Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

Creepypasty (Urban Legends)


Casso.

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brakuje tego na mpc, zacznę może przetłumaczoną wersją creepypasty z reddita (NoSleep polecam ^^)

 

Martwa dziewczyna wysyła mi wiadomości

 

Mam dość, muszę się tym podzielić. Dostałem kolejną wiadomości i jest gorsza niż poprzednie.

Moja dziewczyna zginęła 7 sierpnia 2012 roku. To był wypadek trzech samochodów, wracała do domu i ktoś przejechał na czerwonym świetle. Zmarła kilka minut po zderzeniu.

Byliśmy ze sobą 5 lat. Nie była zbyt chętna by brać ślub (mówiła, że to archaiczne), ale gdyby chciała poślubiłbym ją po 3 miesiącach związku. Była niesamowita; typ dziewczyny która zawsze wybierała wyzwania. Najbardziej lubiła kempingi, ale interesowała się nowymi technologiami. Pachniała cynamonem.

Ale nie była idealna. Zawsze mówiła mi coś w stylu „jeśli odkorkuję pierwsza, nie mów o mnie tylko dobrych rzeczy. Nigdy tego nie lubiłam. Jeśli będzie inaczej, tylko mi zaszkodzisz. Moje wady są częścią mnie.” No więc to jest dla Em: muzyka którą mówiła, że lubi, różniła się od tej która naprawdę jej się podobała. Jej definicją czułości było drobne przytulenie. Miała bardzo długie palce u stóp, jak u szympansa.

Wiem, że to nie ma nic do rzeczy, ale nie czułbym się dobrze mówiąc o niej bez opisania wam jaka była. Do rzeczy. Em była martwa od około trzynastu miesięcy kiedy pierwszy raz napisała.

4 września, 2013

http://i.imgur.com/UMh0nZl.png

Emily: cześć

Nathan: kto to?

bardzo dziwnie jest dostawać wiadomości z konta Emily.

??

no dobra

cóż, w przyszłości wysyłaj mi wiadomości ze swojego konta, nawet jeśli chcesz pogadać o jej stronie

Emily: cześć

Nathan: Susan? Jesteś na koncie Emily.

 

Wtedy się zaczęło. Nie usunąłem konta Emily, żeby móc czasem wysłać jej wiadomość, wstawić coś na jej tablicę, przejrzeć zdjęcia. Zbyt ostateczne (i zbyt nie w jej stylu) wydawało mi się robienie jej memoriału. Miałem dostęp do jej konta tak samo jak jej mama, Susan. Oboje mieliśmy hasło, ale Susan spędziła na nim jakieś 3 minuty (albo w ogóle przy komputerze). Po lekkim zaniepokojeniu, doszedłem do wniosku że to ona do mnie pisała.

 

16 listopada 2013

http://i.imgur.com/y0yzVaj.png

Emily: cześć

chodźmy do ***** w niedzielę

Nathan: kto to do cholery jest?

Emily: koła w autobusie

Nathan: proszę, powiedz mi kim jesteś

 

Susan potwierdziła, że nie logowała się na facebooka Em od tygodnia w którym zginęła. Em znała wielu ludzi, więc pomyślałem, że to jeden z jej obcykanych technologicznie „przyjaciół” robi sobie ze mnie jaja w najgorszy z możliwych sposobów.

Zauważyłem prawie od razu, że ktokolwiek ze mną pisał, odtwarzał stare wiadomości z naszych rozmów.

http://i.imgur.com/fw80ZJG.png

„Koła w autobusie” było z dnia kiedy rozmawialiśmy o piosenkach na naszą wycieczkę, która nigdy się nie odbyła. „Cześć” powtórzyło się wcześniej z milion razy.

Około lutego 2014, Emily zaczęła tagować się w moich zdjęciach. Dostawałem powiadomienia, ale tag samoistnie znikał zanim zdążyłem przejść do zdjęcia. Pierwszy raz gdy udało mi się jedno złapać, poczułem jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. „Ona” tagowała się w miejscach gdzie lubiła przebywać, albo gdzie zazwyczaj bywała. Mam zrzuty ekranu dwóch zdjęć (z kwietnia i czerwca; to jedyne jakie dorwałem, więc są trochę poza chronologią której staram się trzymać)

http://i.imgur.com/X9G5agJ.png

http://i.imgur.com/55FwXKt.png

 

W tym czasie zacząłem mieć problemy ze snem. Byłem zbyt wściekły, by spać.

Tagowała się na przypadkowych zdjęciach co kilka tygodni. Przyjaciele, którzy to zauważyli, powiedzieli że to jakiś dziwny błąd. Ostatnio spostrzegłem, że byli też znajomi którzy zauważyli i nie powiedzieli nic. Część usunęła mnie ze znajomych.

Niektórzy mogą zastanawiać się, czemu po prostu nie usunąłem konta. Chciałbym. Na jakiś czas to zrobiłem. Mimo wszystko gdy nigdzie nie wychodzę miło jest mieć przyjaciół którzy z tobą pogadają. Miło jest odwiedzać profil Em kiedy nie ma już zielonej kropki obok jej imienia. Zawsze byłem samotnikiem, nawet gdy żyła. Jej śmierć zmieniła mnie w prawie że pustelnika i facebook oraz gry MMO były (i są) moimi jedynymi kontaktami z ludźmi

 

.

15 marca

http://i.imgur.com/KIL2Mx5.png

Nathan: czemu to robisz? Czemu ją ciągle tagujesz?

Wysłałem domniemanemi hakerowi wiadomość.

25 marca dostałem odpowiedź.

http://i.imgur.com/j3HwZzv.png

 

Emily: cześć

cześć

cześć

cześć

Nathan: niszczysz mnie.

Nie wiem czemu sprawia ci to przyjemność.

Emily: omg świece o zapachu cynamonu

Nathan: idź w diabli

Emily: czemu to robisz?

 

Kilka miesięcy później zauważyłem, że ona odtwarzała nie tylko swoje, ale też moje słowa.

Moje odpowiedzi wydają się być słabe. Specjalnie dawałem mu/jej emocjonalną „przynętę” (niszczysz mnie) żeby podtrzymać tą gierkę. Uważałem, że ktoś kto jest w stanie robić coś takiego czerpie radość z czyjejś rozpaczy. Pisałem na forum technologicznym szukając sposobu żeby namierzyć tę osobę i skontaktować się z pomocą techniczną facebooka. Musiałem trzymać go przy sobie, żebym mógł zebrać „dowody”.

Zanim ktokolwiek zapyta, tak, zmieniałem hasło i informacje bezpieczeństwa niezliczoną ilość razy.

16 kwietnia dostałem to:

http://i.imgur.com/uvadlGa.png

 

Emily: powinniśmy nagrać własny kawałek

jfc Samantha :/

nie, inaczej

nie ma szans na przejście

nie ma szans na przejście

jak dużo?

boczne drzwi garażu

boczne

ja*

nie ma szans na przejście

To wygląda jak słowna sałatka. Jak we wszystkich rozmowach, to są strzępy jej wiadomości wysyłanych za życia.

 

29 kwietnia

http://i.imgur.com/FGmhuUQ.png

Emily: pieczona fasola na tostach

nie wiem, powiedziałam „spytaj Nathana”

Nathana”

Nathana”

Nathan

Nathan: nie wiem co się dzieje

nie wiem jak ty to ciągle robisz

proszę przestań

Emily: proszę przestań

nie wiem co się dzieje

Nathan

nie wiem co się dzieje

 

Żadnego tropu. Facebook odpowiedział mi, że od jej śmierci lokalizacja wskazuje miejsca logowania które są mi dostępne (mój dom, moja praca, dom jej mamy itd.) Moja odpowiedź tutaj nie była przynętą. „Spytaj Nathana” było naszym hermetycznym żartem, zbyt frajerskim żeby go wyjaśniać, ale widząc jak „ona” znowu to mówi kompletnie mnie sparaliżowało. Moja reakcja w realnym świecie była mniej ładna. Nie spodziewam się, że moje więzadło wróci do normy.

Jej ostatnie wiadomości zaczęły być dla mnie przerażające, ale do teraz się nie przyznawałem.

 

8 maja

http://i.imgur.com/GNL8TcO.png

Emily: ja*

ja*

-12

-15

mój sweter jest w suszarce, a na zewnątrz jest zimno :(

na zewnątrz jest zimno

zimno

zimno

Nathan

proszę przestań

ja*

zimno

LOD OWAT O

nie wiem co się dzieje

„LOD OWAT O” to pierwsze własne słowo które stworzyła. Miałem przez to koszmary w których siedzi w zimnym samochodzie, zamarznięta, sino-niebieska, a ja stoję na zewnątrz w cieple krzycząc żeby otworzyła drzwi. Nawet nie wie że tam jestem. Czasem jej nogi są ze mną na zewnątrz.

24 maja

http://i.imgur.com/z295fHw.png

Nathan: jestem pijany

tęsknię za tobą

ktokolwiek jest na tym koncie, nie obchodzi mnie to

ciągle wracam z pracy i oczekuję że będziesz przy komputerze

chyba powinien już do tego przywyknąć?

Emily: o prostu pozwól mi iść

 

Nie byłem naprawdę pijany. Nie była zbyt romantyczną dziewczyną i zawsze zawstydzało ją wymienianie się słowami „kocham cię”, przytulanie, mówienie jak dużo dla siebie znaczymy. Lepiej jej to szło gdy byłem podpity. Często udawałem pijanego.

Jej odpowiedź skłoniła mnie w końcu do zamknięcia jej profilu, mając nadzieję że to się skończy. Może się to wydawać nieszkodliwe w porównaniu z jej poprzednimi wiadomościami- te słowa są skopiowane ze starej rozmowy gdzie przekonywałem ją żeby pozwoliła się odwieźć z domu znajomego.

W wypadku deska rozdzielcza ją zmiażdżyła. Została rozerwana w ukośnej linii od jej prawego biodra do połowy lewego uda. Jedna z jej nóg była wciśnięta pod tylne siedzenia.

 

Cofając się w czasie, 7 sierpnia 2012

http://i.imgur.com/ujUNJQm.png

Nathan: hej, wracasz do domu?

Emily

kiedy odczytasz tą wiadomość natychmiast do mnie zadzwoń

zadzwoniłem do ****** i powiedzieli, że wyszłaś o 4

zaczynam panikować

niedobrze mi, proszę proszę zadzwoń

emily

emily

odbierz telefon

 

To z dnia w którym zginęła. Wracała z pracy około 4.30. To, oraz kilka wiadomości zostawionych na sekretarce, to ostatni raz kiedy mówiłem do niej myśląc że żyje. Zaraz zobaczycie czemu wam to pokazałem.

 

Wczoraj, 1 lipca 2014

http://imgur.com/W6qzAZI

Emily Memorial: hej, wracasz do domu?

Emily

kiedy zobaczysz tą wiadomość natychmiast do mnie zadzwoń

proszę przestań

zadzwoniłem do ****** i powiedzieli że wyszłaś o 5

zaczynam panikować

proszę przestań

zimno

Emily

Emily

odbierz telefon

nie wiem co się dzieje

zimno

LODOWATO

 

Zrobiłem z jej strony memoriał kilka dni po otrzymaniu wiadomości o chodzeniu. Do dzisiaj nic nie pisała, nie tagowała się na zdjęciach.

Nie wiem co robić. Czy mam usunąć to konto? Co jeśli to ona? Rzygać mi się chce. Nie wiem co się dzieje.

Właśnie usłyszałem dźwięk powiadomienia na facebooku. Jestem zbyt przerażony żeby przełączyć kartę i to sprawdzić.

 

 

Żródło: http://www.reddit.com/r/nosleep/comments/29kd1x/my_dead_girlfriend_keeps_messaging_me_on_facebook/

poprawka.png

 

____________________ 馬鹿は死ななきゃ治らない ____________________

Opublikowano

Podczas czytania przeszły mnie dreszcze.

Jakby nie było jutra, jakby nie istniał czas, chwila to dziś sekunda, ale zegar dawno już zgasł...

Trzyma przy sobie nas tylko wspomnienie tego, jak było tu nam na początku

 

4875_blue.png [*] 30.09.2016r. [*] 9368_gold.png

 

 

 

 

Opublikowano

dafuq? To jakiś horror? 

Creepypasty (Urban Legends)

poprawka.png

 

____________________ 馬鹿は死ななきゃ治らない ____________________

Opublikowano

Sformatuj jakoś tego posta, bo wygląda paskudnie.

 

Prawdopodobnie to nie jest dobry pomysł

Przy każdym wydechu, część twojej duszy wydostaje się zewnątrz. Na szczęście, prawie zawsze wdychamy ją z powrotem zanim ktokolwiek zrobi to za nas. Prawie zawsze.

Zaparowałeś kiedyś lustro własnym oddechem?

Nie rób tego.

OPASKA NA NADGARSTEK


Kiedy rodzisz się w szpitalu, na twoim nadgarstku umieszczana jest biała opaska z twoim imieniem. Ale istnieją też opaski w innych kolorach, które znaczą co innego. Czerwone opaski są zakładane na nadgarstki zmarłych.
Pewien chirurg pracował na nocnej zmianie w szpitalu uniwersyteckim. Właśnie skończył operację i wychodził z sali. Wszedł do windy, wewnątrz niej znajdowała się już jedna kobieta. Porozmawiał z nią przez chwilę, gdy winda zjeżdżała na dół. Nagle drzwi windy się otworzyły, kolejna kobieta chciała do niej wsiąść. Lekarz czym prędzej nacisnął przycisk zamykania drzwi i wybrał przycisk najwyższego piętra. Zaskoczona kobieta obruszyła się na lekarza i spytała, czemu nie pozwolił tej drugiej wsiąść.
- To była kobieta, którą właśnie operowałem. - odpowiedział - Nie przeżyła operacji. Nie widziałaś czerwonej opaski na jej nadgarstku?
Kobieta uśmiechnęła się, podniosła rękę i spytała:
- Taką jak ta?

