Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

Wędkarz fanatyk.


proud.

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tekst wzięty z cda, nic nie było edytowywane. Wrzucam na poprawę humoru.

Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Połowa mieszkania jest stale zawalona wędkami. Średnio raz w miesiącu ktoś wdeptuje w leżący na podłodzee haczyk czy kotwiczkę i trzeba je wyciągać w szpitalu, bo mają zadziory na końcu. W swoim 22-letnim życiu już z dziesięć razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś okresowe badania, a baba z recepcji od razu chciała mnie do chirurga zapisać, bo myślała, że znowu w coś wlazłem.

 

Druga połowa miezkania zawalona jest wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wędkarskie czasopisma. Byłem tak głupi, że nauczyłem go obsługi internetu, bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimyna tej prasie. Ale teraz nie dosyć, że ją kupuje, to jeszcze siedzi na jakichś specjalistycznych forach i kręci shitstormy o najlepsze zanęty. Potrafi przy tym drzeć mordę do monitora albo wywalić klawiaturę za okno, jeśli się wpieni. Na forum ojciec ma już rangę SUM za natrzaskanie 10 000 postów. W rok. Kiedyś tak mnie wkurzył, że założyłem tam konto i trollowałem go, pisząc w jego tematach głupoty typu „a karasie jedz g*wno!”. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie.

 

W ostatnie święta sam sobie kupił w prezencie ponton. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał, rozpakował go wcześniej i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w strój wędkarski i siedział w nim cały dzień. Kolację (oczywiście karpia!) też w nim zjadł. Jeśli jest ciepło, co weekend zapiedziela na połów. Od jakichś pięciu lat w każdą niedzielę jemy więc ryby na obiad, a ojciec pitoli o ich zaletach. Gdy dostałem się na studia, przez tydzień chrzanił, że to dzięki temu, że jem dużo ryb, które zawierają fosfor, od którego lepiej pracuje mózg. Przy jedzeniu zawsze – zawsze! – ględzi o rybach. I za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca („niedostatecznie zarybiajo, tylko kradno, @#$% jedne!”), robi się cały czerwony, odchodzi od stołu, klnąc, i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych, żeby się uspokoić.

 

Co sobotę budzą ze swoim znajomym Mirkiem całą rodzinę i czwartej w nocy, bo hałasują, pakując wędki i robiąc kanapki. Gdy jeszcze w podbazie czy gimbazie miałem urodziny, stary w ramach prezentu wziął mnie ze sobą na ryby. Superprezent! Pojechaliśmy gdzieś nad jezioro. Ojciec rozłożył cały sprzęt, siedzimy i patrzymy na spławiki. A że urodziny mam w listopadzie, było zimno jak... Po pięciu minutach mi się znudziło, włączyłem więc odtwarzacz MP3. Wtedy ojciec pierdyknął mnie wędką po głowie, że niby ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Kiedy chciałem się podrapać po tyłku, zaraz „krzyczał szeptem”, żebym się nie wiercił, bo szelszczę i ryby widzą jak się ruszam, i uciekają. W pewnym momencie ojciec odszedł kilka metrów w las. Wytłumaczył mi, że trzeba pierdzieć tam, bo inaczej ryby słyszą i czują. Sześć godzin musiałem siedzieć jak kołek w zupełnym bezruchu – jak w jakimś Guantanamo...

 

Wspominałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszedm wypraw był Zbyszek – człowiek w kształcie piłki z wąsem, 365 dni w roku w kamizelce typu bomber. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodzili z żoną na wigilię itd. Raz, gdy tata miał imieniny Zbysio wpadł na kielicha. Nachlali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu oraz rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczęli drzeć mordy, czy lepsze są szczupaki, czy sumy.

- Weź mnie nie %$^#, Zbychu, widziałeś ty kiedyś, jakie szczupak ma zęby?!

- %$@!, Tadek, sumy w Polsce po 80 kilo ważą, Twó szczupak im może naskoczyć!

