Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

[Konkurs]Napisz opowiadanie na tle gry Infestation Survivor Stories


EnsonPL

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
 
916401419237901377857.png
Witajcie ocalali! Razem z ekipą moderacyjną z działu chcemy ogłosić konkurs na najlepsze opowiadanie na tle gry Infestation: Survivor Stories!
Temat ten nie jest od dyskusji. W nim umieszczacie swoją twórczość.
880331419237901377857.png
1.Zakaz kopiowania prac tzw plagiat(Kara zgodna z tabelką).
2.Jedna praca przypada na jedną osobe.
3.W temacie obowiązuje regulamin mpc jak i działu ISS.
4.Praca nie może zawierać wulgaryzmów lub obraźliwych rzeczy.
5.Wszelkie próby wpłynięcie na jury=Wylkuczenie z konkursu.
6.Edytowanie postu dozwolone.
448231419237901377857.png

1 miejsce: 8-AwardImgMaster-1361138012.png +; -5

2 miejsce: 9-AwardImgMaster-1361138078.png + ;-5

3 miejsce: 7-AwardImgMaster-1361137781.png + ;-5

453871419237901377857.png

 
1.Konkurs trwa do 27.02.15
2.Nagrody będą rozyłane w trakcie 3 dni po zakończeniu konkursu.
3.Każda praca dostanie +
4.Wszelkie pytania na pw 
5.Jury-
-

­

Opublikowano

  W roku 2050 rozprzestrzenił się wirus, który przemieniał ludzi w zombie. Wydostał się on z tajnego labolatorium o numerze "54". Z niego powstało całe zło, wymyślono szczepionkę, lecz to niezbyt pomagało, ludzie nawet zwykli zarażali innych infekcją różnymi trickami. I tak się zaczyna okropna historia.
   Zombie bardzo się rozprzestrzeniły, szczepionki nic nie dawały, ponieważ kiedy wyczuła pole elektro-magnetyczne zamieniała ludzi ze szczepionką w zombie. Naukowcy nie przeżyli, labolatoria wojskowe zbombardowane przez zombiaki, które kiedyś były pilotami, więc nic nie można było poradzić. Dodatkowo zombie powstały ze szczepionki miał jedną złą ceche, mianowicie było to takie coś: Zabiłeś jednego zombiaka, powstają dwa mniejsze i tak dalej i to nie miało końca. Dwadzieścia lat później nie istniało wojsko, miasto było z potworami więc co mogło zrobić 50tysięcy ludzi, którzy zostali w prawie opuszczonym przez technologie miasta "Monkeyer". Jedzenie trzeba było zdobywać, broń no właśnie niech powiedzą skąd, a mieszkanie, jakieś z bloku, które zostało opuszczone. Życie było okropne, 2 lata później zostało tylko 20tysięcy ludzi. Zombie wyczuwały zapach ludzi nawet z drugiego końca świata. Był w tym miejscu chłopak o imieniu "Steve" miał 12 lat i nie miał nikogo bliskiego, nie miał przy sobie rodziców, bo umarli od razu, od jego porodu. Sześć lat później miał już 18, czyli był dorosły, ogólnie każdy by sie cieszył, ale uczucie, że może być zombiakiem, lub być zmarłym psuło mu humor. Te okropne stworzenia się do niego dorwały, zabił je, wziął jedno ciało do piwnicy i szukał szczepionki, by zamienić zombie w ludzi. Rok później wynalazł szczepionkę, która miała zamienić te bestie w ludzi, lecz co innego się stało.
  Wszystkie zombie znikneły, nie było ani jednego żywego człowieka, oprócz jego, kiedy miał 30 lat chciał zrobić szczepionke, by poprawiło mu samopoczucie, ale tak się nie stało, i szczepionka go zabiła.