 

OPIEKUNKA
Młoda para bardzo chciała wyjechać na swoje pierwsze wakacje odkąd urodziło im się dziecko, ale ciocia kobiety, która miała się nim zaopiekować spóźniała się o pół godziny. Młoda kobieta zadzwoniła do swojej ciotki żeby sprawdzić co się dzieje. Starsza kobieta przyznała, że zapomniała, przeprosiła i powiedziała że już jedzie.
Ciotka mieszkała tylko kilka kilometrów od domu więc para zdecydowała się opuścić dom przed jej przyjazdem, żeby zdążyć na samolot. Dwa tygodnie później kiedy wrócili odkryli, że dziecko ciągle siedzi na wysokim krześle na którym je zostawili, ale było martwe i opuchnięte, chodziły po nim muchy. Ciotka zginęła w wypadku samochodowym zaraz po wyjeździe z domu.

 

5 MINUT
Dzwoni telefon. Na ekranie wyświetla się jakiś nieznany numer. Kątem oka widzisz, że zegar stojący na komodzie wskazuje godzinę 7:01. Odbierasz telefon, słyszysz jakiś nieznany ci głos, który mówi:
- Cześć, mogę ci zabrać pięć minut?
- Okej, o co chodzi - pytasz.
Nagle tajemniczy rozmówca się odłącza. O co tutaj chodzi? Spoglądasz na zegar.
Wskazuje godzinę 7:06.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Sformatuj jakoś tego posta, bo wygląda paskudnie.

 

Prawdopodobnie to nie jest dobry pomysł

Przy każdym wydechu, część twojej duszy wydostaje się zewnątrz. Na szczęście, prawie zawsze wdychamy ją z powrotem zanim ktokolwiek zrobi to za nas. Prawie zawsze.

 

Zaparowałeś kiedyś lustro własnym oddechem?

 

Nie rób tego.

OPASKA NA NADGARSTEK

Kiedy rodzisz się w szpitalu, na twoim nadgarstku umieszczana jest biała opaska z twoim imieniem. Ale istnieją też opaski w innych kolorach, które znaczą co innego. Czerwone opaski są zakładane na nadgarstki zmarłych.

Pewien chirurg pracował na nocnej zmianie w szpitalu uniwersyteckim. Właśnie skończył operację i wychodził z sali. Wszedł do windy, wewnątrz niej znajdowała się już jedna kobieta. Porozmawiał z nią przez chwilę, gdy winda zjeżdżała na dół. Nagle drzwi windy się otworzyły, kolejna kobieta chciała do niej wsiąść. Lekarz czym prędzej nacisnął przycisk zamykania drzwi i wybrał przycisk najwyższego piętra. Zaskoczona kobieta obruszyła się na lekarza i spytała, czemu nie pozwolił tej drugiej wsiąść.

- To była kobieta, którą właśnie operowałem. - odpowiedział - Nie przeżyła operacji. Nie widziałaś czerwonej opaski na jej nadgarstku?

Kobieta uśmiechnęła się, podniosła rękę i spytała:

- Taką jak ta?

 

OPIEKUNKA

Młoda para bardzo chciała wyjechać na swoje pierwsze wakacje odkąd urodziło im się dziecko, ale ciocia kobiety, która miała się nim zaopiekować spóźniała się o pół godziny. Młoda kobieta zadzwoniła do swojej ciotki żeby sprawdzić co się dzieje. Starsza kobieta przyznała, że zapomniała, przeprosiła i powiedziała że już jedzie.

Ciotka mieszkała tylko kilka kilometrów od domu więc para zdecydowała się opuścić dom przed jej przyjazdem, żeby zdążyć na samolot. Dwa tygodnie później kiedy wrócili odkryli, że dziecko ciągle siedzi na wysokim krześle na którym je zostawili, ale było martwe i opuchnięte, chodziły po nim muchy. Ciotka zginęła w wypadku samochodowym zaraz po wyjeździe z domu.

 

5 MINUT

Dzwoni telefon. Na ekranie wyświetla się jakiś nieznany numer. Kątem oka widzisz, że zegar stojący na komodzie wskazuje godzinę 7:01. Odbierasz telefon, słyszysz jakiś nieznany ci głos, który mówi:

- Cześć, mogę ci zabrać pięć minut?

- Okej, o co chodzi - pytasz.

Nagle tajemniczy rozmówca się odłącza. O co tutaj chodzi? Spoglądasz na zegar.

Wskazuje godzinę 7:06.

Pierwsza trochę mało creepy, druga przewidywalna, trzecia ma średnie zakończenie, a czwartą znam :D Ale innym się może podobać.

 

Zna ktoś tą z facetem, który chciał przenocować w leśnym domku i nie mógł zasnąć przez "obrazy"? Nie chce mi się szukać a jest całkiem całkiem :P

YGsMv3q.jpg
Opublikowano

Pierwsza trochę mało creepy, druga przewidywalna, trzecia ma średnie zakończenie, a czwartą znam :D Ale innym się może podobać.

 

Zna ktoś tą z facetem, który chciał przenocować w leśnym domku i nie mógł zasnąć przez "obrazy"? Nie chce mi się szukać a jest całkiem całkiem :P

 

Angielski chyba każdy zna, więc oszczędzę sobie tłumaczenia

 

 

6781214102692701117530.jpg

There was a hunter in the woods, who, after a long day hunting, was in the middle of an immense forest. It was getting dark, and having lost his bearings, he decided to head in one direction until he was clear of the increasingly oppressive foliage. After what seemed like hours, he came across a cabin in a small clearing. Realizing how dark it had grown, he decided to see if he could stay there for the night. He approached, and found the door ajar. Nobody was inside. The hunter flopped down on the single bed, deciding to explain himself to the owner in the morning.

As he looked around the inside of the cabin, he was surprised to see the walls adorned by several portraits, all painted in incredible detail. Without exception, they appeared to be staring down at him, their features twisted into looks of hatred and malice. Staring back, he grew increasingly uncomfortable. Making a concerted effort to ignore the many hateful faces, he turned to face the wall, and exhausted, he fell into a restless sleep.

The next morning, the hunter awoke—he turned, blinking in unexpected sunlight. Looking up, he discovered that the cabin had no portraits, only windows.

Opublikowano

CHIP CHAN

Chip-Chan (prawdziwe imię/nazwisko nieznane) została okryta przez 4-chanową sekcję /x/ 6 sierpnia 2011 roku, w wątku poruszającym zagadnienie „podglądactwa” przy wykorzystaniu kamerek internetowych (najczęściej bez zgody osoby „zainteresowanej”). Na filmie spała tak mocno, że użytkownik, oprócz umieszczenia jej kamerki na portalu dodał jeszcze komentarz : „Jakaś laska, siedząca na krześle z podkulonymi nogami, wszędzie dookoła jej biurka i na oknach porozwieszane są znaki w języku koreańskim. Myślę... że jest martwa”.

Tym właśnie zwróciła swoją uwagę sekcji /x/. Przez następne kilka godzin, mnóstwo użytkowników komentowało każdy z niewielkich ruchów jakie wykonywała – wierząc, że to po prostu siła grawitacji oddziaływająca na martwe od dłuższego czasu ciało.

Jeden z nich zauważył: „Dwie godziny temu, ktoś obserwował ją przez całą godzinę. Od tamtego czasu nie poruszyła się ani razu”. Jednak wszystkie spekulacje zostały rozwiane, gdy obudziła się na chwilę, aby podrapać się po nodze. Cała sytuacja dalej nie posunęła się ani trochę w kierunku rozwiązania: nieznana nikomu koreańska kobieta, śpiąca w niewygodnej pozycji przez nienormalnie długi okres czasu, otoczona pustymi butelkami po wodzie, a całe jej biurko oraz okna pokryte znakami napisanymi w języku koreańskim.

Niedługo potem zaskoczyła wszystkich swoją nagłą pobudką. Szybko, schowała się za jeden ze swoich znaków i zaczęła korzystać z laptopa (co mogliśmy zobaczyć w kamerze nr. 2). Ze względu na niską jakość obrazu, po dziś dzień nie wiemy nad czym mogła wtedy pracować.

Wszyscy byli zainteresowani znaczeniem plakatów znajdujących się w jej pokoju. Jeden z użytkowników postanowił „skonsultować się” z tłumaczem Google, kilku innych poprosiło o pomoc znajomych zajmujących się językiem koreańskim. Ze względu na tragiczną jakość kamer, odczytywanie znaków było bardzo męczącym zajęciem – a Ci szczęśliwcy, którym się to udało, zgodnie twierdzili, że nie mają o

1351314102732621130176.jpeg

Twarz Chip-Chan

ne najmniejszego sensu. Były zniekształcone, mylące i nienaturalne. Niektórzy zastanawiali się, czy rzeczywiście zostały one napisane w języku koreańskim, ponieważ kaligrafia i styl jednoznacznie wskazywały, że nie jest to osoba, dla której język ten jest językiem ojczystym.

Pierwszy z odszyfrowanych napisów: „Nie możesz zmusić osoby, aby była nieprzytomna tylko od 7 do 10 po południu”. Zauważono, że znaki “경정P” albo nie znaczą nic albo są pewnego rodzaju imieniem bądź nazwą własną. Ponownie z powodu na jakość obrazu, pełne tłumaczenie było praktycznie niemożliwe do wykonania. Mimo wszystko udało się przetłumaczyć kilka z nich:

-„Nie daj się oszukać/Nie daj się ogłupić.”

-„Zawsze, wcześnie rano/Codziennie, samym rankiem.”

-„Jeżeli ktoś przyjdzie, to sparaliżuje (w domyśle, tę osobę).”

-„Nie mogę przestać/Nikt mnie nie powstrzyma.”

Jeden z użytkowników (który posiadał znajomych w Korei), zauważył, że być może przekaz ze znaków jest skierowany w stronę każdego, który się jej przygląda. Pojawiła się także druga teoria, w której miało być to rozpaczliwe błaganie o pomoc. Jego znajomi, potwierdzili wcześniejszą tezę, że pismo jest bardzo nienaturalne, a gramatyka stoi na bardzo kiepskim poziomie (chociaż w ogólnym rozrachunku w językach azjatyckich jest ona stosunkowo prosta, dop. tłumacza).

Wkrótce po tym, Chip-Chan stworzyła kolejny plakat. Jednak w tym wypadku tłumaczenie było zupełnie nie możliwe. Tekst nie miał zupełnie żadnego sensu, widniały tam również znaki, które nie występują w języku koreańskim. Jednak dla niej, musiał być on bardzo ważny, ponieważ ciągle zwracała naszą uwagę w jego kierunku – całą noc spędziła na przepisywaniu i tworzeniu nowych wersji, jednak bez skutku… Nic nie dało się z tego zrozumieć - wspomina jeden z internautów.

Wielu użytkowników doszło do wniosku, że jej zachowania, jak np. możliwość snu w niewygodnej (nienaturalnej) pozycji przez bardzo długi czas pasują idealnie do objawów, które możemy zaobserwować u osób chorych na schizofrenię. Teoria ta nie została jednak nigdy potwierdzona.

Niedługo potem, wyszło na jaw (w oparciu o kilka blogów, które prowadzi), że filmowała siebie od 2008 roku. Z tego, co pisze, wynika, że kamery zainstalowane w jej domu nie zostały zamontowane przez nią. Jednak utrzymuje je, aby śledzić, co dzieje się w czasie kiedy śpi. Wciąż nie wiadomo, po co to robi.

Czytając jej blogi można dojść do tego, że cierpi na paranoję. Ponownie nie zostało to potwierdzone przez żadnego specjalistę.

Jak dotąd, ciągle walcząc z jej łamaną angielszczyzną i karkołomnym koreańskim, udało się nam wywnioskować, że Chip-Chan w 1999 roku została porwana przez skorumpowanego oficera policji, który w jakiś sposób zapanował nad jej świadomością. Następnie wszczepił w jej chrząstkę, znajdującą się w kostce „VeriChip”[1]. Dzięki niemu jest w stanie zobaczyć wszystko, co robi i usłyszeć wszystko, co mówi, co więcej kontroluje nim jej sen oraz powstrzymuje od ucieczki. Wszystkie dziwne objawy zaobserwowała u siebie w 2006 roku – 

szczególnie wymowne były chroniczne senne koszmary.

„Codziennie spałam po 20 godzin” – możemy przeczytać na jej blogu. W tym wpisie ponownie wraca do tego, że to nie ona zainstalowała kamery. Ale do tej pory utrzymywała je, aby móc kontrolować to, co dzieje się w czasie jej „wymuszonego” snu. Pierwotnie mieliśmy dostęp do 3 kamer, na dzień dzisiejszy działają jedynie 2 z nich.

Po tym jak znalazła się pod ciągłą obserwacją „śpi tylko od 4 do 10 godzin”, ale jej oprawca (jak go nazywa) może sprawić, że będzie spać przez cały dzień. Z jej strony możemy się także dowiedzieć, że zanim to wszystko się zaczęło, potrzebowała jedynie 4 godzin snu dziennie i potrafiła się po nich budzić bez żadnego bodźca z zewnątrz. Po wszczepieniu „VeriChip’a” twierdzi, że specjalnie skonfigurowała 

5651314102732621130176.png

Śpiąca Chip-Chan

budzik tak, aby dzwonił co 10 minut – jednak kiedy śpi nigdy nie reaguje na dźwięk alarmu (na dzień dzisiejszy nie mamy dowodów na obecność takowego alarmu).

