Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

Talon - pytanie do wszystkich (fanfic)


banann2

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siema, jestem tu nowy ;). Ogólnie nie widziałem, gdzie wsadzić ten temat :| więc sorry jeśli źle go umieściłem. Mam do was pytanie, co byście powiedzieli na fanfic o Talonie? Nie jest to reklama, ale dam link poniżej, abyście zobaczyli o co mi chodzi dla tych co nie orientują się za bardzo w fanfiction-ach. Mam 2 rozdziły próbne przygotowane w linku niżej, historia będzie opowiadać o losach Talona i jego życiu jak dołaczył do rodziny Katariny i Cass, po tym jak ojciec katy go pokonał etc etc... (kilka zdań jest zaczerpnięte z historii o Talonie). 

 

Co o tym myślicie? Głupi pomysł?  Oto link, o którym mówiłem: https://www.wattpad.com/user/banann2

Opublikowano

Czyli to jest coś w rodzaju Twojej wymyślonej historii o tych bohaterach? Jeśli chcesz żeby ktoś to przeczytał to umieść to w jakiejś grafice, czy coś i wstaw na forum. Nie każdemu będzie się chciało wchodzić na zewnętrzne strony i klikać żeby to znaleźć

Opublikowano

Masz rację mój błąd ;), co prawda po tym linku wystarczy raz kliknąć, ale myślę, że twój pomysł jest dobry ^_^.  A odnośnie twojego pytanie, to tak i w niewielkiej części nie. Tak, ponieważ opiszę np dzieciństwo Talona i nie, ponieważ dodam historię talona z lola (lekko rozszerzoną) + co się działo potem. I powiążę również historię Katariny, gdyż Talona rozbroił generał - ojciec Katy i zwerbował, przez co stał się bratem (przyszywanym) Katy ;).

 

Poniżej Fragment z Rozdziału 1 Części 2 (szkolenia Talona): (na wattpadzie wyglada to bardziej estetycznie ;) )

 

 

Nastał ranek. Talon jak zwykle ćwiczył wraz ze swym mentorem o poranku. Irwest nauczył go już jak stać się ostrzem w cieniu, być cichym, niewidocznym i niewykrywalnym zabójcą. Nauka tych zdolności zajęła mu 4 lata. Talon szybko się uczył. Miał już skończone 16 lat. Coraz sprawniej posługiwał się swoim ostrzem wykradzionym ze skarbca obcej mu osoby. Irwest wyparł z młodzieńca wszystkie uczucia. Radość, litość, ekscytacja, ciekawość, dobroć... te rzeczy były mu całkiem obce, przestał pamiętać co znaczą te słowa. Wpoił mu do głowy gniew, złość, pogarde, chłód, obojętność i nauczył jak zachować zimną krew w obliczu strachu. Strach to słabość, a słabość niesie śmierć, w noxusie słabi zawsze byli na niższym szczeblu, a Talon przecież miał być najlepszy. Mentor przyszłego zabójcy wyplewił również z niego miłość lecz... Talon ciągle wspominał o dziewczynie, którą widywał i przyglądał się jej, gdy miał 12 lat. Pamiętał, że czuł coś do niej, do jej widoku, lecz nie pamiętał już co to było. Pamiętał jedynie jej piękne szkarłatne włosy, które rozlewały się po jej ramionach niczym krew po ciałach ofiar Talona. Chciał jeszcze raz się jej poprzyglądać z dachu jak dawaniej, lecz już jej nie było, najwidoczniej przestała trenować lub przeniosła się gdzieś indziej.

Wieczorem Talon wygrzebał się ze swojego pokoju i odwiedził mistrza, dostał od niego kolejny cel... banitę, wygnańca... wyrzutka. Noxiańską zdrajczynię Riven. Cel ten był ostatnim etapem szkoleniowym Talona. Miał ją zabić, wtedy zakończy szkolenie i ,,wyjdzie spod skrzydeł" Irwesta. Zabójca wybrał się na poszukiwania swej zwierzyny. Podobno ukrywała się w kanałach Noxusu. Talon wiedział, że są ogromne i zanim ją znajdzie, o ile mu się w ogóle uda, zajmie to dużo czasu. Postanowił wykorzystać całą swą wiedzę jaką przekazał mu jego mentor, nauczył go nie tyle myśleć jak zabójca, ale jak ofiara, nauczył go logicznie myśleć i analizować wszystkie fakty i ruchy ofiar.

