spowodowały otwarcie potężnych wrót z których wyłoniła się Mroczna Basula!.
Była ona tak potężna iż musiała zostać uwięziona w Kaplicy aby nie siała zarazy w Miastach i prowincjach.
Powróciwszy do miasta dowiedzieli się ze muszą udać się teraz do Altar bardzo starego miejsca w którym więziono strasznych Zwolenników Zła.
Wybijali oni co do głowy kolejne legiony obłąkanych strażników dochodząc do Przywódcy Zła Straszliwej Maharadży Piekieł!!! [...]
Zgładziwszy całe zło w Iris, coś nadal nie dawało spokoju Czarodziejce wiedziała ona ze nie zniszczyli oni jeszcze całego zła w Iris.
Po ocaleniu krainy bohaterowie się gdzieś zapodzieli i nigdy więcej ich nie spotkano [...]
Powiadają ze wkrótce znowu staną oni do walki z siłami zła gdy na niebie pojawią się dwie czerwone gwiazdy,
a zło powróci pod dowództwem Strasznego Brata Maharadży Piekieł.. Który nazywa się Ramslo.
Nie wiadomo jednak kiedy to się stanie, możemy tylko mieć nadzieję ze ponownie Bohaterowie stawią czoła i odeprą ataki zła..


Długo pisalem :3
Mam nadzieje że się podoba oparte na mojej wiedzy z last chaos.
Zastrzegam sobie także prawa do kopiowania na jakie kolwiek inne forum czy coś w tym stylu :)
Pozdrawiam

Opublikowano
Uderzyłem głową w miękką poduszkę na sofie.

Delikatnie zacząłem rozpinać mojej dziewczynie koszulę.

Gdy doszedłem do jej [dość sporych] piersi zauważyłem dziwny tatuaż.

"Eres".

Gdzieś już słyszałem to słowo.

Wpatrywałem się w nie jak zahipnotyzowany i myślałem.

Z myśli wyrwał mnie zniecierpliwiony głos mojej partnerki.

- Skarbie, co się stało ? - Zapytała znużonym tonem.

- Pamiętasz gdzie zrobiłaś ten tatuaż ? - zadałem jej pytanie.

- Taak, "Smoke & Tatoo" małe obskurne studio tatuażu - odpowiedziała lekko całując moją szyję.

- Pamiętasz może, gdzie się znajduje - zapytałem z nadzieją w głosie.

- Kochanie, lepiej zajmij się tym co jest w okolicach tego tatuażu - Odpowiedziała ostentacyjnie, kierując moją dłoń na swoje piersi.

Jednak myśl o tym wyrazie nie dawała mi spokoju. Czułem coś w rodzaju bardzo silnego Deja-Vu.

- Wybacz kicia, ale muszę wyjść. Zostawiłem... kota na balkonie. - głupio palnąłem i zacząłem ubierać płaszcz.

Ledwo wrzuciłem go na siebie, natychmiast otworzyłem drzwi i wybiegłem na ulice, zostawiając ją osłupiałą w jej mieszkaniu.


Gdy zaczerpnąłem świeżego, zimowego powietrza, postanowiłem udać się na rynek i wypytać ludzi, czy nie wiedzą gdzie znajduje się dany salon.

Gdy już zbliżałem się do charakterystycznej sadzawki, poczułem lekkie szarpnięcie i głośny szelest płaszcza.

Odruchowo skierowałem rękę do kieszeni palta gdzie na ogół znajdował się mój portfel.

Na ogół.

Obróciłem się na pięcie i spostrzegłem zwinną postać umykającą do ciemnych uliczek.

Instynktownie ruszyłem za nią nawet nie myśląc gdzie trafię.

Po pewnym czasie jednak, kiedy moje płuca zaczęły odmawiać posłuszeństwa ( Skutki palenia ) musiałem się zatrzymać.

Rozejrzałem się i stwierdziłem, że ani trochę nie znam tego miejsca.

Zauważyłem jednak lekki błysk fioletowego światła.

Jak bezmyślny, ruszyłem żeby sprawdzić co jest źródłem pięknej świecącej barwy.

Gdy zbliżyłem się do miejsca skąd widać było światło, poczułem jakby ktoś wyrwał mi grunt spod nóg a cały świat obrócił się o 180 stopni.

Gdy potrafiłem już ustać na nogach a obraz przestał wirować spojrzałem w górę.

Ujrzałem zdezelowany, stary neonowy baner.

Napis na banerze głosił " Smoke & Tatoo ".

" Salon tauażu, którego szukałem znalazł się przede mną, po tych dziwnych sytuacjach. Oczywiście nie jest to ani trochę podejrzane " pomyślałem sceptycznie.

Jednak co innego mogłem zrobić ?

Zacisnąłem zmarznięte dłonie na klamce od starych dębowych drzwi, które prowadziły do szukanego przeze mnie miejsca.

Gdy je otworzyłem, zobaczyłem lekko rozjaśnione pomieszczenie z fotelem na środku, a z tyłu pokój pogrążony w całkowitych ciemnościach.

Odruchowo zacisnąłem ręce w kieszeni na nożu sprężynowym ( Mieszkam w niebezpiecznej dzielnicy tak więc zwykła kosa, to standard ).

W kącie pokoju z fotelem siedział dość duży mężczyzna.

Typowy byczek.

Odziany był jednak w piękną zdobioną zbroję a na pasie z tyłu miał zaczepiony olbrzymi topór.

- Nareszcie. Długo na Ciebie czekaliśmy. - rzekł olbrzym grubym basem.

Zdziwiłem się oczywiście ale pomyślałem, że tyle dziwnych sytuacji się już zdarzyło więc kolejne chyba nie mogą być dziwniejsze.

- Przepraszam, ale szukałem tego salonu z powodu moich prywatnych spraw. Nie umawiałem się na wizytę ani nic. Sam tu trafiłem - Próbowałem się tłumaczyć

- Sam ! A to dobre ! - parsknęła postać w ciemnym pokoju. Wydawało mi się, że jest to kobiecy głos.

- Przepraszam, ale nikt ze mną tu nie szedł - odpowiedziałem lekko speszony.

- Człowieku, wiesz jak wolno musiałam biec ? Nie jesteś jakiś gruby, ale za to powolny jak...

- Wystarczy Szelmo - przerwał jej również kobiecy głos, wydobywający się z pokoju gdzie znajdowała się wyżej wspomniana Szelma.

- Czarodziejka mi rozkazuje ? Co komu po Twoich czarach, ten teleport był śmieszny. To trening szybkości ciała jest najważniejszy, nie jakieś... -

- Skończcie kłótnie ! Wybraniec nas nawiedził ! - Wrzasnął Olbrzym.

- Taki z niego wybraniec jak ze mnie Sfinks... - dalej drwiła Szelma.

Olbrzym wstał. Postacie w ciemnym pokoju, lekko drgnęły i uciekły przez okno.

- Eh... na widok zdenerwowanego Tytana oczywiście uciekły. - westchnął olbrzymi wojownik, zapewne nazywany Tytanem

- Jesteś wybrańcem. Wyglądasz na wspaniałego wojownika. Jestem pewien, że będziesz wspaniałym rycerzem Apollona. - rzekł.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Poczułem dziwny uczucie w palcu. Przez nerwy rozciąłem go sobie nożem, który trzymałem w kieszeni.

- Proszę wybaczyć, ale nie rozumiem...chciałem tylko wiedzieć co oznacza słowo Eres. - głupio odpowiedziałem.

Tytan roześmiał się, poprawił napierśnik i zapytał mnie :

- Dziewczyna była zła ? -

- Skąd pan w ogóle... wie, że mam dziewczynę ? - zapytałem zdziwiony.

- Musieliśmy naciągnąć ją na tatuaż. Czarodziejka pokazała jej piękne wzory i zaczarowała sam tatuaż. Dla Twojej dziewczyny wygląda jak motyl. Ty jednak widzisz słowo "Eres" - wytłumaczył mi.

- No...ale co to słowo oznacza ? - zapytałem lekko zdenerwowany.

- Dowiesz się w Iris - Odrzekł ściągając topór z pleców.

Automatycznie wyciągnąłem nóż z kieszeni. Olbrzym zaśmiał się i zapytał :

- Chleb chcesz tym kroić ? Złap lepiej za rękojeść mojego topora. -

Nie miałem pomysłu co mogę jeszcze zrobić.

Chwyciłem więc zastanawiając się nad jego wagą ale wtedy jakby moja dłoń przyległa do topora.

