Skocz do zawartości
  • 👋 Witaj na MPCForum!

    Przeglądasz forum jako gość, co oznacza, że wiele świetnych funkcji jest jeszcze przed Tobą! 😎

    • Pełny dostęp do działów i ukrytych treści
    • Możliwość pisania i odpowiadania w tematach
    • System prywatnych wiadomości
    • Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    • Członkostwo w jednej z największych społeczności graczy

    👉 Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Zarejestruj się teraz

[AC][Inne] Książki Assassin'S Creed


ObiOne

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siema, chciałbym napisać jakie książki zostały wydane z serii Assassin'S Creed.

 

Assassin'S Creed Renesans

W przeciwieństwie do dzieł czysto fanowskich, znanych mi z internetu, książka ta jest sygnowana przez Ubi, na okładce znajduje się logo Ubisoft, a w stopce informacje o posiadanych przez firmę prawach autorskich. To znaczy, że mamy do czynienia z utworem nie odbiegającym od kanonu gry. Spodziewać się więc możemy, że nie będzie w powieści żadnych udziwnień wypaczających fabułę, a to zdecydowanie jest plusem tego typu utworów.

Istotnie, jest to przyjemna lektura dla tych, którym spodobała się fabuła gry, gdyż właśnie o wydarzeniach znanych z AC2 opowiada książka. Akcja powieści jednak, w przeciwieństwie do AC2, toczy się w całości w czasach historycznych, w renesansowej Italii. Głównym bohaterem jest więc od początku do końca Ezio, a nie Desmond - obiekt badań Abstergo, odwiedzający wspomnienia swoich przodków w Animusie. I dobrze, bo powieść nie jest kalką gry, przez co nabiera nieco innego charakteru.

Jeśli jednak chodzi o przygody Ezio, to akcja obejmuje dokładnie taki sam zakres wydarzeń, co gra. Wszystko rozpoczyna się we Florencji, gdzie Ezio, 17-letni młodzieniec, wywołuje na ulicach burdy i wojuje z Vierim de? Pazzi. Wydarzenia toczą się tak jak w grze, a co więcej - nawet niektóre dialogi są żywcem wyjęte z AC2. Tak więc rozmowy Ezio z braćmi, z Claudią, czy ojcem przebiegają identycznie. Do 4. rozdziału niewiele jest zmienione w wydarzeniach, chociaż trzeba przyznać, że autor potrafi nawet najprostsze wydarzenia opisać w sposób bardzo ciekawy. Zachwycać można się w książce opisami wspinaczek na budynki, czy skoków z ukrytym ostrzem na przeciwników. Wszystko to brzmi bardzo wiarygodnie, gdy czyta się opis wysiłków młodego asasyna, żeby na przykład dobrze wymierzyć odległość skoku i nie spaść z dachu lub by znaleźć jakieś oparcie dla stóp podczas wspinania się na najwyższą wieżę. W grze robimy to wszystko przecież automatycznie, wystarczy przytrzymać 2-3 przyciski, aby nasz bohater przemierzał pionowe ściany w zawrotnym tempie. Nasz asasyn zdaje się mieć nadprzyrodzone zdolności, być niczym Spiderman. Ale tak nie jest - dopiero w powieści widać, że to wszystko jest kwestią ćwiczeń, nabywania pewnych umiejętności podczas ciężkich treningów i nawet Ezio może popełnić jakiś błąd.

 

Takie techniczne sprawy rozgrywki często są w książce bardzo racjonalnie wytłumaczone. Odnosi się to także do planowania i wykonywania misji, odszyfrowywania stron kodeksu przez Leonarda, czy wreszcie do zasad działania broni - ukrytego ostrza, pistoletu czy ostrza z trucizną. Dla przykładu - dowiadujemy się, że trucizna używana przez Ezio do zabójstw to wyciąg z szaleja (cykuta), a później z lulka czarnego. Takich wyjaśnień zabrakło w grze, prawda?

