[Opowiadanie]Nie Płakała
Nie płakała. Spojrzenie jej złotych oczu było obojętne, a oddech spokojny. Klęczała na środku
Sali, pochylona nad jego ciałem, a jej długie popielate włosy opadały na jego , jeszcze parę godzin
temu radosną, teraz wyrażającą niesłychany ból, twarz. Blade dłonie trzymała na jego już spokojnej
piersi, a wzrok powoli wędrował po wnętrzu kaplicy. Było w tym obrazie coś niezwykłego, kontrast
jaki budziła jej śnieżnobiała suknia wraz z zakurzoną posadzką, jej krucha sylwetka pochylona nad
chłopakiem na tle zniszczonych kolumn. Wszystko to wydawało się takie nierealne, spokojne, cała ta
cisza w ogóle nie pasowała do wydarzeń sprzed chwili. Cały świat gnał dalej przed siebie, nikt nie
wiedział, że kolejny „wybudzony” został pokonany. Nikt poza nimi.
Powoli przeniosła wzrok znad pozbawionego ducha ciała i zatrzymała go na mężczyźnie, który
stał oparty o jeden z ocalałych filarów. Miał on około 1.80cm, był szczupły, ubrany w długi biały
płaszcz, na szyi założony miał biały szal, któremu pozwolił swobodnie opadać aż do pasa. Twarz miał
spokojną, pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu, jego spojrzenie było puste. Miał takie same złote oczy
i popielate włosy. Patrzył na nią. Powoli włożył rękę do kieszeni i wyjął paczkę Marlboro. Wybrał
jednego i włożył go sobie do ust, dłonią dotknął końcówki papierosa, który w tej samej chwili zaczął
się żarzyć. Spokojnie wciągnął do płuc chmurę dymu i odepchnął się plecami od filaru.
-Wiedziałaś- powiedział wypuszczając dym, pozbawionym uczuć tonem. Jego głos był lekki i miły dla
ucha, ale było w nim coś nienaturalnego, coś nieludzkiego- Wiedziałaś, że tak to się skończy. Przecież
to zawsze kończy się tak samo- mówiąc to, powoli przemieszczał się w stronę wielkich drewnianych
wrót.
-Nie-Odpowiedziała tak samo pozbawionym emocji głosem- Myślałam, że ten będzie inny. Nie, on
BYŁ inny, on był w stanie wykonać moje zadanie…
-Nie był-przerwał jej spokojnie-Był taki jak wszyscy do tej pory, tak jak pozostałych 300, tak i on nie
zdołał mnie nawet zranić. -Stał tak nieruchomo , dłonią położoną na klamce. Nie odwracał się, mówił
tak, jakby był kimś, kto widział za dużo.
-Powiedz mi, bo nie jestem w stanie tego zrozumieć- dlaczego to robimy? Czym zasłużyliśmy sobie
na te błędne koło? Dlaczego nie możemy przełamać schematu i po prostu umrzeć… Od 3000 lat
odradzamy się w cyklu życia- raz ty jesteś zniszczeniem a ja miłością, innym razem to ja prowadzę
świat do zagłady, a ty go z niej wyprowadzasz. Wiesz że nie mogę usunąć się w cień, bo wtedy albo
dzieje się tak jak w 1350, albo tak jak w 1939. Wiesz że chciałbym odejść, wiem że ty chciałabyś to
zrobić będąc drugim wcieleniem, ale nie możemy. Dlaczego?- Jego głos nie był obojętny jak zawsze,
tym razem przemawiała przez niego złość i niezrozumienie.
-Nie wiem…-Odparła spokojnie- Naprawdę nie wiem Jinsei. Ale taka jest kolej rzeczy. Ty będziesz
starać się mnie powtrzymać, a ja będę próbowała cię zabić. A skoro nie mogę zrobić tego
własnoręcznie, to będę szukała wybudzonych.
-Wiem- Jego glos znowu przybrał ten spokojny ton- Wiem o tym Hakai. Ale to nie ma szans
powodzenia. Tego wybudzonego szkoliłaś przez 7 lat. Nauczyłaś go wszystkich run, posługiwania się
bronią białą i sztyletem Tamashi. I co z tego? Zginął jak każdy inny. Zrozum, ja nie chcę zabijać, ale ty
mnie do tego zmuszasz. Gdyby było to możliwe, to poświęciłbym własne życie, tylko po to, żeby cię
ocalić. Ale to tak nie działa. Niestety, nie… -Pociągnął dym kolejny raz i powoli otworzył wrota.
Blade światło wdarło się do środka. Wnętrze wypełnił powiem chłodnego wiatru i zapach
spalonych ciał. Był listopad roku 2013.
-Londyn w śniegu wygląda pięknie-Powiedział ze spokojem i uśmiechem na twarzy Jinsei- Szkoda,
że połowa jest spalona, a druga wciąż się pali. Widzisz Hakai- tak dzieje się za każdym razem kiedy
odsuwam się w cień. Zawsze kiedy zostawiam cię samą dzieje się coś strasznego. A teraz wybacz,-
Powiedział spokojnie- ale muszę odbudować część tego świata.
Płaszcz rozerwał się na plecach, a na wysokości barków wyrosły ogromne, śnieżnobiałe
skrzydła. Jinsei szedł spokojnie i pewnie, mimo iż był nagi od pasa w górę. Nie wyglądał jakby było mu
zimno. Wyszedł spod stropu dachu kościoła św. Małgorzaty, rozprostował skrzydła i wzbił się w
powietrze, pozostawiając po sobie dwa, swobodnie opadające wraz z resztkami popiołu, niewielkie
pióra.
-Wiem-odpowiedziała cicho, podnosząc się znad zwłok wybudzonego-Wiem co się dzieje kiedy
usuniesz się w cień, ale nic na to nie poradzę. Wybacz mi bracie, ale tak to już jest. Może kiedyś uda
mi się to zmienić, ale zanim to nastąpi, musze znaleźć kolejnego wybudzonego, bo ten- spojrzała na
ciało wzrokiem dziecka, które właśnie zepsuło zabawkę- już do niczego się nie nadaje.
Stanęła nad ołtarzem, chwyciła sztylet Tamashi i sprawnym ruchem poderżnęła sobie gardło.
-Do zobaczenia w przyszłym wcieleniu- Pomyślała, zanim świat zatracił się w mroku, a ona całkiem
osunęła się w nicość.

3 komentarze
Rekomendowane komentarze
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się