Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 14.12.2012 w Wpisy na blogu

  1. Silenzio

    [Opowiadanie]Nie Płakała

    Nie płakała. Spojrzenie jej złotych oczu było obojętne, a oddech spokojny. Klęczała na środku Sali, pochylona nad jego ciałem, a jej długie popielate włosy opadały na jego , jeszcze parę godzin temu radosną, teraz wyrażającą niesłychany ból, twarz. Blade dłonie trzymała na jego już spokojnej piersi, a wzrok powoli wędrował po wnętrzu kaplicy. Było w tym obrazie coś niezwykłego, kontrast jaki budziła jej śnieżnobiała suknia wraz z zakurzoną posadzką, jej krucha sylwetka pochylona nad chłopakiem na tle zniszczonych kolumn. Wszystko to wydawało się takie nierealne, spokojne, cała ta cisza w ogóle nie pasowała do wydarzeń sprzed chwili. Cały świat gnał dalej przed siebie, nikt nie wiedział, że kolejny „wybudzony” został pokonany. Nikt poza nimi. Powoli przeniosła wzrok znad pozbawionego ducha ciała i zatrzymała go na mężczyźnie, który stał oparty o jeden z ocalałych filarów. Miał on około 1.80cm, był szczupły, ubrany w długi biały płaszcz, na szyi założony miał biały szal, któremu pozwolił swobodnie opadać aż do pasa. Twarz miał spokojną, pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu, jego spojrzenie było puste. Miał takie same złote oczy i popielate włosy. Patrzył na nią. Powoli włożył rękę do kieszeni i wyjął paczkę Marlboro. Wybrał jednego i włożył go sobie do ust, dłonią dotknął końcówki papierosa, który w tej samej chwili zaczął się żarzyć. Spokojnie wciągnął do płuc chmurę dymu i odepchnął się plecami od filaru. -Wiedziałaś- powiedział wypuszczając dym, pozbawionym uczuć tonem. Jego głos był lekki i miły dla ucha, ale było w nim coś nienaturalnego, coś nieludzkiego- Wiedziałaś, że tak to się skończy. Przecież to zawsze kończy się tak samo- mówiąc to, powoli przemieszczał się w stronę wielkich drewnianych wrót. -Nie-Odpowiedziała tak samo pozbawionym emocji głosem- Myślałam, że ten będzie inny. Nie, on BYŁ inny, on był w stanie wykonać moje zadanie… -Nie był-przerwał jej spokojnie-Był taki jak wszyscy do tej pory, tak jak pozostałych 300, tak i on nie zdołał mnie nawet zranić. -Stał tak nieruchomo , dłonią położoną na klamce. Nie odwracał się, mówił tak, jakby był kimś, kto widział za dużo. -Powiedz mi, bo nie jestem w stanie tego zrozumieć- dlaczego to robimy? Czym zasłużyliśmy sobie na te błędne koło? Dlaczego nie możemy przełamać schematu i po prostu umrzeć… Od 3000 lat odradzamy się w cyklu życia- raz ty jesteś zniszczeniem a ja miłością, innym razem to ja prowadzę świat do zagłady, a ty go z niej wyprowadzasz. Wiesz że nie mogę usunąć się w cień, bo wtedy albo dzieje się tak jak w 1350, albo tak jak w 1939. Wiesz że chciałbym odejść, wiem że ty chciałabyś to zrobić będąc drugim wcieleniem, ale nie możemy. Dlaczego?- Jego głos nie był obojętny jak zawsze, tym razem przemawiała przez niego złość i niezrozumienie. -Nie wiem…-Odparła spokojnie- Naprawdę nie wiem Jinsei. Ale taka jest kolej rzeczy. Ty będziesz starać się mnie powtrzymać, a ja będę próbowała cię zabić. A skoro nie mogę zrobić tego własnoręcznie, to będę szukała wybudzonych. -Wiem- Jego glos znowu przybrał ten spokojny ton- Wiem o tym Hakai. Ale to nie ma szans powodzenia. Tego wybudzonego szkoliłaś przez 7 lat. Nauczyłaś go wszystkich run, posługiwania się bronią białą i sztyletem Tamashi. I co z tego? Zginął jak każdy inny. Zrozum, ja nie chcę zabijać, ale ty mnie do tego zmuszasz. Gdyby było to możliwe, to poświęciłbym własne życie, tylko po to, żeby cię ocalić. Ale to tak nie działa. Niestety, nie… -Pociągnął dym kolejny raz i powoli otworzył wrota. Blade światło wdarło się do środka. Wnętrze wypełnił powiem chłodnego wiatru i zapach spalonych ciał. Był listopad roku 2013. -Londyn w śniegu wygląda pięknie-Powiedział ze spokojem i uśmiechem na twarzy Jinsei- Szkoda, że połowa jest spalona, a druga wciąż się pali. Widzisz Hakai- tak dzieje się za każdym razem kiedy odsuwam się w cień. Zawsze kiedy zostawiam cię samą dzieje się coś strasznego. A teraz wybacz,- Powiedział spokojnie- ale muszę odbudować część tego świata. Płaszcz rozerwał się na plecach, a na wysokości barków wyrosły ogromne, śnieżnobiałe skrzydła. Jinsei szedł spokojnie i pewnie, mimo iż był nagi od pasa w górę. Nie wyglądał jakby było mu zimno. Wyszedł spod stropu dachu kościoła św. Małgorzaty, rozprostował skrzydła i wzbił się w powietrze, pozostawiając po sobie dwa, swobodnie opadające wraz z resztkami popiołu, niewielkie pióra. -Wiem-odpowiedziała cicho, podnosząc się znad zwłok wybudzonego-Wiem co się dzieje kiedy usuniesz się w cień, ale nic na to nie poradzę. Wybacz mi bracie, ale tak to już jest. Może kiedyś uda mi się to zmienić, ale zanim to nastąpi, musze znaleźć kolejnego wybudzonego, bo ten- spojrzała na ciało wzrokiem dziecka, które właśnie zepsuło zabawkę- już do niczego się nie nadaje. Stanęła nad ołtarzem, chwyciła sztylet Tamashi i sprawnym ruchem poderżnęła sobie gardło. -Do zobaczenia w przyszłym wcieleniu- Pomyślała, zanim świat zatracił się w mroku, a ona całkiem osunęła się w nicość.
    1 punkt
×
×
  • Dodaj nową pozycję...