-
Postów
61 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
O Jazzper
- Urodziny 01.03.1997
O użytkowniku
-
Płeć
Mężczyzna
-
Lokalizacja
Przysietnica
Osiągnięcia Jazzper
-
botanicFTS zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Marcuśny zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Kubiq1 zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Raay#3 zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Oto moje dzieło. Pierwsze opowiadanie tutaj Miłej lektury! "SANTA CLAUS" I W karczmie było gwarno. Dzisiejszy wieczór był bardzo wyjątkowy, gdyż świętowano właśnie ostatnie dni roku, a raczej ostatnie jego tygodnie. Zabawy trwały bowiem już jakiś czas, podczas gdy do końca roku pozostawało jeszcze prawie dwa tygodnie. Z każdym dniem hulaszcze popijawy nabierały impetu i całą okolica karczmy, wraz z wioską Sheil przenikały specyficzną atmosferą, którą - nie oszukujmy się - tworzył głównie zapach mocnej gorzały, piwa, kiełbasy oraz smażonej kapusty. - Karczmarz! Piwa, i to całą beczułkę! He He! - mocno trzymający się szynkwasu osiłek uśmiechnął się i ilu zębów nie ma. A nie miał prawie wszystkich. Ostały się tylko kilka siekaczy, po dwa na górze i na dole. Widok był nie przyjemny, zęby były bowiem czarne, dziurawe, pokruszone. - Harde, ty dziś nawet jak na siebie to za dużo wychyliłeś z kufla. Paszoł won na wyro! Ale już! - karczmarz wezwał do pomocy dwóch nieco bardziej świadomych mężczyzn, aby ci zanieśli go na łoże, na górę. Śpiewom, tańcom i piciu nie było końca. Zdawało się, że gdyby pożar trawił gospodę, nikt nie opuścił by budynki, nie zabrawszy uprzednio ze sobą kilku beczułek trunku. Nagle, drzwi otworzyły się z hukiem i wśród zamglonych spojrzeń i rozdziawionych gęb, do środka weszły trzy postacie. Bardzo interesujące i osobliwe postacie. Pierwszą z nich był potężny, barczysty mężczyzna. Z pewnością był nietutejszy. Jego wzrok, mimo postury był bardzo bystry, inteligentny. Lokalni siłacze sprawiali raczej wrażenie półgłówków i tak też było. Długa, zapleciona w warkocze broda, włosy spięte w jeden wielki warkocz związane były na końcu czymś w rodzaju elastycznego rzemyka. Jego ubiór, zdjęty jakby z kilku ludzi i wyborem włożony, był zupełnie nie kompletny. Naramienniki, pancerz na tułów, onuce, karwasze czy buty wyglądały dosyć komicznie, nikt jednak nie odważył się zwrócić mu uwagi. Broń, którą nosił przy pasie jak i na plecach, stanowiły dwa zapewne śmiertelnie ostre topory, oraz krótki, o ciekawie zdobionej rękojeści, mieczyk. Stojąc w drzwiach, osiłek rzucił po wnętrzu gospody wzrokiem, po czym wybrał sobie miejsce, które wcale nie było wolne. Natychmiast, siedzący przy nim dwaj chudzielce, odstąpili i miejsce zwolniło się. Druga oraz trzecia postać stanowiły jakby swoje odbicia. Dwie piękne, o ciemniejszej niż lokalne dziewki karnacji, ubrane skąpo jak na panującą na zewnątrz pogodę, rozmawiały ze sobą szeptem. Jedna z nich, miała dumną, poważną minę. Nie podobały się jej spojrzenia szczerbatych obdartusów, śliniących się na jej widok. Druga, zupełnie odmiennie, uśmiechała się. Z niewiadomych powodów, spojrzenia podobały się jej. Obie kobiety, tym razem już identycznie, nosiły na plecach łuki oraz kołczany, przy pasie zaś zawieszone miały sztylety. Postacie, choć tak wyróżniające się i osobliwe, nie spowodowały dłuższego zatrzymania pijackich gier i zabaw. Z chwilą gdy usiedli przy swoim stole, zainteresowane nimi sięgnęło dna. Nord, jak nazywały