-Już wiem - powiedział Talon. Dawniej musiał się ukrywać przed pewnym gangiem w kanałach przez tydzień. Znalazł wtedy świetną kryjówkę, być może również Riven ją odkryła. Zeskoczył z dachu lądując zwinnie i cicho niczym lekki powiew wiatru. Pobiegł w stronę dużej kraty prowadzącej do kanałów. Gdy dotarł na miejsce, o którym myślał niczego nie znalazł. Szukał jakich kolwiek śladów... i po chwili coś dostrzegł. Drobne kawałki drewna... nieco dalej niewielkie strzępki szmaty, które zwisały z brzegu uszkodzonej, z ostrymi brzegami cegły. Zaczął analizować... ktoś tu był, drewno świadczyło o tym, że najprawdopodobniej ktoś rozpalił tu ognisko lub przynajmniej próbował. Strzępy szmaty na cegle wskazywały, że ktoś zachaczył o nią kawałkiem ubrania... Talon ruszył dalej. Zobaczył ślady stóp...

-Riven... z pewnością tu była... muszę ją znaleźć.-powiedział szeptem Talon.

Ruszył po śladach, po długim marszu dotarł ku ich końcowi dostrzegł niewielkie światło, którego źródłem najpewniej było ognisko i cień, rzucany przez nie na ścianę... smukła sylwetka... spięte włosy w kok... długie ostrze... RIVEN! Talon zaczął powoli docierać do brzegu ściany, wziął kawałek jakiegoś błyszczącego metalu, w jego odbiciu zobaczył siedzącą zdrajczynię podpartą o ścianę. Najprawdopodbniej spała... . Zabójca odłożył ostrożnie kawałek metalu, miał w gotowości swoje ostrze, gdy nagle zza rogu wyskoczyła z pełnym wrzaskiem Riven atakując swojego prześladowcę. Ten w ostatniej chwili wykonał unik. Riven miała ogromny miecz, liczył na atak z zaskoczenia, by uniknąć konfrontacji, jednak musiała wyczuć, że ktoś ją obserwuje. Rozgorzała walka. Talon ranił wojowniczke w nogę. Upadła na ziemię, gdy talon chciał wykonać ostatyczny cios przebijając jej tętnicę i tym samym odbierając jej życie, ona drasnęła go w tors, a następnie w głowę. Talon poczuł na ciele i głowie ciepłą krew. Wiedział, że Riven jest świetną wojowniczką i ta walka będzie jego chrztem bojowym umożliwiającym zakończenie treningu i uwolnienie się od mistrza, dlatego nie ustąpił... walczył dalej. Ranił zdrajczynie raz, potem drugi. Nagle jakby rozpłynął się w powietrzu, usłyszała jedynie chwilowy szmer i zaskoczona wojowniczka nagle poczuła na swej szyi jego palce i ostrze przylegające do jej brody.

-Czemu to robisz - spytała Riven z pełym spokojem w głosie, chodź słychać było, że serce zaczęło jej szybciej bić.

-Dostałem zlecenie. Banitka Riven. Zaraz twoje nędzne życie się zakończy zdrajczynio! - odpowiedział z pogardą do niej Talon.

-Banitka, zdrajczyni? Działam w skryciu na polecenie Swaina, mam odszukać człowieka Irwesta, odpowiedzialnego za terror na mieszkańcach dzielnicy Torsken, który wydarzył się 20 lat temu. Ukrywa się, a moim zadaniem jest go wytropić.

Talon zamarł, jego mistrz... nauczyciel... przewodnik... okazał się zdrajcą... szkolił go po to by zabić jedynie swoją prześladowczynię... Po raz pierwszy od kilku lat Talon odczuł strach i nie pewność. Opuścił ostrze i padł na kolana. Riven przyglądała mu się i nie wiedziała czemu jej prześladowca tak nagle zmienił swoje zachowanie.

-Jak się zwiesz? - spytała Riven.

-Talon, nieznajomi zwą mnie cień ostrza. - odpowiedział klęczący chłopak.

-Słyszałam o tobie. - odpowiedziała Riven i uklękła obok niego.

-Tyle czasu... mnie oszukiwał... nie mogę dać wiary... kłamiesz! - ryknął nagle Talon i rzucił gniewne spojrzenie na Riven, mimo iż wiedział, że to prawda oskarżył ją o kłamstwo. Jego brązowe oczy zapłonęły furią i chciał wyładować swój gniew zatapiając swe ostrze w czyimś ciele przelewając krew... lecz nie w Riven... zamierzał udać się do Irwesta. Talon się podniósł i szedł w stronę wyjścia z kanałów, był cały we krwi swojej i wojowniczki, z którą walczył.

