Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

Opowiadanie z Ligi Legend - Nawałnica stali II - Godny artysta


Hàsty

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

WAŻNE! - Gdyby ktoś nie czytał pierwszej części - Nawałnica stali I - Preludium
ZnpzPJz.png?1
Pod Placidium leżała niewielka kapliczka. Jej podziemnymi korytarzami można był dostać się do centrum miasta. I to był cel Noxiańskich oddziałów dywersyjnych. Wyrżnięcie miasta od środka. Yasuo pamiętał moment kiedy na zachodzie pojawili się oni. Armie pod przewodnictwem Siona nacierały pełną parą na kapliczkę. Ich celem był zdobycie jej lub śmierć. Zero dezercji. Kiedy walka się rozpoczęła Noxianie szybko zdobyli przewagę i z równej walki Iończycy przeszli do desperackiej obrony. I wtedy pojawił się on. Varus, strażnik Świątyni Zepsucia w prowincji Ibe. Nie był człowiekiem. Miał fioletową skórę i łuk, który według niektórych " żył własnym życiem " . Sam położył na wstępie 10 żołnierzy armii wroga. Yasuo wiedział, że Varus został spaczony i przesiąknięty złem. Zapamiętał też jego słowa.
" Winni dowiedzą się co to agonia "
Ostatecznie mały oddział obrońców odparł atak najeźdźcy, a spaczony strzelec zniknął z pola walki. Teraz co roku tysiące mieszkańców wysp udają się na pielgrzymkę w dniu zwycięstwa, które uratowało państwo. Akurat tego roku Zbór Starszyzny bł tego samego dnia co dzień zwycięstwa. Złotym Szlakiem poruszało się setki jak nie tysiące osób chcących wziąć udział w uroczystościach upamiętniających bitwę. Yasuo zwykle wybrał by drogę przez bezpieczny szlak, jednak musieli czym prędzej dotrzeć do Placidium starszym z Kumak. Musieli przeprawiać się przez lasy i bagna. To była jedyna szybsza droga.
 
BgdfhSk.png
 
Kępka czerwonych włosów wystawała jej spod ogromnego słomianego kapelusza. Poprawiła to, udając że drapie się po policzku. Katarina Du Couteau nie mogła się ujawnić. Kosztowało by ją to nie tylko nie wykonanie zadanie, ale i też śmierć dla niej i dla Noxusu. Działa w Ionii, a kraj ten należał do Ligi. Klęska i zdradzenie swej tożsamości kosztowało by Noxus wiele.
" Zawsze najgorsze zadania trafiają do mnie " pomyślała sobie.
Jej siatka szpiegowska na rozkaz generała Dariusa została mocno ograniczona. Kiedyś na każdym kroku mogła spotkać współpracowników, a teraz... Miała do dyspozycji trzech amatorów. Sama musiała i tak większość robić sama. A tego zadania wolałaby nie wykonywać.
Obejrzała się w poszukiwaniu budki strażniczej z sygnałem. I oto jak na znak wyrosła przed nią budka strażnicza. Nie wyróżniała się od innych prócz jednej rzeczy... Dwóch czerwonych lampionów ze smokiem. Podeszła do wartownika.
- Dobry człowieku masz kromkę chleba ? - zapytała wartownika
Strażnik spojrzał przenikliwym spojrzeniem na jej twarz.
- Chleba nie, ale wino mam. - trafiony w dziesiątkę
Skinął głową na małą budkę. Odwzajemniła gest i weszła do środka. Od środka nie różniła się niczym. Zdjęła płaszcz i kapelusz rzucając je na biurko. Ubrana była w niekrępujący strój ze skóry. Wszędzie miała sztylety. Dosłownie wszędzie.
Wzięła głęboki oddech i weszła.
 