Chip-Chan apeluje do wszystkich, którzy starają się usłyszeć bądź dostrzec sławny alarm, aby „nigdy go nie słuchali ani w żaden sposób na niego reagowali”. Jego działanie pozostaje tajemnicą.

 

Link do kamer Chip Chan http://aassd.viewnetcam.com:50000/CgiStart?page=Multi&Language=0&Page=1&Resolution=320x240&Interval=0&Quality=Standard&Mode=Motion&PageLayout=Div16

 

 

Eyeless Jack

Młody chłopak siedział w cieniu drzewa w swoim ogrodzie za domem. Niewiele można było o nim powiedzieć. Był to zwyczajny dzieciak z rudawo-brązowymi włosami i oszałamiającymi piwnymi oczami. Zasnął godzinę wcześniej w trakcie czytania książki. Teraz jego szczupłe ciało spoczęło oparte na pniu wielkiego dębu, jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w rytm jego spokojnego oddechu. Tylnymi drzwiami domu, do którego należał ogród, weszła właścicielka i zbliżyła się do chłopca. Uśmiechnęła się, położyła dłoń na jego ramieniu i potrząsnęła nim delikatnie. Otworzył odrobinę oczy i przetarł jedno z nich wierzchem dłoni. Odzyskał ostrość widzenia i ujrzał uśmiechniętą twarz swojej matki mówiącej słodkim i uprzejmym głosem: "Jack, słonko, czas wstawać."

Chłopak wstał chwiejnie, jego ciało trwało nadal w półśnie, i zapytał, "Hmm? Co... Która godzina...?"

"Około szóstej, kochanie. Twój ojciec może być w domu w każdej chwili" odpowiedziała i skierowała się z powrotem do wnętrza domu.

Jack skinął głową, a następnie pochylił się, aby podnieść swoją książkę. Spadła z jego kolan, kiedy wstawał. Chwycił stare, mocno już zużyte tomisko i podążył za swoją matką, ziewając i przecierając oczy po drodze.

Kiedy dotarli już do środka, Jack był już praktycznie całkiem rozbudzony. Gdy siadł na jednym z krzeseł jadalnianych, zauważył, że jego matka już nakryła do stołu, i to więcej miejsc niż zwykle. Znowu ziewnął i spytał, "Mamo, dlaczego nakryłaś cztery miejsca?"

Spojrzała na niego, wnosząc jedzenie do pokoju i ostrożnie stawiając na stole, "Twój ojciec przyprowadza przyjaciela na obiad, kochanie. Pamiętasz Davida, czyż nie?"

Jack zastanawiał się przez chwilę, próbując sobie przypomnieć, kim był ów David. Nagle coś go olśniło. "Masz na myśli przyjaciela z pracy taty? Tego, który przyszedł na moje urodziny w zeszłym miesiącu?" spytał dla pewności.

Jego rodzicielka skinęła głową i wyszła z powrotem do kuchni, kończyć przygotowania do kolacji. Ojciec Jack'a pojawił się dziesięć minut po tym, jak wszystko było już przygotowane na stole, w towarzystwie wysokiego mężczyzny o czarnych włosach. Gość był dość chuderlawy, miał przyjazny wyraz twarzy, na której zawsze widniał troskliwy uśmiech. Dwaj mężczyźni weszli do jadalni, ojciec Jack'a pocałował na powitanie gospodynię i usiadł, David poklepał jeszcze Jack'a po ramieniu zanim zrobił to samo. Rozmowa rozpoczęła się niemal od razu. David uśmiechnął się do Jack'a. "Jak leci, mistrzu?"

Jack wzruszył ramionami. "Dobrze."

Przez resztę kolacji się nie odzywał. Zawsze się tak zachowywał, gdy David był w pobliżu. Nie był pewien dlaczego, ale coś w tym mężczyźnie go denerwowało. Słuchał w milczeniu jak dorośli rozmawiali o pracy, dopóki jego matka nie zabrała naczyń, wszyscy udali się do salonu. Chłopiec siedział na końcu kanapy z kolanami pod brodą, rysując, podczas gdy dwaj mężczyźni oglądali niesamowicie nudną grę w golfa w telewizji.

Około ósmej wieczorem David zaczął się zbierać do wyjścia. Uściskał mamę Jack'a i pożegnał się ze wszystkimi.

"Obiad był wspaniały, Mirando. Do zobaczenia jutro w pracy, Jonathan. Do widzenia, Jack!"

Pomachał ręką do chłopca i wyszedł. Jonathan i Miranda siedzieli na kanapie, kiedy mama zapytała Jack'a, "Chcesz obejrzeć film, kochanie? "

Jack pokręcił głową i powiedział, że jest zmęczony i po prostu pójdzie spać. Tej nocy Jack nie spał, tylko leżał w łóżku wpatrując się w sufit. Nie lubił Davida. Z jakiegoś powodu mężczyzna przyprawiał go o gęsią skórkę, było z nim coś nie tak.

 

Następnego ranka Jack obudził się, podnosząc się do pozycji siedzącej i wyciągając ręce wysoko nad głową. "Kiedy ja zasnąłem?" zastanawiał się przez chwilę. Po chwili jednak odrzucił tę myśl i zszedł na dół na śniadanie. Na stole w jadalni leżał talerz z goframi, a obok karteczka z notką. Jack zjadł śniadanie i przeczytał wiadomość od matki.

"Jack, wyszłam do sklepu z Susan. Niedługo wrócę. Buziaki, mama."

Kiedy Jack wrócił poszedł na górę, na strych, który zamienił się w przestrzenne miejsce, gdzie mógł malować. Ponieważ był młody, Jack kochał sztukę i marzył, że pewnego dnia jego obrazy i zdjęcia będą pokazywane w muzeach. Jego rodzice pomogli mu przekształcić zakurzony strych do obszaru roboczego, więc chłopak mógł robić to, co kochał.

Około dwóch godzin później usłyszał skrzypnięcie przednich drzwi na dole i jego matka zawołała go. Pobiegł na dół i pomógł jej z zakupami, a następnie usiadł z nią na kanapie i oglądał House MD. Dzień był cichy i zupełnie normalny. Jego ojciec wrócił do domu wcześnie i przyprowadził Davida ponownie. Zjedli obiad i David opuścił stół. Dziś wieczorem rodzice Jack'a wyszli, bo była druga sobota miesiąca. Miranda i Jonathan pożegnali się z synem, gdy szli do drzwi, zostawiając go samego na noc. To było normalne dla niego. Skulony na kanapie, z kolanami podciągniętymi pod brodę, szybko zasnął.

Jack był zaskoczony głośnym pukaniem do drzwi. Spojrzał na zegar stojący na stoliku do kawy. Północ. "Kto przychodzi tak późno?" pomyślał, wciąż oszołomiony. Zmęczony podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Powoli wstał i otworzył drzwi. Jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył, kto był po drugiej stronie. Mężczyzna stał na ganku. Miał na sobie granatowy mundur i odznakę. Na skraju ulicy stał samochód policyjny z włączonym kogutem. Oficer spojrzał na Jack'a, oczy miał zimne i bez emocji, kiedy mówił: "Witaj, synu. Jak masz na imię?"

Jack był nerwowy. Dlaczego policja przyjechała do jego domu? On odpowiedział cicho: "Nazywam się Jack, proszę pana."

Policjant skinął głową i zadał jeszcze jedno pytanie: "A ile masz lat, chłopcze?"

"Jedenaście."

Znów skinął głową. "Twoimi rodzicami są Miranda i Jonathan?"

Tym razem to Jack skinął głową. Policjant przesunął ręką po włosach i spuścił wzrok. Gdy spojrzał w górę robił wszystko, co mógł, aby uniknąć patrzenia Jack'owi w oczy, gdy mówił. "Ugh, dziecko... Myślę, że powinieneś iść ze mną..."

Jack wytrzeszczył oczy jeszcze bardziej, po czym zapytał: "Czy mam kłopoty?"

Policjant był tym zaskoczony i odpowiedział nerwowo : "Nie, nie! Nic z tych rzeczy! Ja...ja wszystko wyjaśnię, kiedy dojedziemy na komendę..."

Jack był nerwowy, ale dał się zaprowadzić do radiowozu. Wpatrywał się w oparcie fotela przed nim całą drogę do policji. W jego głowie kotłowało się milion pytań, co się stało. Do czasu. Samochód zatrzymał się przed dużym budynkiem z cegieł w centrum miasta, wprowadzili chłopca do środka. Jack myślał, że prawie wszystko było załatwione.

Mężczyzna siedział w pokoju wraz z kilkoma policjantami. Trochę plików czekało na dużym okrągłym stole. Jack usiadł przy stole, po przeciwległej stronie stołu. Nie chciał na nie patrzeć, bo był pewien, że wie, co się stało. Mężczyzna odchrząknął. "Witaj, synu. Jestem detektyw Horus. Czy wiesz, dlaczego tu jesteś?" Zagadnął mężczyzna.

Młody brunet pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Czuł się, jakby jego wnętrzności skręcały się i wiedział, że jeśli coś powie, to się rozpłacze albo zwymiotuje. Detektyw westchnął i kontynuował: "Synu... Nie wiesz, jak boli to, co zaraz ci powiem, ale... twoi rodzice nie żyją."

Jack spuścił wzrok. Starał się nie płakać, ale łzy wdarły się do jego oczu same i spływały po policzkach. Policjanci przez chwilę patrzyli pełni żalu i współczucia, po czym opuścili salę. Detektyw Horus pozostał w pozycji siedzącej, sam na sam z Jack'iem. Starzec oparł łokcie na stole, splótł palce i oparł na nich podbródek. Czuł się źle, mówiąc to dziecku, ale biznes to biznes, a on miał inne sprawy, więc musiał z tym skończyć. Horus przyglądał się szlochającemu chłopakowi, po czym powiedział: "Ponieważ nie masz żadnych żyjących krewnych będziemy musieli umieścić cię z przyjacielem swojego ojca, człowiekiem o imieniu David. Wiesz, masz szczęście. Gdyby nie zgłosił się po ciebie, to znalazłbyś się w rodzinie zastępczej."

Detektyw wstał z fotela i pomógł dojść Jack'owi do tylnych drzwi, gdzie czekał na niego David stojący przed samochodem. Wciąż miał przyjazny uśmiech i przytulił Jack'a, a kiedy ten był wystarczająco blisko, powiedział: "Jest ok. Jest ok, mistrzu. Wiem, że utrata rodziców to smutne przeżycie, ale będę dbać o ciebie. Zobaczysz. O nic się nie martw."

Jack pociągnął nosem i potarł go przed wejściem do samochodu. Położył się na siedzeniu, gdy David usiadł za kierownicą. Pojechali z powrotem do jego domu. Dom był duży, z zadbanym ogrodem i ozdobnymi drzwiami. Był mniejszy niż dom Jack'a, ale chłopca nie obchodziło to w tym momencie.

Po zgaszeniu samochodu, czarnowłosy mężczyzna wszedł do domu i powiesił kurtkę na wieszaku. Jack odwrócił się do niego i zapytał: "Nie zabierzemy stamtąd moich rzeczy?"

David spojrzał na niego. Jego uśmiech stał się dziwny. "Nie będziesz ich potrzebować" Powiedział.

Szybko chwycił chłopca za kołnierz z tyłu jego koszulki i rzucił go do szafy w przedpokoju, zatrzaskując drzwi. Jack uderzał pięściami o twarde drewno i krzyczał o pomoc, ale człowiek, który, tak myślał, był przyjacielem jego ojca, krzyknął gniewnie: "Zamknij się bachorze!" Chłopak skulił się w kącie ze strachu.

Miał wrażenie, jakby siedział tam od wieków, nim usłyszał skrzypnięcie przednich drzwi i odgłosy przejścia obok szafy. Przyłożył ucho do drzwi, starając się usłyszeć, co się dzieje.

Nie rozpoznawał tych głosów. Pierwszy z nich powiedział: "Taaak, masz dziecko dla nas?"

Jack usłyszał odpowiedź i świst niesionego papieru. "Tak. Nazywa się Jack. Jest całkowicie zdrowy."

Inny nieznajomy powiedział: "Jest trochę za młody."

"Słuchaj, nie przeciąłem przewodów hamulcowych jego rodziców na darmo! Zabierasz go, czy nie?!" Warknął David.

"Dobra. Dostaniemy coś za niego. Gratulacje, David, w końcu spłaciłeś dług. Gdzie on jest?" Odezwał się ponownie nieznajomy.

"Szafa" było to jedyne słowo, które Jack usłyszał, nim szczęknął zamek i chłopak został wyciągnięty z szafy za włosy.

Obok niego, jak przez mgłę, widział jakąś sylwetkę, która powiedziała nieco rozczarowana: "Jeśli ucieknie, może powiedzieć, kto mu to zrobił."

Druga postać wyglądała jak kobieta. Nieznajomy spojrzał na niego, a następnie zwrócił się do Davida: "Co on robi?"

David wzruszył ramionami i zgasił na stole papierosa. "O ile wiem, jest malarzem."

Jack zaczął płakać, gdy zobaczył cień mężczyzny wyciągającego nóż. Ten powiedział: "Mam nadzieję, że podoba mu się czarny kolor, bo to wszystko, co od teraz będzie widział"

Krzyczał, kiedy człowiek wydłubywał mu oczy nożem. Następnie przeciągnęli go do samochodu i wrzucili siłą do bagażnika. Gdy już wyszli, David spojrzał na kałużę krwi na podłodze i w przedpokoju. Powoli wstał i podszedł do niej. Dwoje oczu spoczywało na środku kałuży, zaszklone martwym, krwawym blaskiem. Wziął jedno z nich i wpatrywał się w nie. Miał zirytowany wyraz twarzy, kiedy pomyślał, ile czasu zmarnował tylko po to, żeby znaleźć jedno dziecko. Splunął na oko i rzucił z powrotem na podłogę.