- Piękny co ? Może do produkcji Twojego pierwszego miecza użyjemy kamienia Weber ? - Zaśmiał się ironicznie.

Czułem, jakby rękojeść broni topiła się i wklejała w moją dłoń.

Gorąc był nie do wytrzymania. Czułem jak po prostu wypala mi się w skórze.

Spojrzałem na Tytana i spostrzegłem tylko ciepły uśmiech.

Topór jakby zniknął a ja ujrzałem błysk,

Nic więcej nie pamiętam.


Piszę to z Margaadum.

Muszę na siebie uważać, organizuje resztę swojego ekwipunku.


Za Apollona !

¯\_(ツ)_/¯

WROCISZZLAKIEM.gif

 

 

HISTORIA SPRZETU

eHealth e-cigarette -> ego ce3 -> ego ce4 -> ego ce5 ->Provog Yago ->Evod MT3 ->KangerTech Protank3 -> Glassomizer BVC -> Glassomizer BVC [2x] -> KangerTech T3S -> ASPIRE CE5 BVC -> Vision Spinner I -> Vision Spinner II -> Mild Master -> Eleaf iStick 20w -> GS Air -> V-Spot -> Anyvape VMW SubOhm -> Smok VCT -> Mutation xv2 -> Evic VTC Mini -> UD Hunter -> Goblin Mini RTA -> Cuboid 200w -> Limitless RDTA



Opublikowano
Pewnego zimowego dnia postanowiłem pojechać z moim bratem Maćkiem do cioci w góry, poniewż niedługo miały zacząć się ferie.

Spakowaliśmy wszystkie niezbędne rzeczy i ruszyliśmy w drogę.

Wsiedliśmy do autobusu i oglądając piękne zimowe krajobrazy zza szyby, czekaliśmy aż będziemy na miejscu.

Kiedy dojechaliśmy, uściskami przywitała nas ciocia, która pomimo jej wieku, nadal wygląda młodo.

Zaprowadziła nas do swojego skromnego domku, po czym zaserwowała nam gorący posiłek.

Po obiedzie wyszedłem z bratem pojeździć na nartach.

Wszedłem na jedną z wyższych górek i zjechałem.

- Teraz ty.

Zdziwiłem się, bo gaduła Maciek teraz nawet się nie odezwał i stał jak słup wpatrzony w jedno miejsce.

Po chwili podbiegła do nas jakaś postać.

- Phoematos manex.

Nie wiem co to było, ale wypowiedziało jakieś słowa do mojego brata, chyba po łacinie i zniknęło.

- Nic ci nie jest?

Zapytałem lecz nie usłyszałem odpowiedzi.

- Pomocy!

Krzyknąłem i po chwili ujrzałem kobiecą postać.

Była zniewalająco piękna, przypominała elfa.

- Kim jesteś?

- Uzdrowicielką. Tak mnie zwą.

- Skąd się tu wzięłaś?

- Mieszkam w lasku niedaleko stąd. Słyszałam jak wzywasz pomocy, co się stało?

- Jakaś istota podbiegła do nas i wypowiedziała coś po łacinie, a teraz mój brat nie może mówić!

- Jedna z wiedźm Lau musiała rzucić na niego klątwe milczenia. Chyba mogę coś dla was zrobić. Chodźcie za mną.

Ruszyliśmy z Maćkiem za Uzdrowicielką.

Kierowaliśmy się laskiem, aż w końcu zobaczyliśmy coś w rodzaju portalu.

- Dokąd idziemy?

- Do Nairat.

Nic nie poczułem przechodząc przez bramę. Otworzyłem oczy i ujrzałem coś niezwykłego.

Wszędzie było zielono, drzewa i kwiaty wyglądały przepięknie. Obok nas biegały małe pumki i misie.

Jeden z orzełków zrobił piruet w powietrzu i usiadł mi na ramieniu.

- Jeszcze troszkę na północ. Za mną.

Szliśmy na przód, aż w końcu zobaczyłem wielką bramę, przy której stało dwóch mężczyzn.

- To Rycerze. Czuwają aby do środka nie dostał się żaden z nieproszonych gości.

Gdy wszedliśmy do środka, podfruneła do nas jedna z tutejszych istot.

- To Shuraine. Jedna z najstarszych czarownic na świecie.

Uzdrowicielka podeszła do niej i coś wyszeptała.

Potężna postać spojrzała na mojego brata i wypowiedziała coś w rodzaju zaklęcia.

- O rany, to było starszne! W końcu mogę mówić!

Krzyknął Maciek, a ja ucieszyłem się jak nigdy.

Podziękowaliśmy za pomoc i skierowaliśmy się w stronę potralu.

Po chwili byliśmy spowrotem w lasku. Gdy wróciliśmy do domku, opowiedzieliśmy o wszystkim cioci, ale ona nie chciała nam uwierzyć.


Koniec.
Opublikowano
"Mała Wielka Przygoda"

Pewnej nocy jak zwykle podszedłem do mego łoża. Szybko zasnąłem i zacząłem śnić. Miałem dziwne sny, ale wole ich nie opisywać. Obudziłem się na ulicy dziwnego miasta. Obok mnie stały przyległe do siebie budynki. Wisiały także tabliczki z nazwami. W mieście było głośno. Pospacerowałem trochę po mieście. Ludzie mi się kłaniali i wołali: ''Nasz Tytan Darius powrócił!". Nie wiedziałem o co chodzi. Podszedłem do wielkiego budynku. Strażnicy z uśmiechem otworzyli bramę od wejścia. W wielkiej hali stało kilkunastu monarchów. Wszyscy teraz na mój widok skakali z radości. Kilku żołnierzy przyniosło mi skąpą zbroje. Ubrałem się w nią a monarchowie powiedzieli żebym spróbował uderzyć w żelazną zbroje. Uderzyłem w nią a ona pękła na kawałeczki. Wszyscy się cieszyli, że wreszcie ON powrócił. Kazali mi wyjść z miasta i przedrzeć się do Grobowca Theosa. Zabrałem ze sobą to co najważniejsze i ruszyłem w drogę. Przed miastem stanęła przede mną chmara robaków. Bez trudu pokonałem je. Dalej napotkałem Wściekłego Jelenia. Nie był trudnym przeciwnikiem, ale zobaczyłem, że nie daleko walczy Smok z Goblinem Komandosem. Znałem ich nazwy dzięki uprzejmości monarchów. Goblin był szybki, ale nie był wstanie pokonać ogromnego Smoka. Zacząłem pomagać Goblinowi. Goblin spłonął, po tym jak smok zionął na niego ogniem. Próbowałem z nim walczyć, ale nie mogłem go dosięgnąć. Smok wylądował i uderzył mnie z niszczycielską siłą.Padłem na ziemie i zamknąłem oczy... Gdy je otworzyłem Smok leżał martwy a obok mnie stał Rycerz, i Elficka Kobieta. Gdyby nie oni było by pewnie po mnie. Pomogli mi wstać. Uzdrowicielka, czyli ta Elfka, opatrzyła moje rany swą mocą. Stanąłem na nogach. Poszliśmy razem wzdłuż tej samej ścieżki. Nagle poczułem kłucie w głowie. Upadłem... Otoczyła nas grupa Królewskich Harpi. Dostałem trutkę z ich ostrza. Trutka ta była tak mocna, że straciłem przytomność. Obudziłem się w swym domu przy komórce na ulicy Jeziorskiej. Tak o to dobiegła końca moja przygoda.