go jego towarzyszki, podszedł do szynkwasu i zagadnął karczmarza. Poprosił go, jednocześnie rozwiązując worek z monetami, o trzy kufle piwa, kapustę i chleb. Zamienił z nim jeszcze kilka słów, i gdy uzyskał potrzebne informacje, wrócił na miejsce. Zabawy trwały, kompletnie pijani "klienci" byli wynoszeni poza budynek, na ich miejsce przybywali nowi goście. Nadeszło popołudnie, i słońce przez okna, a wcześniej przez chmury, niepozornie wkradało się do wnętrza. Goście wciąż nadchodzili i opuszczali lokal, tworząc niekończący się łańcuch. Wieczór nadszedł szybko. Wśród gwaru i śpiewu, w karczmie pojawił się herold. Posłaniec książęcy, obwieszczający głównie święta ustanowione przez władcę, nowe podatki i nowiny. Tym razem jego wizyta miała inny charakter. - Cisza! Nie widzita, hultaje, że książęcy posłaniec przybył? Wstyd! - pod wpływem ostrego napomnienia karczmarza, większość ze znajdujących się w karczmie ucichła. W głębi sali zdawało się jeszcze słyszeć śmiechy, które jednak z czasem opadły. -Dziękuję, mości karczmarzu! Wielki książę, pan całego regionu Harshad, również wioski Sheil, możny i łaskawy Deckard IV, wydaje list gończy za niejakim Santa Clausem, rabusiem, hultajem i przestępcą! Ekhm! - zakaszlał, po czym rozwinął pergamin i począł czytać: Ludu Sheil! Niniejszy, po wielu doniesieniach i konsultacjach, wielki książę Deckard IV ogłasza, że Santa Claus, zbrodniarz, rabuś i hultaj jest przestępcą i ma być jak najszybciej ujęty! Każdy, kto zaangażuje się w to przedsięwzięcie, zostanie sowicie nagrodzony! Santa Claus jest mile widziany i żywy i martwy, nie ma to znaczenia. Król Deckard IV Zwijając pergamin, herold z uśmiechem spoglądał na obecnych. Niektórzy już spali, inni uważnie przyglądali się posłańcowi. Po chwili, dwóch mężczyzn z eskorty herolda, przybiło list gończy do tablicy stojącej przed karczmą. Teraz był on widoczny dla każdego, również dla tego, że inne z ogłoszeń zdarto. Przed tablicą utworzył się tłum gapiów, spośród których każdy chciał zobaczyć z bliska jak wyglądał ów Santa Claus. Wielu z nich śmiało się z nieudolności króla i jego straży. Ten "rabuś, hultaj i przestępca" przypominał starego dziada, z długaśną, białą brodą, pomarszczonego i wątłego. Jak więc ktoś taki może okradać, zabijać i czynić przestępstwa nie będąc ciągle ujętym? - Magia czy co? Pewnie jaki pakt z samym Czartem zawarł! Masz ci! - krzyczały baby, które spoglądał po sobie zakrywając usta. - Jaka magia! - zakrzyknął jeden z siedzących przy stole. Był on ubrany w ciemny płaszcz, kapelusz z szerokim rondem a na nosie okulary. Pociągał co po chwila z kufla, rozkoszując się piwem. - Ja dobrze wiem czego nie mogą tego całego Clausa złapać! Ludzie mu najzwyczajniej pomagają, bo jest lepszy od księ... Aaaa! - nie zdążył dokończyć. Już wcześniej, gdy rozpoczynał mówić, dwóch drabów powili podchodziło w jego stronę. Gdy zaś jego słowa weszły na niewłaściwy tor, podbiegli prędko i chwytając za płaszcz, wyciągnęli na zewnątrz, obili i wyrzucili za bramę. Barczysty mężczyzna, zwany przez swoje towarzyszki Nordem, nie zareagował. Postanowił nie robić sobie problemów chociaż tutaj. Spokojnie siedział, przyglądając się całemu zajściu - Nord! Trzeba coś zrobić! - szepnęła cicho Kartha, za aprobatą Talyi. - Nie, niczego nie zrobimy. To nie nasza sprawa. Mógł zawrzeć gębę. Nawet jeśli to co chciał powiedzieć jest prawdą, to księciu na pewno się to nie podoba. - Ale... - tym razem to Talyia rzekła, Kartha