 

By HelperOne :D B)

Opublikowano

916401419237901377857.png­


 


 



 


 


 


~Umieraj Młodo Pozostawiaj Atrakcyjne Zwłoki~


~Good Night - Good Luck~


 


07.10.2018r


 


Dzień jak co dzień, wiadomo - dzień jak dzień. Nic zwykłego niby się nie działo jednak oglądając telewizje i przełączając kanały dostrzegłem kanał informacyjny w którym informowali o bardzo dziwnej chorobie, mianowicie człowiek po zetknięciu się z osobą zainfekowaną staje się jednym z nich, ja osobiście nazywam ich sztywnymi. Oni są pół żywi i głodni ludzkiego mięsa. Ta choroba robi z nich martwych kanibali, dowiedziałem się też że osoby które umrą podczas infekcji i w terenach ją objętą zostają jednym z nich. Jest to bardzo dziwne, jednak ja słysząc to nie zachowałem się jak głupek i natychmiast pojechałem na farmę wuja, miałem nadzieje że on żyje. Jednak miałem świadomość że Colorado nie będzie takie jak dawniej. Zastałem go tam, niestety był zainfekowany - odstrzeliłem go z wielkim bólem w sercu. Ale nie przyjechałem po to, głównie chodziło mi o uzbrojenie które miał w swojej starej szopie, było tam pełno broni białej jak i broni - w końcu był komandosem. Zabrałem wszystkie rzeczy i pojechałem do Small Ville, moje rodzinne miasto. Ludzie jak by nigdy nic chodzili po ulicach - jak by tej infekcji nigdy nie było. Zabrałem dzieci oraz żonę i pojechałem z nimi do Camp Sprinter gdzie miałem schronienie. Znałem tam większość osób ze względu na wuja. Żołnierz podszedł do nas, wycelował i jak by chciał nas zabić - jednak poznałem tą twarz. To był Adrew, ten najwyraźniej też mnie poznał. Rozłożyliśmy się w jednym z namiotów i tam spędziliśmy całą noc - obóz był zabarykadowany i pod stałym nadzorem.


 


8.10.2018r


 


Kolejny dzień, wstałem przed dzieciakami i poszedłem na ranny obchód, spokojnie jak by nigdy nic. Dwóch typów patrzyło się na mnie co najmniej jak na wariata. Ale przeszedłem się wokół obiektu, po powrocie dzieciaki i moja żona Kate już nie spali. Przygotowywali sobie sniadanie, kiełbaska z cebulką i jajkami na twardo - Ona wie co dobre, dzieciaki dostały od Pablo po lizaku, ranek był spokojny, zresztą jak cały dzień.. bez niespodzianek. Młodego nauczyłem grać w kości, wypiłem kufel z Andrew'em i tak.. właściwie upłyną mi dzień, noc spokojna. Bez zaskoczeń.


 


9.10.2018r


 


Trzeci dzień, chyba ten z gorszych, rano obudził mnie, dzieci i żonę huk granatów i dużego kalibru, po chwili wbiegł ktos i zabrał nas stamtąd, amunicja się skończyła. Racje żywnościowe nie wystarczały - Masakra. Zawieźli nas i jeszcze jedno małżeństwo na Patch Farm gdzie spędzilismy spokojnie otoczeni górami spokojnie kolejne 3-4 dni, tracę rachubę czasu.


 


02.11.2018r


 


Jest żle, bardzo źle, moja kobieta i dzieci są zainfekowane. Muszę uciekać, to koniec. Tracę wszystko co mam. Jadę do Frosty Pine, tam może jest spokojnie. Tak! Napewno, zresztą złapałem ok. 16 łączność radiową z nimi. Jest dobrze, czuje to - mają tam obóz, 40 osób. Jest świetnie! Może poznam tam kogoś...


 


04.11.2018r


 


Jestem już w Frosty Pine, i można powiedzieć że jestem jednym z nich! Niestety, a może stety. Wybijają mi dzisiaj 32 urodziny.. mam nadzieje że zost...


 


**A w tym własnie momencie nasz bohater Harry zostaje ugryziony przez  sztywnego,**


 


Kilka lat później pozostali tylko nieliczni, odnaleźli oni dr. Roslislavas, który przez kilka lat starał się stworzyć antidotum... niestety, mimo starań cała Ameryka została zainfekowana. To już nasz koniec.*


 


Poprawiłem troszkę ostatnie zdania.


