Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.05.2013 w Wpisy na blogu

  1. SamWieszKto1231

    Mogłam zapalić

    Karolina była normalną studentką mieszkającą ze swoją koleżanką w akademiku. Miała kochającego chłopaka i rodzinę, ba, nawet psa. Do czasu. W tym momencie Karolina jest leczona. Stała się psychiczna. Jedyne zdanie jakie umie powiedzieć to " mogłam zapalić ". Po tym wszystkim co się stało tylko jedna strona jej pamiętnika przetrwała. Reszta została porwana i zakrwawiona, nie do odczytania. Ale to chyba była też najciekawsza strona. Trzy wpisy. 6 styczeń 2010 Ale super! Krzysiek zaprosił mnie na niesamowitą noc! Powiedział że będziemy szaleć... Nie mogę się doczekać! 7 styczeń 2010 Jestem już u Krzyśka jest jakoś koło godziny 21. Już się nie mogę doczekać! Ale chwila... Nie wzięłam rzeczy... pójdę do akademika z Krzysiem i wezmę je z pokoju. Wróciłam! Nie zapalałam światła, Aśka by się na pewno zdenerwowała gdybym ją obudziła. Jak tam weszłam to była już 22 a ona się tak męczy z tą nauką... No nieważne pamiętniczku! Krzysiek już mnie woła z łazienki! Zdaje mi się że przygotował kąpiel. 8 styczeń 2010 BOOOŻE! Było niesamowicie! Próbowaliśmy na wszystkie sposoby, było cudownie! Wracam do domu! Hmm... nie chcą mnie wpuścić do akademika, chyba jakiś wybuch gazu albo coś. Siedzę sobie na ławce przed budynkiem, jest koszmarnie zimno a tak w ogóle to coś tam krzy.... (rozmazane pismo) na pewno Asia! Boże, przecież pokój numer 35 jest nasz! Co ja tu nadal robię? Byłam w pokoju (namazane czymś czerwonym). Umarła koło 22. Wczoraj. Siedzę w kącie pokoju. O MÓJ BOŻE! On tam był. Ja tam byłam. On jest tu. Teraz. Boże... Konkluzja Karolinę znaleziono w kącie pokoju w którym zamordowano Asię. Pokój wyglądał normalnie, tylko pamiętnik był zmasakrowany. Na ścianie zauważyli tylko jedną rzecz. Napisane krwią. CZY JESTEŚ PEWNA ŻE DOBRZE ZROBIŁAŚ NIE ZAPALAJĄC ŚWIATŁA?
    4 punkty
  2. SamWieszKto1231

    Nastolatkowie

    Miałem napisać artykuł o tajemniczej śmierci siedmiu nastolatków. Zgon stwierdzono w mniej więcej tym samym czasie, poniesiony został przed komputerami, w różnych częściach Polski. Nigdy nie doszliby prawdopodobnie do związku pomiędzy tymi śmierciami, gdyby nie jedna z dziewczyn, która jakimś cudem uniknęła tego losu i zgłosiła całe wydarzenie na policję. Wiecie, jak się, kurwa, uchroniła? Wylogowała się, gdy jeszcze był czas. Szczerze mówiąc, nie jestem specjalnie przekonany do takich "tajemniczych" spraw. Zazwyczaj okazują się dużo mniej tajemnicze niż początkowo zakładam. Na jaw wychodzi idiotyzm dzisiejszej młodzieży, która wręcz lubuje się w popełnianiu samobójstw wraz ze swoimi internetowymi znajomymi. Poważnie, ostatnio miałem taką sprawę. Przerażająca w głupocie. Zwłaszcza, że jedna z osób po drugiej stronie kabla tylko udawała, że zażywa tabletki. Ale nie o tym chciałem. Dziewczyna była wyjątkowo niedostępna, gdy chodziło o wydobycie z niej jakichkolwiek informacji. Dowiedziałem się tylko, że grupka znajomych, którzy od jakiegoś czasu "obijali się" razem w necie, wchodzili na specyficzny czat. To nie był mIRC, ale coś w tym rodzaju. Rozmawiali o wszystkim, o niczym, znali się od kilku dobrych lat i po prostu lubili swoje towarzystwo. Była ich mniej więcej