Dwoje przestępców osiągnęło cel przed wschodem słońca. To był stary budynek na wsi. Miejsce wyglądało, jakby było opuszczone wieki; dziury w dachu, okna zabite deskami. Farba na ścianach popękała i w wielu miejscach nie było jej w ogóle. Mężczyzna podniósł Jack'a z bagażnika, kładąc mu rękę na plecy, i zmusił go do wejścia do domu. Chłopak słyszał krzyk i płacz z drugiej strony, gdy przechodził. W końcu został popchnięty do pokoju. Jego porywacze zaczęli dyskutować, co powinni z nim zrobić. Usłyszał, jak wymieniali makabryczne pomysły. Wtedy powiedzieli: "Za młody" W końcu jeden z nich westchnął i powiedział: "Wytniemy mu organy. To zdrowe dziecko, więc dostaniemy za nie sporą sumkę."

" C...co?!" Zawołał Jack, ale został uderzony w głowę i mężczyzna mruknął do niego: "Zamknij się"

Kobieta poszła do drugiego pokoju i przygotowała narzędzia, podczas gdy człowiek zaciągnął chłopca do pokoju i przywiązał do metalowego stołu na środku pomieszczenia.

"Idę sprawdzić inne dzieci" Powiedziała, gdy jej partner chwycił skalpel. Skinął głową i zabrał się do pracy. Rozciął bok przestraszonego chłopca i wyszarpnął jego nerkę. Zanim rozpoczął usuwanie, kobieta wbiegła przez drzwi i krzyknęła: "Jednego z nich brakuje!"

"Cholera! Musiał uciec!" Zaklął mężczyzna.

"Uważasz, że pobiegł na policję?" Kobieta wydawała się zdenerwowana.

We frustracji przesunął dłonią po włosach. "Tak, ale nie mógł odejść daleko. Nigdzie nie dojdzie na piechotę. Niedaleko jest ambona. Możemy go poszukać."

Później Jack siedział w celi skulony, niewidomy, ale dziwnie spokojny. Czekał na dwóch przestępców, by wrócili i go w końcu zabili. Siedział na zimnej kamiennej podłodze, myśląc o tym, jak to wszystko się stało. Nagle jednak przypomniał sobie, co usłyszał. To, co David powiedział im wczoraj. Przeciął hamulce... "David zabił moich rodziców!" To spostrzeżenie sprawiło, że był zły. Wstał i zacisnął pięści, podnosząc rękę do tyłu. Uderzał w ścianę, gdy znów usłyszał kroki.

Odruchowo odwrócił głowę w stronę ich źródła, chociaż nic nie widział. "Nie rób tego! Zrobisz sobie krzywdę!" Krzyknął do niego żeński głos.

Nie rozpoznał tego głosu. To nie była jego porywaczka. Usłyszał dźwięk kliknięcia, a następnie odgłos otwierania drzwi, który rozniósł się ciężkim echem w małym pokoju. Jack poczuł, jak jakaś dłoń złapała go za nadgarstek i pociągnęła do przodu. Dziewczyna znów przemówiła: "Jestem Janette. Musimy iść szybko. Mogą wrócić w każdej chwili!"

Szli dalej. Jack coraz głośniej słyszał inne dzieci. Janette zatrzymała się, gdy głosy było słychać tuż obok nich. Mówiła, a jeden z nich odpowiedział: "Dee, czy jesteśmy gotowi?"

Dee odpowiedział: "Tak. Mam klucze, więc niech wszyscy wsiadają się do samochodu."

Sześciu nastolatków pośpiesznie pobiegło do samochodu i odjechało. Janette wyjrzała przez okno, gdy zobaczyła ich porywaczy jadących za nimi z karabinem. Odwróciła się do Dee'a, który prowadził, i krzyknęła: "Gazu!"

Westchnęła z ulgą, gdy pojazd przyspieszył, unikając pierwszego zestawu kul.

 

Jack oparł się o szybę i słuchał szumu miasta. Nie zauważył, że ktoś był w pobliżu, aż poczuł dłoń na czole. W głosie Janette można było usłyszeć zmartwienie: "Masz ciepłe czoło. Twoja krew robi się coraz ciemniejsza... Dobrze się czujesz?"

Wzruszył ramionami, a ona położyła dłoń na jego ramieniu. "Jack, to może być sepsa. Prawdopodobnie dostałeś infekcji z powodu ich brudnego sprzętu..."

Zatrzymała się i czekał na jego odpowiedź. Już miała coś powiedzieć, kiedy odwrócił głowę w stronę okna i powiedział: "Jest w porządku..."

Westchnęła. Dziewczyna wiedziała, że Jack kłamie, ale nie miała zamiaru naciskać w tej sprawie. Chciała dać mu czas do przemyślenia, przecież trafił do nich dzisiaj. Oni wszyscy mieli długi dzień; najpierw ucieczka z tego domu tortur, potem musieli siedzieć przez sześć godzin na komisariacie, gdzie każdym z nich składał zeznani , a na koniec dostali pobyt w hotelu, podczas gdy policja szukała ich rodzin. Janette usiadła na podłodze obok Jack'a i starała się nawiązać rozmowę. "Czy masz jakieś hobby?"

Milczał przez chwilę, zanim odpowiedział: "Byłem kiedyś artystą..."

Spojrzała na niego, a następnie spuściła wzrok, zdając sobie sprawę, że nie powinna pytać. Ciekawość zwyciężyła, i zapytała: A więc...Co masz zamiar teraz zrobić?"

W powietrzu było wyczuwalne napięcie, niosące ze sobą gęsty mrok nocy. Gapił się na ulice miasta, pozbawiony oczu, i powiedział: "Mam zamiar namalować nowy obraz..."

Mówiąc to ruszył do drzwi, zabrał swoją czarną bluzę z kredensu. Jack już otwierał drzwi, gdy ręka na ramieniu zatrzymała go.

"Co ty sobie myślisz?!" Wykrzyknęła Janette.

Jack odpowiedział proste: "Wychodzę"

Zaprotestowała. "Jack, jesteś ślepy! Jeśli wyjdziesz sam, to koniec! Poza tym, jesteś jeszcze chory! Musisz się zobaczyć z lekarzem!"

Strząsnął jej rękę i powiedział: "Janette, jestem wdzięczny za wszystko, co zrobiłaś, aby mi pomóc, ale są pewne rzeczy, o które muszę zadbać... niektórych rzeczy muszę się dowiedzieć. Muszę zrobić to sam."

Jack nie dał jej żadnych możliwość. Podszedł do drzwi i wyszedł z hotelu. Tak naprawdę nie wiedział, gdzie iść, więc wędrował ulicą. Nie musiał widzieć, by wiedzieć, że ludzie gapili się na niego. Był ślepym chłopcem, a jego oczy pokryte były bandażami nasączonymi krwią, idącym ulicą sam. "Dlaczego oni patrzą na mnie? Jestem maniakiem..." pomyślał z westchnieniem. Pewnie, że był bezoki. Tak naprawdę nie potrzebował więcej oczu. Kiedy został oślepiony jego pozostałe zmysły wyostrzyły się i mógł stworzyć obraz świata wokół niego, w jego umyśle, dzięki zmysłom węchu, słuchu i dotyku. Minął kilka sklepów i stoisk, na których sprzedawano różne przedmioty. Poczuł zapach jedzenia dochodzący z restauracji i usłyszał masę dźwięków których kiedyś nie był w stanie usłyszeć.

Przechodząc obok stoisk sprzedaży Jack zabrał jedną maskę z lady, zostawiając na niej dwadzieścia dolarów. Sprzedawca zauważył to. "Dzieciaku! Hej, dzieciaku! Dzieciaku, dałeś za dużo! Czy nie chcesz reszty?" Krzyknął za nim.

Jack nie odpowiedział. Nie dbał o pieniądze. Zamiast tego ściągnął bandaże i trzymał je w dłoni, a następnie puścił, pozwalając im unieść się na wietrze. Założył niebieską maskę na twarz. To była zwykła niebieska maska​​, zupełnie zwyczajna. Jack stał na skraju ulicy i zawołał taksówkę. Gotowy i zdecydowany wyruszył, aby rozpocząć swoje ostatnie arcydzieło.

Kierowca zawiózł go tylko do punktu, w którym kończy się granica kraju, więc zapłacił mu i ruszyli. Miał długą drogę przed sobą, a zanim dotarł do celu, zrobiło się chłodno. Założył kaptur, próbując uniknąć zimnego wiatru i przyspieszył kroku. Chciał się tam dostać przed wschodem słońca.

Dotarł do zgrzybiałego, starego budynku, kiedy słońce było już wysoko. Samochód stał na podjeździe. Kilka świateł w domu było pozapalanych. Słychać było stamtąd głosy, krzyki przez okna. Jack wkradł się cicho do domu. Gdy był w środku usłyszał głośny trzask, jakby coś uderzyło w ścianę, i głos mężczyzny. Jack uznał, że porywacz krzyczy na partnerkę. "Co teraz zrobimy, Cassie? Gliny są już w drodze do nas!"

Jego partnerka, Cassie, krzyknęła: "Nie wiem, George! Może mógłbyś przestać krzyczeć do mnie i chociaż raz sam coś wymyślił!"

Chwycił skalpel z tacy na stoliku w korytarzu i stanął w drzwiach, opierając się o drzwi ze skrzyżowanymi rękoma. Żaden z przestępców nie zauważył go, aż powiedział: "Nie martwiłbym się o policjantów, gdybym był tobą. Istnieją gorsze rzeczy od nich."

Cassie i George spojrzeli na niego zdziwieni. "Co takiego?" Zadrwiła Cassie.

Jack wyprostował się i stanął tak, by zasłaniał im widok. "Ja."

"Kim jesteś?" George splunął na niego.

Jack wzruszył ramionami i powiedział tonem nieco beztroskiej pogawędki. "Och, tylko dzieckiem... Któremu pozwoliliście żyć."

"Mam tego dość!" Krzyknął  i chwycił zardzewiałą rurę z ziemi. Poszarżował na dziecko, trzymając broń nad głową, ale Jack uniknął ciosu i wbił mu skalpel w brzuch. Cassie patrzyła, jak George zostaje pchnięty z powrotem na ścianę i jak Jack wyrywał mu wszystkie narządy, siekąc skalpelem bez opamiętania. Na podłodze utworzyła się plama krwi, mięsa i kawałków organów. Jack stanął nad martwym ciałem, skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na nią jeszcze raz. "Wytniemy ci organy..." Mruknął szyderczo.

Cassie chwyciła pistolet z tylnej kieszeni jej spodni, ale trzymała go za plecami, więc nie mógł go zobaczyć. "Co... co ty...?" Kiedy to mówił, wydawał się chwiejny i przerażony.

Jack skupił swą uwagę z powrotem na Cassie. Mierzyła w niego pistoletem, ale obawiała się pociągnąć za spust. To dało Jack'owi wystarczająco dużo czasu, aby zbliżyć się do niej i podciąć jej gardło skalpelem. Krew była wszędzie. Jack roześmiał się złowrogo, podniósł maskę i zlizał ciepły szkarłat ze swojej ręki. Cassie zaczęła kaszleć. Krew sączyła się z jej ust, kiedy wykrztusiła: "Jesteś...potworem..."

Potem zsunęła się po ścianie, martwa. Jack patrzył na nią przez chwilę, myśląc. "Potwór...? Myślałem to samo o tobie." Odrzucił ją i wrócił do miejsca, gdzie George leżał na stosie własnych narządów, i podniósł go za włosy. Krew zmarłego rozmazał na palcach i zaczął malować na ścianie. Wymalował na białej, złuszczonej ścianie dwa słowa: "Eyeless Jack"

Wziął torbę Georga, leżącą na ziemi w kącie i włożył skalpel do środka, po czym przerzucił ją sobie przez ramię. "To było wspaniałe, pracować z tobą... ale to arcydzieło jeszcze nie jest skończone. Jest jeszcze jeden uczestnik." Myślał głośno.

 

Jack wyczuwał w holu zapach własnej krwi. Mężczyzna nawet tego nie wyczyścił. Zatrzymał się, przypominając sobie, co wydarzyło się w tym domu. Zimny dreszcz przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa, ale także wzmocnił jego determinację. To miejsce należało do człowieka, który zabił jego rodziców. Wspiął się po schodach i zajrzał przez drzwi do każdego pomieszczenia, aż doszedł do jednego, gdzie czarnowłosy mężczyzna spoczywała na łożu. Nie odpoczywał długo. Kiedy Jack wszedł, drewniana podłoga zaskrzypiała i obudziła Davida, który spadł z łóżka i przyjął obronną pozycję. "Nie chcę żadnych kłopotów, weź pieniądze i kosztowności, co chcesz. I zostaw mnie" Błagał.

"Nie chcę pieniędzy, David" Powiedział Jack bezuczuciowym głosem.

Zmarszczył nos, ale potem jego oczy rozszerzyły się w szoku, kiedy rozpoznał głos małego intruza. "J...Jack?"

Chłopiec skinął głową. David uśmiechnął się niewinnie i powiedział: "Jack! Tak mi przykro. Ja... ja jechałem po ciebie, chciałem cię znaleźć... naprawdę! Wybaczysz mi za wysłanie cię z nimi, prawda?"

"Oczywiście, że wybaczam ci, David." Odpowiedział głosem nadal pozbawionym emocji.

Starszy mężczyzna z ulgą odetchnął. Na jego twarzy pojawił się przyjazny, fałszywy uśmiech, gdy ten kierował się do drzwi. "Więc... co mogę ci dać? Czego chcesz?"