Mam nadzieję, że się podoba. :)

AWLtTwd.png.b8c418cb383347077c6bdc09f70989cb.png

Opublikowano

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

@

Last-Chaos-Logo-1024x1024.png

Rozdział 1

W dali widać było ognistą łunę, a krzyki mordowanych ludzi były nie do zniesienia. Dziewczyny ze smutkiem odwróciły wzrok i pomaszerowały w inną stronę. Tylko Izulith co chwila odwracała się, aby spojrzeć na płonącą wioskę. Nikomu nie udawało się ujść z życiem, gdy atakowała Tristezza i jej kult.
- To druga wieś w tym roku, są zbyt aktywni, nie wróży to nic dobrego. – Izu wiedziała o tym bardzo dobrze to właśnie ludzie Tristezzi zabili jej ojca.
- Wiesz, że nic nie możemy zrobić, są zbyt silni, a oddział zwiadowców doniósł, że to nie wszystkie ich oddziały… – Elfka była dobrze poinformowana, zawsze miała sposób, aby zdobyć informacje.
- Nie jestem pewna, ale można by zwerbować kogoś, kto zdolny jest przeniknąć w ich szeregi. – Lu zawsze myślała tylko o jednym… o kamuflażu.
- Niestety nie przejdzie. Ostatni z naszych szpiegów został rzucony na pożarcie Baalowi. – Assira wzdrygnęła się gdy to powiedziała.
- Ehhh… – Obie szelmy westchnęły w tym samym momencie.
- Wynośmy się stąd zanim ci tyrani wpadną na genialny pomysł przeszukania okolicy. – Izu starała się myśleć trzeźwo w każdej sytuacji.
- Dobry pomysł… – Uzdrowicielka bezwiednie uśmiechnęła się do siebie.
Wszystkie trzy przyspieszyły, aby znaleźć się jak najbliżej teleporterki i wrócić do stolicy, do domu… Do bezpiecznego Randol.
- Zawiadomimy królową? – Luin wiedziała, że Airin powinna być świadoma tego, co dzieje się na świecie.
- Jest mądra, pewnie już wie, a jeśli nie to niedługo ktoś złoży jej raport. – Assira i Izulith wiedziały iż czarownica jest dobrze poinformowana. Miała świadomość tego co się dzieje.
- Dziewczęta co tu robicie? – Obok teleporterki złapał je jeden ze strażników miasta.
- Byłyśmy w pobliżu Sowiej Wsi, kiedy Tristezza zaatakowała pobliską wioskę. Nie mogłyśmy nic zrobić, więc od razu odeszłyśmy w stronę Kherum. – Izu zawsze wiedziała co powiedzieć.
- Macie przepustki? – Strażnik nie ustępował.
- Nie, nigdy nie wymagaliście przepustek. – Szelma znała te numery.
- No i dobrze. – Strażnik uśmiechnął się i przepuścił dziewczyny. – Życzę miłej podróży.
- Dziękujemy. – Odpowiedziały chórem i zaśmiały się.
Wieża teleportacji wyglądała jak mała świątynia bez okien zbudowana na kształt stożka z podstawą kwadratu. Drzwi przez które się wchodziło emanowały delikatnym, złotym światłem, a pentagram na nich narysowany wyznaczał sześć krain świata…
Juno ze stolicą w Randol – kraina spokojna, zielona, zwierzęta tu żyją tu w zgodzie z ludźmi, a przy wodospadach, znajdzie się wiele miejsc dla zakochanych.
Dratan ze stolicą w Majar – gdzie nie spojrzysz pustynia, tylko w dolinie zieleni się trawa. Pustynne lisy, golemy i tajemnicze sfinksy… Ostatnio w tych okolicach rodzą się dziwne stworzenia.
Merak – stolica Kherum – kraina smutku i mroku… Niby straszna, lecz ma w sobie trochę nieznanego piękna… Gnolle, piekielne hieny, krwawe bazyliszki – jedni powiedzą: potwory, inni: istota jak istota, myśli, czuje i zasługuje na życie… Niestety ostatnio są zbyt aktywne…
Piękna Egehia ze stolicą w Aaron, kraina o której mówią, że słońce nigdy tam nie zachodzi. Miejsce kiedyś niegroźne, dziś jest przekleństwem, wielu ludzi umarło tu od kiedy stworzenia mieszkające w tym miejscu zbuntowały się i zaczęły atakować ludzi.
Strayana, której stolicą jest Nebestra – kraina deszczowa i wilgotna. Trujące opady wpływają kojąco na istoty tam żyjące, tylko harpie nie lubią gdy narusza się ich teren. Mieszkają tu piękne daphy – wielkie, błękitne motyle, onyksowe tarantule o przepięknych barwach oraz inne stworzenia.
Ostatnią krainą jest Erin… Niewiele o niej wiadomo, nikt nie wie jakie miasto jest jej stolicą, wiadomo tylko tyle, że to stamtąd pochodzą Cienie, stworzenia tajemnicze, jak kraina z której pochodzą. Ludzie boją się tam wybrać. Nikt nie wie co może ich tam spotkać…
Dziewczyny grzecznie zapłaciły teleporterce i poprosiły o przeniesienie do Randol. Kobieta spełniła ich prośbę. Na rynku jak zwykle panował chaos. Kupcy krzyczeli, dzieci biegały, a podróżnicy na koniach krążyli od sklepu do sklepu. Nagle na schodach zamku pojawiła się władczyni.
- Ludzie! – Wszyscy ucichli więc jej głos był dobrze słyszalny. – Niektórzy już wiedzą, ale powtórzę wam. – Uśmiechnęła się. – Tristezza zaatakowała niedaleko Sowiej Wsi. Spaliła kolejną wioskę. Poszukujemy odważnych ludzi, którzy sprzeciwstawią się tyranii Tristezzi! Wszyscy chętni niech zgłoszą się u dowódców straży w Randol, Maraj i Kherum. – Gdy skończyła, zeszła ze schodów i udała się do arcybiskupa.
- Dziewczyny, chodźmy się zgłosić. – Izu miała szansę, aby się zemścić.
- Dobrze, ale pamiętaj, że zemsta to nic dobrego. – Assi chciała pokonać czarownicę, lecz starała się postępować dobrze.

Rozdzial 2

Nie lubię tych okolic, tyle tu bandytów, zbójów i innych łotrów…
- Elfka niespokojnie rozglądała się w poszukiwaniu śladów skrytobójczyń.
- Nie martw się, jeśli ich nie zaatakujemy, nic nam nie zrobią…. Chyba… – Szelma szła po drodze pewnym krokiem, aby jak najszybciej się stąd wydostać.
- Ehhh… – Assira cicho westchnęła i poszła za koleżanką.

Ciszę przerywały tylko odgłosy kroków. W tym miejscu nie śpiewały ptaki… Było zbyt mroczne…

- Izu… Wydaje mi się, że ktoś nas śledzi…
- Też mam takie wrażenie… Zatrzymaj się. – Dziewczyna spokojnie rozejrzała się po okolicy. – Nieźle się kamufluje jest dobrą szelmą… – Uśmiechnęła się mimowolnie i wyciągnęła kuszę.
- Co chcesz zrobić? – Uzdrowicielka zdziwiła się. Izulith rzadko sięgała po broń w takich momentach…
- Ciii… – Niewiasta uciszyła przyjaciółkę, wycelowała w kierunku najbliższych zarośli i wypuściła bełt.
- Ej! Tak się traktuje przyjaciółkę? – Zza drzewa wychyliła się dziewczyna oszołamiająco podobna do Izu…
- Lu! – Szelma podbiegła do niej i uścisnęła ją. – Co Ty tu robisz?
- Wędruje i zarabiam… Oraz praktykuję zawód szelmy.
- Zdałaś?! To wspaniale!
- Hej. Na imię mi Assira – Elfka uśmiechnęła się do drugiej szelmy.
- Hej, ja jestem Luin. – Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Dobra koniec czułości, mamy z Assi raport do dostarczenia, Lu idziesz z nami?
- Jasne!
- No to chodźmy!

Dziewczyny radośnie udały się do Kherum, aby złożyć raport dowódcy straży. Po drodze Luin opowiadała o swych przygodach które przeżyła od kiedy wyszła z Czarnego Domu, miejsca w którym zaczynają wszystkie szelmy. Mówiła o walkach ze skrytobójczyniami, furiatami i bandytami. Opowiadała o swojej tułaczce po wilgotnej, deszczowej Strayanie, słonecznej, lecz niebezpiecznej Egehii i o krótkiej wędrówce po mrocznym Merak, gdzie spotkała swoją najlepszą przyjaciółkę od czasu Domu, oraz jej kompankę…

Opublikowano
Beroxa można spotkać na niektórych serwerach to jestem ja więc nicku nie ukradłem :D pozostałe nicki są wymyślone i nigdy ich nie spotkałem ....




"Złoty naszyjnik Trahm"



Rodział 1

"Witam w juno"

Dawno temu przed narodzeniem bogów świat był podzielony na kilka krain w których rządziły przeróżne bestie, a w śród nich silniejsze osobniki zwane Boss-ami. Jednak nie tylko potwory biegały po ówcześnym świecie. Można było wyróżnić takich osobników jak rycerz, tytan, zaklinacz, uzdrowicielka, zaklinacz, szelma, arcymag, nocny zabójca oraz najbardziej tajemniczy pośród nich wszystkich cień - pół człowiek pół bestia. Każdy posiadał nadprzyrodzone zdolności dzięki którym mógł przetrwać w świecie opanowanym przez bestie. Ludzie przesiadywali w potężnych fortecach do których potwory nie miały dostępu. Bestie miały wrodzoną inteligencje i chciały opanować całkowicie świat. Jednak nie wszystkim to się podobało, między innymi pewnemu rycerzowi. Nasza opowieść zaczyna się w krainie zwanej Juno to tam rozpoczyna się przygoda rycerza o imieniu Berox.