dziesiątka. Tego dnia kilku z nich nie było akurat na czacie. Dwójka pozostałych nie wchodziła od około miesiąca. Poznali się w necie, potem spotkali w realu i od tego czasu byli sztandarową parą czatową, chodząc ze sobą w realu. Love story rodem z taniej komedii romantycznej, ale nie wnikałem. Dziewczyna, pseudonim "laleczka", odpowiadała na większość pytań półsłówkami. Ale w końcu jej odpowiedzi stały się zbędne. Z jakiegoś powodu, wydobycie loga z tamtego dnia graniczyło z cudem. Baza danych uparcie twierdziła, że dwudziesty szósty czerwca w ogóle nie istniał. Że nie było godziny dwudziestej trzeciej dwadzieścia cztery, bo o tej dokładnie "framuga" pojawiła się na czacie. Nie było ich. A potem nie tylko Internet wymazał ich z pamięci. Odmówiłem napisania artykułu po przeczytaniu tego loga. Szczerze? Mam dość. Chyba rzucę tę robotę. Póki jeszcze mam, kurwa, czas. Póki wiem, że jeszcze mogę. Czytacie to na własną odpowiedzialność. I nie, kurwa. Nie mnie obwiniajcie, jeżeli ktoś (coś?) zapuka do drzwi.
    2 punkty
  3. SamWieszKto1231

    Russian Sleep Experiment

    Rosyjscy naukowcy pod koniec lat 40. ubiegłego wieku utrzymali pięć osób rozbudzonych przez piętnaście dni używając eksperymentalnego gazu stymulującego. Badanych umieszczono w odizolowanym środowisku aby dokładnie badać ich zużycie tlenu, by gaz ich nie zabił, jako że w wysokich stężeniach mógł być trujący. Było to jeszcze przed epoką kamer monitorujących, więc pomieszczenie zostało wyposażone w mikrofony i grubą na trzynaście centymetrów, niewielką szybę pozwalającą na obserwację wzrokową. W pomieszczeniu umieszczono książki, łóżka polowe bez pościeli, zapasy jedzenia wystarczające dla pięciu osób na ponad miesiąc; doprowadzono bieżącą wodę i zainstalowano toaletę. Badani byli więźniami politycznymi zamkniętymi podczas drugiej wojny światowej za zdradę stanu. Przez pierwsze pięć dni wszystko wydawało się być w porządku; badani praktycznie nie narzekali, jako że obiecano im (niezgodnie z prawdą), że zostaną wypuszczeni na wolność, jeśli zgodzą się na test i nie będą spali przez 30 dni. Ich rozmowy i działania były monitorowane i zauważono, że tematy ich rozmów schodziły z czasem na traumatyczne przeżycia i generalny ton rozmów stał się mroczniejszy po czwartym dniu. Po pięciu dniach zaczęli narzekać na warunki i zdarzenia, które doprowadziły ich do tego miejsca a także zaczęli wykazywać ciężką paranoję. Przestali ze sobą rozmawiać i zaczęli szeptać do mikrofonów i w stronę luster weneckich, przez które ich monitorowano. Co dziwne, wszyscy zdawali się uważać, że mogli zdobyć zaufanie eksperymentatorów odwracając się od swoich towarzyszy. Na początku badacze uznali, że był to tylko efekt zastosowanego gazu. Po dziewięciu dniach pierwszy z nich zaczął krzyczeć. Biegał od ściany do ściany, nieprzerwanie krzycząc ze wszystkich sił przez trzy godziny; po tym czasie nadal próbował, ale byłw stanie wydobyć z siebie tylko sporadyczne piski. Naukowcy doszli do wniosku, że fizycznie uszkodził swoje struny głosowe. Zaskakującym jest to, w jaki sposób zareagowali, a w zasadzie – nie zareagowali jego współtowarzyssze. Nie przerwali szeptu do mikrofonów, dopki drugi z nich nie zaczął krzyczeć. Dwóch z niekrzyczących zaczęło rozrywać