Jack roześmiał się ponuro. Tuż przed wyciągnięciem skalpela i rzuceniem się na człowieka powiedział tylko: "Twoje oczy."

bez gif


Opublikowano

Ja to jednak uwielbiam tą o pokemonach. W sumie była bardzo popularna swojego czasu.

 

Pokemon-RBY-LavenderTown.png

 

Lavender Town

Kiedy gra „Pokemon” została pierwszy raz wypuszczona do obiegu w Japoni, tysiące dzieciaków rzuciło się do sklepów aby nabyć swoją wymarzoną grę. Z tym wydarzeniem wiąże się jednak dziwne i niepokojące zjawisko. U dzieci w wieku od 7 do 12 lat, występowały częstsze krwawienia z nosa, drażliwość, bezsenność i oczywiście uzależnienie od wymienionej wyżej gry. Dzieciaki spędzały nad nią kilkanaście godzin dziennie, kiedy rodzice ograniczali im dostęp do niej reagowały histerycznym płaczem i wymiotami.

Około 70% przypadków skończyło się samobójstwem.

Co zaskakujące prawie w każdym przypadku, pomimo tego że wewnętrzy zegar który mierzy ilość czasu jaką użytkownik spędził na graniu osiągał już swój limit, to gra nie posuneła się nawet o krok z miasta „Lavender Town”.

Bliższa analiza gry wykazała że w soundtracku „Lavender Town” znajduje się niewykrywalny dla ludzkiego ucha dźwięk. W ciągu kilku tygodni od wypuszczenia pierwszej wersji na rynek wszystkie egzemplarze po cichu znikneły ze sklepów, zastąpiono je nową wersją ze zremasterowaną wersją „Lavender Town”. Oczywiście wszystko zostało przeprowadzone po cichu i bez zbędnego rozgłosu – jednak oczywiście jest kilka wersji które jakoś przedostały się do ogółu.

Najpopularniejsza mówi o trzech brakujących tonach w nowszym wydaniu gry, tak jak o tym że brakuje w niej unikalnego binauralnego tonu. Niestety wersja ta jest niepotwierdzona z powodu wielkiej trudności z dostępem do pierwszej wersji gry. W jedynych istniejących do dzisiaj egzemplarzach, takie funkcje jak „wewnętrzy zegar” czy „zapisywanie stanu gry” przestały działać, również w wielu przypadkach gra może się zawiesić podczas pierwszej lepszej walki.

 

Sprawa nabrała rozgłosu w 1997 roku, gdy na stronie cornus.lensig.net/index538a.html, zaczeły pojawiać się szczegóły dotyczące tej sprawy. Teraz jak sami widzicie strona nie działa i nie wiadomo czy kiedykolwiek znowu zacznie funkcjonować.

 

Dla zainteresowanych na portalu YouTube znajduje się oficjalna wersja „Lavender Town song”, która oczywiście pochodzi z drugiej wersji gry.

http://www.youtube.com/watch?v=JNJJ-QkZ8cM

Muzyka nie jest naprawdę najmilsza dla ucha ;)

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Pokepasty <3 To może i ja dorzuce ;)

 

Pokemon Lost Silver

Widzicie, jestem prostym studentem mieszkającym w pokoju samotnie. Byłem bardzo podjarany wypuszczeniem gry HeartGold/SoulSilver w USA. Celowo odciąłem się od wszelakiego kontaktu z mediami a także z internetem – co oznacza zero 4chana, zero v (dział na 4chanie dot. gier wideo), zero Bulbapedii (Wikipedia nt. Pokemonów) itp.

Jak zawsze byłem bardzo zajęty szkołą tak teraz stałem się kiepskim uczniem. Nie byłem w stanie kupić SoulSilvera w dacie premiery. Gdy moja szkoła skończyła się, zamówiłem SoulSilver na Amazonie (sorry, nie jestem pieprzonym piratem). Dowiedziałem się, że dostarczenie gry zajmie tydzień. Postanowiłem w tym czasie zająć się czymś, więc znowu zacząłem grać w wersję Crystal na moim Emulatorze Gameboy Color.

Jednak, z czego zdałem sobie sprawę dawno temu, moja mama wyrzuciła ją ponieważ powiedziałem jej, że mój save „umarł” i nie jestem z tego zadowolony. Wyrzuciła także moją wersję Silver, więc jedyne z czym zostałem to właśnie GameBoy Color. Pojechałem więc do sklepu komputerowego z używanymi grami i zakupiłem wersję Silver – jedyna gra o pokemonach jaką mieli na GBC. 10 dolarów – nawet niezła cena jak na ten sklep.

Wróciłem do domu i zacząłem nostalgiczną podróż. Jednak zaczęły dziać się rzeczy dziwne, a także takie, dla jakich czytacie te historie.

Załadowało się logo Gamefreak, ale zamroziło się. Myślałem, że to error cartridge’a czy coś, więc zresetowałem konsolę. Ponownie zdarzyło się to samo. Wciskałem w kółko A i Start, wciskałem wszystkie przyciski i coś się w końcu stało. Logo zniknęło i ekran był czarny przez kilka sekund. Włączyło się menu. Grałem już, na poprzedniej zapisanej grze. Jednak wybrałem „Continue”, chciałem zobaczyć, jak szło gościowi, który grał przede mną.

Najpierw obczaiłem jego informacje trenerskie. Nazywał się „…”. Nie był zbyt oryginalny.

Potem zobaczyłem jego profil: grał przez 999:99 godzin, miał wszystkie 16 odznak, 999999 Pokedollarów i wszystkie 251 Pokemonów w PokeDexie.

Miał nawet Mew i Celebiego (rzadkie Pokemony w grze – jeśli się mylę, proszę mnie poprawić), więc myślę, że używał Game Genie (system, który umożliwia oszukiwanie w grach na konsolach Segi i Nintendo), albo był naprawdę hardkorowym graczem. Zobaczyłem jego pokemony, żeby dowiedzieć się jaką ma hardą grupę. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że ma 5 Unownów (Pokemony które odpowiadają literom z angielskiego alfabetu) i jednego, nazwanego HURRY (szybko). Myślałem, że to jakiś głupi żart osoby która grała przede mną, jednak miałem ochotę zobaczyć profile tych pokemonów, co zresztą uczyniłem. Tak jak oczekiwałem, były to różne litery wśród Unown, wszystkie na piątym poziomie. Niedobrze się czułem – w końcu to był teraz mój alfabet Unown. Jednak jeszcze gorzej poczułem się, gdy okazało się, że Unown są ułożone w wyraz „LEAVE” (uciekaj).

Szóstym pokemonem, nazwanym HURRY, był Cyndaquil. Wyglądał normalnie, jednak był na piątym poziomie z 1 punktem HP i tylko dwoma atakami: „Leer” i „Flash”. Nie wiem czemu akurat tak był nazwany, ale na chwilę obecną lekceważyłem to. Najstraszniejszą rzeczą było to, że mimo głosu podkręconego do maksimum, żaden z pokemonów nic nie mówił ani nie płakał (co czasami się zdarza). Tylko cisza.

Gdy dowiedziałem się wystarczająco dużo o teamie, zamknąłem to. Zacząłem grać. Byłem ulokowany w miejscu, które wyglądało mi na Bellsprout Tower. Jednak, z jakiegoś powodu nie kręciły się tu żadne NPC (postacie kierowane przez komputer, które może spotkać gracz). Jeszcze dziwniejszą rzeczą był ten „filar” na środku, nie ruszał się, był pochylony. Nie było muzyki, nie było też żadnej drabinki, wyjścia czy schodów. Albo po prostu tak myślałem. Kręciłem się kilka minut i nic nie mogłem znaleźć. Jednak… To na pewno nie był pokój który widziałem przedtem w Bellsprout Tower. Zaglądałem do przedmiotów, szukałem Escape Rope, jednak plecak był kompletnie pusty. Nie było też żadnego dzikiego Pokemona.

W końcu, poradziłem sobie i znalazłem drabinkę, która była za tym całym „filarem”. Ekran zrobił się czarny, a muzyka w końcu zaczęła grać. Doznałem jakiegoś niespodziewanego uczucia chłodu, gdy rozpoznałem melodię, którą można usłyszeć, gdy słuchasz radia w Alph Ruins pełnego Unownów.

Próbowałem jakoś zorientować się gdzie jestem, lecz to nic nie dało. Postanowiłem użyć Flash. Jednak przed tym włączyłem mojego PokeGear, żeby zmienić tą nieprzyjemną muzykę na coś przyjemniejszego, jednak nie było ani radia, ani telefonu, ani też czasu. Była po prostu mapa, na której był Gold („…” wcześniej, od teraz będę nazywał go Gold) chodzący po środku niczego.

Przypomniało mi się, że Cyndaquil ma Flash, więc wyłączyłem PokeGear i użyłem Cyndaquila. Nie wyskoczył jednak żaden napis w stylu „HURRY użył Flash”. Pokój troszeczkę się rozjaśnił, czego potem żałowałem. Był w mrożącym krew w żyłach krwistoczerwonym kolorze z jakąś szarą drogą wiodącą na południe. Drabinki którą użyłem, by dostać się tu, nigdzie nie było.

Nie miałem wyboru – wybrałem się na południe. Po każdej serii 20 kroków które wykonałem, obraz robił się ciemniejszy, dopóki nie dotarłem do końca. Był tam znak, który oświadczał: ODWRÓĆ SIĘ TERAZ.

Od razu wyskoczyła mi odpowiedź: TAK / NIE. Musiałem jakąś wybrać – ale nigdzie nie było pytania. Zdecydowałem się na tak, mimo, że pytania nie znałem. Ekran zrobił się czarny, usłyszałem dźwięk wspinania się po drabince. Muzyka radia Unown przestała grać i została zastąpiona przez nie-tak-straszną muzykę Poke Fletu.

Byłem w innym pokoju, użyłem ponownie Flesh’a. Nagle wyskoczyło mi: „HURRY nie żyje”, co naprawdę mnie zdziwiło – nie było przecież żadnych sygnałów, że jest otruty, czy coś, a na pewno nie brał udziału w żadnej walce. Szybko zobaczyłem listę moich Pokemonów, ale jego już tam nie było. Co dziwne, nie było żadnego z moich Pokemonów – wszystkie były zastąpione przez 10 Unownów. Zrobiłem to samo co wtedy i przeliterowałem Unowny – oświadczały jasno i wyraźnie: „HEDIED” (on umarł).

Potem, po tej dziwnej zmianie pokój zdawał się świecić w miejscu jeszcze mniejszego pokoju – wielkości czterech kwadracików. Ścianami były szare cegły, a jeśli było coś w środku – ulotniło się. Poza pokojem był zbiór grobów podobnych do tych z Pokemon Red / Blue. Obszedłem cały pokój, wcisnąłem A – jednak nic się nie stało. Doszedłem do wniosku, że ta gra jest zhackowana, a jakiś chory pokurw sprzedał ją do Gamestop’a (sklep z używanymi grami). Jednak moja ciekawość była większa, niż rozsądek. Zobaczyłem profil „…” jeszcze raz – postaci Golda brakowało ramion. Wydawał się też jakiś mniej zadowolony, bardziej smutny, nie wiem, nie potrafię tego opisać. Z jakiegoś powodu miał też 24 odznaki, co było niemożliwe.

Po kilku minutach nic-nie-robienia Gold nagle obrócił się i pojawiła się animacja Escape Rope. Leciał chwilę, następnie obracał się, powoli spadając, jakby się topił.

Po tym ekranie muzyka przestała grać. Po lądowaniu, cały świat wokół Golda był pokolorowany inaczej. Wszystko co było czerwone – teraz było białe. Nawet jego skóra. To wszystko wyglądało, jakby postacie z czarno-białego GameBoya przenieść do GameBoyColor. Gdy zobaczyłem jego profil po raz kolejny się zdziwiłem – Gold nie miał rąk, a z jego oczu zdawała się cieknąć krew. Miał także 32 odznaki, co zaczynało powoli mi przeszkadzać.

Zobaczyłem Pokemony – 5 Unownów oraz Celebi na poziomie 100. Unowny były teraz na poziomie 15-stym, a ich kształty mówiły „DYING” (umieranie). Zobaczyłem profil Celebiego. Był to shiny Celebi (shiny to bardzo rzadkie pokemony, najczęściej w innym kolorze, podobnie – jak poprzednio, proszę o poprawienie jeśli się mylę) i był tylko w połowie. Jedna noga, ręka, oko. Miał tylko jeden atak: „Perish Song”. Byłem w tym samym miejscu co wtedy – Bellsprout Tower – był nawet ten dziwny filar. Wszystko było takie samo, tyle, że czerwone. Poszedłem na północ – czułem, że trwa to wieczność. W końcu spotkałem jakieś NPC, było to kilka kobiet i mężczyzn. Byli rozstawieni po stronach i gapili się na tę kolumnę na środku. Byli bardzo biali i nic nie działo się, gdy podejmowałem jakąkolwiek próbę rozmowy. Szedłem na północ póki ten filar nie znikł i spotkałem Reda. Podszedłem do niego i bez wciskania A od razu zostałem przeniesiony do walki.

Muzyka znowu zaczęła grać – brzmiała jak ta z radia Unown, tylko odwrócona. Postać Golda nie była tradycyjnie odwrócona – była zwrócona do gracza, krwawiły jej oczy, była cała biała i nie miała rąk, a postać Reda była taka jak normalnie w grach z serii GSC prócz tego, że była przezroczysta. Tekst był prosty i mówił „chcę walki”, każdy z nas miał tylko jednego Pokemona, co było dziwne, gdyż przysiągłbym, że miałem ich sześć razem z Unownami. Mój shiny Celebi wydostał się, a jego postać była nadal w połowie. Ten błysk i animacja „Shiny” była inna niż zwykle, a dźwięk był taki, jakby kilkakrotnie użyć ataku „Screech”. Red wysłał normalnego Pikachu, prócz tego, że był na 255 poziomie, a jego postać zdawała się mieć łzy w oczach.

