Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

[pol]błędy


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dostałem zadanie by znaleźć błędy w tym opowiadaniu

 

Łukasz siedział w swoim pokoju, bezmyślnie patrząc w monitor komputera. Próbował pracować, ale nie mógł się skupić. Myślał o Izie. Tęsknił, a ona znowu odwołała spotkanie. Chciałby, żeby była obok, robiła coś. Cokolwiek. Czytała książkę, gotowała obiad, spała, nawet przeszkadzała w pracy. Byleby tylko była. Tutaj, blisko... A ona oddalała się coraz bardziej, już nawet przestała opowiadać o swoich troskach i radościach. Stwierdziła chyba, że skoro Łukasz nie mówi jej o wszystkim, ona również powinna mieś jakieś tajemnice. Właściwie od chwili powrotu ze wsi, tylko raz byli sami na spacerze. Zawsze towarzyszył im Pawełek. Pozornie nic nie uległo zmianie, dzwonili do siebie, pisali smsy, rozmawiali, ale dziewczyna była jakaś chłodna. I już nie narzekała, że tęskni... Tkwił w niej żal, chociaż nie chciała się do tego przyznać. Najwyraźniej postanowiła zachować ostrożność w kontaktach. Może bała się zranienia? A wszystko przez jedną, głupią tajemnicę, do której Łukasz bronił jej dostępu.

Nagle ktoś położył rękę na ramieniu chłopaka.

- Co się dzieje? - zapytała Gosia, jego młodsza o cztery lata siostra.

- Nic - odpowiedział, przywołując na twarz uśmiech. - A co ty tutaj robisz? Myślałem, że jesteś w Domu Dziecka.

- Zaraz wychodzę. Przyszłam, żeby ci powiedzieć, że wrócę później, bo chcę posiedzieć z Bartkiem nad włoskimi czasownikami.

- A tak, dobrze.

- Co się z tobą dzieje? Jesteś jakiś dziwny. Chodź, pogadamy.

Łukasz próbował wymówić się nadmiarem pracy, ale siostra nie słuchała. Bezceremonialnie wyłączyła monitor. Wzięła brata za rękę i poprowadziła do kuchni. Tam zaparzyła herbatę i wyjęła z szafki paczkę ciasteczek oblanych czekoladą.

- Mów - zażądała stanowczo, podsuwając bratu łakocie. - Tylko szybko, bo mam mało czasu.

- Pokłóciłem się z Izą - wyznał Łukasz.

- O? - zdziwiła się Gosia. - A wydawało mi się, że rozmawiałeś z nią przed chwilą.

- Rozmawiałem. Widzisz, udajemy, że wszystko jest w porządku. To znaczy ja udaję.

- A nie jest?

- Kocham ją.

- Łukasz! - zawołała dziewczyna zniecierpliwionym głosem. - Mówże po ludzku! Nic nie rozumiem. Kochasz, ale co?

- Co byś zrobiła, gdyby Irek ci się oświadczył?

Gosia zarumieniła się nagle, opuściła głowę.

- Dlaczego miałby to robić? - zapytała cichutko.

- Jak to, dlaczego? - zdziwił się Łukasz. - To chyba normalne, że wcześniej czy później dochodzi do oświadczyn. A może zamierzacie żyć w wolnym związku, co? Tak jest teraz modnie, bez zobowiązań, bez formalności, dzisiaj z tym, jutro z innym...

- O rany, o co ci chodzi? Nie zamierzam wychodzić za mąż. Irek na pewno nie wpadłby na taki pomysł.

- Czyli co, zamieszkacie razem bez ślubu? - drążył temat Łukasz, nie dostrzegając skrępowania siostry. - A może jesteś za młoda? Myślisz, że Iza rozumuje tak samo?

- Irek i ja nie jesteśmy i nigdy nie będziemy parą.

- Jak to? Przecież jedziecie razem do Włoch, byłaś z nim na studniówce i...