książki, zlepiać ze sobą strony przy użyciu odchodów i zaklejać lustra weneckie – po tym krzyk ustał. Tak jak szepty do mikrofonów. Minęły kolejne trzy dni. Naukowcy co godzinę sprawdzali, czy mikrofony działają, myślac, że to niemożliwe, by pięć osób nie wydawało z siebie żadnych dźwięków. Zużycie tlenu wskazywało na to, że cała piątka wciąż żyje. Co więcej, była to ilość, jaką pięć osób zużywałoby przy wytężonej pracy fizycznej. Rano czternastego dnia naukowcy postanowili zrobić coś, czego mieli nie robić – aby wywołać reakcję ze strony badanych, użyli interkomu wewnątrz sali, mając nadzieję na jakąkolwiek odpowiedź, obawiając się, że zmarli lub stali się warzywami. Powiedzieli: „otworzymy teraz komorę aby sprawdzić mikrofony, proszę odsunąć się od drzwi i położyć na podłodze – w przeciwnym wypadku zosstaniecie zastrzeleni; współpraca zostanie nagrodzona natychmiastowym uwolnieniem jednego z was”. Ku ich zaskoczeniu, usłyszeli wypowiedzianą spokojnym głowem odpowiedź: „już nie chcemy być uwolnieni”. Rozpoczęła się dyskusja między naukowcami a sponsorującymi badanie siłami zbrojnymi. Niezdolni wywołać dalszych odpowiedzi przez interkom, naukowcy zdecydowali się w końcu otworzyć komorę o północy piętnastego dnia. Gaz stymulujący został usunięty i komorę wypełniono świeżym powietrzem, co poskutkowało natychmiastowymi protestami przez mikrofony. Trzy głosy zaczęły błagać o przywrócenie gazu takim tonem, jakby prosili o ocalenie życia bliskich. Komora zostala otwarta i wysłano żołnierzy, aby odzyskali badanych, którzy na wieść o tym zaczęli krzyczeć głośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Żołnierze, którzy weszli do środka, również odpowiedzieli im krzykiem, widząc, co było w środku. Czterech z pięciu badanych wciąż żyło, choć ciężko uznać stan, w jakim się znaleźli, za życie. Porcje żywieniowe na dni dalsze niż piąty pozostały praktycznie nietknięte. Odpływ na środku pomieszczenia został zatkany kawałkami mięsa martwego badanego, co pozwoliło na zgromadzenie na podłodze około dziesięciocentymetrowej warstwy cieczy. Nie ustalono nigdy, jak dużą zawartość tej cieczy stanowiła krew. Także wszyscy „żywi” badani mieli oderwaną od ciała znaczną ilość mięśni i skóry. Uszkodzenia tkanki i zdarte do kości czubki palców sugerowały, że rany zostały zadane przy użyciu rąk, a nie – jak pierwotnie przypuszczano – zębów. Bliższa analiza wykazała, że większość, o ile nie wszystkie z nich były przypadkami samookaleczenia. Organy poniżej klatek piersiowych wszystkich czterech badanych zostały usunięte. Podczas gdy serce, płuca i przepona zostały na miejscu, skóra i większość mięśni żebrowych zostały wyrwane, odsłaniając płuca przez klatkę piersiową. Wszystkie naczynia krwionośne i organy były nienaruszone, zostały jedynie wyjęte i położone na podłodze, pływając wokół wypatroszonych, choć wciąż żywych ciał badanych. Drogi trawienne wszystkich z nich wciąż zdawały się pracować. Szybko okazało się jasne, że trawiły własne mięso, które zostało oderwane i zjedzone w poprzednich dniach. Choć większość żołnierzy należała do specjalnych jednostek rosyjskich, wielu z nich nie chciało wracać do komory by usunąć z niej badanych. Ci zaś wciąż krzyczeli, chcąc pozostać w sali i domagali się