BgdfhSk.png
 
-Długo czekałem. Artysta nie winien czekać. - usłyszała na powitanie.
Khada Jhin siedział na krześle za kwadratowym krzesłem. Wyglądał jak wyjęty z koszmaru. Ubrany w coś w rodzaju narzuty w kolorze białym ze złotymi zdobieniami, długie spodnie w kolorze granatowym. Jego buty jaki i jedna z rękawic była zrobiona z metalu. Tak przynajmniej wydawało się Katarinie. Na drugiej ręce owinięte miał coś w rodzaju bandaża, tyle że w kolorze najciemniejszej czerni jaka może być. Na stole leżał jego aspekt - Szept. Broń zabójczyni przypominała modelem pióro wieczne. Pistolet pomalowany na biało z metalową końcówką. Zabójczy i ... piękny. Jednak najbardziej przerażała ją twarz, a raczej biała maska spod, której widać był niebieskie oczy. Uśmiechał się.
- Dotarcie tutaj nie jest łatwe w obecnej sytuacji. - odrzekła mu Katarina.
- Ach tak... Moja płótna przetaczają się przez tą drogę, ale ja muszę tu siedzieć. Ja muszę TWORZYĆ! - krzyknął Jhin
Widziała jego dzieła i na samą myśli ponownego spotkania się z jego " sztuką " było ostatnie czego Katarina potrzebowała. Biały Demon zajmował się ( oczywiście nie licząc tworzeniem kolejnych " dzieł " ) płatnymi morderstwami w Ionii. Był najlepszy, a poza tym miał ogromne poparcie u władz. Zabijał
" legalnie ".
- Mam zlecenie na zabójstwo. Dobrze płatne, w imię Noxusu. - Katarina rzuciła sporych rozmiarów mieszek ze złotem na stół - To tylko połowa
- Drogie dziecko. Ja nie zabijam. Ja tworzę sztukę. - Jhin nie spojrzał na mieszek. Wziął do ręki Szept.
- Sztuką nazywasz okrucieństwo ? - Katarina wiedziała że nie powinna była zaczynać tej dyskusji.
- Każda sztuka wymaga .... Dozy okrucieństwa. - Khada zaśmiał się.
Nigdy nie słyszała takiego śmiechu. On był... Psychopatą
- Jesteś szalony. - powiedziała z pogardą
- Moja droga. Jestem szalony. Każdy artysta jest szalony. - ponownie zaśmiał się. - Inni czerpią inspirację wśród natury. Ja .... W rzece krwi, rozkwitam niczym kwiat o poranku. -
Katarina nie wiedziała co powiedzieć. Musiała dopełnić zadanie, ale z całego serca miała ochotę zabić tego mordercę. Nie. Musi dopełnić zadanie. Tak jak uczył ją ojciec.
Wtem zza drzwi dochodzić zaczęły odgłosy walki. Jhin wstał z miejsca.
- Scena wzywa! - krzyknął i wykonał cztery obroty pistoletem.
Nim pierwszy gwardzista wpadł do pokoju Biały Demon pociągnął za spust. Niebieski pocisk przebił drzwi. Rudowłosa piękność usłyszała jęki konającego żołnierza. Zaraz po nim padły kolejne strzały. 2..3..4.. i koniec.
Słyszała zagłuszone rozkazy i jęki konających.
- Kurtyna w górę! - krzyknął morderca za zapałem.
Nie zauważyła kiedy mały pistolet zamienił się w ogromne działo trzymane w jego rękach. Część białej narzuty opadło i zobaczyło co skrywało się pod wyniesieniem. Cztery ogromne naboje.
- Co ty robisz?! - Katarina nie zdążyła go powstrzymać.
Padł pierwszy strzał, a odrzut był taki silny, że upadła na stół. Zaraz potem padły kolejne. Za czwartym razem usłyszała huk wybuchu. Głosy zza drzwi ucichły . Gdy Kata wstała spostrzegła w rękach Khady znalazł się mały, okrągły zbiornik.
- Oni już nie żyją. - poczuła smak krwi w ustach.
- Pokaż się publiczności .... - odkręcił granat i rzucił przed siebie.- I KRWAW DLA NIEJ!
1 odbicie....
Kata wstała
2 odbicie...
Nie może nic zrobić
3 odbicie...
Psychopata
4 odbicie....
Potężny wybuch prawie zwalił ją z nóg. Poczuła jakby jej twarz zajęła się ogniem. Zasłoniła ją.
 