55aR3G.png

Opublikowano

Byłem policjantem w niewielkim mieście Clearview, dzień jak co dzień. Patrolowałem sobie ulice wraz z moim partnerem Bobem, był to napakowany sukinsyn wzrostu 1.95 oraz ważył około 90 kg, niekiedy sam się go bałem, ale wiedziałem że to mój przyjaciel. A jak już tak wziąłem się za opisywanie wyglądu to byłem zwykłym, przeciętnie wyglądającym człowiekiem, BMI w normie, na siłownie nie chodziłem bo czasu nie było, ale pomimo tego ludzie mnie szanowali. Tak w ogóle to nazywam się Rick. Dobra dość tego pieprzenia, piszę to po to, bo być może ktoś to przeczyta gdy to wszystko się skończy i uświadomi sobie że jedynie my sami, mam na myśli ludzi jesteśmy dla siebie zagrożeniem. To wracam do tego że patrolowaliśmy ulicę, nic szczególnego się nie działo lecz nagle usłyszeliśmy krzyk kobiety, więc od razu pobiegliśmy w jej stronę i co się okazało ? Powiedziała nam że ją szczur ugryzł, w sumie to było trochę dziwne, ponieważ zazwyczaj szczury nie gryzą ludzi, szczególnie w upalny dzień w środku miasta. Powiedzieliśmy jej żeby poszła do lekarza się przebadać czy nie ma żadnego zakażenia czy coś w tym stylu. Powiedziałem żeby mi dała swój numer telefonu i adres, bym mógł sprawdzić później co u niej, tak też zrobiła i udała się do lekarza. Po tej akcji wróciliśmy na komendę i wykonywaliśmy papierkową robotę, w sumie spokojny dzień prawda? Żadnych włamań, zabójstw, gwałtów. Tak minął dzień pierwszy.

 

Dzień drugi, oj dzień drugi... Tutaj się wszystko zaczęło..

Mianowicie, aaa zapomniałem dodać że mam żonę i córkę, lecz jak to we wakacje, słoneczko smaży, nic tylko jechać nad wodę, więc poleciały one do Włoch do ciotki, niestety ja oczywiście musiałem zostać, taka praca... No dobrze, przechodząc do sedna sprawy. Wstałem, umyłem się, zjadłem i ubrałem się, nie zapominając o mojej ukochanej Berettcie model 92fs stainless stell. Idąc na komendę postanowiłem że zadzwonię do tej kobiety którą ugryzł szczur. Nie odbierała, więc postanowiłem się do niej wybrać, zadzwoniłem do Boba i powiedziałem mu że się spóźnię. Gdy doszedłem do drzwi od razu zadzwoniłem dzwonkiem, lecz żadnej reakcji z wewnątrz więc wyważyłem drzwi i wszedłem do środka. Wyciągnąłem moją berette na wszelki wypadek i zacząłem sprawdzać dom. Na górę nie chciałem narazie wychodzić, dlatego poszedłem od razu na lewo do salonu i zobaczyłem jak ta kobieta leży na brzuchu po środku salonu. Podszedłem do niej ostrożnie a ona od razu się na mnie rzuciła i chciała ugryźć, bez wahania kopnąłem ją w brzuch i strzeliłem w głowę, upadła na deski. Sprawdziłem puls, nie żyła, nagle usłyszałem wycie dochodzące z góry, od razu pomyślałem że jest tego więcej, od razu chciałem zadzwonić do Boba, powiedzieć mu o całej sytuacji, lecz nie było w ogóle zasięgu. Telefon domowy też nie działał, usiadłem na sofie i zacząłem myśleć że to nie może być prawda. Popatrzyłem za okno i zauważyłem jak parę osób ucieka przed "nimi", w sumie mogę ich już nazwać zombie, zawsze myślałem że to tylko bajki, a teraz to się dzieję naprawdę. Siedząc tak na fotelu obok gnijącego ciała tej kobiety, usłyszałem że ktoś wchodzi do domu. Wziąłem pistolet do ręki i zacząłem celować. Okazało się że to Bob, zapewne zapamiętał adres domu tej kobiety gdy mi go podawała i przyjechał, po tym jak kontakt nam się urwał. Powiedział że na posterunku wybuchła panika i że wszyscy pouciekali a na ulicach krążą zombie. Ja mu powiedziałem że to przez te szczury. Wprawdzie kiedyś mówili w wiadomościach że rząd testuje nową szczepionkę na ebolę na szczurach i to zapewne się stało... Muszą one przenosić jakiegoś wirusa i przez to że zaczęły gryźć ludzi tak to się zaczęło. Bob powiedział mi że wziął radiowóz, załadował trochę prowiantu oraz bronie. Gdy wyszliśmy z domu, szedł w naszą stronę jeden umarlak, Bob bez wahania skręcił mu kark. Dotarliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę Boulder city, z nadzieją że znajdziemy tam schronienie. Lecz jakoś tak w połowie drogi na jakimś polu, skończyło się paliwo. Musieliśmy wziąć najważniejsze rzeczy i ruszyć na piechotę. 