- Co ty mi o sumach ^#^%$@m jak ledwo ukeję potrafisz z wody wyciągnąć. Szczupak to jest król wody, jak lew jest król dżungli. Przerodziło się to w zapasy na dywanie, a ja i matka museliśmy ich rozdzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła jego żona, by poinformować, że Zbysio spadł z roweru, i zaprosić na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odłożyła słuchawkę i powiedziała o tym ojcu, a on:

- I bardzo, %@#^, dobrze!!!

Tak go za tego suma znienawidził.

 

Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. To dla starego uosobienie zła i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie, gdzie występował Adam, i wrócił do domu z podartą koszulką, bo siłą go usuwali z Sali, takie flejmy urządzał. Po klęsce w starciu fizycznym pjciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Nadawał na niego jakieś głupoty – że Adam był tajnym współpracownikiem UB, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itp. Nie nauczyłem go jak ukrywać tożsamość w sieci, więc skończyło się pozwem i stary musiał zapłacić Adamowi 2000 zł odszkodowania. Potem przez tydzień w domu nie dało się żyć – ojciec nieustannie k***ił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle na cały świat. Z jego ględzenia wynikało, że PZW jak masoneria rządzi całym krajem, pociąga za sznurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 zł na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu d*py, ile mógłby np. zanęty waniliowej za to kupić.

 

Jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów. Ale nie było go stać ani nie miał gdzie jej trzymać. Zgadał się więc z okolicznymi wędkarzami, że kupią ją na spółkę. Będzie zaś stała u jakiegoś Janusza, który ma dom, na podjeździe na przyczepie i będą się dzielić łódą albo łowić razem. Na początku kooperatywa szła nawet nieźle, ale w któryś weekend ojciec się rozchodował i nie mógł z nimi jechać. Jeszcze Ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak szalone, więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wk***ienia. W końcu doszedł do wniosku, że to niespawiedliwe, że łowią z łódki bez niego, bo przecież po równo się zrzucali. I w niedzielę wieczorem wyszedł nagle z domu. Po godzinie wraca i mówi, że muszę mu pomóc. Wychodzę na zewnątrz, a tam nasz samochód z przyczepą i łódką. Za pomocą jakichś łańcuchów, co były na łódce, i mojej kłódki od roweru przypiął łódź do latarni. Aż tu nagle przyjeżdżają samochody ze współwłaścicielami Januszami, bo go jednak wyczaili, gdy tę przyczepę jumał. Zaczęła się nieziemska awantura.

 

Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak. Ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się naczepy i krzyczy, że nie odda! Janusze wrzeszczą, że ma oddawać! Jeden Janusz ma rozkwaszony nos, bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę, pochylił się i dostał drugą nogą kopa. Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat, po pobił człowieka i ukradł przyczepę. We wszystkich oknach dookoła sąsiedzi mają ubaw po pachy. Moja stara płacze i błaga ojca, żeby zostawił łódkę, a także jednego Janusza, żeby nie wnosił sprawy o pobicie, drugiego, żeby odpuścił kradzież przyczepy, a polcjantów żeby go nie aresztowali. W końcu funkcjonariusze oderwali starego od łodzi. Dałem Januszom kod do kłódki rowerowej, więc zabrali przyczepę i łódk, rzucając wcześniej staremu 500 zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka, sam nie wiem jak, ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca, i Januszów, żeby mu odpuścili pobicie i jumkę.

 

A stary do tej pory robi z Januszami flejmy na forach dla wędkarzy, bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem z nim jakichkolwiek interesów. Obserwowałem ten wątek i widziałem, jak mój ojciec nieudolnie porobił sobie dodatkowe konta. Z tych samych trollkont udziela się w swoich tematach i gdy na przykład wrzucił zdjęcia złapanych przez siebie ryb, sam sobie pisał: „Noooo, gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!”. A potem się z tego cieszył, kazał oglądać mi i starej, jak go chwalą na forum. Ech, szkoda gadać…

 

Gdyby mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w Polsce, to bym je po kolei @&^%#!!! :/

Bz8Xigh.png


  • 2 tygodnie później...

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...