W menu „FIGHT / ITEM / PKMN / RUN” miałem tylko opcję ataku. Celebi miał tylko jeden – oczywiście, użyłem go. Z racji tego, że Pikachu miał wyższy poziom, on atakował pierwszy.

„PIKACHU użył CURSE”, co obniżyło jego szybkość, a podważyło resztę statystyk. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek Pikachu mógł używać Curse.

„CELEBI użył PERISH SONG” - w trzech turach, oba Pokemony powinny zginąć – nie wiem, czy mam jakiś wybór.

Od tego momentu nie wracałem już do menu Fight, walka została kontynuowana beze mnie. I z jakiegoś powodu nie było żadnych animacji.


„PIKACHU użył FLAIL”, co nie zadało dużo obrażeń wbrew jego poziomowi i podkręciło jego życie na maksa.

„CELEBI użył PERISH SONG” – nic się nie stało.

„PIKACHU użył FRUSTRATION”, co zadało dużo obrażeń Celebiemu obniżając jego HP do 10.

„CELEBI użył PAIN SPLIT”, co mnie zaskoczyło, przecież nie miał takiego ataku. Teraz HP ich obu wynosiło 150.

„PIKACHU użył MEAN LOOK” – nic to nie dało.

Jak się spodziewałem, na skutek używania Perish Song, mój Celebi umarł. Wyskoczył napis: „CELEBI nie żyje”, a jego postać momentalnie znikła. Z jakiegoś powodu Pikachu w ogóle nie przyjął do wiadomości śmierci Celebiego i użył jeszcze jednego ataku.

„PIKACHU użył DESTINY BOND”

Po tym wyskoczył napis „PIKACHU nie żyje” z powolną animacją znikania. Nie wiadomo dlaczego ja byłem zwycięzcą, a przezroczysty Red powiedział „………”

Po prostu zwariowałem, gdy zobaczyłem, że przezroczysty Red nagle został bez głowy. Nic po sobie nie pozostawił, prócz przezroczystego ciała. W tym momencie walka zakończyła się, a jej obraz powoli znikał wraz z muzyką.

Wróciłem do zwykłego świata wraz z kolejną zmianą w postaci Golda – był przezroczysty niczym Red. Szybko zobaczyłem jego profil – jedyną rzeczą, jaką po nim się ostała była jego głowa z przezroczystą skórą. Głowa została trochę przybliżona, pokazując pustkę w jego oczach. Wróciłem się i zobaczyłem, że ma 40 odznak. Ponownie cofnąłem i obczaiłem Pokemony. Wszystkie były shiny Unownami na 20 poziomie, które, po przeliterowaniu, mówiły „NOMORE” (nigdy więcej).

Czułem, że już niedaleko końca. Nie grała żadna muzyka, choć z jakiegoś powodu cały czas czułem, że coś słyszę. Wróciłem do mojego pokoju w New Bark Town. Może w końcu zacząłbym grać w to właściwie, ale kogo chcę oszukać? Wiedziałem, że ten chory pokurw musiał coś zrobić. „Chodziłem” wokół mojego pokoju próbując interakcji z przedmiotami. Bałem się nieco zejść na dół – nie wiedziałem co może mnie tam czekać. Weźcie pod uwagę, że „chodziłem”, bo w rzeczywistości unosiłem się, jak duchy w Diamond / Pearl.

Jak się spodziewałem: radio, komputer, TV nie działały, więc nie miałem żadnego wyboru prócz zejścia na dół. Wszystko wyglądało normalnie, mama była w domu. Po nieudanych próbach interakcji z czymkolwiek w tym domu wyszedłem na zewnątrz. Ku mojemu zdziwieniu, drzwi na południu nie działały. Po prostu przez nie przechodziłem, jak przez pustkę. Szedłem na południe myśląc: co jest k***a grane? Mój dom zanikał, a ja szedłem na południe gdzie była kompletna pustka. Poczułem się dziwnie gdy w nią wkroczyłem, otóż kontur Golda był biały a jego środek czarny. Gdy wszedłem w białą część, Gold z powrotem był czarny a jego środek przezroczysty. Szedłem dalej na południe w ogóle o tym nie myśląc.

Po długiej, długiej drodze w końcu coś napotkałem. Była to zwykła postać Golda. Zagadałem do niej. Powiedział: „Żegnaj na zawsze …” (pamiętajcie, między zawsze a … była spacja) i znikł. Po tym co się stało, wyskoczył ekran: „??? użył NIGHTMARE”, chociaż nie przyniosło to żadnego efektu w tym momencie. Postać Golda znów wirowała jak przy użyciu Escape Rope, identycznie jak poprzednio.

Byłem teraz w małym nawiedzonym pokoju, otoczonym grobami. Pamiętam, że tu byłem, ale teraz nie ma tu żadnej postaci. Próbowałem chodzić – nie dało to żadnego efektu. Żadnego, poza uderzeniem w ścianę. Zobaczyłem profil trenera – nie było postaci Golda. Było napisane, że mam 0 odznak, a obrazki liderów Johto Gym były zastąpione czaszkami.

Sprawdziłem moje pokemony – były to Unowny na 25 levelu. Mówiły frazę, której bałem się przeczytać – „IMDEAD” (jestem martwy).

Po wyjściu z profilu byłem w pokoju, który skądś pamiętałem. Byłem w nim, ale teraz ściany były inne. Na ścianach był ozdobny tekst z cegieł, którym było: „R.I.P. …”.

Pokój był wielkim grobem, który był w pobliżu innego nagrobka. Gold już nie żył. Prawdopodobnie umarł kilka lat po tym, jak pokonał Reda.

Był młodym trenerem, który oddał całe swoje życie po to, aby zdobywać odznaki i być Mistrzem Pokemon. Niestety umarł, a jego dokonania były zapomniane przez następne generacje (gry Pokemon dzielą się na generacje).

Nie mogłem uciec, nie mogłem zrobić nic. Próbowałem resetować grę i nic się nie działo. W końcu dałem sobie spokój i zakończyłem ten przeklęty koszmar. Po tym doświadczeniu nigdy nie będę patrzył już na postacie Unownów tak samo. Mówią, że tylko pierwsza generacja ma swoje miejskie legendy i opowieści (np. muzyka z Lavender Town), ale to w drugiej zobaczyłem to, czego wcale nie chciałem...

 

Pokemon Strangled Red

 

1349378226a.jpg

Po internecie krąży wiele historii o zhackowanych grach Pokemon. Niektóre nawet gustowne - jak na przykład ta, w której jako startera dostaje się ducha.

Bywają też niedorzeczne; głupie opowiadania o ludziach, którzy umierają od gry, albo, że gra zaczęła z nimi rozmawiać. Boże, czy twórcy tych historyjek nie wiedzą, że posunięcie się za daleko czasami psuje cały efekt? Ach, zaczynam odbiegać od tematu.

Dorastałem, interesując się takimi przerobionymi gierkami, które czasami pojawiały się w sklepach z używanymi rzeczami, na eBayu lub były rozdawane losowym przechodniom przez bezdomnych. Nie miałem przyjemności spotkać się z jedną z takich osób. Swoją "szczególną" kasetkę znalazłem po prostu w koszu na śmieci, gdy śmieciarka zajeżdżała pod kontener sąsiadów.

Zauważyłem wewnątrz grę, więc zapytałem się śmieciarza czy mógłbym ją zatrzymać, a on najwyraźniej nie miał z tym problemu. W końcu została wyrzucona. Oczywiście, spytałem się jeszcze sąsiadów, aby potwierdzić, że na prawdę jej nie chcą. Zdumiało ich to; wyglądali, jakby widzieli ją pierwszy raz na oczy.

Ich syn sięgnął po nią ręką. Mały chłopiec, na widok Charizard'a z wierzchu kasetki, wyjęczał:
"Pokemon! Ja chcę mamusiu!" Jednak matka mu odmówiła, jako że ja byłem znalazcą. Właściwie, to nawet nie miał Gameboy'a, po prostu lubił Pokemony.

Nie myśląc dłużej, udałem się do domu, oglądając kasetkę. Zwykła, stara wersja Red z nieco wytartą naklejką wzdłuż szyi Charizard'a, ale czego spodziewać się po takiej starej grze? Będąc dzieckiem, miałem wersję Blue, więc nie mogłem się doczekać, aby zobaczyć chociaż minimalne różnice pomiędzy obiema grami (gry Pokemon zazwyczaj wychodzą w kilku wersjach, różniących się występowaniem Pokemonów, itp.). Byłem nieco rozczarowany, kiedy zobaczyłem to co pojawiło się na ekranie tytułowym.

"Pokemon: Strangled Red" (tłum. Strangled Red - Uduszony Red, postanowiłem pozostać przy oryginalnej nazwie). Cholera, przeróbka. Przeróbki były porządne i w ogóle, ale nie miały żadnej wartości pieniężnej, podczas gdy oryginały był dosyć cenne, a ja chciałem zagrać w Red'a, a nie to gówno. Eh, ostatecznie dostałem ją za darmo - nie zaszkodzi spróbować.

Nazwa jednak była dziwna, Strangled Red? Nie miało to sensu, bo mówi się, że ludzie stają się niebiescy, gdy się dławią, nie czerwoni. Kto wie, może była para tych przeróbek, a ja po prostu dostałem wersję Red.


Im więcej nad tym myślałem, tym bardziej zaczynało mnie to interesować. Moje początkowe rozczarowanie przerodziło się w ciekawość, chciałem zobaczyć, co stworzył twórca i miałem zamiar notować wszystko, co zobaczyłem. Pierwsza odmienność - na ekranie startowym obok trenera stał Charizard zamiast Charmander'a, a Pokemony nie przelatywały wzdłuż ekranu, tak jak to miało miejsce w oryginale, tylko wciąż stał tam Charizard, nawet po pięciu minutach czekania.

Cardridge "Pokemon: Strangled Red".
Wzruszając ramionami, nacisnąłem Start. Zauważyłem, że Charizard nie wydał żadnego dźwięku, który zawsze towarzyszył rozpoczęciu nowej gry. Ujrzałem opcję "Kontynuuj", więc postanowiłem zrobić to co każdy robi z używanymi grami - sprawdzić, czego dokonał poprzedni właściciel. "... Nie..." Mrugnąłem z niedowierzania. Nie? Co masz na myśli, mówiąc "nie"? Gra nie pozwoliła mi kontynuować, choć za czwartym podejściem, usłyszałem płacz Charizard'a - cichy, ledwo słyszalny, ale wciąż. Dobra, nie to nie, nacisnąłem "Nowa gra", co i tak bym zrobił po sprawdzeniu starego zapisu.

Ekran stał się czarny przez jakąś chwilę, nie było prof. Oak'a, brak melodyjki, po prostu nic. Ostatecznie, obraz wrócił, ukazując sypialnię. Dwa łóżka, dwa telewizory i komputer w rogu. Ludzik wyglądał tak jak zwykle, zbieżny z wersją Red. Dziwiło mnie, że nie zostałem spytany jak się nazywam, ale odpowiedź na to pytanie pojawiła się, gdy tylko zatrzymałem grę; mój Trener nosił imię "Steven". Nie, to nie jest moje prawdziwe imię lub inna podobna głupota, gra nie jest samoświadoma ani nawiedzona, a przynajmniej nic o tym nie wiem. Po prostu imię zostało już wybrane.

Zaciekawiony, zobaczyłem, że mam standardową sumę pieniędzy, brak odznak. Postać z karty trenera nie wyglądała jednak jak Red. Miała dłuższe włosy, prawie do połowy pleców, zwykły uśmiech Red'a zmieniono na chytry uśmieszek. Szczerze, wyglądał dużo fajniej niż Red. Następnie sprawdziłem jego Pokemony - Charmander na poziomie 5, nazwany "Miki". Nic w nim dziwnego... a raczej powinienem powiedzieć w niej, biorąc pod uwagę imię, itp. Miała takie same statystyki jak każdy inny Charmander, znała tylko ataki: Scratch i Tail Whip. Podstawy. Gra wydawała się normalna.

Wracając do gry. Przeszedłem przez pokój, zauważając długie włosy Steven'a, kiedy postać odwróciła się do mnie plecami. Nie poznałem domu, ale zszedłem na dół po schodach. Na dole czekał inny trener, który od razu do mnie przemówił.

Mike: I jak, gotowy?


Steven: Ta.

Doszedłem do wniosku, że ten "Mike" to mój rywal, wcześniej wybrany, w zastępstwie Blue. Chociaż, wracając do momentu, gdy byłem jeszcze w sypialni - były tam dwa łóżka, więc musieli nie być zwykłymi rywalami, tylko braćmi. Zaczęli rozmawiać, normalny Pokemonowy dialog. "Zostań mistrzem Pokemon", "Złap je wszystkie", itd. zanim doszło do kłótni na temat tego, który jest lepszy - Charmander czy Squirtle, co oczywiście doprowadziło do walki. Proste. Scratch, Tackle, Scratch, Tackle, aż wygrałem, dzięki temu, że miałem pierwszy ruch.

Zauważyłem, jak dużo lepiej wyglądała postać Steven'a w walce, niż Red'a. Inna poza, włosy jakby zostały rozwiane przez wiatr. Mała zmiana, ale wciąż, dużo lepiej.