- I co z tego? - zdenerwowała się Gosia. - Mam ci przypomnieć, z kim ty byłeś na studniówce?

- Nic z tego nie rozumiem.

- Tu nie ma nic do rozumienia. Irek jest tylko moim przyjacielem i już. Mów lepiej, o co chodzi z Izą, bo muszę zaraz wychodzić. Chcesz się jej oświadczyć?

- Chciałem, ale teraz to już nie wiem. Może ona myśli tak jak ty? Czort by za wami nie trafił.

Małgosia położyła rękę na dłoni brata i mocno ścisnęła. Nie wiedziała, jak mu pomóc, nie rozumiała wątpliwości, nie chciała też drążyć tematu, bo rozmowa o Irku bardzo ją drażniła. Poza tym miała dziwną pewność, że Łukasz szuka problemu tam, gdzie go nie ma.

- Nie myśli - powiedziała stanowczo. - Musisz porozmawiać z Izą, a nie siedzieć tu i się zadręczać. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.

- Tak sądzisz? - zapytał niepewnie chłopak

- Ja to wiem. A teraz już zmykam. Pogadamy wieczorem.

Wzięła ciastko i wybiegła z mieszkania, cichutko podśpiewując. Właściwie mogła jeszcze chwilę zostać, ale nie chciała rozmawiać o Irku. Irytowało ją, że wszyscy, uważają ich za parę. Lubili się, przyjaźnili, ale nic więcej. Ani teraz, ani później. Nigdy. Był przecież Bartek. Tego jednak nie można Łukaszowi powiedzieć, zaraz by się zdenerwował, odradzał, przywoływał do porządku... I miałby rację.

 

Małgosia od dłuższego czasu ukradkiem podkochiwała się w mieszkającym na parterze koledze barta. Wiedziała, że to uczucie nie ma prawa bytu. Bartek traktował ją jak kumpla, przyjaciela, może nawet siostrę, bo często przychodził, żeby się w jakiejś sprawie poradzić, o coś zapytać albo opowiedzieć zabawną historyjkę. Czasem opowiadał o dziewczynach, które dość często zmieniał. Łukasz śmiał się, że jak będzie tak wybrzydzał, zostanie sam na staroć. Bartek wtedy mawiał, iż jeszcze nie spotkał takiej, która by zawładnęła jego duszą i ogłupiła na tyle, żeby pozostał wierny na dłużej niż miesiąc.. Z punktu widzenia Gosi, rozmowy te nie należały do najłatwiejszych. Dziewczyna nauczyła się jednak słuchać z ironicznym uśmiechem, pod którym skrywała żal oraz rozczarowanie. Nie miała nawet cienia nadziei, że chłopak kiedyś spojrzy na nią jak na kobietę, że zapragnie zmienić zwyczaje, ale nie potrafiła wybić go sobie z głowy. Za namową Bartka zdecydowała się na pracę w wolontariacie. Prowadziła zajęcia teatralne w Domu Dziecka, w którym pracował chłopak. Mogła go więc oficjalnie widywać dwa razy w tygodniu. Wspólna praca bardzo ich zbliżyła, znajomość przemieniła w przyjaźń. Gosia jednak pragnęła czegoś więcej.

- Cześć, coś ty taka zamyślona?

Dziewczyna drgnęła, uniosła głowę. Naprzeciwko niej stał niewysoki chłopak o szarych oczach i długich włosach, niedbale związanych z tyłu głowy. Uśmiechał się przyjaźnie.

- Cześć, Bartek - odparła. - Tak mi jakoś gorąco.

- No, słoneczko dzisiaj dokazuje jak szalone! Chodź, dzieciaki czekają.

I już, koniec powitania. Żadnych ciepłych słów, serdeczności, pytań. "Cześć" i do roboty. Taki był Bartek, konkretny i sumienny. Dużo wymagał od wychowanków, ale jeszcze więcej od siebie. Ani upał, ani ból głowy, ani żadna inna wymówka nie zwalniała od wypełnienia obowiązków. Za to go szanowano.