BgdfhSk.png
 
Jhin wyszedł z pokoju i westchnął przeciągle.
Katarina poszła w jego ślady nie pewnym krokiem. Od razu chciało jej się wymiotować.
Wszędzie leżały spalone ciała, ale nie to było najgorsze. Najgorsze były ciała których ogień wybuchu nie dosięgnął. Były... rozerwane.
Gdyby nie była świadkiem pomyślała, że gwardzistów rozerwała dzika, okrutna bestia. Zresztą na jedno wychodziło.
Ale on... Rozkoszował się tym.
" Ty chory s%%%%ielu " pomyślała Kata. Jhin wykonał teatralny obrót a następnie ukłon. Po chwili zaczął się śmiać masochistycznie. Kata miała dość. Chciala wyjść, ale nie mogła. Zadanie. Białe Demon w tym czasie padł na kolana. Wokół niego wirowały płatki krwistoczerwonych róż. Katarinie znów zebrało się na wymioty.
- Kogo miałem... - zwiesił głos - Sprawić by był piękniejszy? -
Katarina zebrała się w sobie
- Zelos... Poseł Ionii... Będzie podróżował do Demacii. - odrzekła
- Moja sztuka dotknie jego serca - mówiąc to Jhin przystawił nabitą broń do piersi, w miejscu serca.
Przez chwila Kata miała wrażenie, że zabije się. Ale nie... On tylko zaśmiał się po raz kolejny. Miała dość.
Skierowała się do wyjścia. Zatrzymała się i spojrzała w górę. Nad nią wirowały płatki róż w kolorze krwi.
 
BgdfhSk.png
 
Matka Słońce była w zenicie.
Oddział Zelosa miał dotrzeć do portu za niecałe 2 godziny. Byli mocno spóźnieni. Ich statek do Demacii miał odpłynąć bez nich? Nie ma mowy!
 
BgdfhSk.png
 
Jhin polerował Szept nucąc melodię jakiejś piosenki. Spojrzał przed siebie i uśmiechną się szeroko. Spóźniali się a artysta nie mógł czekać. 30 metrów od niego czekała niespodzianka.
 
BgdfhSk.png
 
Zelos ponownie popędził konie. Nie zauważył dziwnych kwiatków leżących na drodze. Kiedy pierwszy z koni stanął na nich Kwiat zaczął wirować. Po chwili eksplodował a jego mechaniczne płatki rozprysły się na wszelkie strony. Jeden z żołnierzy spał z konia z poderżniętym gardłem. Wpadli w pułapkę.
 
BgdfhSk.png
 
Usłyszał krzyki. Dotarli. Rzucił małą szmatkę za siebie i pogładził Szept. Już czas. Czas by rozpocząć przedstawienie! Scena jest gotowa. Kurtyna w górę!
 
Oddział Zelosa uformował formację obronną w oczekiwaniu na dalszy ruch napastników. Jeden z żołnierzy leżał martwy, drugi wił się w spazmach bólu.
Zelos najpierw ujrzał postać w białej masce, a zaraz wraz z dźwiękiem odbijania się metalowego pojemnika od drogi. Zelos krzyknął i rzucił się na bok. Za nim skoczyło kilku żołnierzy jednak większości się nie udało. Pochłonął ich jęzor ognia.
 
BgdfhSk.png
 
Jhin z uśmiechem obserwował pierwsze efekty spektaklu. Jeki i krzyki umierających w agonii. Przyjął postawę strzelecką.
 
BgdfhSk.png
 
Zelos krzyczał, żeby wszyscy padli. Nikt go nie słyszał. Nagle padł pierwszy wystrzał. Ktoś tylko jęknął z bólu. Za nim poszły dwa kolejne. Ostatni trafiony żołnierz oberwał przy Zelosie. To było okropne. Pocisk nie przeleciał na wylot, a pomimo temu wnętrzności wyszły na zewnątrz ogromną dziurą w brzuchu. Chłopak zwymiotował.
 
BgdfhSk.png
 
Ponownie trzymał w ręce zwykłe Szept. Wyciągnął rękę przed siebie i zaczął strzelać Wystrzelił tylko trzy pociski. Za nimi poleciał kolejny granat
 
BgdfhSk.png
 
Słyszał tylko swój oddech i czyjeś kroki. Nikt nie krzyczał. Cisza kompletna. Nie mógł się ruszyć. Przygniótł go martwy koń. Ujrzał on człowieka w masce. Zaśmiał się i szepnął mu na ucho :
- Sprawię że będziesz piękniejszy - rzucił mechaniczny kwiatek obok prawego policzka
- Nie proszę... Błagam! Zrobię co chcesz! PROSZĘ! - Zelos płakał, lecz jego kat się zaśmiał i ustał na kwiat.
Zelos momentalnie odwrócił głowę i zamarł. Po lewej stroni głowy także znajdował się wirujący Mecha kwiat. Zelos spojrzał się w niebo zamknął oczy.
 