Rodział 2

"Kim jesteś ?"

Rządy besti były okrutne, znęcały się nad słabszymi istotami. Boss juno zwany Dibloras - demon z piekła, terroryzował osadników miasta Juno, podobnie było w innym miastach . Jednak kilka potężnych zaklinaczy dzięki swoim zdolnościom kamiennej skóry stworzyli bariere dzięki której bestie nie mogły się przedrzeć do miasta. Dibloras oaz inne bossy były wściekły że nie może zniszczyć ludzkości. Codzinnie z łowów do miasta wracało mnóstwo tytanów, zaklinaczy rycerzy itd ciężko rannych, na szczęście dobroduszne elfki zwane uzdrowicielkami dzięki swojemu darowi leczyło wojowników. Pewnego dnia do miasta przybyła istota-potwór, był to cień ... Ludzie uważali że to istoty na posługach Bossów. Tajemniczy wojownik o imieniu Shando szukał rycerza Beroxa. Gdy próbował pytać tubylców o niego nikt nie chciał mu pomóc. Cienie powszechnie budziły lęk. Ich tajemnicze twarze, demoniczne skrzydła oraz dziwna broń której ludzie nie rozumieli. Po żmudnych poszukiwaniach cień został zaatakowany przez kilku tytanów na których czele stała szelma o imieniu Szanikła. Ona szczególnie nie znosiła cieni, uważała ich za gorszych od siebie. Cien mimo swojej wielkiej skrywanej siły nie atakował. Bronił się przed atakami silnych tytanów. Gdy zobaczył to rycerz o szlachetnym sercu Berox postanowił mu pomóc .... użył swoich umiejętności żeby sparaliżować wrogów jednego po drugim przelatywał jak błyskawica unieruchamiając ich. Szanikła zareagowała odrazu gdy to zobaczyła postanowiła zabić rycerza. Weszła w tryb niewidzialności i rzuciła się na niego od tyłu ze sztyletem. Rycerz nic nie widział jednak cień użył więzów żeby ją zatrzymać.

Szelma powiedziała: znowu Ty ? czego chcesz, to odmieniec pozwól nam go zabić!

Rycerz odpowiedział: zostaw go w spokoju nic Ci nie zrobił, chyba że chcesz poczuć ostrze moich mieczy ... (rycerz słynał z ogromnej siły, jednak rzadko kiedy jej używał)

Szelma z kamienną twarzą odpowiedziała: Dobra tym razem odmieńcu darujemy Ci ... jednak jak spotkamy Cie bez Beroxa zginiesz

Po tym jak szelma wraz z tytanami odeszła Berox zapytał cienia.

Słyszałem że mnie szukasz, powiedz do czego Ci jestem potrzebny.

Cień odpowiedział .... dziękuje za pomoc, nagle rycerz mu przerwał

Nie potrzebowałeś pomocy wyczuwam od Cb wielką siłę, jesteś silny dlaczego nic nie robiłeś ?

Moja rasa jest znienawidzona, postanowiłem nie dolewać oliwy do ognia.

Rycerz zapytał: rozumiem,kim jesteś, dlaczego mnie szukałeś ?

Rozdział 3

"Legenda"

Shando wyjaśnił rycerzowi że potrzebuje kompana do wędrówki w poszukiwaniu złotego naszyjnika Trahm. Rycerz znał legende o tej biżuterii, brzmiała ono następująco - raz na 1000 lat, gdy Słońce zmienia kolor na krwisto czerwony można zyskać moc przewyższającą kogo kolwiek, moc niszczenia oraz stworzenia ... kto zdobędzie ten naszyjnik zostanie panem całego świata i wszystkich krain to on będzie ustalał rządy panujące na świecie, będzie stanowił prawo ! , besie bez problemy dzięki temu mogłby zniszczyć tarcze wykonane przez mędrców zaklinaczy otaczające miasta ... Shando potrzebował tego do zniszczenia Bossa jego ojczystej krainy Egeha. Złoty smok Ancaglagor zabił jego rodzinę gdyż sprzeciwiła mu się żeby zatakować ludzi. Rycerz mu współczuł rzekł jednak że to tylko legenda i nie zamierza wtrącać się w sprawy innych krain, powiedział że plinuje spraw w swojej. Cień rzekł że żadna kraina nie przetrwa jeżeli jaki kolwiek z bossów zdobędzie naszyjnik Trahm. Rycerz powiedział że to legenda i nie zamierza wierzyć w bajki. Cień odpowiedział a co jeżeli legenda jest prawdą ? .... wten Berox zamilkł. Po namyśle odpowiedział dobrze zgodzę się towarzyszyć Ci w poszukiwaniu naszyjnika.

Rozdział 4

"Wiedźma"

Razem poszli do Merak do pewnej starej wiedźmy która mogła coś wiedzieć o legendzie. Zaczeli rozmowaiać, jednak wiedźma nie chciała im pomóc za darmo, za informacje chciała 100 złotych tokenów ... była to dość duża ilość jak za informację. Podróżnicy zgodzili się, po wyjściu myśleli nad tym jak zdobyć tokeny.

Rozdział 5

"Nowy kompan"

Usłyszał to pewien nocy zabójca, nocni zabójcy słyneli z kradzieży. Powiedział im że 100 tokenów można zdobyć w turnieju Smoka. Zainteresowani podróżnicy odrazu poprosili go o informację, ten bez niczego powiedział im gdzie się odbywa, co było dziwne bo nocni nigdy nic nie robili za darmo. Rycerz wraz z Cieniem ruszyli i na miejscu spotkali zaklinacza Pomderona. Zaklin wytłumaczył im że turniej Smoka polega na schwytaniu jak największego smoka, sprawa wydawała się prosta jednak smoki to niebezpieczne stworzenia, atakujące bez zastanowienia. Cien powiedział że słyszał o tym że największe smoki można spotkać na pustyniach krainy Dratan. Obydwoje natychmiast ruszyli. Wedrując po suchych piaskach Dratan spotkali tytana w towarzystwie elfki - uzdry. Okazało się że są w tym samym celu. Zaniepkojny rycerz zapytał czemu elf wygląda tak słabo. Tytan ze śmiechem powiedział to jest mój niewolnik nic wam do tego spdajcje stąd. Spokojny cień powiedział że jeżeli nie wypuści elfa to on zabierze mu dusze. Po tytanie spłynął zimny pot a następnie zaatakował cienia, jednak cień zareagował szybciej i jednym sprawym ruchem zaatakował osiłka ognistym pociskiem a ten spłonął. Cień rzekł elfie jesteś wolny wracaj do domu. Elf uzdrowieclka ze łzami w oczach odrzekła dziękuje Ci panie, chce wam pomóc w wędrówce zrobię wszystko żeby wam pomóc zawdzięczam wam życie. Berox z uśmiechem powiedział może jednak przyda nam się taki elf. Uzdrowicielka przedstawiła sie nazywała się Semsi, była niezwykle pięknym elfem, to przeważyło dlaczego rycerz postanowił przygarnąć ja do zespołu.

Rozdział 6

"Czerwonooki smok"

Podróżnicy wreszcie znaleźli wielkiego smoka, była to rasa czerwonookich najgorsze pośród smoków. Zaczeła sie walka ... rycerz przywołał do pomocy swojego demona z piekieł Lilith, dotychczas zimny cień zarumienił się gdy zobaczył tą piękną istote. Cienie oraz Lilith wywodzili się z jednej demonicznej rodziny, ona też była pół człowiekiem. Smok zaatakował ... blizny na jego ciele znaczyły że próbowany go schywatać jednak nikomu się nie udało. Cien zaczął atakować, rycerz uderzył potrójnie mieczami wten Lilith oplątała nogi smoka swoim biczem, a urocza elfka wspomagała swoich towarzyszy rzucając na nich zaklęcia wpomagające. Gdy smok zaczął ziać ogniem w elfa rycerz użył tarczy żeby go ochronić. Wten czas cień atakował smoka ze wszystkich stron. Smok potrącił ognonem demonicę. Cień w furi uwolnił pojmaną wcześniej dusze i zaatakował smoka uwolnieniem duszy. Dzięki odwórceniu uwagi smoka rycerz użył natarcia następnie po zatrzymaniu smoka w miejscu skoczył i dzięki szybkiemu potrójnemu cięciu zabił smoka. W tym czasie elf leczył demonice, rycerz podziekował jej za pomoc wtedy ona znikneła wróciła do swojego domu zeby zregenerować siły. Następie rycerz przywołał bitenwą pande oraz niedźwiedzia. Założył na nich uprząrz a one pociągneły zwłoki smoka do Merak.