Czytając książkę o wiele lepiej odczuwamy też upływający czas. W grze czasem trudno się zorientować, że pomiędzy jedną sekwencją a drugą upływa mnóstwo miesięcy, a w całości śledzimy losy bohatera na przestrzeni ponad dwudziestu lat. W powieści natomiast jest więcej wzmianek o tym, jak toczy się życie bohatera pomiędzy sekwencjami. I tak na przykład dowiadujemy się, że w willi Monteriggioni Ezio spędził kilka miesięcy na treningu pod okiem wuja, nim wyruszył rozprawić się z Vierim i Francesco de? Pazzi, a skompletowanie wszystkich trzydziestu stron kodeksu w sekwencji 14. zajęło mu tak naprawdę kilka lat.

 

Oczywiście książka to nie tylko ścisła interpretacja tego, co mamy w fabule gry, ponieważ zawiera o wiele więcej elementów, których na konsolach czy PC nie widzieliśmy. Pod tym względem fabuła powieści jest mniej dziurawa, pojawiają się wątki poboczne, parę kwestii autor rozbudował i rozwinął. Największą chyba zmianą w stosunku do oryginalnej gry są relacje Ezio z innymi kobietami. Tak, w książce jest silnie zaznaczony wątek romantyczny, chociaż oczywiście nie do przesady - nie jest to powieść o uczuciach, lecz o asasynie i jego misji, dlatego, jeśli nawet kogoś kocha (a kochać potrafi), jest to najczęściej miłość nieszczęśliwa lub schodząca na drugi plan w obliczu zadania, jakie musi wykonać, by dopełnić zemsty.

Z pewnością dowiedzieć się możemy, że tak naprawdę prawdziwą miłością Ezio była Cristina Calfucci (w grze znana pod nazwiskiem Vespucci, historycznie oba nazwiska są poprawne). Ona to nie tylko pozornie jeden z podbojów młodzieńca, do której wkrada się jednej nocy przez okno, by następnie stamtąd uciec i już nigdy się nie pojawić, ale kandydatka na poważny związek, który miał szansę rozwinąć się w przyszłości. Dowiadujemy się między innymi, jak tych dwoje się poznało, poza tym Ezio często o niej myśli, nawet z upływem lat. Odwiedza ją jeszcze kilka razy (nawet wtedy, gdy już zostaje asasynem i ich drogi się pozornie rozchodzą), ubolewa nad tym, że w końcu dziewczyna została wydana za mąż, a po wielu latach głęboko przeżywa wieść o jej śmierci. Widać po tym, że naprawdę była ona dla niego kimś wyjątkowym.

Oczywiście w powieści spotykamy też inne wątki romantyczne, jak np. lekko zarysowany flirt pomiędzy Cateriną i Ezio lub też kilka namiętniejszych chwil z Rosą (chociaż to raczej wynikło z jej inicjatywy i to ona zauroczona jest osobą Ezio). Dodaje to z pewnością autentyczności głównego bohatera, który przecież nie jest tylko i wyłącznie maszynką do zabijania, ale i wrażliwym, uczuciowym mężczyzną.

Bardzo ciekawie przedstawiona jest postać Leonarda da Vinci. Autor nie okroił jego roli tylko i wyłącznie do momentów, gdy ma odszyfrować strony kodeksu lub zbudować nową broń dla Ezio lub machinę latającą. Leonardo jest tutaj osobą ciekawą, bardzo pogodną i żywą - widać też, że z Ezio łączy go prawdziwa przyjaźń. Dyskutują o wielu sprawach, nie tylko "zawodowych", ale i prywatnych. Poza tym autor książki nie omieszkał wtrącić kilku dość konkretnych faktów sugerujących, że Leo jest homoseksualistą. To już można się domyślić z prawdziwej biografii mistrza, w grze nie było jednak takich insynuacji, natomiast w książce - owszem, znalazły się. W pracowni Leonarda kręci się kilku młodych pięknych chłopców-asystentów - tak, właśnie często jest używane słowo "piękni" i "przystojni". Poza tym Leo raz czy dwa wspomina coś o szykanowaniu homoseksualizmu, a także wspomina o procesie jednego ze swoich modeli (oskarżonego właśnie o homoseksualizm, który, pamiętajmy, był w tamtych czasach zakazany), w którą to sprawę był wplątany, itp, itd. Ogólnie Leonardo, jeśli nawet w grze był bardzo sympatyczny, to jednak stwarzał pozory wymuszonego nieco "tła' wydarzeń - za to w książce jest autentyczny, prawdziwy i można go polubić jeszcze bardziej.