 

Tutaj masz moje ostatnie zdjęcie, zrobione przez Boba, mam nadzieję że jeszcze żyję gdy to czytasz.

Znajdziesz mnie w Boulder city.

 

 

 

                                                                                                         post-1093982-0-14478700-1424362074.jpg

zy95qg.png

Opublikowano

"Policz do dziesięciu..."

 

 

Leżałem w małym, cuchnącym pomieszczeniu, wyraźnie czułem zapach stęchlizny, wielkość oszacowałem po omacku. Jakieś trzy na dwa metry, bez okien, tylko metalowe drzwi…
- Mówiłem Ci, żeby się go pozbyć!
- Gówno mówiłeś, trzeba było to zrobić, a nie mi teraz pi@$!&ć takie głupoty.!
- Ja? Ja mam go się pozbyć? To był Twój pomysł. Mike, to ty wymyśliłeś to całe gówno, ja…
- I co z tego…
Głos wyraźnie dobiegał z za zamkniętych drzwi.
-… że to wymyśliłem. Skąd mogłem wiedzieć, że ten idiota się tu pojawi! Tylko my wiedzieliśmy o tym schronie, nikt inny! Tylko my!
Miałem wrażenie, że ten idiota to ja, tym bardziej, że ostatnie co pamiętam, to, to , że biegałem po lesie czegoś szukając. Tylko czego? Nie mogę sobie przypomnieć, czego szukałem? I głosy tych dwoje, później nastała ciemność, coś walnęło mnie w głowę.
- Ciekawe, czy jeszcze tam leży…
- A co miał gdzieś pójść ? , Ha, ha, Haaa….Sam osobiście go związałem.
Chyba nie bardzo, niedokładnie, skoro mogłem normalnie chodzić i ruszać rękoma.
- A ja go rozwiązałem i …
- Co ?! Ty idioto! Alex, ty durniu. Rozwiązałeś go? Po jakiego grzyba?
- Myślałem, że jak…
- Ty nie myśl, idioto. Jak babcię kocham, rozwiązał go! – był wyraźnie zdenerwowany – Dobra idę go rozwalić ! Nie! Idę coś zjeść. Nie lubię pracować na głodnego. Ha, ha, haaa…
Usłyszałem, jak obydwoje gdzieś wychodzą. Ile mam czasu? Co robić? Co robić?
Dryń, dryń, dryń…
Wyraźnie słyszałem telefon, telefon, który dzwonił gdzieś obok mnie. Zacząłem po omacku szukać aparatu.
Dryń, dryń, dryń…
Znalazłem, stał pod ścianą, podniosłem słuchawkę.
- Halo, halo ? – starałem się jak najciszej mówić do słuchawki - Kto tam?
- …
- Halo, jest tam ktoś? – zapytałem, zdecydowanie głośniej.
- Słuchaj uważnie, masz tylko jedną szansę – odezwał się głos w słuchawce- jak skończę mówić, policz do dziesięciu, drzwi będą otwarte, następnie schodami w górę …
- Ale kto mówi, ja …
- Zamknij się i słuchaj, do jasnej cholery. Chcesz żyć?
- …
- Chcesz?!
- Tak chcę, ale…
- Idziesz schodami w górę, jest ciemno ale je znajdziesz bez problemu. Następnie do końca pomieszczenia wzdłuż ściany po prawej stronie. Na końcu będzie drabina, taka w ścianie. Wejdziesz na samą górę, uchylisz właz. Wyjdziesz, zamkniesz właz i uciekaj. Słyszysz? Uciekaj jak najdalej i zapomnij o Hidden Forest, zapomnij o tych ludziach i tym miejscu!
- A ja…
- Zacznij liczyć!
Pach!
Usłyszałem odgłos rzuconej słuchawki.
Zacząłem liczyć.