Rozdział 7

"Fałszywy zwycięsca"

Dobiegł koniec konkursu nastąpiło ważenie zdobyczy. Smok naszych podróżników ważył 340 kg to był świetny wynik niemalże wygrali jednak przyszły 4 szelmy, rzuciły smoka na wage i okazało się że wazy aż 400 kg ! Zasmuceni wędrowcy chcieli już odchodzić gdy elf zaczepił rycerza i wyszeptał mu coś na ucho. Rycerz powiedział zaczekajcje to oszuści !

Szelmy przestraszone powiedziały ... przegraliście więc spadajcje.

Rycerz czyżby ?

Podszedł do smoka i rozciął mu brzuch nagle ze smoka wyleciał stos kamieni weber ! znanych z tego że mimo swojej małej wielkości są ogromnie ciężkie.

Zaklinacz ryknął dyskfalifikacja !

Nagroda została przyznana naszej trójce, cień dotychczas zimny uśmiechnął się i podziękował uroczemu elfowi.

Rozdział 8

"Kryształowa grota"

Nasza trójka ponownie udała się do wiedźmy, dali jej tokeny a ona powiedziała wielce dzięki łaskawy.

Zaczeła im opowiadać o pewnej kopalni w której znajdą wskazówke co do naszynika Trahm, jednak radziła im żeby udać się tam wraz z arcymagiem gdyż tylko on może oświetlić im ponurą drogę w grocie.

Wszyscy wrócili do juno. Elf uradowany powiedział że zna arcymaga, postanowił go odwiedzić. Arcymag gdy zobaczył Semsi uradowany podbiegł do niej i ją uściskał ... powiedział myślałam że zginełaś na łowach, ona odpowiedziała że nawet nie poszła na łowy bo została porwana przez tytana który już nie żyje. Arcy jak dowiedziałą się o tym że cień ocalił jej życie postanowiła im pomóc, wszyscy poszli do kopalni. Przeszli ją bez większych trudności, po drodze zabili pare słabych stworków. Na końcu znaleźli kamienną tabliczkę z napisem " Tisre remota dewoms ramte misira webido kloprendorens dewals ranikom" był to stary język szelm. Dowiedzieli się od arcy że mogą znaleść szelme posługująca się tym jezykiem w skutej lodem krainie Tarian.

Rozdział 9

"Plotki"

Poszukiwacze już bez arcy udali się do Tarian. Bez problemu znaleźli zabójce Hitre. Ona wyjaśniła im że to znaczy "Z wielką siła wiąże sie wielka odpowiedzialność, to czego szukasz jest tam gdzie się tego nie spodziewasz" dowiedzieli się również że bosy z innych krain również zaczeli szukać naszyjnika. Poszukiwacze udali się do knajpy i rozsmyślająć o tym co mogą znaczyć te słowa wywnioskowali że skoro szukąją tego bosy muszą się wzmocnić bo inaczej nie dadzą rady. Rycerz znał doskonałego tytana - Krajmosa który zajmował się eksperymentalnymi zbrojami oraz bronią. Mieszkał w Morasce poza murami, został wygnany z miasta za szemrańcze układy. Ludzie myśleli że spiksuje z demonami gdyż jego zbroja oraz broń miała dziwne znaki. Poszukiwacze przyszli do niego i opowiedzieli mu co się dzieje. Tytan był dobroduszny a Beroxa znał od niepamiętnych czasów, rycerz ocalił jego córkę - przekonał wszystkich żeby pozwolili jej zostać w bezpiecznych murach miasta. Krajmos miał 3 świetne zbroje wypełnione szlachetnymi kamieniami które zapewniały użytkownikowi zwiększoną siłe szybkość itd. Takie kamienie są niezwykle rzadkie i trudne do zdobycia są również bardzo cenne. Krajmos uwierzył Beroxowi, też słyszał plotki o tym żę bossy szukają naszynika.

W ciągu godziny rzemieślnik dostował zbroje oraz broń do klas podróżników. Po ich założeniu poczuli niezwykłą moc.

Rozdział 10

"Ruiny starego miasta"

Podróżnicy postanowili pójść z zagadką do szelmy Szanikły, była dobra w tego typu zagadkach. Z początku nie chciała z nimi rozmawiać z cień obrzydzał ją ... jednak plotki stały się faktem, szelma słyszała jak demony pod dowódcem Winosa - bossa z dratan przeszukiwali Tomb. Samej jej się udało ledwo uciec z tamtąd. Wyjaśniła im że to pewnie chodzi o Stare miasto w Strayna. Mało kto odwiedzą tamtą kraine przez kwaśne deszcze bardzo szkodliwe. Wiec rycerz cień oraz uzdrowicielka ruszyli do starego miasta w Strayna. Dzięki swoim super zbrojom nie czuli obrażeń od deszczu. Po drodze znaleźli leżącego pod drzewem zaklinacza, który przyszedł na łowy jednak skończyła mu się odtrutka. Elf szybko podbiegł i wstrzyknął mu dawke odtrutki. Zaklinacz wstał serdecznie podziękował i dał podróżnikom specjalne karry neny proszki wzmacniające - wiedział że szukają Trahm, było głośno o odważnej trójce która chce zakończyć rządy besti. Podróznicy weszli do miasta i ku ich zdzwieniu zobaczyli Winosa Diblorasa Anaglagora przestraszeni ukryli się za murami. Słyszeli rozmowe bosów, dowiedzili się że każdy boss zaczął szukać naszyjnika jedynie ta trójka znalazła dobra drogę pozostałe bosy nie dały rady tu dostrzeć.

Rozdział 11

"Potyczka"

Bestie usłyszały podróżników ... kula ognia Diblorasa zniszczyła mur i zobaczyli ich. Bosy z uśmiechem

co za robaki, chcecie nam dać rade hahahha marne robactwo zniszczymy was ...

W tym czasie przestraszona uzdrowicielka niechcący wypuściła strzałe w Diblorasa, moc tej strzały ( broni wykutej przez Krajmosa" odrzuciła bosa a ten uderzył z hukiem w ściane jednocześnie otwierając przejście do podziemi. Zaczeła się walka ... Ancaglagor zaatakował cienia, ten wzleciał w powietrze i zaczeła się powietrzna walka ! Berox konkurował z Winosem, dzięki nowej zbroi stał się dużo szybszy niż normalnie, dzięki natarciu potrafił doskoczyć do głowy winosa i zadawać mu potężne ciosy. Natomiast Semsi walczyła z Diblorasem, dotąd słodki elf, taki spkojny wydający się bezsilny zacisnął zęby i atakował na odległość bosa, którego wkurzał atak Semsi ze względu że nie mógł jej złapać. Nagle pojawiło się czerwone słońce, czas przepowiedni na końcu przejścia zniszczonego przez Diblorasa coś błyszczało Berox powiedział to musi być pewnie naszyjnik !

Zawzięta walka nie ustępowała, każdy chciał zdobyć Trahm ... wten cień wpadł na świetny pomysł żeby Berox go zodbył i się z nim połączył chciał mu w tym pomóc, wzbił się z nim w powietrze i chciał go wystrzelić jak pocisk w strone naszynika. Gdyż moc naszynika przejmie pierwsza osobą która go dotknie ... Berox był idealny silny odważny sprawiedliwy. Semsi zrozumiała o co chodzi kompanom. Zaczeła atakować kilkoma strzałami naraz - jej specjalna umiejętność. Ancaglagor też zrozumiał plan przeciwników wten strącił cienia na ziemie poteżnym ogonem.