-Talon, czekaj!-krzyknęła za nim Riven - Jesteś poraniony, dokąd idziesz? - dodała pytając.

-Przelać krew zdrajcy... Irwest był moim mistrzem i szkolił mnie od 12 roku życia. Nie zamierzam mu odpuścić. Myślał, że mnie wykorzysta, a jednak mu się to nie uda... wyszkolił swojego mordercę.

-Czekaj! Irwest to potężny człowiek, przyda ci się pomoc. - powiedziawszy to Riven wyprostowała się i lekko się uśmiechnęła w stronę Talona.

Talon wzruszył jedynie ramionami i rzucił jej jedynie gest ręką by podążała za nim.

Dotarli do chaty. Była noc. Ostrożnie otworzyli drzwi lecz w środku... pusto... jednak nagle z cienia wyskoczył Irwest rzucając się na Riven. Talon rzucił w niego trzema ostrzami, które wbiły mu się w plecy. Irwest pozostał nie wzruszony, ciął Riven w brzuch. Talon powalił napastnika, ten jednak wbił chłopakowi w brzuch nóż. Talon miał silną wolę i nie ugiął się pod wpływem bólu, kontynuował swój atak raniąc swym ostrzem byłego mentora w twarz pozostawiając mu paskudną ranę na twarzy... rywal Talona zatoczył koło i szybkim susem został ponownie cięty przez chłopaka w plecy jednocześnie upadając pod wpływem mocnego ataku. Irwest podniósł się i uderzył go boleśnie pięścią, aż zakapturzony chłopak przewrócił się. Riven wstając z bólem wbiła ogromny miecz w plecy wielkiego mężczyzny. Ten odwrócił się uderzając ją ogromną pięścią. Riven straciła przytomność. Talon wykorzystał okazję.... gdy przeciwnik próbował wyciągnąć miecz z pleców zakoczył go i odciął mu głowę. Ciało Irwesta runęło na ziemię. Talon patrzył na swoje ostrze skąpane w krwi wroga. Wytarł je o jego szaty. Podszedł następnie do Riven i ocucił ją.

-Udało mi się. - powiedział Talon. - Zabiłem go.

-Chciałeś chyba powiedzieć ,,NAM" się udało... - patrzyła na niego zimnym i wciąż ledwo przytomnym wzrokiem.

-Gdyby nie ja była byś martwa. Twoja obecność była jedynie balastem. - odpowiedział Talon.

-Jesteś nie w porządku... kiedyś się jeszcze spotkamy... a to wtedy ja wypomnę ci kto jest tutaj balastem. - odpowiedziała mu Riven z gniewnym wzrokiem.

-Lepiej, abyś więcej mnie nie spotkała-Powiedziawszy to rzucił jej ostatnie spojrzenie zza ramienia i znikł odchodząc w stronę miasta pod osłoną nocy.

**************3 LATA PÓŹNIEJ**************

Talon rozmyślał o ostatnich wydarzeniach... jego imie stało się sławne, wszyscy dowiedzieli się o tym co wydarzyło się w chacie po za miastem. Pokonanie wielkiego Irwesta było wyzwaniem. Ukończył swoje szkolenie. Stał się najlepszym noxiańskim zabójcą, sławnym w całym Noxus... na jego nieszczęście. Znów musiał się ukrywać i żyć w nędzy i z pustym brzuchem. Gildie i gangi próbowały zwerbować Talona nasyłając na niego swoich zabójców, którzy nieśli przesłanie, dołącz lub giń. Odpowiedź Talona była jednoznaczna. Odpowiedzią były ciała lądujące w fosie Noxus. Pracował sam. Był samotnym wilkiem, siejącym strach w nocy mordercą, który bezlitośnie mordował tych, którzy próbowali go zabić lub w czymś mu przeszkodzić.

Opublikowano

Poczytałem coś tam na wyrywkę i strasznie rzucają się w oczy błędy ortograficzne. Jak chcesz coś dać komuś do czytania i chcesz zrobić co najmniej nie najgorsze wrażenie to jak sam nie potrafisz, to poproś kogoś o korektę tekstu.

Opublikowano

Hmmm, sprawdzę. Często piszę wieczorem, rzucę okiem jeszcze raz.

Edit: Ta... teraz widzę, tzn... nie błędy ortograficzne, ale literówki ;). Dzięki za uwagę.