 

Na autentyczności zyskują też pewne wydarzenia, które w grze nie były opowiedziane konkretnie lub wyszły nieco nielogicznie. I tak, przykładowo, dowiadujemy się, że po egzekucji rodziny Auditore Ezio powraca po ich ciała, aby swoim bliskim wyprawić godziwy pochówek (później wspomina też o tym w rozmowie z Claudią i matką, lecz w grze nie było do końca wiadomo, jak to się odbyło). Podczas wyprawy z Leonardo przez góry do Wenecji nie szarżuje wozem po wąskich drogach, tylko dosiada konia, każe przyjacielowi uciekać, a sam rozprawia się w siodle z wysłannikami Borgiów. Z pewnością ta scena wygląda przez to bardziej realistycznie.

Bardzo wiele zmian, w stosunku do gry, jest w ostatnich rozdziałach książki. Oczywiście tu obecne sekwencje 12. i 13., tak bezczelnie wycięte z gry konsolowej, stanowią integralną część historii, podobnie jak w wersji na PC. Jednak wydarzenia nieco się różnią, a zwłaszcza zmieniono je w sekwencji 13, być może dlatego, że w grze nasze zadanie polega głównie na ściganiu we Florencji "podżegaczy", popleczników Savonaroli, czyli bieganie z punktu A do punktu B i ich mordowanie. Na papierze sytuacja opisana jest nieco inaczej, a działania zarówno owych przyjaciół fałszywego proroka, jak i asasynów zdają się bardziej przemyślane, racjonalne. Występuje też tam niewinny brat Savonaroli, którego Ezio ratuje przed wysłannikami Borgiów, jest także herold w Wenecji, etc. Akcja z 13. sekwencji w powieści jest bardziej dynamiczna, nie tchnie taką monotonią.

 

 

 

 

Assassin'S Creed Bractwo

Książka przyciąga uwagę schludną, błyszczącą miękką okładką, na której z przodu widnieje znane nam dobrze logo gier spod szyldu Assassin's Creed, wypukłe napisy, a także obrazek przedstawiający Ezio Auditore w tłumie kardynałów - dzieło grafików z Ubisoftu, a z tyłu książki - krótki opis fabuły i jeden z concept artów ze studia. Nic dziwnego, gdyż, podobnie jak to miało miejsce w przypadku pierwszej powieści, autor współpracuje z Ubi - wszakże książka ukazała się niemal jednocześnie z grą, a więc Oliver Bowden był w pełni świadomy scenariusza (być może nawet pracował przy jego pisaniu dla gry? Nie wiem). Możemy być więc pewni, że jest to powieść nie wykraczająca poza "kanon" i w pełni popierana przez twórców gry AC. I to jest piękne, bo odróżnia to książkę od wielu powstających w internecie fanfików. Niektóre są naprawdę dobre, przyznaję, ale wciąż jest to praca fanowska, natomiast książka jak najbardziej powiązana jest z marką i jej twórcami.

 

Warsztat pisarza jest, według mnie, znakomity. W żaden sposób jakościowo powieść nie odstaje od swojej poprzedniczki, wręcz przeciwnie. Autor włada językiem bardzo dobrze, zgrabnie dobierając słowa i stylistykę. Jednocześnie potrafi też w bardzo obrazowy sposób opisać krótkie akcje, które w grze zajmowałyby dosłownie sekundy i gracz nie zorientowałby się nawet, co dokładnie zrobił, natomiast te opisy w książce potrafią doskonale oddać klimat i, przykładowo, szybkość walk, pojedynków czy pościgów. W poprzedniej książce zachwycałam się zwłaszcza opisami wspinaczek Ezio po budynkach, czy też opisami "skradanek". W powieściowym sequelu również nie zabrakło tych elementów, chociaż są one proporcjonalnie "stonowane" i nie zajmują aż tyle miejsca. Ponadto powieść ta wydaje się bardziej nasycona akcją, więcej jest walk i dialogów, więc autor stara się również i takie rzeczy ująć w opisy, aby czytelnik mógł na przykład wyobrazić sobie miejsce akcji (stąd też liczne, jak by to określić, "opisy przyrody", czy też raczej rozwlekłe na kilka akapitów, wyjaśnienia co do lokacji), działania bohaterów, ich wyrazy twarzy, itp. Dodaje to książce naprawdę wiele profesjonalizmu i zdecydowanie ubarwia jej treść.