Rozdział 12

"Potęga"

Następnie bosy zaczeły się klóćić kto ma zabrać naszyjnik, każdy chciał go dla siebie. Winos zaatakował Diblorasa wten bosy zaczeły walczyć niszcząć ruiny, Ancaglagora przygniotła kolumna to była okazja ! dla rycerza. Zaczął biec jednak zauważył że Winos ściska w dłoni Shando, rycerz ruszył mu na pomoc, uratował cienia, jednak stracił szanse na naszyjnik. Cień rzekł głupcze ! to nie było tego warte ! Szlachetny rycerz odpowiedział nigdy nie zostawiam przyjaciół na śmierć. Wten uzdrowicielka krzykneła spójrzcie ! to Dibloras biegł w strone naszyjnika. Winos zezłoszczony zaatakował go, potezny atak Winosa wyrzucił Diblorasa poza ruiny, przelecial przez sufit w podziemiach. Wtedy winos zaczał lecieć po naszyjnik ... przyjaciele wpadli na świetny pomysł aby we dwoje wystrzelili najlżejszego po naszyjnik. Obydwoje wzieli Semsi na ręce po czym Shando wyrzucił ją w strone naszyjnika a Berox zaatakował winosa przez co on upadł na ziemie. Nagle Dibloras wrócił i przygniótł rycerza do ziemi a Ancaglagor zrobił to samo z Shando ... bosy myśleli że wygrali jednak zapomnieli o Semsi !!! Elfik po dotknięciu naszyjnika wzniósł się w powietrze otoczyła go złota poświata ! Swiatło było bardzo mocne raziło ich w oczy. Winos bez namysłu zaatakował Semsi w furii, nie widział że przejeła moc Trahm. Wystarczyło lekkie zginięcie ręką elfa alby zabić Winosa. Elf w złotej poświacie emanował mocą ... pozostałe bosy uciekły jak najszybciej.

Rozdział 13

"Koniec"

Elf dzięki ogromnej mocy uzdrowił w kilka sekund towarzyszy, mówił że ta moc należy się Beroxowi. Cień z uśmiechem powiedział moc trafiła w dobre ręce. 3 miesiące po zdobyciu mocy przez Semsi nastały nowe czasy dla mieszkańców.

Wydarzenie zdobycia Trahm zostało nazwane Last Chaos - ostatnia bitwa. Semsi została królową, była sprawiedliwa, przekonała ludzi że cienie są dobrymi istotami dzięki czemu one mogły zamieszkać z nami. Krajnos wrócił do córki do miasta. Potwory przestały terroryzować ludzi, jednak bariery zostały a dzięki mocy Semsi stały się 100 razy silniejsze niż dotychczas. Spokojny i słaby elf stał się potężną uwielbianą królową. W miedzy czasie Lilith Beroxa oraz Shadow zakochali się w sobie, zaiskrzyło między nimi. Podobna sytuacja spotkała rycerza został królem - jednak nie używał tego określenia. Dzięki tej wielkiej zmianie niektóre potwory zaczeły przyjaźnić się z ludźmi. Wszystkim żyło się cudownie, wielbili królewską pare ! Jednakże czy na zawsze ? :D

Opublikowano

Słowem wstępu chciałbym powiedzieć że mój pomysł dało się bardziej rozwinąć, aczkolwiek napisałem to krótkie ze względu na brak weny :)

Myślę, że nie wyszło mi to tak jak planowałem - ale cóż, opowiadanie trzyma jednak jakiś poziom.

Zapraszam do lekturki (ostrzegam: mało powiązań z last chaos, aż za mało):

 

 

 

Gdzieś w najdalszych zakątkach świata Last Chaos istniała kraina Dacai. Nie była ona oznaczona na mapach, nikt nie wiedział że istnieje ani nikt w niej nigdy nie przebywał. Zupełne pustkowie, dwie ogromne wyspy pełne niebezpieczeństw położone zaraz obok siebie, otoczone tak błękitną wodą, która potrafiłaby wprowadzić w zachwyt największego drania żyjącego w tym ponurym świecie. Pierwsza wyspa była porośnięta gęstą, dziką dżunglą, w której nie było bezpiecznego miejsca. Wszędzie czaiło się coś, niewyglądające na nastawione pozytywnie do nowych przybyszów. Wszędzie było czuć zapach trupa, a zło czaiło się w każdej możliwej kryjówce – by wyskoczyć i zabrać nieuważnego podróżnika w czeluści otchłani. Druga zaś wyspa była pięknym terenem porośniętym krótką trawą, gdzieniegdzie stały drzewa, kołysząc się w rytm wiatru. Dalej były lekkie wzniesienia zarośnięte egzotyczną roślinnością z ogromem różnych kolorowych kamieni. Na środkach obu wysp stały potężne, czarne wulkany z lawą. Jednak na pierwszy rzut oka wydawałoby się że jest tutaj całkowicie bezpiecznie.

Fale podskakiwały lekko, delikatnie. Nie było większych szans na sztorm. Chmury przesuwały się powoli w stronę południa, rażąc w oczy swoim błękitnym kolorem. Wiatr jak gdyby współpracując z ludźmi poruszał się lekko, swobodnie, nie przyśpieszając, w tym samym tempie. Statek był niewielki, ot zwykła większa łódź do szybkich podróż. Pokryty świeżym drewnem tak, że było widać, iż został stworzony niedawno. Do czegoś specjalnego. Załoga statku ocierała czoła równie leniwie i spokojnie jak wykonywała swoją pracę. Przez chwilę nawet panowała grobowa cisza, nie widząc statku można byłoby stwierdzić, że na tym wielkim morzu nic nie płynie. Trwało to dłuższą chwilę, aż..

- Wyspa! Wyspa na ósmej! Żagle! – ozwał się wysoki, męski głos.

- Płyniemy tam! Raz, dwa, trzy! Załoga, bez obijania się! Dalej! - krzyknął oficer, chcąc przyśpieszyć akcję grupy majtków.

Jedna minuta. Dwie.. Trzy.. Dotarli do drugiej wyspy. Gdy połowa załogi, w tym część przerażonych majtków zeszła na ląd, kapitan zaczął organizować ekipy i obowiązki. Trwało to dłuższą chwilę, która dłużyła się z każdą sekundą. Sam kapitan nie był pewien swoich decyzji przez strach, który zapanował w jego sercu ożywiony na nowo przez resztę załogi, ale nie dał się złamać.

- To tak.. Ralf, Azuro, Jack oraz Weltt idą ze mną. Cała reszta pójdzie za oficerem Tassem, który poprowadzi Was w północną stronę wyspy. My idziemy w stronę południową – powiedział donośnym głosem kapitan, – jeśli coś pójdzie nie tak, cofnijcie się do statku. Nie panikujcie, jeśli ktoś zginie. Każdy z nas wiedział od początku, że będzie to niebezpieczna misja, ale zgodziliśmy się na wypełnienie jej. Dotrzymajmy umowy i odkryjmy tajemnicę.

- Kapitanie.. A co jeśli nie wrócimy? – zapytał jeden z majtków, Mark, pełnym strachu, ciężkim i cichym głosem.

- Każdy z nas wróci. Jeśli nie żywy, to w świetle chwały. Duchem. A teraz do roboty, panowie! Noc nie zaczeka na nas, a mi się nie uśmiecha zwiedzanie tej wyspy po ciemku! – powiedział kapitan siląc się na uśmiech.

Ruszyli, trzymając się siebie gęsto. Trwali w swym strachu, nie zwracając uwagi na okoliczne tereny. Ich wyobraźnia mówiła i pokazywała im rzeczy, które ich przerażały. Gdzieniegdzie zobaczyli kryjące się w cieniu czerwone oczy, zaczajone w krzakach a potem nagle znikające, w jednej sekundzie. Widzieli też w odległych miejscach poruszające się samotnie postacie, ubrane w czarne stroje i kaptury na głowie. Mijali nieznane im gatunki roślin oraz drzew, porośnięte mchem i czasem jakimś dziwnym, nietypowym grzybem. Idąc i idąc dalej, przed siebie nagle kapitan zauważył jakiś błysk pochodni w oddali. Było już prawie ciemno, więc jakiekolwiek małe światło było dobrze widoczne z daleka. Kapitan nie wyjaśniając niczego, nie sprawdzając sprawności swojego umysłu i tego, czy aby na pewno coś tam było – ruszył dalej, w stronę, w którym coś po raz kolejny błysło. I nagle zgasło. I jeszcze tak parę razy. Nagle – z wszystkich stron – otoczyły ich światła. Były ich setki, ale wydawałoby się, że nawet więcej. Kapitan zaklął pod nosem i kazał kompanii ruszyć za sobą. Biegli, potykając się o własne nogi. Cisza. Błysk. Coś się poruszyło. Krzyk. Strach. Panika. Ale biegli za nim. Nie poddawali się. Nie teraz.