zaś patrzyła Nordowi w oczy próbując go przekonać - Żadne ale. Siedzicie tutaj ze mną, nic nie robimy. - stanowczo, lekko uderzając pięścią w stół, rzekł Nord. Teraz nic nie mogło podważyć jego zdania. Gdy tłum przy tablicy przerzedził się nieco, podszedł do niego Nord, wraz z towarzyszkami. Najpierw przeanalizowali dokładnie, usiany szczegółami pergamin, a usiany był on w większości szczegółowymi epitetami, mówiącymi co władze o nim sądzą. Podana była też nagroda. Niezależnie, czy żywy, czy martwy, za Santa Clausa można było otrzymać 2000 złotych monet. Jak na takie, wydawało by się łatwe, zlecenie było to bardzo dużo. Powrócili do stolika by omówić list. - Taka okazja prędko się nie nadarzy. Dużo zarobimy, mało przy tym robiąc! - Talyia, lekceważąc nieco Santa Clausa, ucieszyła się. - Nie możemy być tego pewni. Musimy go pierwsze odnaleźć, zobaczyć. Ale zlecenie bierzemy, pieniądze zawsze się przydadzą. Nord nie powiedział tego głośno, lecz myślał, że skoro książę płaci 2000 złotych monet za ubicie starego dziada, to musi być w tym jakiś haczyk. Nie wiedział jeszcze jaki, ale jakiś był na pewno. Tutejsi książęta nie byli zbyt rozrzutni, a ten był aż za hojny, co było bardzo podejrzane. II - Santa Claus z pewnością sam się nie pokaże. - podjęła Kartha, ta której spojrzenia szczerbatych dziadów się nie podobały. - Z pewnością. jeśli do tej pory udawało mu się uciec, dlaczego teraz nagle miałby się nam pokazać? - Ten książe, Deckard IV mnie zainteresował. Dużo daje w zamian za, wydawało by się, szybką robotę. Słyszałeś w ogóle coś o jego koronacji? O takich rzeczach się słyszy, zwłaszcza jeśli chodzi o władców tego regionu. - Przestań. Nie ma co rozwodzić się nad tym. Pamiętasz, co ustaliliśmy? Póki nie płacą nam za coś co jest sprzeczne z naszymi zasadami, nie narzekamy. Chyba, że płacą cholernie mało. - Ale my nie wiemy, czy to jest sprzeczne z naszymi zasadami czy nie! Nikt jakoś się nie skarżył wczoraj w karczmie na tego całego Santa Clausa, nikt też nie cieszył się znacząco na wieść o wydaniu listu gończego! - w tym momencie Kartha wstała i poczęła wędrować wokół paleniska. - Dlatego proszę cię żebyś przestała. Nie rzucimy się przecież na niego z mieczami od razu, jeśli będzie się dało, to porozmawiamy z nim. Wszystko w swoim czasie. Tymi słowami Nord najwyraźniej uspokoił Karthę, która po chwili usiadła, opierając się znowu o zdobioną kulbakę. Oczekiwali oni teraz na Talyię, piekąc na ogniu mięso zdobyte dwa dni wcześniej na polowaniu. Ich towarzyszka wybrała się do wioski, popytać mieszkańców o rzekomego rabusia i hultaja. Wyruszyła bardzo wcześnie, około godziny szóstej, tak aby do południa dowiedzieć się jak najwięcej. Postanowiła popytać tylko tych, którzy zostali napadnięci przez Santa Clausa. Inni jej nie interesowali, mogli oni bowiem stworzyć fałszywy obraz tego, co jest prawdą. Niedługo po południu, gdy słońce przedzierało się przez gałęzie drzewa, pod którym spoczywali, z oddali dało się słyszeć stukot kopyt. Była to Talyia, trzymająca lejce jedną ręką, drugą zaś ściskała zwój pergaminu. Gdy zbliżyła się do nich, zsiadła z konia, przywiązała go do stojącego nieopodal płotu, podobnie jak jej towarzysze i usiadła obok nich z podekscytowaną miną. - Wiem wszystko czego chciałam się dzisiaj dowiedzieć - rzekła, eksponując gruby pergamin. - To proszę, podziel się tym z nami - nieco sarkastycznie odrzekł Nord. Podparł głowę ręką, kładąc się na boku. - Dobrze. Muszę