 

zahaczył*, poza*, 

Opublikowano

Zauważyłem edita... :P, głupi błąd, nwm czemu tak napisałem :D. Ogólnie jak nie mam pewności to sprawdzam chodźby na internetowych słownikach, lub jak napisac jakieś tam wyrazenie :D.

Opublikowano

Kolejna część fanfica (fragment), jak wam się spodoba, na moim wattpadzie, znajdziecie pełną wersję :)https://www.wattpad.com/user/banann2

 

kolejne fragmenty będą pojawiały się w tym samym poście (będę go edytował dodając fragmenty pod spodem):

 

 

Ten dzień dłużył się nieznośnie. Słońce prażyło, chmur nie było, wszystko dookoła tak jakby zwolniło. Pogoda nie pasowała Talonowi. Błąkał się i włóczył bez celu po mieście cały ranek i popołudnie, zabił kilku nasłanych na niego skrytobójców, zjadł jabłko i cielęcinę za skradzione pieniądze... Nadciągał wieczór a wraz z nim brak pomysłów na spędzenie go w jaki kolwiek sposób. Zabójca właśnie wrzucał do fosy kolejne ciało niedoszłego oprawcy kiedy usłyszał jakiś dźwięk. Niby cichy, jednak jego uszy były przeczulone na zauważanie tego typu odgłosów w pierwszej kolejności – przypomniały się Talonowi jego nauki ze swym mistrzem, który go oszukał. Nadal uważnie nasłuchując, pozbył się ciężaru zwłok i powoli odwrócił w kierunku miasta. Jego instynkty miały rację. Jak zawsze. Napastnik był szybki, nawet bardzo. Elegancki ubiór i peleryna bynajmniej nie krępowały ani spowalniały jego ruchów. Przyskoczył do zaskoczonego Talona, jednym, błyskawicznym ruchem pozbawiając go broni. Ostrze poszybowało w powietrzu i wbiło się w ziemię kawałek dalej. Talon przez moment przyglądał się swojej ręce, do której broń zawsze była mocno przymocowana.  To było niemalże niemożliwe pozbawić go ostrza, nikt jeszcze tego nie dokonał. 

Nim zdążył cokolwiek zrobić, oponent kopnął go w brzuch, pozbawiając oddechu i równowagi. Upadł na ziemię, łapczywie i szybko łapiąc oddech. Kątem oka widział przystawiony do swojej szyi kordelas. 

- Talon, najlepszy zabójca Noxus i zarazem jedyny, który pozostaje samotnym wilkiem – odezwał się napastnik głębokim, męskim głosem, prostując z godnością. 
- Czym mogę służyć? – odparł ironicznie, wycierając krew z kącika ust. Zaatakował Zakapturzonego chłopaka z zaskoczenia. Wściekłość wypełniła mu głowę. To, że pozbawił go broni, jeszcze nie znaczy, że jest lepszy. 
- Przybywam z propozycją ,,stada" dla tego samotnego wilka – odrzekł, nie zabierając ostrza. 

...

...

...

- Druga z kolei i zarazem starsza... - powiedział z poważną miną – Nazywa się Katarina. Jest nieco wyższa od siostry i ma zielone oczy. A, obie mają szkarłatne włosy. 

Imponował Talonowi wiedzą. Niby to jego córki, jednak mało który ojciec wie aż tak wiele. I mało który mężczyzna wie jaki kolor to szkarłatny. On akurat wiedział. Jakże miałby nie znać koloru krwi? 

- Ona ma bardziej sportową sylwetkę – stwierdził z zadowoleniem. – Mogła być kim by tylko zechciała, wybrała jednak profesję zabójczyni. Jest świetna w swoim fachu – dodał, sięgając po butelkę czerwonego wina, które wniósł jakiś sługa. – Napijesz się? – spytał i nie czekając na odpowiedź nalał trunek do czterech lampek. W trakcie tej czynności, do środka wsunęły się, przekomarzając, obie córki. Talon odwrócił głowę i obserwował obydwie siostry. One były naprawdę pięknę... . Kontrast między nimi był niemal namacalny – młodsza w pięknej, zielonej sukni, umalowana i starannie uczesana, druga w obcisłych spodniach, wysokich butach, czarnej kamizelce zapinanej skórzanym paskiem i z niedbale rozrzuconymi po plecach włosami. Mógłby rzec rozlanymi. Ona miała szkarłat rozlany po plecach. I wtedy ją poznał. To ta dziewczyna, o której tyle myślał... znów ją zobaczył i znów rozbudziła w nim dziwne emocje, które próbował jakoś nazwać... przeklęty Irwest, który go uczył, pozbawił go rozróżniania pozytywnych emocji, dziwną starą magią wywołując u niego amnezję, aby nie przyszło mu się litować z powodu jakich kolwiek uczuć: dobroci, litości czy też... miłości. Wciąż próbował sobie przypomnieć czym jest to dziwne uczucie...