Małgosia westchnęła głośno i weszła do wypełnionego gwarem pomieszczenia. Tutaj nie było czasu na myślenie o własnych problemach. W Domu Dziecka nie potrzeba ponuraków.

- Cześć - powiedziała, rozciągając usta w uśmiechu. - Jak tam, gotowi na próbę generalną?

- Gotowi, gotowi! - zawołała kilkunastoletnia Dorota. - A Kusy nawet kostiumy zdążył zrobić.

- I bardzo dobrze! Idźcie się przebrać, za dziesięć minut zaczynamy.

 

*

Małgosia z westchnieniem ulgi osunęła się na krzesło. Po dwóch godzinach próby miała serdecznie dość wszystkiego. Dzieciaki posiadały wręcz niespożytkowane zasoby energii, a trzeba je było jakoś okiełznać i zmusić do posłuszeństwa. Następnego dnia było oficjalne zamknięcie roku szkolnego, zwieńczone uroczystym ogniskiem oraz przedstawieniem dla kilku liczących się osób. Kto wie, może właśnie jutro dla jakiegoś uzdolnionego aktora znajdą się pieniądze na stypendium?

- Zmęczona? - zapytał Bartek, podając dziewczynie szklankę, wypełnioną zimnym sokiem.

- Okropnie - mruknęła. - Dzisiaj chyba przeszli samych siebie. Wracam do domu, dłużej nie wytrzymam.

- Chwileczkę, panienko. A włoskie czasowniki?

- Nie mam siły.

- Tak to nie ma - odparł stanowczo chłopak.- Pij sok i wychodzimy.

- Nie mam dziś ochoty - próbowała się wykręcić dziewcznya.

- A jak będziesz się porozumiewać we Włoszech?

- Po angielsku.

- Ambitny plan, tylko ten język dziwnie u ciebie kuleje. Chyba nawet bardziej niż włoski.

Gosia zagryzła wargi. Bartek zawsze potrafił jej dopiec. Chyba za punkt honoru postawił sobie ciągłe udowadnianie, że jest mądrzejszy. Nie lubiła angielskiego. Niemal cudem zdała maturę z tego przedmiotu, nie znaczy to jednak, że była lingwistycznym beztalenciem. Biegle posługiwała się rosyjskim. Od trzech miesięcy zgłębiała tajniki włoskiego, a już potrafiła poprawnie sklecić kilka zdań. Cieszyła się z tego, bo w lipcu jechała, jako wychowawca, na kolonie do Włoch. Musiała znać podstawy języka. Poprosiła kolegę o pomoc. Lepszego nauczyciela nie mogła znaleźć. Chłopak w dzieciństwie spędził kilka lat we Włoszech, doskonale znał nie tylko język literacki, ale też narzecze. Poza tym, sama jego obecność motywowała Małgosię do wytężonej nauki. Nie lubiła, kiedy Bartek kręcił z niezadowoleniem głową albo wzdychał ciężko i od nowa tłumaczył omówione zagadnienie. Robiła wszystko, żeby go zadowolić, usłyszeć chociaż jedno słowo pochwały. Nieraz jednak żałowała, że nie zapisała się na kurs. Na przykład teraz. Obcy nauczyciel nie ciskałby w nią złośliwymi uwagami.

- Paskuda - mruknęła.

- Jeszcze mi podziękujesz - odparł spokojnie Bartek. - Idziemy.

Małgosia westchnęła z niezadowoleniem. Nie chciała, aby chłopak traktował ją z góry, jak jednego ze swoich wychowanków. Cieszyła się jednak, że spędzi jeszcze jakiś czas w jego towarzystwie, że będą razem wracać do domu, że usiądą obok siebie w autobusie...