1, 2, 3, 4,…
Biegłem co sił w nogach, biegłem, zaczynało mi huczeć w głowie, ale biegłem. Wiedziałem, że drugiej szansy nie dostane.
Hidden Forest? Wolę myśleć, że to był sen.

 

Hidden.jpg

 

 

Parę słów wyjaśnienia. Moje opowiadanie powstało na kanwie pewnych wydarzeń, które miały miejsce na... forum, tu i ówdzie, aczkolwiek dotyczą I:SS i pewnej miejscowości w świecie "warzi". Były inspirowane pewną plotką, która głosiła, że w Hidden Forest (w grze, na mapie) jest ukryty schron/bunkier. Nie rozpisując się dalej, mogę tylko dodać, że cała ta PLOTKA była wymyślona przeze mnie i moich dwóch kumpli ;)

test

 

 

Opublikowano

@Vaxus

 

Tak myślałem że to dasz ;)

Jak czytałem to na forum iss to ciary przechodziły.

 

Zachęcam do dodawania prac , nagrody są naprawdę bardzo fajne ;)!!!

784091427630431250239.png
Regulamin sygnatur


Opublikowano

Konkurs będzie trwał do 27.2.15 z 2 powodów-

-Danie szansy osobą które jeszcze nie wysłały pracy

-Brak czasu w poprzednim terminie

Z góry przepraszam to zmiane terminu.

­

Opublikowano

Szedłem ulicą, wśród porzuconych samochodów, autobusów i innych pojazdów. Gdzieniegdzie leżały zwłoki porzuconych zwierząt domowych, głównie psów i kotów. Przeskoczyłem przez zmiażdżony motocykl i zacząłem kierować się w stronę wielkiego gmachu fabryki Campos city, ale coś mi podpowiadało że nie jest bezpiecznie, nie słychać było żadnego, nawet najmniejszego dźwięku, nie licząc odgłosu kapiącej wody. Ale potrzeba zdobycia zapasów zmusiła mnie do wyjścia z piwnicy. Parkerville było już dość opustoszałe, większość ludzi którzy przetrwali dawno wyjechała do Smallville razem z konwojem humanitarnym. Ja zostałem, kiedy usłyszałem radiowy komunikat o zrzucie żywności i amunicji w fabryce. Ponadto człowiek któremu pomogłem kilka dni temu, kiedy uciekał przed zainfekowanym, powiedział mi że w fabryce znajduje się duży magazyn pod ziemią, w którym załoganci fabryki utrzymywali wszystkie zapasy, zanim wojsko przejęło ten teren. Szedłem więc pełen niepokoju i.. chyba strachu, do tej pory nie znałem tego uczucia. Gdy byłem już niedaleko fabryki, na moje oko coś koło pięćdziesięciu metrów, usłyszałem strzał. Jeden, głośny i pojedynczy. Stanąłem jak wryty. Nagle zdałem sobie sprawę że jestem idealnym celem na tej otwartej powierzchni bez osłony. Padłem szybko na ziemię i podczołgałem się do jednego z kontenerów na śmieci. Leżałem za nim, starając się nie wydawać żadnego dźwięku. Mijały kolejne sekundy, minuty... Nagle rozpętało się prawdziwe piekło. Ktoś na balkonie dużego, betonowego bloku strzelał z karabinu automatycznego do grupy ludzi, którzy kotłowali się koło wejścia do fabryki. Zauważyłem ich dopiero pod dłuższej chwili, bo moją uwagę zwróciła horda zainfekowanych, biegnąca w moja stronę, ewidentnie zwabiona odgłosami wystrzałów. Wyciągnąłem moją jedyną broń, był nią pistolet Sig Sauer, znaleziony w skrytce jednego z mieszkań które przeszukiwałem. Załadowałem ostatni magazynek jaki mi został i zebrawszy się w sobie szybkim susem dostałem się do drugiego kontenera. Banda tych żywych trupów była coraz bliżej. Wyjrzałem zza kontenera, z grupki ludzi przy wejściu nie zostało nic, facet z karabinem wystrzelał ich wszystkich, drugi, chyba jego wspólnik na kuckach przeszukiwał ich ciała. Ten z balkonu chyba wreszcie zauważył kreatury pędzące w naszą stronę, bo zaczął krzyczeć i machać do tego drugiego. To była moja jedyna szansa, przykucnąłem i wycelowałem w faceta przeszukującego tych martwych, który najwyraźniej wcale nie przejmował się krzykami kolegi, albo zwyczajnie go nie słyszał. Chwilę się wahałem przed naciśnięciem spustu, ale tylko chwilę, bo usłyszałem warki i pomruki biegnących zombie. Wystrzeliłem. Facet upadł na kolana, trzymając się oburącz za brzuch z którego obficie ciekła krew, patrzył na to z niedowierzaniem, jakby nie mógł przyjąć do świadomości że właśnie umiera. Wtedy korzystając z zamieszania jakie wywołały umarlaki, zerwałem się do morderczego biegu w stronę wejścia do fabryki. Ten na balkonie na początku mnie nie widział, zapatrzony na hordę zainfekowanych, dopiero po dłużej chwili jego mózg zaczął szybciej przetwarzać dane, i obrócił się w moją stronę. Rzuciłem się na klamkę od drzwi, po chwili tuż koło mnie zaświstały kule, jedna mnie drasnęła, krew pociekła z nogawki spodni. Na szczęście przestał strzelać, chyba skończył mu się magazynek, albo zdjął go ktoś inny. Drzwi wreszcie puściły, pod naporem moich szarpnięć i kopniaków, wbiegłem do środka i znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu, chyba przedsionku. Z sufitu zwisały kable, gdzieniegdzie sypały się iskry. Przebiegłem przez kolejne drzwi i na ślepo pobiegłem w lewo. Kolejne drzwi, ciemność, mrok, ogarnia mnie panika. Wreszcie.. światło. Wbiegłem do dużej sali, chyba produkcyjnej. Nie potrafię opisać tego co się tam działo. Sala miała kształt dużego prostokąta, na wysokości dwudziestu metrów, okrążała ją metalowa galeria. 