Dziewczęta podeszły do stołu i usiadły naprzeciw nich, bez słowa sięgając po wino. Cassiopeia wzięła lampkę, z kolei Katarina chwyciła butelkę, zakładając obie nogi na blat. 

- Cześć, tatku – odezwała się uroczym, kobiecym głosem ta młodsza. – Kto to jest i czemu siedzi w kapturze? – Spojrzała kusząco prosto w oczy Talona, skryte w mroku kaptura, i ostrożnie upiła łyk wina. 

- Moje drogie, to jest Talon – przedstawił go oficjalnie generał. – Od dzisiaj będzie służył rodzinie jako zabójca w zamian za możliwość mieszkania w dobrych warunkach i wyżywienie. Stanie się on od teraz częścią naszego rodu. 

Dobrych? Brunet odruchowo parsknął z rozbawieniem. One są królewskie... - pomyślał Talon 

- Co cię tak śmieszy, brudasie? – warknęła Katarina, obserwując go uważnie i nie omieszkując w międzyczasie upić łyk z butelki.  

Chciał się odezwać, jednak ubiegła go Cassiopeia. 

- Nie bądź dla niego taka niemiła – poprosiła, nadal łagodnie się uśmiechając. 

Broniła go...? Wyczuł w niej słabość i... LITOŚĆ. Przypomniał sobie uczucie, którego dawno nie pamiętał. Poczuł obrzydzenie. Katarina imponowała mu wyglądem i zachowaniem od pierwszego spojrzenia. Cukierkowa natura niebieskookiej póki co skutecznie go od siebie odrzucała. Nie znosił takiego zachowania, bylo one dla niego oznaką słabości... przypominał sobię w między czasie swoje ofiary... patrzące na niego i błagające o życie.

- Skąd jesteś? – zapytała, upijając kolejny łyk wina.

- Z ulicy – odparł wymijająco, co w sumie było prawdą. – Do tej pory byłem samotnym... wilkiem burknął, kątem oka spoglądając na uśmiechniętego od ucha do ucha generała. Był taki dumny z córek...

- Żyłeś na ulicy? – dociekała Cassiopeia, na moment zapominając o winie. 

- Talon żył na ulicy jako zabójca i złodziej, jednak stanowił zagrożenie, więc wiele gildii, rodzin i ugrupowań wysyłało na niego zabójców – wyręczył go ojciec. – Wszyscy kończyli fiaskiem, także ci wysłani przeze mnie... - spojrzał na zakapturzonego bruneta z wyrzutem.  

- Ops – powiedział tylko, uśmiechając się okrutnie.  

- ... Więc pofatygowałem się osobiście i przygarnąłem go pod nasze skrzydła. Jest na wasze polecenia, moje drogie. A, i chciałbym żebyście go gdzieś zakwaterowały i dały porządne ubranie. Ja mam kilka spraw do załatwienia... - Dopił wino, po czym wyszedł, żegnając się uprzejmie. 

...

...

....

 

Kolejny fragment (więcej dialogów), tak jak wyżej - więcej na moich wattpadzie: https://www.wattpad.com/user/banann2

 

 

 

Talon i Katarina rano zostali zbudzeni przez Marcusa. Dostali zadanie. Zabić demaciańskiego oficera Isendorsa. Co prawda nie był dość znany, lecz potrafił organizować świetne zasadzki. Demaciańska armia zmierzała w stronę Noxus. Swain zebrał armię i na czele z generałem Marcusem poprowadził noxian, aby odeprzeć wrogą armię prowadzoną przez Garena i Isendorsa. Dwaj zabójcy wybrali się w kierunku obozu wroga, dodatkowo chcieli przeprowadzić infiltrację wrogich jednostek, siejąc pogrom i dziesiątkując armię wroga. Chcąc podnieść szanse na wygraną Noxusu, niestety... jedynie sobie zaszkodzili.

 

Talon i Katarina zbliżali się do obozu wroga. Obydwoje, pomimo zmęczenia nie przestawali biec. W końcu dotarli do obozu wroga. 

-Talon... - powiedziała Katarina.