 

*

W pubie "U Staszka" zawsze panowała bardzo przyjemna atmosfera. Na ścianach wisiały duże obrazy, przedstawiające konie pasące się na łące. Małe, okrągłe stoliki tworzyły klimat intymności, a płynąca z głośników muzyka nie zagłuszała rozmów. Właśnie to miejsce Bartek wybrał na powtórkę włoskich czasowników. Owszem, mógł zostać z Gosią w jednym z pomieszczeń Domu Dziecka, ale tam na pewno by im przeszkadzano w nauce.

- Czego się napijesz? - zapytał chłopak, przepuszczając Małgosię w drzwiach lokalu.

- Coli z lodem - odparła nieśmiało.

- Zajmij stolik, zaraz przyniosę.

Dziewczyna usiadła przy stoliku pod oknem, w kąciku. Nie chciała, żeby ktokolwiek słyszał, że uczy się z Bartkiem włoskiego, zamiast rozmawiać na jakiś ciekawszy temat. Podjęła grę pozorów. Nazwała pobyt w pubie randką, chociaż wiedziała, że tak nie jest i pewnie nigdy nie będzie. Cóż, najtrudniej oszukać samą siebie...

- Coś ty taka pochmurna? - zapytał chłopak, stawiając przed Gosią przyjemnie oszronioną szklankę z colą. Dla siebie zamówił równie zimne piwo.

- Nie, nic, gorąco jest i tyle - odparła. - Poza tym, boli mnie głowa.

- Od września będziesz miała pomoc. Przychodzi do nas studentka, na praktyki. Wczoraj z nią rozmawiałem, zdeklarowała, że lubi teatr i podobno trochę się na tym zna, więc zajmiecie się tym we dwie.

Gosia zacisnęła pięści, żeby nie krzyknąć, że się nie zgadza, że chce prowadzić kółko z Bartkiem i z nikim innym, że ostatecznie bez obecności chłopaka jej cały wolontariat straci sens, przestanie dawać radość...

- A ty? - zapytała niepewnie.

- A ja sobie odpocznę - odparł z uśmiechem. - No, nie bój się tak. Ona jest sympatyczna. Jutro ją poznasz.

Małgosia zagryzła wargi. Nie miała ochoty nikogo poznawać, a już na pewno nie chciała oglądać panienki, o której Bartek mówił, że jest sympatyczna. Chciała powiedzieć, iż ona nie będzie prowadzić zajęć z żadną praktykantką, ale nie zdążyła, do stolika podeszła jakaś obca dziewczyna.

- Mogę się przysiąść? - zapytała i nie czekając na odpowiedź, zajęła wolne krzesło.

Siostra Łukasza niechętnie spojrzała na nieznajomą. Była bardzo ładna. Miała długie, ciemne, opadające na twarz, ramiona i plecy włosy. Duże, brązowe oczy ozdobiła umiejętnie zrobionym makijażem. Dopasowany strój podkreślał kobiece kształty sylwetki.

- Nie ma wolnych stolików? - spytała nieco ironicznie towarzyszka Bartka. - Jesteśmy zajęci.

Chłopak łypnął okiem na nieznajomą i pokiwał z uznaniem głową. Spodobała mu się i nawet nie próbował tego ukryć.

- Daj spokój, Gośka - powiedział. - Przecież boli cię głowa.

- Czyli mogę zostać? - upewniła się dziewczyna. - Super! Mam na imię Karina. Jak was tu zobaczyłam, od razu pomyślałam, że...

Paplała dużo i nie zwracała uwagi na to, czy ktoś tego słucha. Patrzyła tylko na Bartka. Robiła wszystko, żeby go skokietować i osiągnęła cel. Zafascynowany urodą i wdziękiem Kariny, zapomniał nawet o swoim piwie. Na Małgosię nie zwracał uwagi. Nie zauważył nawet, kiedy wyszła. Powtórka włoskich słówek poszła w niepamięć.

  • 5 tygodni później...
Opublikowano

ale błędów interpunkcyjnych czy stylistycznych Word czy Mozilla nie wykryje -.-

21191.jpg

 

 

30941.jpg

 

30235.png

 

30285.gif

 

30254.png

 

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...