przywrócenia gazu, by nie zasnąć. Ku zaskoczeniu wszystkich, badani wdali się w zaciętą walkę podczas próby usunięcia ich z komory. Jeden z żołnierzy umarł z powodu ran gardła, inny został poważnie ranny – jeden z badanych odgryzł mu jądro i przegryzł tętnicę w nodze. Kolejnych pięciu żołnierzy popełniło samobójstwo niedługo po tych zdarzeniach. W walce w wyniku uszkodzenia śledziony jeden z czterech pozostających przy życiu badanych wykrwawił się. Naukowcy próbowali go uśpić, jednak okazało się ot niemożliwe. Mimo podania mu dożylnie dziesięciokrotnie większej niż zezwolona dawki pochodnej morfiny, wciąż walczył jak zapędzone w róg dzikie zwierzę, łamiąc żebra jednemu z naukowców. Jego serce biło jeszcze przez dwie minuty po tym, jak się wykrwawił, aż w jego systemie krwionośnym znalazło się więcej powietrza niż krwi. Nawet po tym krzyczał jeszcze przez trzy minuty, próbując atakować wszystkich w jego zasięgu i powtarzając cały czas „WIĘCEJ” coraz słabszym i słabszym głosem, aż w końcu ucichł. Trójka pozostałych przy życiu została opanowana i przeniesiona do części medycznej laboratorium; dwójka z nich ze sprawnymi strunami głosowymi cały czas błagała o gaz, aby nie usnąć. Najbardziej ranny z tej trójki został zabrany do jedynej sali operacyjnej w kompleksie badawczym. Podczas przygotowań badanego do ponownego umieszczenia organów wewnętrznych w ciele okazało się, że uzyskał odporność na środki uspokajające, które mu podawano. Na próbę aplikacji gazu usypiającego odpowiedział agresją. Udało mu się przedrzeć większość dziesięciocentymetrowego skórzanego pasa na jednym z nadgarstków, pomimo trzymania go przez dziewięćdziesięciokilogramowego żołnierza. Do uśpienia potrzeboał niewiele więcej środku nasennego, niż normalny człowiek. W momencie, kiedy zamknął powieki, akcja serca zatrzymała się. Autopsja wykazała trzykrotnie za wysoki poziom tlenu we krwi. Jego mięśnie, które wciąż trzymały się szkieletu były mocno poszarpane, a podczas walki z żołnierzami złamał dziewięć kości, z czego większość za sprawą własnej siły. Drugi ocalały to pierwszy z całej piątki, który zaczął krzyczeć. Niezdolny do wydania z siebie głosu, nie mógł prosić lub protestować przeciwko operacji i jedyną reakcją z jego strony było gwałtowne, przeczące potrząsanie głową, kiedy przyniesiono do niego gaz usypiający. Zaczął potakująco kiwać głową, gdy zaproponowano przeprowadzenie operacji bez znieczulenia i nie reagował przez całe sześć godzin operacji. Chirurg utrzymywał, że teoretycznie pacjent wciąż mógłby być żywy. Jedna z pielęgniarek asystujących przy operacji z przerażeniem utrzymywała, że usta pacjenta delikatnie wykrzywiały się w uśmiechu kilkakrotnie, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Po zakończeniu operacji badany spojrzał na chirurga i zaczął głośno sapać, próbując mówić. Uznawszy, że to coś istotnego, podano mu kartkę papieru i ołówek, by mógł przekazać swoją wiadomość. Była prosta: „nie przestawajcie ciąć”. Pozostałych dwóch pacjentów poddano analogicznej operacji, obu podobnie bez środków znieczulających, choć musiano podać im środki paraliżujące – chirurg nie był w stanie przeprowadzić operacji, kiedy pacjenci bez przerwy się śmiali. Po sparaliżowaniu, mogli jedynie podążać za naukowcami