-Tak, o co chodzi? - odpowiedział szeptem Cień Ostrza.

-Dostaliśmy zlecenie... zabić Isendorsa... ale zamierzam również przeprowadzić infiltrację... - rzekła Katarina dysząc.

-Zły pomysł, nie przeżyjemy tego, są zbyt dobrze uzbrojeni i wyszkoleni. W dodatku w obozie może przebywać Garen Potęga Demacii. - odrzekł stanowczo.

-Rób jak chcesz... tchórzu. -  Odpowiedziała z obojętnością -  Nie wiedziałam, że Talon postrach w całym Noxusie będzie się bał. - dodała.

-Zaczekaj. Nie pozwolę ci zginąć. Pójdę z tobą, ale jeżeli coś pójdzie nie po naszej myśli masz uciekać jasne? - powiedział Talon.

Na twarzy Katariny pojawił się skrzywiony grymas.

-Skup się! To ważne. Jedno z nas musi wrócić i opowiedzieć o misji... jedno musi przeżyć jeśli coś się nie uda... dowództwo musi wiedzieć o przebiegu misji.

-Eh... Nie zostawie cię głuptasie. - Katarina powiedziawszy to lekko się uśmiechneła w stronę zakapturzonego zabójcy patrząc mu prosto w oczy.

Talon zdziwił się jej reakcji, wcześniej tak się nie zachowywała. Nagle dostrzegli przechadzającego się po obozie wysokiej rangi dowódcę. Widocznie zastępował Garena. Katarina widząc go, chcąc pozbawić wojska dowódcy rzuciła się na niego w pełnym szale bojowym. Talon próbował ją powstrzymać, lecz na daremnie. Zabiła swój cel lecz...                                     ....  

....

....

....

 

-A co z tobą?! - powiedziała to z lekko łamiącym się głosem.                                                                                                 

-Biegnij! Nie oglądaj się, dołączę do Swaina i Marcusa! Biegnij! - krzyczał z trudem parując ciosy przeciwników.

Katarina biegła przed siebię mając łzy w oczach. Dziwiła się swojemu własnemu zachowaniu, nie znała dobrze Talona, ale nie chciała go zostawić, zainponował jej odwagą, chyba nawet go polubiła... a nie wiele osób zaliczało się do tej kategorii ,, lubianych osób".

Garen ściągnał posiłki, Isendors uciekł, żołnierzy przybywało, a Talon był już na wyczerpaniu, Ranili go w nogę.

-Aaaagh - zawył z bólu.

Katarina obejrzała się za siebię słysząc jego krzyk. Wiedziała, że musi dotrzeć do Dravena i Dariusa, lecz wahała się czy wrócić i wspomóc Talona.

-Talon... - powiedziała pół szeptem - Wybacz mi... - powiedziawszy to pobiegła dalej wciąż płacząc.

Talon ciągle walczył o życie, zabił setke żołnierzy nie poddając się. Garen przebił się przez szeregi.

-Cofnąć się! - zakrzyknął Garen. - Ten noxiański brudas jest mój!

Talon stał naprzeciwko Potęgi Demacii mierząc się z nim wzrokiem. Żołnierze uformowali krąg. Garen poczuł się pewny siebie, szanse były nie równe, Cień Ostrza był zmęczony i nosił na sobie tylko zwykły obdarty fioletowy płaszcz i miejscami podarte i nie kiedy połatane spodnie. Natomiast rywal Talona miał ciężką zbroję i ogromny miecz, godny jego przydomka. Rozgorzała pomiędzy nimi walka. Cień Ostrza kontra Potęga Demacii. W Talonie zawrzała krew... jego oczy zapłonęły gniewem... rozbudził w sobię furię.

Talon skupił się przypominając sobie szkolenie: ,,zwiększ szanse na zwycięstwo atakując jako pierwszy". Ruszył do ataku, lecz było to nie skuteczne, Garen odbił ostrze Talona i rzucił nim do przodu jak zwykłym workiem. ,,Jeżeli wróg jest silniejszy, unikaj konfrontacji w zwarciu". Talon rzucił trzema sztyletami, lecz tylko jeden lekko przebił pancerz Garena. Garen lekko się skrzywił, lecz                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       ...

....

.... (więcej na wattpadzie)               

Opublikowano

Reszta publikacji na moim wattpadzie :), nie ma co tu spamować. Linki macie wyżej. Codziennie jest nowa, część więc troche by się tego nagromadziło. ;) Pozdrawiam

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...