Przyznać trzeba, że niektóre opisy są bardzo obrazowe, również te brutalne, tak więc zdecydowanie książka nie jest dla wrażliwych, a tym bardziej niepełnoletnich odbiorców. Poza tym ktoś wrażliwy na słowo "fuck" może dostać wysypki na ciele - autor bowiem tego słowa nie szczędzi, a pada ono często, głównie z ust strażników i wojsk podległych rodzinie Borgiów. Nawiasem mówiąc, nawet mnie to trochę bawi, że ci "źli" władają wulgarnym językiem i owo wyżej wymienione słowo pada chwilami po kilka razy na stronę, podczas gdy nasz główny bohater i jego przyjaciele są czyści jak łza i mówią językiem niemal poetyckim, nigdy nie "rzucając mięsem" - no, może nieco przesadzam, ale na palcach jednej ręki mogę policzyć, kiedy pozytywnym bohaterom z ust wymknęło się przez przypadek trochę wulgaryzmów - dotyczy to głównie Machiavelliego i Bartolomeo. Postacie ogólnie są dobrze scharakteryzowane przez sposób mówienia - nie trzeba ich oglądać, ani nawet znać ich zachowania czy mimiki z gry, żeby zrozumieć ich osobowości czy to, jakie mają pochodzenie (szlacheckie, królewskie, uliczne...). I tak, przykładowo, Bartolomeo włada językiem raczej "podwórkowym", chociaż jak mówię, niekoniecznie klnie tyle, co wrogowie asasynów. Ezio to oczywiście szlachcic, który nawet najgorszemu chamowi na pożegnanie (z życiem) powie Requiescat in pace, jego siostra brzmi krnąbrnie, ale i dumnie, a Leonardo jest zawsze ułożony i spokojny. Ponadto w powieści jest bardzo wiele wtrąceń obcojęzycznych, zwłaszcza włoskich. Niektóre sentencje są w całości pisane po włosku, czasami pojawiają się w dialogach (podobnie jak w grze) pojedyncze słowa. Na końcu książki jest mały słowniczek wyjaśniający wiele z tych pojęć, więc warto tam zajrzeć w razie wątpliwości. Znajdują się tam także zdania po francusku, bowiem w powieści, oprócz języka włoskiego i łaciny (używanej przez kapłanów oraz w Watykanie) pojawia się także język francuski - głównie w rozdziale, gdzie Ezio interweniuje u stacjonujących w Rzymie wojsk z Francji.

Struktura powieści jest bardzo przejrzysta, a to jest niewątpliwym plusem. Cała historia opisana jest w sześćdziesięciu sześciu (sic!) rozdziałach, podzielonych na trzy części plus krótki prolog. Właściwie każdy rozdział stanowi jakby oddzielną scenę, dlatego są one krótsze od sekwencji w grze. Prolog to właściwie krótkie przypomnienie końca historii z "Assassin's Creed Renaissance" i - podobnie jak wstęp w grze AC:BH - opisuje dialog Minerwy z Ezio w krypcie, do której się dostał po walce z Rodrigo. Niektóre sentencje zostały nieco zmienione, ale nie jest to najważniejsze. Od czasów ukończenia poprzedniej książki zastanawiałam się, jak autor wybrnie z faktu, że opisał tam prawie śmierć Rodrigo, a przynajmniej sugerował bardzo wyraźnie, że tamten połknął truciznę i jest w stanie agonalnym. Jednakże, jak się okazuje, staruszek okazuje się bardziej żywotny, niż tego by się można spodziewać i.. jeszcze sporo namiesza, o czym wiedzą wszyscy, którzy grali w Assassin's Creed: Brotherhood. Myślę, że autor zrobił rzecz najlepszą - zgrabnie opisał moment, w którym Ezio widział w krypcie po raz ostatni Rodrigo tak, że sugeruje to, iż nasz asasyn nazbyt pewny siebie opuścił kryptę, nie wiedząc czy na sto procent ex-papież wyzionął ducha.