Coś wyskoczyło z krzaków, coś czarnego, włochatego i olbrzymiego. Nikt z załogi nie widział nigdy czegoś równie strasznego. Bestia stała przez chwilę w bezruchu, czekając na jakiś gwałtowny ruch któregoś z nich. Ale oni też czekali, przyglądając się potworowi z bliska. Zachowując ostrożność. Nagle, w jednej sekundzie błysnęły w powietrzu pazury ostre jak świeżo wypalony miecz. Istota złapała Jacka za koszulę, rozdzierając ją tym samym wraz z pokrwawioną skórą na strzępy. Azuro zaklął głośno i cofnął się po przyjaciela grożąc bestii mieczem, ona wystraszona zaś połyskliwym żelazem uciekła w krzaki, tak szybko że prawie nie dało się tego wychwycić ludzkim okiem. Biegli dalej. Jack krwawił zostawiając za sobą czerwony, gęsty ślad, ale nie dawał się złapać śmierci i biegł. Przed nimi nie było nic, co by mogło posłużyć za schronienie.. Aż.. Kapitan zatrzymał się. Znalazł kryjówkę. Wydał rozkaz ukrycia się team. Wszedł na samym końcu, rozglądając się niepewnie za siebie. Była to dosyć duża kryjówka, ot zwykła jaskinia – bez tuneli i dalszych pomieszczeń, z których podczas nieuwagi ludzi mogło wyjść coś okropnego i większego od spotkanego przez nich potwora. I tak w tej ciszy czekali, przysłuchując się tajemniczym szeptom nad nimi i lekkim światłem na zewnątrz. Trop się urwał właśnie w tym miejscu, więc kapitan miał obawy, że mogą tu w końcu dotrzeć. Ale miał nadzieję. Ukrytą gdzieś głęboko w sercu, która dopiero miała się ujawnić. Teraz nad jego duszą zapanował strach i poczucie winy, że sprowadził na swój statek i swoich ludzi śmierć. Choć nie wiedział co się stało z drugą grupą, jego głowa wyobrażała sobie najokrutniejsze w świecie sceny walk, gdzie krwiożercza bestia urywa kończyny ludziom, nie zważając na ich ból i cierpienie. Nie słyszał nic i nie widział nic, zupełnie nic. Oczy powoli mu się zamykały, chcąc go namówić do najgorszego, co w tej chwili mógł uczynić – zasnąć, gdy inni śpią, pozostawiając jaskinię niestrzeżoną. Upadł. Pogrążył się w głębokim śnie. Zobaczył tam swoją załogę i statek, wszyscy szczęśliwi i ubrani w złote szaty, a na ich szyjach wisiały potężne naszyjniki z szczerego złota i diamentów. Ale to był tylko sen. Zwykły, szary sen.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Gdy wstał, w jego głowie kłębiły się miliony myśli – tych złych i dobrych – a oczy odmawiały mu posłuszeństwa, przez co przecierał je dobre kilka sekund. Nagle obraz się zaostrzył. Jego załoga, jak gdyby szczęśliwa i gotowa do dalszej drogi rozmawiała wspólnie zaraz przy wyjściu z jaskini. Kapitan wstał i szybkim krokiem znalazł się przy całej reszcie. Nie zauważyli go od razu, dopiero po jakiejś chwili – wtedy to wszyscy go serdecznie witali i zaręczali, że trzeba odkryć tajemnicę tej wyspy. Nie zważając na bezpieczeństwo. Kapitan jakby ogłuchł na chwilę, walczył z myślami, nie wiedząc, co może o tym sądzić. W każdym razie spodobało mu się ich zachowanie.

- Leo, weź – jeden z nich, Azuro, podał mu bukłak z wodą – uzupełnij swe siły, bo zaraz wyruszamy.

- Dobrze, dobrze.. Ale zaczekajcie.. Jednej rzeczy tutaj nie rozumiem. Nagle wam wszystkim zmienił się nastrój? Nie widzicie, że jesteśmy po uszy w łajnie? Ta wyspa to nie wakacje. To zło.

- Wiesz.. Wczoraj Weltt znalazł grzyby. Myśląc, że zginiemy jeszcze tej nocy zjedliśmy je – powiedział Jack zawstydzony – I nagle okazało się, że mają leczniczą moc! Dodały nam siły, humoru i nadziei.

Leo nie wiedział, co o tym sądzić. Jako kapitan statku musiał potraktować tę sprawę poważnie, karcąc za taki wybryk towarzyszy. Ale nie mógł, nie potrafił – przynajmniej w tym miejscu. Pomyślał nawet, że te grzyby mu pomogły. Załoga bez chęci do walki i zwycięstwa jest niczym. Czymś, co nie przetrwa najłatwiejszej próby. Bez dalszych pytań rozkazał wszystkim podążać za nim. Wyruszył dalej, w głąb wyspy, gdzie miało się znaleźć źródło tego czegoś, co zaatakowało ich wczoraj. Starał się być ostrożny, ponieważ wiedział. że „coś” prowadzi nadal poszukiwania zbiegów, którzy wczoraj zdołali im uciec. Szli, gęsto trzymając się siebie na wypadek jakichś problemów. Ale było cicho, aż za bardzo. Nie było widać nic, co mogłoby wystraszyć. Nawet po jakimś czasie wydawało im się, że są tutaj całkiem bezpieczni. Że to tylko zwykły las, a wczorajsza ucieczka to tylko sen. Tłumaczyli to sobie piciem rumu do późna, a potem zabranie się za podróż bez dania sobie czasu na wytrzeźwienie. I szli dalej, próbując sobie przypomnieć, choć najdrobniejszy szczegół z wczorajszego dnia. Ale nie udawało się. Nagle coś poruszyło się w krzakach, a z oddali było słychać krzyki. Leo je rozpoznał. To był jeden z majtków z jego statku. Natychmiast, bez chwili wahania ruszył w tamtą stronę próbując wyciągnąć pośpiesznie swój rapier z pochwy, ale za bardzo się denerwował, by mu się to udało zrobić w biegu. Gdy dotarł - znieruchomiał. Przed nim trwała bitwa. Ostatni ocaleni drugiej ekipy starali się zwalczyć napór czarnych, ogromnych bestii. Kolejny człowiek upadł i „coś” odgryzło mu głowę w jednej sekundzie, ciesząc się smaczną zdobyczą. Następny nie zdążył się obronić i stracił dwie nogi, które stały się przekąską dla jednego potwora. Leo chwycił szablę i zbliżając się powoli do jego zastępcy – Tassa – wymachiwał ostrzem na każdą stronę. Tass i pozostała piątka dzielnie odpierała ataki stworów, a ci, którzy się rozdzielili, padali co chwilę pod naporem pokrwawionych, błyszczących pazurów. Leo biegł jak najszybciej mógł, by pomóc ocalić część drugiej grupy, która właśnie broniła się przed kolejnym atakiem kilku zdenerwowanych, głodnych bestii. Wtem coś wydało przerażający odgłos, połączony z rządzą krwi. Potwory pochowały się do krzaków, skulone i przestraszone, niektóre pouciekały jak najdalej mogły, byle by nie być tutaj. Teraz. Leo bał się okropnie, stojąc z zakrwawioną szablą i ocierając pot na czole, był na gotowy na śmierć za towarzyszy, ale miał obawy – czy jeśli on zginie, uda się całej reszcie wypełnić misję? Nie chciały ginąć na marne.

- Tass, jeśli nie damy rady tego pokonać.. Biegnijcie wszyscy gdzie możecie, uciekajcie, ale nie rozdzielajcie się na jednoosobowe grupy. Mam przeczucie, że to będzie coś złego – rzekł kapitan ciągle wypatrując „tego czegoś”.

Krzyk, czy raczej okrzyk nadal trwał. Coraz bliżej, coraz głośniej. Czekali na niego niecierpliwie, oczekując najgorszego. Niektórzy z majtków przybrali pozycję do walki, inni do ucieczki. Leo miał okropne myśli. Zastanawiał się nad tym czy czekać, czy pozostać.

- Kapitanie, czemu nie uciekamy? – prawie że krzyknął majtek Dren – Mamy jeszcze czas, nie dajmy się zabić „temu czemuś”!

- Jeśli uciekniemy, prędzej czy później dopadną nas bestie, które teraz czają się w krzakach, czekając na nasz błąd.