Opuściłem dom po krótkim przekomarzaniu się z moim "bratem". Udałem się na wschód; zauważyłem, że to na prawdę Pallet Town, dom stał po prostu nieco na uboczu. Nie było żadnej tajemniczej trawy, jak w zwyczajnym Pallet Town. Włócząc się, postanowiłem zajrzeć do domu Red'a.

Jego matka była wewnątrz, a gdy do niej zagadałem, skomentowała jak przystojnie wyglądam, z nadzieją, że jej syn zacznie brać ze mnie przykład, kiedy już zostanie trenerem w przyszłym roku. Czyli akcja ma miejsce rok przed oryginalnymi wydarzeniami. Red był nawet na górze, grając na SNES'ie w swoim pokoju. Powiedział: "Też będę najlepszy, gdy przyjdzie na mnie kolej!".


Polubiłem tę przeróbkę. Była interesująca, całkowicie nowa przygoda, inna postać. Wyglądało nawet na to, że Steven miał powiązania z postaciami z miasteczka, reputację i osobowość. Ludzie w mieście mówili do niego, jak do osoby, nawiązując konwersację, zamiast pieprzyć o samouczkowych sprawach. Nawet siostra Blue'a była inna. Wszystko wskazywało na to, że była w związku ze Steven'em, jako że rozmowa skończyła się pocałunkiem i ciepłym uściskiem.

Prof. Oak życzył mi powodzenia i podarował Pokedex'a. Nie dał mi go, aby wesprzeć jego badania, tak jak to miało miejsce w innych grach Pokemon - otrzymałem go z czystej dobroci, podarunek. Gra podobała mi się co raz bardziej z sekundy na sekundę. Chyba miała nawet właściwą fabułę! Byłem kimś, a nie jakimś zwyczajnym trenerem, którym mógł zostać każdy.

Historia była odmienna, mimo, że rozgrywka wcale się wiele nie zmieniła. Poszedłem na północ; jak zwykle, chodziłem od miasta do miasta zbierając odznaki i pochwały liderów. Nawet sława Steven'a wydawała się rozchodzić, jako że niektóre postaci rozmawiały ze mną, jakby mnie znały. Używałem Miki w każdej walce i rozwijała się zadziwiająco szybko. Z łatwością pokonała Brocka, nawet Misty. Super-efektywne ataki nie sprawiały jej tyle problemów co innym, zadawała więcej obrażeń niż zwyczajny Charmander, była istnym potworem, jeśli mówimy o mocy. Nawet została Charizard'em, mając jedynie 25 poziom - nieźle.

Dziwne rzeczy zaczęły się dziać, kiedy doszedłem do Lavender Town. Wiem, wiem. Lavender Town jest miejscem, wokół którego krąży większość tych strasznych historii, itd. ale było to jedyne miejsce, w którym na razie zauważyłem większe zmiany. Nie było żadnej inwazji Team Rocket, co mnie zdziwiło, ale przypomniałem sobie, że historia ma miejsce rok przed wydarzeniami z oryginału, więc atak Rocket'ów nie mógł jeszcze nastąpić. Próbowałem dostać się do wieży Pokemon, z zamiarem złapania Ghastly'ego, ale tutaj zaczynają się dziać dziwne rzeczy.

Steven: Nie mam powodu, aby tutaj iść...

Steven nie chciał wejść do środka, bez względu na to, co robiłem. To było dziwne, to znaczy wiecie - w Kanto jest milion miejsc, do których naprawdę nie musisz iść, np. małe przypadkowe domki z niczym wewnątrz oprócz dzieci.

Dlaczego Steven nie chciał wejść akurat tutaj?

Ze wzruszeniem ramion, stwierdziłem, że nie potrzebuję Ghastly'ego, jako że Miki radzi sobie ze wszystkim, więc po prostu ruszyłem dalej. Lavender Town posłużyło mi jedynie jako przystanek z Centrum Pokemon. Gra posuwała się dalej normalnie, ostatecznie zdobyłem wszystkie odznaki i pokonałem Elite Four.

Standardowo, mój "brat" Mike czekał już na mnie na końcu, inicjując walkę o mistrzostwo, którą Miki zakończyła bez trudu. Następstwa pojedynku były całkiem przyjemne, żadnego napięcia pomiędzy walczącymi, jak w przypadku Red'a i Blue. Bracia po prostu sobie pogratulowali, a wtedy obraz zmienił kolor na biały, żadnego Hall of Fame (Hala Sławy), żadnych napisów końcowych. Gdy obraz wrócił, byłem znowu w domu. Bracia siedzieli przed komputerem, rozmawiając ze sobą.

Steven: Nie chcę...


Mike: No dawaj, pożyczę ją tylko na minutę, aby ukończyć Pokedex; program jej nie zarejestruje, jeśli nie będzie uważała mnie za pana przez co najmniej chwilkę.


Steven: Ale to moja Miki...


Mike: Obiecuję, że ją oddam, OK?

-> Tak / Nie

Byłem lekko zakłopotany, więc nacisnąłem "Nie", będąc ostrożnym.

Mike: No weź, proszę?

NIE

Mike: No weź, proszę?

Zdałem sobie sprawę, że to wszystko będzie się po prostu zapętlać, aż się zgodzę, więc dałem "Tak", żeby zobaczyć, co nastąpi.

Mike: No dobra, to zajmie tylko chwilkę, a wtedy obydwaj będziemy mistrzami Pokemon!


Steven: .......

Ekran zmienił się, pokazując animację wymiany Pokemonów, która wydała mi się trochę dziwna, ponieważ wyglądało to, jakbym był tam sam. Ale co tam, może tak miało być. Miki poszła pierwsza, oglądałem jak wolno przechodziła przez łącze.

TRZASK!

Aż podskoczyłem. Nagły, hałaśliwy dźwięk rozszedł się w moim pokoju, ponieważ konsola była maksymalnie nagłośniona. Gdy spojrzałem na ekran, zauważyłem, że gra się zawiesiła. Miki wciąż w trakcie wymiany, ale obraz ani drgnął.

Z westchnieniem, wyłączyłem konsolę, zastanawiając się, kiedy ostatnio zapisywałem. Kiedy włączyłem ją ponownie, Charizard nie stał obok trenera. Po naciśnięciu Start, brakowało opcji Nowej gry, zostawiając Kontynuuj jako jedyny aktywny przycisk. To było.. dziwne, delikatnie mówiąc. Gra uruchomiła się nie pokazując moich statystyk jak zazwyczaj. Szczęka mi opadła, gdy zobaczyłem to, co mnie powitało:

ROK PÓŹNIEJ

Najpierw zaczęła się melodyjka z Lavender Town, grając jak zwykle, podczas gdy obraz powoli się pojawiał. Steven znajdował się w wieży Pokemon, co sprawiło, że muzyka stała się jeszcze dziwniejsza. Stał naprzeciwko nagrobka, nie robiąc nic. Zastanawiając się, co się dzieje, nacisnąłem A.

Steven: ...

Zdezorientowany, spróbowałem się ruszyć, zdając sobie sprawę, że miałem kontrolę nad postacią. Spauzowałem grę i sprawdziłem moją drużynę. Brakowało Miki. Nie tylko Miki, wszystkich Pokemonów. Nie miał nic, Pokedex zniknął, plecak był pusty. Szczerze zaniepokojony, sprawdziłem kartę trenera.

Zero pieniędzy. Zero odznak. Czas gry: 8795 godzin, co było niemożliwe, bo przedtem pokazywało jedynie 30. Ale nie to było najdziwniejsze. Jego zdjęcie, zdjęcie przystojnego, pewnego siebie trenera było... inne. Oczy niewidoczne, twarz skierowana lekko ku dołowi, uśmieszek zniknął zastąpiony brakiem jakiejkolwiek ekspresji. Jego dawniej perfekcyjnie uczesane, długie włosy były teraz w kompletnym nieładzie. Nie mogłem więcej na niego patrzeć, zamknąłem Menu. Ruszyłem, aby wyjść z wieży, ale ekran migał z każdym moim krokiem, tak jak wtedy, kiedy Pokemon jest zatruty.

Przełknąłem ślinę i otworzyłem ponownie kartę trenera. Zdjęcie wyglądało jeszcze gorzej. Z każdym moim krokiem, jego głowa przechylała się co raz bardziej, a ramiona się opuszczały. Zanim doszedłem do wyjścia, klęczał na kolanach z rękoma przyciśniętymi do twarzy i włosami zwisającymi do ziemi. Już wcześniej domyślałem się o co chodzi, ale to rozstrzygnęło spór. Zebrałem myśli. Zawsze zastanawiałem się, czemu w oryginalnych grach nie było innego Mistrza, oprócz mojego rywala. Dlaczego to ty, protagonisto, musiałeś pokonać rywala, kiedy on po prostu tam wszedł, nie musząc walczyć z poprzednim obrońcą tytułu?

Wtedy mnie oświeciło. Odpowiedź była tuż obok. Poprzedni mistrz się poddał. Jego ukochana Miki była prawdopodobnie martwa, a wraz z nią umarła część jego. Jego Pokedex, inne pokemony, odznaki, sława, wszystko - porzucił to. Wszystko w ciągu tego roku, roku który mnie minął, roku z którego wzięły się te wszystkie godziny (nawet to policzyłem, jeden rok ma 8765 godzin, dodaj do tego moje 30 godzin i masz odpowiedź).

Nawet jeśli, to gra wciąż trwała. Pomyślałem, że to powinno być zakończeniem. Znaczy się, co tu jeszcze można robić? Nie miałem Pokedex'a, Pokemonów, nic. Co powinienem był robić? Porozmawiałem ze wszystkimi w mieście i każdy mówił podobne rzeczy.

"Wszystko w porządku?" "Widzę, że wciąż w żałobie..." "Wszystko będzie w porządku..." "Proszę... Czy jest coś, co moglibyśmy zrobić?"

Steven nigdy nie odpowiadał, a oni w kółko powtarzali to samo. Nie potrafiłem teraz odłożyć tej gry, to wszystko było takie dziwne. Zaciekawiony, udałem się do "wysokiej trawy" i ostatecznie zaatakował mnie Rattatta. Żaden Pokemon nie został wysłany, tylko postać Stevena. Zastanawiałem się, jak mam walczyć.

Dziki RATTATTA zostawił cię.

Walka po prostu się skończyła. To było doprawdy interesujące i działo się z każdym Pokemonem, którego napotkałem.

Dziki PIDGEY zignorował cię.

Dziki PONYTA odszedł.

Muzyka też się nie zmieniała. Bez znaczenia gdzie poszedłem, towarzyszyła mi melodyjka z Lavender Town, czasami lekko zwalniając, czasem nie. Zaglądałem wszędzie, do każdego miasta, rozmawiałem ze wszystkimi, myśląc nad tym, co powinienem zrobić.

Moja frustracja mieszała się ze stresującą atmosferą tego wszystkiego, przez co to wszystko zaczynało wydawać się nieprzyjemne i denerwujące. Ale nie mogłem odejść. Zaczynałem się trochę złościć, każdy składał mi tylko kondolencje albo dawał takie przedmioty jak lemoniada czy kawa, każda propozycja kończyła się krótką odpowiedzią:

Steven: ... Nie...

Walnąłem się za swoją głupotę, nagle zdając sobie sprawę, że odpowiedź leżała tuż przede mną. Pallet Town. Co innego? Kiedy jednak tam doszedłem, co zajęło sporo czasu bez Pokemona, którym dałoby się polecieć, bez roweru, a w dodatku wydawało się, że Steven porusza się wolniej niż zwykle. Najpierw porozmawiałem z Prof. Oak'iem.

"Takie rzeczy się zdarzają... po prostu miałeś pecha."

Następnie siostra Blue.

"Proszę... Nie opuszczaj już więcej domu..."

Mama Red'a nawet się do mnie nie odezwała. Nie mając więcej pomysłów, gdzie mógłbym pójść, udałem się na zachód, odnajdując dom z początku. Którego z resztą nigdy nie odwiedziłem od czasu odejścia z Pallet Town. W środku znajdował się Mike, ale gadanie z nim okazało się bezcelowe.

Mike: Tak mi przykro...

Rozmyślałem chwilę, czy to może na prawdę nie jest zakończenie. Steven skazany na wieczną tułaczkę po regionie Kanto, nawiedzany wspomnieniami, zmuszony słuchania obaw innych ludzi na swój temat. W desperackiej próbie, aby zrobić cokolwiek, poszedłem do pokoju na górze i udałem się do łóżka.

Steven: Idę spać...

Obraz zanikł na chwilę, stając się czarny, a po chwili wrócił z powrotem. Świat lekko przyciemniony, a Mike leżał w łóżku obok. Prawdopodobnie znaczyło to, że był środek nocy.

Steven: Zrobię to...

Zrobi co? Znowu, nie miałem pojęcia, przejrzałem wszystko w pomieszczeniu i nic się nie stało. Kiedy tylko wyszedłem z domu, pojawił się kolejny monolog.

Steven: TO może ją zwrócić... TO może zrobić wszystko...

Czym do cholery było "TO"? Coś, co mogło zrobić wszystko, za Chiny nie mogłem tego pojąć. Włóczyłem się, spróbowałem wyjść z Pallet Town zwykłą drogą.

Steven: Nie tędy.

Nie chciał iść dalej, próbowałem zaglądać do domów.

Steven: Pieprzyć ich...

Podniosłem brew, zapominając na chwilę, że nie jest to prawdziwą grą Pokemon, wulgarność zbiła mnie z tropu. Kontynuowałem rozglądanie się po mieście, ale nie było miejsca, do którego mógłbym jeszcze pójść, aż przypadkowo zbliżyłem się do oceanu, a Steven wszedł do wody, pozostawiając jedynie połowę ludzika widocznego. Tak jak pływacy, których spotykasz w stadionie w Cerulean. Nie wiedziałem, że umie pływać...