wzrokiem. Środki paraliżujące przestały działać po zaskakująco krótkim czasie i próbowali wtedy wyrwać się z więzów. Kiedy tylko odzyskali mowę, zaczęli błagać o gaz stymulujący. Naukowcy próbowali poznać przyczynę samookaleczeń, a także pytali, dlaczego badani chcą gazu stymulującego. Otrzymali tylko jedną odpowiedź: „nie mogę usnąć”. Więzy wszystkich trzech badanych zostały wzmocnione i ponownie umieszczono ich w komorze, oczekując na decyzję, co należy z nimi zrobić. Naukowcy, stając przed gniewem swoich militarnych „dobroczyńców” za niewypełnienie ustalonych celów projektu rozważali eutanazję przetrwałych badanych. Zarządzający oficer, były członek KGB, widział jednak pewien potencjał i chciał sprawdzić co stanie się po przywróceniu gazu. Naukowcy protestowali, jednak byli w mniejszości. W przygotowaniach do zamknięcia komory ponownie, badani zostali podłączeni do elektroencefalografów i usprawniono ich więzy w celu długofalowego ograniczenia swobody. Ku zaskoczeniu wszystkich, cała trójka przestała wyrywać się, kiedy dowiedzieli się, że ponownie otrzymają stymulujący gaz. Było oczywiste, że w tym momencie wszyscy trzej wkładali w wielki wysiłek w to, by nie zasnąć. Jeden z nich, który mógł mówić, stale i głośno nucił jakąś melodię; niemy napinał skórzane więzy z całych sił najpierw lewą nogą, potem prawą, chcąc pradopodobnie się na czymś skoncentrować. Ostatni z badanych trzymał głowę nad poduszką i bardzo gwałtownie mrugał. Był pierwszym z podłączonych do EEG i większość naukowców obserwowała jego fale mózgowe z zaskoczeniem – były w większości normalne, choć od czasu do czasu niewytłumaczalnie zanikały. Wyglądało, jakby regularnie przeżywał śmierć mózgu i wracał do stanu normalnego. Kiedy wszyscy przyglądali się papierowi drukowanemu przez elektroencefalograf, tylko jedna pielęgniarka zauważyła, jak jego oczy zamykają się, a głowa opada na poduszkę. Jego fale mózgowe natychmiastowo zmieniły się w te odpowiadające głębokiemu snu i zanikły po raz ostatni, w tej samej chwili przestało bić jego serce. Jedyny pozostały przy życiu posiadający głos badany zaczął krzyczeć, domagając się bezzwłocznego dostarczenia gazu. Jego fale mózgowe wykazywały takie same zaniki jak tego, który właśnie umarł po zaśnięciu. Dowódca rozkazał zamknąć w komorze i poddać działaniu gazu obu badanych razem z trzema naukowcami. Jeden z wymienionej trójki od razu wyjął swój pistolet i zastrzelił dowódcę i niemego badanego. Wycelował pistolet na ostatniego z badanych, wciąż przywiązanego do łóżka, kiedy personel medyczny i naukowy w pośpiechu opuszczał pokój. – Nie dam się tu zamknąć z tym czymś! Nie z tobą – krzyknął do związanego mężczyzny. – Czym jesteś?! – zapytał. – Muszę się dowiedzieć! Badany uśmiechnął się. – Tak szybko zapomniałeś? – spytał. – Jesteśmy wami. Jesteśmy drzemiącym w was wszystkich szaleństwem, zawsze chcącym wydostać się na wolność z zakamarków waszych zwierzęcych umysłów. Jesteśmy tym, przed czym co noc ukrywacie się w łóżkach. Co zamieniacie w ciszę i paraliż, kiedy wybieracie się do nocnej przystani, gdzie nie możemy się dostać. Naukowiec znieruchomiał. Po czym wycelował w serce badanego i wystrzelił. EEG zaczęło drukować linię prostą, a mężczyzna słabo wykrztusił: „już… prawie… wolny”.