BgdfhSk.png
 
Jhin podszedł do konającego. Wyglądał okropnie. Całą twarz miał pociętą ogromną ilością szram. Każdy człowiek zemdlałby, lecz on stał i napawał się dziełem.
- Obiecałem że moja sztuka dotknie twego serca. Dotrzymam słowa. - wykonał obrót i strzelił ostatni, czwarty pocisk prosto w serce Zelosa.
Miał inne działanie niż pozostałe pociski. Rozrywał wnętrzności ofiar. Serce Zelosa... po prostu pękło.
- Nie każdy jest w stanie obcować z moją sztuką. - powiedział już sam do siebie.
Zza pazuchy wyjął pojemnik. Inny niż mordercze granaty. Jhin podrzucił pojemnik i padł na kolana rozkoszując się zapachem krwi i widokiem ciał. Pojemnik po czterech sekundach wybuchł, a wszędzie posypały się płatki czerwonych róż.
 
BgdfhSk.png
 
Irelia szła pewnym, szybkim krokiem. Jej lewitujące ostrze przeskakiwało z jednego boku na drugi. Pchnęła drzwi i w wyszła na balkon. Czekała tam na nią Jaśnie Oświecona Karma i mocno poraniony żołnierz.
- Witaj Jaśnie Oświecona, Pani Ionii. - pokłoniła się Irelia.
- Irelio... Mam informacje o twoim bracie - w głosie Karmy ewidentnie słychać był głęboki smutek.
- Ale.. O co chodzi? - zbita z tropu Irelia zadała pytanie.
Nastała cisza.
- Zelos nie żyje. - rzekła cicho Oświecona
Irelia nie mogła uwierzyć. Usiadła na krześle, które stało za nią. Ostrze upadło na ziemię.
- Nie... Nie... To niemożliwe... To kłamstwo! - myślała, że to sen. Chciała się obudzić.
- Ten człowiek należał do oddziału Zelosa. Twierdzi, że napadł ich demon w masce. Dodatkowy oddział jedyne co została to zmasakrowane oddziały a wśród nich twego brata. Miał okropnie pociętą twarz, a jego serce... Coś rozerwało od środka. - Karma podeszła i położyła rękę na ramieniu strażniczki - Przykro mi.
Irelia wybiegła z balkonu ze łzami w oczach. Zelos, jej ukochany brat zginął. Jedyny na kim mu zależało.
Demon w masce... Biały Demon....
 
BgdfhSk.png
 
Ludzie uciekali w popłochu. Pośród nich kroczył Khada Jhin. Katarinę aż zmroziło. Podszedł do niej bez skrupułów i powiedział :
- Zelos nie żyje. Moje dzieło skończone. - Katarina rzuciła mu mieszek pod nogi a on odrzekł - Uciekaj. I nie oglądaj się za siebie. -
- Skończysz z tym kiedyś ? - zapytała z obrzydzeniem Kata
- Będę tworzył dopóki Oni mnie nie złapią. - odrzekł
" Oni " to nie byli ludzie. Jhin mówił o Kindred. O śmierci.
Katarina zniknęła w cieniu. Uciekła do pobliskiego lasu. Stała przez chwilę nie ruszając się czekając na wystrzał. Strzelił. Usłyszawszy śmiech puściła się pędem przed siebie.
 
BgdfhSk.png
 
Yasuo rozbił nocleg na polanie w środku lasu. Do Placidium mieli jeszcze jakieś 2 dni drogi. Udało mu się wyrobić w czasie.
Wtem w lesie usłyszał krzyk kobiety. Dobył ostrza i krzyknął do towarzysz, żeby zostali. Sam pobiegł w środek mroku.
 
 
 
"Za zgodą autora" - Zacharowski

 

Poradnik - Maestria Bohaterów Opowiadanie League Of Legends 1/2 Podanie na Moderatora

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...