xtie też człowiekiem ? #pasja
Witajcie ponownie w moim świecie...
Wielu z was odbiera mnie za hejtera, dla większości jestem randomem, czasami buntownikiem i rzadko ziomkiem.
Ale nie interesuje mnie opinia publiczna w sprawie mojej osoby, ale postaram się wam mnie przedstawić, a może dostrzeżecie pewne zależności i prawdy.
Wysnuwa się natomiast pytanie z tytułu... xtie też człowiekiem ?
Stop...
Zanim sobie odpowiecie najpierw musimy odpowiedzieć na jeszcze ważniejsze pytanie, a mianowicie:
Czym jest człowiek ?
Jakie emocje, przekonania i wartości powinien posiadać człowiek ?
Mógłbym tutaj zadać wiele pytań, ale nie o to mi chodzi - nie chcę was zamęczyć ![]()
Po prostu zastanówcie się, kim jest każdy z nas - bo ja za każdym razem, gdy patrzę w lustro widzę szarego człowieka.
Lecz, gdy spojrzę w oczy widzę o wiele więcej...
Jednym z najważniejszych elementów mojego codziennego życia jest muzyka.
I w sumie nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego (przecież każdemu Ona pomaga pobudzić wyobraźnię, przejść do świata marzeń, bądź odreagować) gdyby nie fakt, że sam piszę i "nawijam".
Nie uważam się oczywiście za kogoś super cool mega giga... Lecz znam swoją wartość, a myślę, że dzięki ciekawej merytoryce w utworach jest ona wysoka.
Jak to się zaczęło ?
Pierwszy kontakt z subkulturą hip-hop miałem zawsze, gdy jeździłem do swoich przyrodnich braci, którzy mieszkali u babci w Pruszkowie.
Obaj słuchali w latach swojej młodości Paktofoniki i reszty klasyków, które były pozycją obowiązkową przed latami.
Lecz to był nieświadomy kontakt z sztuką, przecież miałem kilka lat, a nawet teraz nie wszystkie metafory potrafię od razu rozłożyć na czynniki pierwsze.
Z pewnością w czasach gimnazjum sam sięgałem już po rap, wtedy były pierwsze telefony w przystępnych cenach mające mp3 i karty pamięci, a więc słuchanie z głośnika na szkolnym korytarzu, albo pod blokiem na trzepaku rapu nie było niczym dziwnym, przynajmniej dla nas, w tamtych czasach.
Zacząłem od słuchania tego co było fajne wśród "ziomków", a że wychowałem się na Pradze (dzielnica w Warszawie) to słuchanie patolog skład, peji i innych wykonawców, gdzie co chwilę było "ku*wa, ku*wa" to był standard.
- I tutaj małe sprostowanie, oczywiście jak dla mnie Peja to stara gwardia, MC, który jest w Polsce jednym z filarów rapu
Należy też wspomnieć, że byłem strasznie ufny w stosunku co do dziewczyn, a że byłem "niespełnionym" romantykiem to i często zdarzało się popadać w melancholię spowodowaną moimi niepowodzeniami. Pisałem wtedy wiersze, przerodziło się to z czasem w
teksty utworów, a swoje inspiracje czerpałem słuchając Paktofoniki, Kalibra i samego Daba, Fokusa, Rahima plus 3x Klan, Pijani Powietrzem.
Dla mnie Katowice w tamtym okresie były azylem
Znajdźcie taki klimat na nowoczesnych bitach :
Pierwszy swój utwór (którego notabene nie mam, stary komputer się zepsuł) został nagrany mikrofonem do skype, ale nie był nigdzie udostępniany - byłem z kolegą, którym to nagrałem świadomy tego, że poziom to dno i wodorosty, a było to tylko eksperymentem, który na szczęście pchnął mnie do przodu.
Czasy liceum to wyrabianie sobie świadomości słuchacza, pogłębiałem się w przesłania utworów, ale również kładłem ogromny nacisk na technikę, flow, wokal rapera.
Uczyłem się nawijając znane mi utwory, gdyż dzięki temu wiedziałem w jakich momentach łapać "bezcenny" oddech - uwierzcie mi, że ciężko jest kontrolować oddech występując na żywo, bądź szybciej nawijając.
Po skończeniu pierwszej klasy niewiele później skończył się mój bardzo owocny związek, następnie w wakacje zacząłem często spotykać się z moim ziomkiem, którego znałem wtedy praktycznie z widzenia (często też wpadał z swoim kumplem).
Zanim wakacje się skończyły padł pomysł, aby stworzyć squad i zacząć coś nagrywać - pełen spontan, pełna zajawka.
Po miesiącu już mieliśmy pierwsze tekst, szukaliśmy pierwszych bitów i rozglądaliśmy się za studiem nagraniowym - odstraszała nas cena.
Pewnego razu z moim przyjacielem wybrałem się na starówkę, odpocząć, popatrzeć na płeć piękną, a także trochę pożartować.
Mieliśmy wracać do domu, ale padła propozycja, że jeszcze pod kolumną zygmunta zapalimy papierosa i śmigamy.
Ja zawsze paliłem szybciej (spokojnie, nie palę od ostatnich wakacji już) i już chciałem za raz wstawać i szykować się do odejścia, gdy podszedł do nas facet po 30-stce.
Spytał się coś, ale zanim zdążyłem to przetworzyć mój kumpel energicznie zaczął wskazywać na mnie.
Spytałem jeszcze raz o co chodziło, a On spytał się mnie, czy nie znam kogoś kto nawija rap, bo jest projekt z miasta, że za darmo będziemy mogli korzystać z profesjonalnego studia ("Bóg istnieje!" - pomyślałem).
Rozpisałem się, a więc pokrótce :
- Z ziomkami ogarnęliśmy to studio
- Nagraliśmy kilka numerów
- Do squadu doszedł czwarty ziomek
- Skład miał parę "koncertów" zaczynając na dyskotece w szkole kończąc na nawijce w pubie ze sceną dla sporej grupy osób (ten osotatni już jako skład beze mnie)
Przedstawię wam jeden z kawałków squadu, który był nagrany w trzecim miesiącu zajęć w studiu - od tego czasu minęło 1,5 roku.
Moja zwrotka jest druga, zaczynam w okolicach 1:25
http://www.youtube.com/watch?v=J9kNB8lvyWA
Oczywiście teraz wokal, technika i merytoryka są na wyższym poziomie (aktualnie pracuję nad włąsnym mixtape).
Za dużo w tym wpisie już napisałem, następne info w następnym wpisie, zapraszam do pytania w komentarzach i oceny ![]()

19 komentarzy
Rekomendowane komentarze
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się