Nie będę Wam w zasadzie więcej zdradzać fabuły, bo sądzę, że każdy sam chce odkryć, jak to wszystko dalej się potoczy. Powiem jednak, że pomimo dobrego poznania gry, w powieści czekało mnie kilka niespodzianek. Bez wdawania się w szczegóły powiem, że wiele rzeczy jest lepiej i dokładniej opisanych, niż w grze, a inne zostały pominięte (bo były na przykład bardziej istotne dla akcji w grze niż dla samej historii o asasynach). Parę postaci jest bardziej wyrazistych i dosadnych. Przykładowo Machiavelli i La Volpe. W grze ich konflikt nie był tak wyostrzony, a ich charaktery tak wyeksponowane, natomiast w książce atmosfera pomiędzy nimi gęstnieje z minuty na minutę, z każdym niemal rozdziałem. Machiavelli, który tak czy owak nie należy do moich ulubieńców, w powieści jest o wiele bardziej surowy i nieprzystępny, w stosunku do Ezio chwilami wręcz bezczelnie chamski ze swoimi krytycznymi uwagami. La Volpe natomiast to mężczyzna w gorącej wodzie kąpany, mający ochotę zemścić się tu i zaraz, nie znający nawet faktów i nie szukający dowodów; musi być przez cały czas temperowany przez trzeźwo myślącego Ezio. Claudia wydaje mi się jeszcze bardziej bezczelna niż w grze, Pantasilea - żona Bartolomeo - odgrywa zaś ważniejszą rolę i jest sympatyczniejsza, natomiast Leonardo? Cóż, zajmuje on w powieści naprawdę wiele miejsca i pomimo, że Ezio nie rozprawia się na łamach książki z machinami bojowymi przyjaciela, tak jak ma to miejsce w grze, to więcej dowiadujemy się o istocie współpracy 'Leosia' z rodziną Borgiów. Ewidentnie Leonardo w książce jest bardziej delikatny i niewinny, tak, że zmuszony do pracy pod groźbami staje się niewolnikiem Cesare. Wynika to z rozmów, a także z tego, iż w powieści... Leonardo jest obecny przy niszczeniu willi Monteriggioni! Jego rola jest także ważniejsza w kontaktach z przyjaciółmi - konstruuje nie tylko gadżety dla Ezio, ale także np. bomby dla asasynów (ach, czemuż ich nie było w grze?) i pomaga przyjacielowi w poszukiwaniach Cesare czy też doradza w sprawie mocy Jabłka w ostatnich rozdziałach. Poza tym oczywiście nie obyło się bez zaznaczenia, że uczeń Leonarda, Salai, jest jednocześnie jego kochankiem i, pomimo że fabuła książki nie obejmuje DLC "Porwanie Leonarda da Vinci", to Salai odgrywa pewną małą rolę w opowieści.

Książka jest podzielona na trzy zasadnicze części. Pierwsza, najdłuższa część, to prawie cała fabuła zgodna z grą "Brotherhood". Rozdział po rozdziale obserwujemy poczynania Ezio takie, jak w grze sekwencja po sekwencji. Oczywiście, pewne niuanse znajdą się i tutaj. Przykładowo podziwiam autora za odwagę w opisie scen erotycznych. Nie jest to jeszcze żadna rewelacja, ale i tak jest lepiej, niż te niewinne dziecinne ujęcia w grze, zwłaszcza jeśli chodzi o spotkanie Ezio z Cateriną w willi Monteriggioni w przeddzień ataku wrogich wojsk. Również dzięki powieści mamy okazję przekonać się, że przyjęcie urządzane przez Cesare, gdzie naszym głównym celem jest opasły bankier, tak naprawdę zamienia się w jedną wielką orgię, nawet ze sceną gwałtu (!). Więcej jest też samej Cateriny, a zwłaszcza bardziej wyjaśnione są zawiłości jej związku z Ezio, kiedy to kobieta nie od razu po uwolnieniu z zamku Castel Sant'Angelo ucieka do Forli, ale odbywa jeszcze długą rozmowę ze swoim ukochanym.