Steven: Brakujący...

Brakujący? Zatrzymałem na chwilę grę. Nie. Przecież nie mógł mieć na myśli... tego, nie próbowałem jeszcze tricka z MissingNo na tej przeróbce, ale to pasowało zbyt dobrze. Musiało mu o niego chodzić. Dopłynąłem do Cinnebar. Czułem, że czegoś brakuje. Cisza. Melodia z Lavender Town zanikła, nie było jakichkolwiek dźwięków, tak samo jak Pokemonów. Zacząłem pływać z góry do dołu, wzdłuż wschodniego wybrzeża, i...

Dziki MISSINGNO atakuje!

Steven: Mój...

Dziki MISSINGNO został złapany!

Co do diabła? Steven nic nie zrobił, po prostu rozkazał temu zlepkowi uszkodzonych danych, aby do niego dołączył -- nie, aby został jego własnością. Niepokoiłem się co raz bardziej. Sprawdziłem menu startowe i zobaczyłem, że MissingNo nie znajdował się w mojej drużynie, a zamiast niego pojawił się przedmiot, sprawiając, że rzeczy stały się jeszcze dziwniejsze. Sprawdziłem też kartę trenera. Steven był skierowany do mnie plecami, jego długie włosy opuszczone na plecy, ręce w kieszeniach, nic więcej.

Przypomniałem sobie, co powiedział po przebudzeniu i domyśliłem się, co mam zrobić... Płynąłem na północny-wschód, aż dotarłem, bo gdzie indziej, do Lavender Town. Po drodze zauważyłem wszystkich tych trenerów. Żaden nie chciał spojrzeć na Stevena, wszyscy odwracali się, kiedy ich miał. Nawet ci, którzy normalnie się nie poruszali. Próbowałem też porozmawiać z jednym ze strażników, którzy pilnowali przejść pomiędzy miasteczkami.

"Po prostu odejdź."

Każdy z nich powtarzał to samo, ale jeden z nich powiedział coś, przez co ciarki przeszły mnie po plecach.

"Czasami śmierć jest najlepszym wyjściem."

Ręce zaczęły mi się pocić, Steven chciał spróbować niemożliwego, niektórzy mogliby uznać to jako zbrodnię przeciwko naturze. Wziąłem się w garść. Przecież to tylko gra, a ja miałem zamiar ją skończyć.

Dojście do wieży Pokemon zajęło wieczność, ale ostatecznie tam dotarłem. Głęboki wdech i ruszyłem w kierunku nagrobka. Pamiętałem który, obraz Stevena stojącego przed nim wypalił mi się w pamięci. Najpierw, spróbowałem go obejrzeć.

Steven: Miki...

Nic się nie wydarzyło. Przełknąłem ślinę, otworzyłem menu a następnie wybrałem "MissingNo" z mojego plecaka.

OAK: Steven, nie używaj tego!

Przypomniało mi się, jak Prof. Oak odzywał się, gdy chciałeś użyć Key Item'a (przedmiot kluczowy) w miejscu, w którym nie powinieneś. Na przykład roweru wewnątrz budynku. Tylko, że tym razem wiadomość była inna, nawet gorsza, Steven odpowiedział.

Steven: W świecie, który mnie oszukał... Dlaczego powinienem grać fair?

Steven użył TEGO!

...........................................................

Steven otrzymał M@#$!

Co w imię Boga dostałem? Nie potrafię tego powiedzieć, ponieważ gra odebrała mi kontrolę nad Steven'em. Bez mojego wpływu, wyszedł z wieży krok po kroku. Muzyka z Lavender Town powróciła, a postać zaczęła okropnie powolną podróż wbrew mej woli.

Za każdym razem, gdy przekraczał granicę, kiedy melodia powinna się zmieniać, muzyka z Lavender spowalniała, stając się bardziej niepokojąca. Gdy Steven dotarł do Cerulean, było to już demoniczne łomotanie. Po prostu go oglądałem, próbując zgadnąć, dokąd zmierza, ale to stawało się co raz bardziej oczywiste. Wracał do Pallet Town. Kiedy dotarł na miejsce, melodia była już tak wolna, że grała nuta po nucie. Poszedł tam, gdzie myślałem - do swojego domu, na górę.

W tym miejscu muzyka już się skończyła. Steven podszedł do łóżka brata i odwrócił się w jego stronę. Początkowo myślałem, że gra się zatrzymała. Nic nie robił. Zwyczajnie tam stał, a ja nie mogłem go ruszyć. Zauważyłem jednak, że mogę otworzyć Menu. Byłem przerażony, ale nie umiałem się powstrzymać. Wybrałem kartę trenera. Usłyszałem cichy pomruk, jakby zniekształcony płacz Pokemona. Steven znowu patrzył się w moją stronę. Był zgarbiony, grzywka zasłaniała twarz, a włosy miał potargane i w niektórych miejscach powyrywane.

Pod grzywką właściwie nie było widać twarzy. Tylko jedna para czerwonych oczu patrząca wprost na mnie, a poniżej wyszczerzone zęby, kontrastujące z ciemnością. To nie wszystko. Jego imię zostało zmienione na S!3v3n. Nie mogłem odwrócić wzroku, moje oczy wlepiły się w jego, nie zrywając kontaktu nawet na chwilę. Moje pole widzenie zaczynało się rozmazywać, ostatecznie nie widziałem zbyt dobrze, a twarz miałem mokrą. Płakałem jak małe dziecko.

Nie potrafiłem powstrzymać łez. Byłem razem z tym chłopakiem od samego początku, rozwinąłem go i pomogłem mu zyskać sławę, potem zostałem zmuszony, aby oglądać jego upadek po tragicznym wypadku, a teraz... Był tym. Ta rzecz, ta potworność. Widziałem jak oszalał. Wycierając łzy, zamknąłem kartę trenera i spróbowałem zapisać grę, po prostu wyjść. Gra poinformowała mnie, że to niemożliwe.

"Nic nie może teraz zostać zapisane."

Menu nie chciało się zamknąć, bez względu na to co robiłem. Z powodu braku innych opcji, zajrzałem do plecaka. Nic się nie stało. Sprawdziłem Pokemony. Był tam jeden. Brakowało obrazka. Miał 0 punktów życia. Status: umarł. Imię: M@#$. Wybrałem go, a moim oczom ukazały się cztery opcje. -> STATUS "To ona..." -> ZMIEŃ "Nigdy" -> ZAMKNIJ "... Nie..." -> UDUŚ

Palce mi się trzęsły, wybrałem UDUŚ, menu zamknęło się, pokazując Stevena z powrotem w pokoju.

S!3v3n: Do zobaczenia...

TRZASK!

Gra się wyłączyła. Byłem bardziej oszołomiony niż wystraszony. W szoku uruchomiłem ją ponownie. Ekran tytułowy pokazywał oszalałego S!3v3n'a z okropnie zniekształconym Charizard'em. Nacisnąłem Start, następnie Kontynuuj. Wszystko co zobaczyłem to oddalony widok z Pallet Town. Na zachodzie stał dom Steven'a, wokół wysoka trawa, a duże, nieruchome skały oddzielały go od reszty miasta.

Obraz się nie ruszał. Brak muzyki. Brak ruchu. Potem zblakł i przeniosło mnie z powrotem do ekranu tytułowego. Wszystko takie samo, jak za pierwszym razem. Zwykły trener i Charizard. Nacisnąłem Kontynuuj.

"... Nie..."

 

 

Źródło: http://pl.creepypasta.wikia.com/wiki/Kategoria:Pokemon?display=exhibition&sort=mostvisited

Opublikowano

Polybius

 

 

141px-Polybius.jpg

Automat z grą

Polybius to legenda miejska o rzadkim automacie do gier wydanym w 1981 roku. 

Gra została stworzona przez tajemniczą firmę nazwaną Sinneslöschen, co w tłumaczeniu na język niemiecki można przetłumaczyć na "postradane zmysły". Automat ten został zlokalizowany jedynie w paru barach na przedmieściach Portland w stanie Oregon. 

Gra była rzekomo bardzo popularna, a ludzie potrafili grać przy niej nawet po parę godzin dziennie nie odrywając oczu od wyświetlanych obrazów. Gracze zgłaszali masę różnych, dziwnych rzeczy na temat gry, czasami słyszeli kobiecy płacz, widzieli twarze wyświetlające się na ułamek sekundy, a później mieli koszmary z nimi związane. U niektórych zanotowano zanik pamięci, a nawet odnotowano kilka samobójstw. Wielu innych całkowicie porzuciło granie i zaczęli tworzyć ruchy przeciwko grom video.  

Według wersji przedstawionej przez jednego z właścicieli baru, mężczyźni ubrani w czarne garnitury często przychodzili odbierać "nagrania" z gry. Nie pobierali żadnych opłat za umieszczenie ich automatu, po prostu raz na jakiś czas zbierali z niego dane i znikali, by po jakimś czasie znowu się pojawić i powtarzać w kółko tą samą czynność. W związku z tym pojawiła się teoria, jakoby rząd prowadził tajne eksperymenty na temat wiadomości podprogowych (subliminalnych). Wszystkie gry po miesiącu od ich wydania nagle zniknęły. Jeden automat podobno pojawił się w jednym z salonów gier jeszcze w roku 1998, ale równie szybko stamtąd "wyparował". Jeden z zespołów programistów spróbował odtworzyć grę, ale nikt nigdy nie znalazł oryginalnego ROMu.

Próba odtworzenia gry

Jeżeli koniecznie chcesz sprawdzić jak mogła wyglądać gra na "przeklętym automacie", możesz odwiedzić fanowską stronę Sinneslöschen, na której pobrać można plik z grą (10 mb) odtworzoną przez grupę zapalonych programistów. Jest to próba odtworzenia klimatu oryginalnego ROMu. 

bez gif


Opublikowano

Fajne creepypasty to te, które są straszne, a nie te gdzie są gry komputerowe. Bo z tego co widzę to, niektórzy się jarają jakimś gównem, bo są gejmerami i chyba muszą to udowodnić.

Nie straszna pasta = Gówniana pasta

Gówniana pasta = Pasta o grach komputerowych

Opublikowano

Fajne creepypasty to te, które są straszne, a nie te gdzie są gry komputerowe. Bo z tego co widzę to, niektórzy się jarają jakimś gównem, bo są gejmerami i chyba muszą to udowodnić.

Nie straszna pasta = Gówniana pasta

Gówniana pasta = Pasta o grach komputerowych

 

Nazwa pasty wzięła się od "Copy-Paste", czyli kawałku tekstu powielanego przez eony w internecie.

Prawda, temat porusza Creepy-Pasty, dlatego takie będę wklejał.

Przepraszam, moja wina.

 

LEON CZOLGOSZ

Leon Czolgosz, zabójca Williama McKinleya, 25-ego prezydenta Stanów Zjednoczonych został za swoją zbrodnie skazany na krzesło elektryczne. Wyrok został wykonany 29 października 1901 w więzieniu Auburn Prison w mieście Auburn w stanie Nowy Jork. Wśród rzeczy osobistych znalezionych w jego celi odnaleziono między nimi amerykańską monetę ćwierćdolarową. Co w tym dziwnego? To, że według daty wybitej na monecie pochodzi ona z roku 2218, zaś na awersie nie ma portretu George'a Washingtona, tylko mężczyzny którego nie udało się jeszcze zidentyfikować.

Pozdrawiam :)

Opublikowano

@Kodexior

Nie musisz przepraszać, bo aż mi się głupio zrobiło, że tak po was pojechałem xD Trochę przesadziłem. Żeby nie było, że offtop robię to też coś wrzucę

 

 

Nowy telefon

Kilka miesięcy temu kuzynka mojej koleżanki (samotna matka) dostała nowy telefon. Pewnego dnia, gdy wróciła po całym dniu ciężkiej pracy do domu, rozłożyła się na fotelu i relaksowała się przed telewizorem. Swoją komórkę położyła na biurku koło fotela, by nie tracić jej z oczu. Jej syn, który uwielbia wszystkie techniczne nowinki, zapytał czy może pobawić się jej nowym telefonem. Przystała na jego propozycję, lecz przestrzegła go by nie dzwonił do nikogo, ani nie czytał jej SMSów. Około 23.20, kiedy zmęczenie wzięło górę, postanowiła utulić swojego synka przed snem, sama też chciała już położyć się do łóżka. Udała się do jego pokoju, ale ku jej zdziwieniu nie znalazła go tam, okazało się, że spał w najlepsze w jej łóżku trzymając w rączce jej komórkę. Przeglądając telefon nie zastała żadnych większych zmian, poza zmienioną tapetą i motywem. Jako, że jej syn uwielbiał robić zdjęcia, postanowiła przejrzeć też sekcję ze zdjęciami. Usuwała wszystkie po kolei, aż doszła do ostatniego zdjęcia na karcie... Gdy pierwszy raz je zobaczyła nie mogła uwierzyć własnym oczom. Zdjęcie przedstawia jej synka śpiącego na łóżku, a nad nim część twarzy nieznanej starszej kobiety, która musiała wykonać tą fotografię...

180px-Nowy_telefon.png

 

 

Opublikowano

UPDATE

I checked the alert. I heard it as I was compiling and editing the post. This was the message.

http://i.imgur.com/PMdhkfm.png http://i.imgur.com/DihTyeh.png

That's my door. That's my computer. It's taken from outside. I got the message three hours ago but didn't check it until now.

I'm on my tablet in my garage. Zen for now. Going to drive to friend's. Forgot to open the garage door in my panic so building up the nerve to get out to do that now.

 

Co do tej pierwszej creepy pasty :D

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...