Na galerii stali ludzie, strzelali ile sił w wielka kotłowaninę ludzi i tych kreatur. Wszędzie porozrzucane były skrzynki, puszki i małe walizki, pewnie z amunicją. Wiedząc że lepiej nie pakować się w to co się tam działo, zgarnąłem dwie mniejsze skrzynki, wrzuciłem kilka puszek do plecaka, i zgarnąłem paczkę naboi. Zacząłem się rozglądać, w którą stronę mogę uciekać. Za sobą, słyszałem kroki dobiegające z przedsionka. Moje wirujące oczy zarejestrowały, że kilka metrów ode mnie, oparta o ścianę leży strzelba. Bez wahania chwyciłem ją, załadowałem kilka naboi do komory i zaczaiłem się przy wejściu, za murkiem, tak że nie widzieli mnie ludzie na galerii i ci na dole. Czekałem, wpatrzony w drzwi, nie zwracając uwagi na hałas dobiegający z boku, mieszaninę krzyków, warków, huku, strzałów i jęków. Nagle w drzwiach pojawił się człowiek, to ten sam co na balkonie. Najwyraźniej nie był zbyt bystry, bo zobaczywszy ten chaos na środku hali, stanął jak wryty, bezgłośnie poruszająć ustami. Uznałem że nie warto marnować strzału na nieruchomy cel, więc szybkim ruchem wyjąłem nóż myśliwski z pochwy, i bezgłośnie podchodząc go z boku, wpakowałem mu go w gardło. Zaczął się dusić krwią, kaszleć i pluć posoką na wszystkie strony. Pozwoliłem osunąć mu się na podłogę i zamykając drzwi za sobą zacząłem uciekać z tego... nie wiem nawet jak to nazwać, koszmaru?

Udało mi się bezpiecznie dotrzeć bez przeszkód do mojej piwnicy i ochłonąć. Teraz wyruszam do Frosty Pine, złapałem kontakt telefoniczny z tamtejszą grupą wsparcia i otrzymałem informację że jest tam jedno z moich zagubionych dzieci, mam nadzieję że dotrę bez przeszkód.

 

12.07.2019 Campos City

 

mam nadzieję że sie spodobało ;)

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...