- Ich damy radę pokonać, a…

I wtedy wyszedł z krzaków on. Wielkie monstrum, żywy wulkan, po którym przepływały strumienie lawy. Ciało z kamienia, potężne i zbyt mocne dla zwykłego miecza. Twarz zdeformowana – jedno oko, usta. Leo zauważył że tamtych bestii już nie ma. Wszystkie uciekły. Może my też powinniśmy tak uczynić? – pomyślał. Ogromny stwór o czterech metrach wysokości stał nadal w miejscu, wpatrując się w ludzi. Trzymał oburącz miecz, jeszcze większy niż on i potężniejszy, pokryty obsydianem i diamentami, zdobiony kamieniem wulkanicznym. W głowie kapitana kłębiły się tysiące myśli, pomysłów i wszystkiego innego, ale nic co mogłoby mu teraz pomóc. Stał tak, wpatrując się w bestię, a ona w niego. Nagle coś w niego wstąpiło, coś co mówiło mu – uciekaj! Krzyknął donośnie do innych żeby biegli za nim i wyruszył, by uciec od śmierci. Od zła czającego się za nim. Bestia ruszyła w pogoń za kapitanem, po drodze pożywiając się resztą załogi. Wszyscy biegli za nim, on uciekał a stwór powoli wykańczał wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Dzielnie próbowali się bronić, ale nie mieli szans w starciu z 4-metrowym gigantem, który rozpędzony potrafi staranować wielką skałę. Nagle Leo spostrzegł, że nikt za nim nie biegnie. Widział tylko trupy, wszędzie trupy. Potwora ani śladu, jedynie krew i flaki. Nie namyślał się zbyt długo, powrócił by szybko przeszukać miejsce. Może ktoś przeżył? Nikogo nie znalazł, przynajmniej nie żywego. Zło rozpłynęło się w powietrzu, pozostawiając kapitana z wyrzutami sumienia. Skazał ich na śmierć, każąc wszystkim biec za sobą. Ruszył dalej, w głąb wyspy by zakończyć swój żywot. Nie miał żadnych szans na przeżycie, nie miał żadnej nadziei, nie miał już ludzi. Był sam, sam na tej wielkiej wyspie otoczonej piękną, błękitną wodą. Zło tutaj ustala zasady. Miał pewność, że wszyscy umarli, nawet ci, którzy byli na statku. Minęła długa chwila. Dotarł do samego środka wyspy, do wulkanicznej twierdzy. Ot, zwykła skała. Ale z jego strony było to widać inaczej. Wielkie wejście do środka, miliony potworów zajmujących się pracą i budową. Istne piekło. Leo nie miał już złudzeń. Wiedział, że to nie jest zwykła wyspa a to co się stało było skutkiem działania stworów, które wydostały się z wulkanu. Był już prawie że opętany szałem bojowym. Wybiegł na sam środek, przed wielką, kamienną bramą i krzyknął:

- Demony z piekła! Wzywam was do walki! Zróbcie ze mną to, co z moimi przyjaciółmi demonie psy! Nie dam się tak łatwo, poucinam wam kończyny i potem pozjadam wam głowy, tak jak wy mojej załodze!

Leo krzyczał tak dobrą chwilę, ciągle padały jakieś wulgarne słowa skierowane w stronę bestii, wymachiwał przed nimi swoją szablą. A one stały, patrząc się na niego. Spokojnie, bez agresji wysłuchując tego wszystkiego, jak gdyby go rozumiały. Jak gdyby rozumiały jego wściekłość, po tym jak stracił ludzi. To by była całkiem ludzka reakcja, nie demoniczna. Nagle z wulkanicznej twierdzy wyszedł ten sam wielki, kamienny demon z potężnym mieczem. Rozkazał potworom zakuć kapitana i zaprowadzić go do wulkanu. Leo stwierdził wcześniej że jeśli ma zginąć to w walce, więc zaczął ciąć powietrze, chcąc trafić stwory. Jednego nawet zranił w nogę, ale niestety zaraz potem go zakuto. Dostał czymś wielkim w twarz.

Obudził się w więziennej celi, stworzonej z jakiejś dziwnej odmiany kamienia. Spływała po niej lawa. Wbrew fizyce. Lawa spływała, ale jednocześnie nie chciała dotknąć ziemi. Leo wstał i zaczął krzyczeć, bić po ścianach i kracie z obsydianu, wymawiając jeszcze gorsze słowa niż poprzednio. W końcu do jego celi przyszedł potwór.

Bez wysiłku złapał i zakuł bijącego go kapitana i przeniósł go do wielkiego, kamiennego demona. Leo już rozkuty stał w wielkiej Sali tronowej, całej pokrytej kamieniem i obsydianem. Tutaj również po ścianach spływała lawa, nie dotykając podłogi. Za nim stała wielka armia bestii, czekających na rozkazy. Wszyscy wpatrzeni w jedynego człowieka pomiędzy nimi, zaciekawieni i znużeni jednocześnie. Przed nim siedział demon, ten sam, który zabił jego załogę. Ten sam, wielki, kamienny z potężnym mieczem. Na tronie pokrytym z diamentów, szmaragdów, rubinów i innych jakże pięknych drogocennych kamieni, których pewnie prócz niego nikt na świecie nie widział. Stali tak, patrząc sobie w oczy. Wtem demon ozwał się ludzkim, szorstkim głosem:

- Avvasstra!

I nagle wszystkie monstra zaczęły krzyczeć to samo słowo, w kółko, jak gdyby czciły jakiegoś boga. Leo miał obawy.

- Śmiertelniku! Czy wiesz, dlaczego się tu znalazłeś? – nastała chwila ciszy – Jesteś jednym z nas. Tym, który nas poprowadzi.

- Jednym z was? Wracaj do piekła, demonie! Zabiłeś wszystkich, zabij i mnie!– krzyknął i wykonał gest mający sprowokować demona.

- Ta wyspa to twoje przeznaczenie. Twoi ludzie żyją i ty będziesz żyć, gdyż zostałeś wybrany. Wezwano cię do służby złu.

- Nie! Nigdy, nigdy! Nigdy nie ulegnę! Nie jestem demonem, jestem człowiekiem! A kysz, przepadnij!

Demon wstał i jednym ruchem palca unieruchomił kapitana. Leo był całkowicie bezbronny, nie mógł ruszać nawet powiekami, wszystko odmówiło mu posłuszeństwa. Nawet jego dusza.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Haha! Tfu! Myślałem że będzie trudniej, chciałem się zabawić! Haha! – krzyknęła czarna postać z kapturem.

- Nie tym razem. To dopiero początek naszej podróży. Początek panowania, kres życia ludzi.

Stali na łące. Wiatr kołysał kwiatami, a drzewa tańczyły w rytm. Zaraz obok nich płynęła rzeczka, śpiewając jakąś niezrozumiałą pieśń. Przypłynęli tutaj statkiem, tym samym, którym Leo dotarł do tamtej wyspy. Czarna postać odsłoniła twarz. Był to demon, jeden z tych na tamtej wyspie. Zło zostało uwolnione.

- Płyńmy dalej, tutaj już nic nie ma! Wszyscy nie żyją. Zabawiliśmy się trochę z dziewkami podczas walki, ale to nie ważne. One nic nie straciły. I tak została pisana im śmierć – powiedział kapitan, po czym zawołał wszystkich i wszedł na statek. Popłynęli dalej, by siać postrach, wylewać krew i zabijać. To był dopiero początek. Początek zła.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Powinniście wiedzieć, że Leo stracił duszę. Nie zostało w nim nic, co posiadął wcześniej. Wielki, kamienny demon dostał rozkazy, by złapać kapitana, który był tym wybranym i dobrowolnie go przekonać do zła, a jeśli się nie uda – przekonać go złem. Udało mu się. Cała jego załoga została ożywiona przy użyciu szatańskich sztuk, teraz i oni walczyli wraz z demoniczną armią, by podbić cały świat. Również zostali opętani, a część z nich nawet popełniła samobójstwo w swoich celach, aby nie być zmuszonym do posłuszeństwa złu. Ale oni także zostali ożywieni i stracili duszę już na początku „swojego nowego życia”. Leo został przywódcą wojsk, władcą całego zła na tej wyspie, królem ich „nowego świata”. Bo taki był plan. Przejąć kontrolę nad światem i raz na zawsze pożegnać się z ludźmi. Pierwsza wyspa i druga uwolniła z siebie całe zło, które rozprzestrzeniło się na całym świecie. Świat był zbyt mały, by mieszkały w nim dwie rasy, dlatego miała wygrać ta silniejsza. Ludzie pochowali się w kryjówkach, norach i jaskiniach a demony stworzyły potężne miasta z jeszcze większymi podziemiami, a wszystko to z kamienia, obsydianu i lawy. Teraz człowiek musi się ukrywać i żyć z jedzenia roślin, myszy. To nie jest już ich świat, dobrze o tym wiedzą. Ale będą walczyć, póki nie upadnie ostatni z nich.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

challenger.png

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...