wam powiedzieć, że bardzo się zdziwiłam. Nie było łatwo, wieśniacy byli bardzo skryci, nie chcieli nic mówić. Przekonałam ich, że jeśli mi pomogą, ja pomogę im. Dopiero gdy zapewniłam ich o tym pięć razy, zaczęli mówić. Jedna z kobiet zaprosiła mnie do środka i pokazała pewien przedmiot. - Co takiego ci pokazała? Skoro odwiedził ją Santa, to chyba chciała pokazać ci to co jej ukradł. - Nie zupełnie. Zbliżcie się, nie chcę mówić zbyt głośno. Okazuje się, że "rabusiem, hultajem i złodziejem" nie jest dla nich wcale ten Santa Claus. Oni mówią, że ten opis pasuje bardziej do tego ich księcia. - Do Deckarda? Słyszałem wiele złego o książętach, ale żeby aż tak? O tutejszych słyszałem zaś głównie rzeczy dobre. - Zawsze, ale to zawsze znajdzie się jakaś czarna owca! - Kartha, do tej pory tylko słuchała, teraz jakby natchniona wypowiedziała słowa podsumowujące wszystko. - Co robić... - westchnęła Talyia, a Nord pokiwał głową ze zrozumieniem. - Powiedz nam jeszcze, dlaczego to książe jest taki niedobry? - Kartha bardzo lubiła gdy wszystko było jasne, by nie było nieporozumień. Talyia rozwinęła pergamin, zmieniła pozycję na wygodniejszą, oparła się o torbę podaną przez Norda i zaczęła odczytywać swoje zapiski. - Wieśniacy powiedzieli mi, że odkąd władza jest w rękach Deckarda IV, ciągle muszą płacić podatki. - Podatki płaci się przecież ciągle, więc o co chodzi? - Nord zdziwił się, zapytał więc. - Ale podatki są coraz to inne. Osobno podatek od kur, od kóz, krów i koni zamiast jeden podatek od posiadanej zwierzyny. Podatek od wielkości posiadanego pola zwiększył się ponad dwa razy, dodano przymus płacenia podatku od wytwarzanych dóbr! Wyobraźcie to sobie! Żona uszyje chłopu koszulę, to musi płacić! Dlatego ukrywają się z tym. Straż co dwa tygodnie ich kontroluje i prowadzi przy tym szczegółowe statystyki. Mam mówić więcej? To, co on wyprawia to po prostu szczyt! - Talyia była dotąd spokojna i opanowana. Wreszcie nie wytrzymała i krzyknęła głośno uderzając przy tym pięścią w otwartą dłoń. - Nie chcesz chyba walczyć z księciem?! To było by nierozsądne i głupie. - Nord wyprostował się natychmiast. - Nie, mam na myśli coś całkiem innego. Coś, co pomoże tym biednym wieśniakom. A książe też dostanie nauczkę. To wam obiecuję. Na pewno. KONIEC © Copyright by Patryk „Jazzper” Gwizdała
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Konkurs w dziale Diablo!
-
Naprawdę racja. GIMPA można bardzo rozbudować tak jak PS,
-
Xbox 360 slim i nic więcej do gadania
-
Zaczęcie przygody Warcraft III
Jazzper odpowiedział(a) na temat Diosminex w Gry Blizzard Entertainment
Czekam na dalsze części! Właśnie postanowiłem pograć trochę w W3. leci + -
Ja osobiście poleciłbym ci Slima z dyskiem 250g albo elite z 120, pomimo wyższej ceny niż te bez dysku masz wieksza pewnosc ze ci nie wyskoczy RROD, i napęd sie nie będzie tak psuł bo gry instalujesz na dysk, a napędy niektóre sporo kosztują
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Polandyt2[Hamachi][Pl]
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Lordzikmt2 [Pl] [Hamachi]
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Filamt2 No-Hamachi
-
Jazzper zareagował(a) na odpowiedź w temacie:
Atlantyda (Wejscie)
-
[Official] Call Of Duty 2 - Video Recenzja MPCForum.Pl
Jazzper odpowiedział(a) na temat Rodimop w Filmy Użytkowników MPCforum
Świetny ten gameplay, bardzo dobrze jak na początek. Jesli tak wystartujecie to dalej może być tylko lepiej! :D
