być może nie związane z telefonią, lecz z bankowością. W poniedziałek poszedłem do banku wpłacić kase na konto. Przyszedłem i biore numerek chyba 83, przy kasie był numerek 81, czyli szczęśliwy Lenart siada na fotelu i grzecznie oczekuje swojego wywołania przez "kasierke". Po 5 minutach zawołany został numerek 82. No i tutaj zaczyna się paranoja. Osoba która miała ów numer, zaczęła zakładać konto w kasie... Kasierka zamiast odesłać ją do okienka dla "klientów indywidualnych" (czyli tam gdzie to powinno być zrobione) to zaczęła wołać połowe oddziału, bo ona niema takich papierów. W międzyczasie ludzi zaczęło przybywać. Poczekalnia pełna, na dworze gorąco, klimatyzacja albo nie wyrabiała albo padła. Duszno, śmierdząco i ogólnie chujowo. Obsługa zamiast zawołać kogoś na kase, dalej nic nie robi. Efekt? Ponad 2 godziny przesiedziane, tylko 2 numerki obsłużone, i Wielki wkurw Lenarta. Wyszedłem... Wróciłem do domu, napisałem skargę. Po godzinie dostałem odpowiedź, że skarga została przekazana do mojego oddziału. Następnego dnia, 3 z 4 kas były otwarte. Więc wpłacenie pieniędzy nie było problemem.