 

 

Najciekawsze rzeczy dzieją się pod sam koniec pierwszej części książki i przez całą część drugą. I tutaj powieść stanowi całkowite zaskoczenie, bo opisuje zdarzenia, jakich w grze nie było! Sprawia to wrażenie, że znów Ubi wyciął jakieś sekwencje ze swojego produktu, z tym że nie wstawił ich w żadnym DLC. Zastanawiam się, czy to nie zabieg podobny do tego ze wspomnieniami o Cristinie, które to Oliver Bowden opisywał jako integralną część fabuły w książce "Renaissance", natomiast w grze poznaliśmy je jako bonusowe wspomnienia dopiero rok później, w "Brotherhood". Chociaż nie wiem, czy Ubi ten materiał z drugiej części drugiej powieści włączy do kolejnej gry, bo nie są to aż tak istotne rozdziały, raczej ciekawostki, ale czyta się z zapartym tchem. Cała druga część to wielkie śledztwo mające na celu odszukanie Cesare. Nie on tu odgrywa pierwsze skrzypce, ale jego dawni współpracownicy. Ezio wraz z przyjaciółmi wędruje po kraju, aby poznać miejsce pobytu swojego odwiecznego wroga, spotyka się nawet z byłymi kochankami Rodrigo, trzy razy dowiaduje się o pojmaniu jednego ze złych i ucieczce tegoż z więzienia (tak, tak, z renesansowych więzień łatwo było, jak widać, dać nogę!) a nawet słyszy pierwsze wzmianki o pamięci genetycznej. Naprawdę robi rzeczy arcyciekawe, a dzięki temu fabuła jest bardziej spójna, niż w grze, gdzie po prostu "lataliśmy" po mieście z Jabłkiem w dłoni, a następnie w kolejnej sekwencji jechaliśmy do Viany rozprawić się ostatecznie z arcybossem - Cesare Borgią. Niejeden gracz mógłby zapytać, co się po drodze działo z Cesare, co robił Ezio, co się stało z Jabłkiem? Cóż, w książce właśnie znajdzie odpowiedź. Natomiast trzecia część powieści - najkrótsza - to epilog, opis właśnie walki pod Vianą, z takim samym zakończeniem, jakie miało miejsce w grze.

 

Assassin'S Creed The Secret Crusade

Przez ponad połowę książki autor przypomina nam zdarzenia z Assassin?s Creed 1. Sporo graczy narzekało, że zadania w grze są nudne i schematyczne. Zapewne większość z nich nie ?odkryła?, że wszystkie informacje, jakie zdobywamy, można przeglądać w menu Animusa, czytać skradzione listy czy przeglądać materiały otrzymane od informatorów. To właśnie śledztwo nadawało sens całemu przedsięwzięciu pozbywania się wyznaczonych przez Al Mualima celów. Liczyłam na to, że w książce zostanie to tak zaprezentowane, że czytelnik wreszcie poczuje, jak to wszystko składa się w spójną, logiczną całość. Niestety ? w książce odczułam schematyczność jeszcze bardziej niż w grze. Autor pominął lwią część tego, co składało się na rozgrywkę w AC1, począwszy od pierwszej misji odkupienia Altaira, która polegała na znalezieniu zdrajcy, a nie zabiciu pierwszego celu w Damaszku. Poświęcał zwykle pół strony na śledztwa, czyli mniej, niż na samą rozmowę w biurze, kiedy rafiq zlecał nam przeprowadzenie dochodzenia i dawał wskazówki, gdzie szukać! Czasem miałam wrażenie, że po dobrze opisanym wstępie, rozwinięcie składało się ze słów ?poszedł, dowiedział się, czego mu było potrzeba i wrócił?. Bowden pominął także całkowicie kwestię przemierzania Królestwa (na koniu oznaczało to wiele dni jazdy, a po drodze często mijało się wrogie obozy), pominął szukanie sojuszników w mieście. Uczeni ani bojownicy nie pomagali w grze na zasadzie ?bo tak? ? byli to sprzymierzeńcy, którzy pojawiali się po uratowaniu kapłana bądź zwykłego mieszkańca, by się jakoś odwdzięczyć. W książce uczeni pojawiali się na zawołanie, nie stawiali pytań, szli zawsze dokładnie tam, gdzie chciał znaleźć się Altair.

