Skocz do zawartości
  • wpisy
    4
  • komentarzy
    38
  • wyświetleń
    4 002

[Opowiadanie]Nie Płakała

274 wyświetleń

Nie płakała. Spojrzenie jej złotych oczu było obojętne, a oddech spokojny. Klęczała na środku

Sali, pochylona nad jego ciałem, a jej długie popielate włosy opadały na jego , jeszcze parę godzin

temu radosną, teraz wyrażającą niesłychany ból, twarz. Blade dłonie trzymała na jego już spokojnej

piersi, a wzrok powoli wędrował po wnętrzu kaplicy. Było w tym obrazie coś niezwykłego, kontrast

jaki budziła jej śnieżnobiała suknia wraz z zakurzoną posadzką, jej krucha sylwetka pochylona nad

chłopakiem na tle zniszczonych kolumn. Wszystko to wydawało się takie nierealne, spokojne, cała ta

cisza w ogóle nie pasowała do wydarzeń sprzed chwili. Cały świat gnał dalej przed siebie, nikt nie

wiedział, że kolejny „wybudzony” został pokonany. Nikt poza nimi.

 

Powoli przeniosła wzrok znad pozbawionego ducha ciała i zatrzymała go na mężczyźnie, który

stał oparty o jeden z ocalałych filarów. Miał on około 1.80cm, był szczupły, ubrany w długi biały

płaszcz, na szyi założony miał biały szal, któremu pozwolił swobodnie opadać aż do pasa. Twarz miał

spokojną, pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu, jego spojrzenie było puste. Miał takie same złote oczy

i popielate włosy. Patrzył na nią. Powoli włożył rękę do kieszeni i wyjął paczkę Marlboro. Wybrał

jednego i włożył go sobie do ust, dłonią dotknął końcówki papierosa, który w tej samej chwili zaczął

się żarzyć. Spokojnie wciągnął do płuc chmurę dymu i odepchnął się plecami od filaru.

 

-Wiedziałaś- powiedział wypuszczając dym, pozbawionym uczuć tonem. Jego głos był lekki i miły dla

ucha, ale było w nim coś nienaturalnego, coś nieludzkiego- Wiedziałaś, że tak to się skończy. Przecież

to zawsze kończy się tak samo- mówiąc to, powoli przemieszczał się w stronę wielkich drewnianych

wrót.

 

-Nie-Odpowiedziała tak samo pozbawionym emocji głosem- Myślałam, że ten będzie inny. Nie, on

BYŁ inny, on był w stanie wykonać moje zadanie…

 

-Nie był-przerwał jej spokojnie-Był taki jak wszyscy do tej pory, tak jak pozostałych 300, tak i on nie

zdołał mnie nawet zranić. -Stał tak nieruchomo , dłonią położoną na klamce. Nie odwracał się, mówił

tak, jakby był kimś, kto widział za dużo.

 

-Powiedz mi, bo nie jestem w stanie tego zrozumieć- dlaczego to robimy? Czym zasłużyliśmy sobie

na te błędne koło? Dlaczego nie możemy przełamać schematu i po prostu umrzeć… Od 3000 lat

odradzamy się w cyklu życia- raz ty jesteś zniszczeniem a ja miłością, innym razem to ja prowadzę

świat do zagłady, a ty go z niej wyprowadzasz. Wiesz że nie mogę usunąć się w cień, bo wtedy albo

dzieje się tak jak w 1350, albo tak jak w 1939. Wiesz że chciałbym odejść, wiem że ty chciałabyś to

zrobić będąc drugim wcieleniem, ale nie możemy. Dlaczego?- Jego głos nie był obojętny jak zawsze,

tym razem przemawiała przez niego złość i niezrozumienie.

 

-Nie wiem…-Odparła spokojnie- Naprawdę nie wiem Jinsei. Ale taka jest kolej rzeczy. Ty będziesz

starać się mnie powtrzymać, a ja będę próbowała cię zabić. A skoro nie mogę zrobić tego

własnoręcznie, to będę szukała wybudzonych.

 

-Wiem- Jego glos znowu przybrał ten spokojny ton- Wiem o tym Hakai. Ale to nie ma szans

powodzenia. Tego wybudzonego szkoliłaś przez 7 lat. Nauczyłaś go wszystkich run, posługiwania się

bronią białą i sztyletem Tamashi. I co z tego? Zginął jak każdy inny. Zrozum, ja nie chcę zabijać, ale ty

mnie do tego zmuszasz. Gdyby było to możliwe, to poświęciłbym własne życie, tylko po to, żeby cię

ocalić. Ale to tak nie działa. Niestety, nie… -Pociągnął dym kolejny raz i powoli otworzył wrota.

 

Blade światło wdarło się do środka. Wnętrze wypełnił powiem chłodnego wiatru i zapach

spalonych ciał. Był listopad roku 2013.

 

-Londyn w śniegu wygląda pięknie-Powiedział ze spokojem i uśmiechem na twarzy Jinsei- Szkoda,

że połowa jest spalona, a druga wciąż się pali. Widzisz Hakai- tak dzieje się za każdym razem kiedy

odsuwam się w cień. Zawsze kiedy zostawiam cię samą dzieje się coś strasznego. A teraz wybacz,-

Powiedział spokojnie- ale muszę odbudować część tego świata.

 

Płaszcz rozerwał się na plecach, a na wysokości barków wyrosły ogromne, śnieżnobiałe

skrzydła. Jinsei szedł spokojnie i pewnie, mimo iż był nagi od pasa w górę. Nie wyglądał jakby było mu

zimno. Wyszedł spod stropu dachu kościoła św. Małgorzaty, rozprostował skrzydła i wzbił się w

powietrze, pozostawiając po sobie dwa, swobodnie opadające wraz z resztkami popiołu, niewielkie

pióra.

 

-Wiem-odpowiedziała cicho, podnosząc się znad zwłok wybudzonego-Wiem co się dzieje kiedy

usuniesz się w cień, ale nic na to nie poradzę. Wybacz mi bracie, ale tak to już jest. Może kiedyś uda

mi się to zmienić, ale zanim to nastąpi, musze znaleźć kolejnego wybudzonego, bo ten- spojrzała na

ciało wzrokiem dziecka, które właśnie zepsuło zabawkę- już do niczego się nie nadaje.

 

Stanęła nad ołtarzem, chwyciła sztylet Tamashi i sprawnym ruchem poderżnęła sobie gardło.

 

-Do zobaczenia w przyszłym wcieleniu- Pomyślała, zanim świat zatracił się w mroku, a ona całkiem

osunęła się w nicość.


3 komentarze


Rekomendowane komentarze

Jeśli chodzi o mnie, to nie bardzo mi się podoba. Postać złotookiego "człowieka" ubranego na biało jakoś mnie nie przekonuje, wydaje się za bardzo niewinne. Mimo wszystko treść w porządku.

Link do komentarza
Bądź aktywny! Zaloguj się lub utwórz konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
Okienko zamknie się za 5 sekund...