    1 punkt
  4. SamWieszKto1231

    Newsight.exe

    Pobieranie zakończone. Mówisz tak sam do siebie, gdy gra której tak pożądałeś, kończy się instalować. Niby to nic takiego, ale zawsze odczuwałeś przyjemne podniecenie, gdy dostawałeś nową grę. Przypominasz sobie, że miałeś się spotkać ze swoim przyjacielem Garrym. Wciągasz na siebie ubrania. Siadając z powrotem przy komputerze, widzisz w komunikatorze nową wiadomość od Garrego. „Pobieranie zakończone.” Jadąc do Garrego, zastanawiasz się o co mu chodziło i dochodzisz do wniosku, że pewnie chce ci pokazać jakąś nową grę lub muzykę, którą sobie ściągnął. Wiesz, że Garry uwielbia słuchać muzyki. Wsiadasz więc na rower i jedziesz do jego domu. Gdy docierasz do domu, widzisz, że światłą są zapalone. Pukasz do drzwi. Okazuje się, że były otwarte. Gdy wchodzisz do domu, wszystko wydaje się normalne. Jego mama siedzi na dole, popijając kawę. Mówi ci, że Garry jest na piętrze. Wchodzisz więc na górę i zauważasz, że drzwi do pokoju Garrego są otwarte, a on sam siedzi przy komputerze. „Cześć Garry”, mówisz do niego. Nie doczekując się odpowiedzi, dochodzisz do wniosku że pewnie słuchał muzyki przez słuchawki. Podchodzisz więc do swojego kolegi i kładziesz mu dłoń na ramieniu. Ciągły brak reakcji z jego strony martwi cię na tyle, że wołasz jego mamę. Gdy wchodzi, dzwonicie po karetkę. Ratownicy medyczni nie potrafią powiedzieć co się z nim stało. Jego serce bije, nie ma żadnych objawów śpiączki, nie stracił też przytomności. Biorą go więc na OIOM. Informują cię, że możesz przyjść go zobaczyć jutro. Co dziwne jego oczy są całkiem czarne. Raczej jutro cię do niego nie wpuszczą. To musi być bardzo ciężkie dla mamy Garrego, myślisz. Wpadasz na pomysł żeby zajść do niej po drodze i sprawdzić jak się czuje. Jesteś osobą, która dobrze wie, co to znaczy stracić kogoś z rodziny. Nie dają ci spokoju wspomnienia tego, co stało się z twym bratem. Odpychasz je od siebie i swojego umysłu. Są zbyt straszne. Gdy wchodzisz do domu Garrego, widzisz jego mamę przy kuchennym stole, jak płacze. „Pomogę pani, jak tylko potrafię, czy chce pani żebym coś zrobił?” – oferujesz. “Idź do pokoju Garrego, może znajdziesz coś, co spowodowało to. Poczułabym się lepiej, gdybym chociaż to wiedziała.” – odpowiada. Wchodzisz więc na górę i docierasz do jego pokoju. Zauważasz, że jego komputer jest włączony. Na ekranie są słowa: „Pobieranie zakończone”. Jest też plik o nazwie Newsight.exe, a kursor jest nad przyciskiem “Otwórz”. Trochę dziwne... Sprawdzasz wielkość pliku. Ma tylko 1 bajt. To ciekawe. Nawet nie wiedziałeś, że istnieją tak małe pliki. Nie jesteś aż tak głupi aby próbować otwierać plik. Nie po tym, co przytrafiło się Garremu. Szukasz jakichś informacji o pliku w Internecie. Nie ma tam nic. Nic, poza jednym forum. Jego użytkownicy piszą, że są ostatnimi. Pytasz ich więc, co mają na myśli. Piszą, że ten plik to nie normalny plik, lecz stworzenie zdolne, by kontrolować umysły. Prawie lejesz po nogawkach ze śmiechu, pytasz ich, czy są normalni. Odpowiadają ci, że nie musisz w to wierzyć, musisz tylko powstrzymać się przed otwarciem pliku. Nie wiesz co myśleć, zastanawiasz się, czy to jakiś kawał. Niby to dobre wytłumaczenie, ale nie potrafisz przestać myśleć o tym, jak pisali, że są ostatnimi, którzy przetrwali. Właśnie wtedy słyszysz kroki na schodach. Słyszysz też skrzypienie otwieranych drzwi do pokoju Garrego… W drzwiach stoi matka Garrego. Nie ma źrenic, a w ręce trzyma nóż kuchenny. Rzuca się na ciebie. Nie masz wyboru, musisz się bronić. Rzucasz w nią nożem, który leżał gdzieś w pokoju. Nóż wbija się w jej głowę. Czarna ciecz wypływa z rany i kapie na podłogę… Mama Garrego spada na ziemię. Patrzysz na monitor raz jeszcze i zauważasz na pulpicie plik. Nazywa się „Pobieranie zakończone”. Otwierasz go i widzisz zdjęcie. Rozpoznajesz twarz, a jednocześnie jej nie rozpoznajesz. Wygląda zupełnie jak Garry, lecz ma czerwoną poświatę i brak jej źrenic.
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...