 

Schemat śledztwo-zabójstwo został w kilku miejscach przełamany opisem zdarzeń z innych okresów życia Altaira, między innymi dzieciństwa. Może byłoby to dobre rozwiązanie, aby nie czuć, że ciągle czytamy o tym samym, gdyby nie pewien szkopuł. Autor przyznał w jednym z wywiadów, że porozmawiał z twórcami gry, którzy powiedzieli mu, co ma się stać, ale że o szczegóły miał zadbać sam. I to był jednak błąd, by zaufać Bowdenowi. Wydarzenia, których nie znaliśmy z gier, zostały przedstawione w tak grafomański sposób, że pozostało tylko zgrzytanie zębami. Absurd poganiał absurd. Chęć przedstawienia sceny w jak najbardziej dramatyczny sposób przełożyła się na jej wiarygodność. Zastanawiałam się, jak autor, który do tej pory prezentował całkiem dobry poziom, mógł stworzyć taki gniot?

 

Część trzecia książki, obejmująca wydarzenia z gry Bloodlines, była wytchnieniem od ciężkostrawnego początku. Tu już wszystko wyszło w odpowiednich proporcjach, bez zbędnych przerywników, bez monotonności widocznej w pierwszej i drugiej części. Nadal więcej było opisów uczuć bohaterów, nadal nie mieliśmy czasu na podziwianie widoków, ale to nie miało aż tak dużego znaczenia. Zdawało się, że dalej może być tylko lepiej, ale okazało się, że to tylko cisza przed burzą, a raczej przed katastrofą zwaną częścią czwartą.

 

Część czwarta obejmowała wydarzenia, które znamy z AC Revelations, czyli te, które autor znał jedynie z krótkiego opisu, a szczegóły wypełniał sam. Znów dostaliśmy sceny dramatyczne, tak przesiąknięte chęcią wywołania w czytelniku silnych emocji, że znów sięgające absurdu. Owszem, czułam, że wszystko we mnie wrze. Nie za to, co twórcy zrobili bohaterom. Za to, że Bowden przedstawił to w tak idiotyczny sposób. Zupełnie inaczej wygląda to wszystko w grze AC Revelations jak ?The Secret Crusade?, chociaż generalnie większość ? nie wszystko ? się zgadza. Jakby tego było mało, zabrakło konsekwencji i w następnej jego książce, Assassin?s Creed Revelations, wydarzenia te są opisane dokładnie tak, jak były przedstawione w grze? czyli niekonsekwentnie. Śmiało można by zatem zaliczyć ?The Secret Crusade? do lektur, które nie powinny być uznawane za kanoniczne w świecie Assassin?s Creed.

 

Assassin'S Creed Tajemna Krucjata

(Nie ma recenzji. Książka opisuje wydarzenia z Assassin'S Creed III)

Opublikowano

Assassin'S Creed The Secret Crusade

i

Assassin'S Creed Tajemna Krucjata

 

To jedna i ta sama książka. Zdarzenia z Assassin's Creed 1. Nie ma mowy o III skoro nawet gry nie ma.

1393461645-U349224.png

Opublikowano

No tak też mnie to dziwi, ale inaczej wyglądają te książki, a dziwne, że do angielskiej jest recenzja a polskiej nie. Okładka Tajemniczej Krucjaty jest bardzo podobna do opakowania AC III. Connor na honorowym środku :P

Opublikowano

To nie Connor tylko Altair. Popatrz na strój. I wgl. Connor ma łuk. A nie ma jeszcze recenzji, bo jeszcze książki nie ma. W Polsce wydana zostanie dopiero 9 maja.

1393461645-U349224.png

Opublikowano

Nie wiem po co kopiowałes tyle tresci. Wątpie byś sam to napisał, jesli tak to gratuluje i zwracam honor. Własciwie w Bractwie i Renesansie wystarczy zwrócic uwagę że w obie częsci są odpowiednikami AC 2 i AC:B, acz w "Renesansie" znajduje się wątek miłosny na lini Ezio - Christina? (serio nie pamiętam, poprawcie mnie jesli się mylę), a owy wątek można odblokowac dopiero w Brotherhoodzie. :)

Opublikowano

Ja właśnie czytam AC: Bractwo. Gdy tak sobię czytałem, aż napdało mnie, żeby zagrać w Brotherhooda jeszcze raz :)

Książkę polecam, dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy :)

1352970251-U713459.png

By Maxiu
"Because limits, like fears, are often just an illusion"

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...